Z bloga fotografa

17 wrzesień 2017 r.
BRUKSELA - DZIEŃ BEZ SAMOCHODU
BRUKSELA - DZIEŃ BEZ SAMOCHODU
Czy wyobrażacie sobie swoje miasto: Warszawę, Lublin, Wrocław, Gdańsk ... w którym na całym obszarze od 9.30 do 19.00 nie jeżdżą ŻADNE samochody poza ograniczoną komunikacją miejską, taksówkami i rzecz jasna karetkami? NIE? No właśnie, Dla mnie to był największy szok kulturowy. Trzy lata temu, na samym początku mojego pobytu, rankiem w słodkiej niewiedzy pojechałam po córkę na lotnisko i... nie mogłam wrócić do domu. Wszystkie zjazdy z okalającego Brukselę ringu R0 były zamknięte. Po wielu perturbacjach, sterowana telefonicznie dojechałam na obrzeża i komunikacją podmiejską i miejską dotarłam do celu. Powrót z lotniska zamiast 40 minut trwał 5 godzin a dodatkową atrakcją były wieczorne poszukiwania samochodu pozostawionego gdzieś daleko na przedmieściach. To było traumatyczne doznanie i chociaż dzisiaj obchodząc mój 4 Dzień bez Samochodu śmieję się z tego, to zawsze, kupując nowy kalendarz zamalowuję na kolorowo trzecią niedzielę września, żeby nie zapomnieć. Dzisiaj pogoda dopisała. Tysiące mieszkańców porusza się od atrakcji do atrakcji rowerami lub po pristu spacerem. Wszelka komunikacja jest oczywiście darmowa, centrum miasta obfituje w przeróżna pokazy i koncerty. Na Grand Place dominuje atmosfera piknikowa, kawiarnie wystawiły wszystkie stoliki na zewnątrz a na scenie przygrywa koreańska kapela w ramach Dni Różnych Kultur. Są biegi miejskie, parady i występy indonezyjskich zespołów, pokazy clownów, teatrów ulicznych. Przy Place de Brouck?re pokazy linoskoczków na taśmach rozpiętych 20 metrów nad deptakiem pełnym gapiów z zadartymi do góry głowami. Nikt się nie spieszy, nie przepycha... mija leniwy, relaksujący dzień. I o to w tym wszystkim chodzi... :)
3 wrzesień 2017 r.
KAPITAN ŻBIK I THORGAL CZYLI GRZEGORZ ROSIŃSKI W BRUKSELI
KAPITAN ŻBIK I THORGAL CZYLI GRZEGORZ ROSIŃSKI W BRUKSELI
To była gratka dla wszystkich, bo wszyscy zetknęli się z zeszytowymi wydaniami Kapitanem Żbikiem, czarno-białą opowieścią Szninkiel czy słynnym Thorgalem. Ambasada pękała w szwach. Nawet belgijski minister spraw zagranicznych przyszedł zobaczyć Mistrza. Słuchaliśmy o tajnikach malowania, o bazie akrylowej, o wykończeniu olejowym. Bardzo ciekawy był również krótki, dokumentalny film. Mistrz we własnej pracowni, malował ogromne formaty płócien. Paradoksalnie, im mniejszy docelowy rozmiar, tym większy pierwotny oryginał. Szkice zaskakują kolorystyką i zachwycają dbałością o ilość detali. Po spotkaniu, ustawiła się długa kolejka po autograf Artysty. Mam piękny, osobisty rysunek w najnowszym tomie Thorgala, bardzo mnie cieszy taka pamiątka :)
20 sierpień 2017 r.
MIMA MUZEUM
MIMA MUZEUM
Słynna brukselska dzielnica Molenbeek nie wyróżnia się tylko tym, że są tam 22 meczety i 30% bezrobocie a sprawcy zamachów we Francji, Belgii, Hiszpanii pochodzili właśnie stąd ale Molenbeek ma jeszcze muzeum MIMA. Do końca grudnia na wystawie ART IS COMIC prezentują swoje prace słynni rysownicy: Brecht Vandenbroucke, Mon colonel & Spit, Brecht Evens, HuskMitNavn, Jean Jullien, Joan Cornell. Polecam tym bardziej, że oprócz słodkich rysuneczków wiele jest też w wersji wytrawnej dla dorosłych.
17 sierpień 2017 r.
W KRĘGU PODRÓŻNIKÓW
W KRĘGU PODRÓŻNIKÓW
"Le Cercle des Voyageurs" wita niecodzienną kompozycją korelującą jednoznacznie z nazwą lokalu. Ogromna ściana naprzeciwko wejścia skomponowana jest ze skrzyń podróżnych, kufrów i walizek, z półek zachęcają do obejrzenia piękne albumy, nawet sufit to wielka mapa świata... W takim otoczeniu można się zrelaksować w wygodnych, skórzanych fotelach i wśród zapachu parzonej kawy, zatopić w marzeniach o dalekich krajach. Uświadomiłam sobie, że jestem tu jak najbardziej na swoim miejscu. Niczym Holly ze śniadania u Tiffaniego powinnam zamówić wizytówki na których zamiast adresu byłaby informacja: "Basia - w nieustającej podróży". W mojej sypialni stoją walizki których nie warto chować. Czasem przepakowywane w pośpiechu, gdy jeden kierunek zmienia się w drugi w ciągu kilku godzin. Małe do samolotu, duże ledwo mieszczące się do bagażnika, torby na aparat i kosmetyki cały czas są w ruchu. Tanie linie nauczyły mnie rozważnego pakowania gdy pół maleńkiej walizeczki zajmują obiektywy a na babskie buty i fatałaszki pozostaje tylko odrobinka wolnej przestrzeni. Gdy na emeryturze kupię sobie bujany fotel i kocyk w kratkę a wzrok pozwoli, może przejrzę stare zdjęcia i powspominam... z uśmiechem :)
13 sierpień 2017 r.
FLOWERTIME 2017
FLOWERTIME 2017
Co roku Grand Place w Brukseli zmienia się w kwitnący ogród. W parzyste lata jest to słynny Dywan Kwiatowy a w nieparzyste Flowertime. Najlepsi floryści przedstawiają swoje kompozycje w miejskim ratuszu, natomiast na placu uklądane są kompozycje. W tym roku królują kwiaty z warzywami. Begonie otulają ziemniaki, kalafiory, cebulki, marchewki i mnóstwo innych. Fajny pomysł, niecodzienny ale ja też chętnie dostałabym bukiet, który mogłabym schrupać :)
25 czerwiec 2017 r.
JAK ZMIENIŁO SIĘ POSTRZEGANIE KRAJU ZAMIESZKANIA - PROJEKT LETNI KLUBU POLKI NA OBCZYŹNIE
JAK ZMIENIŁO SIĘ POSTRZEGANIE KRAJU ZAMIESZKANIA - PROJEKT LETNI KLUBU POLKI NA OBCZYŹNIE
Od niedawna mam zaszczyt należeć do Klubu Polki na Obczyźnie, to fantastyczne miejsce zbliża kobiety, które los albo przemyślane działanie rzuciły daleko, czasem bardzo daleko od Polski. W projekcie letnim opisujemy nasze postrzeganie nowego kraju i jak się ono zmieniło od czasu przyjazdu: O Belgii nie wiedziałam prawie nic, traktując ją wyłącznie tranzytowo przy powrotach z północnej Francji do Polski. Zauważałam tylko wtedy, gdy jadąc nocą autostradą nagle robiło się widno, jakbym jechała cały czas przez jedno, duże miasto. Czasem jakiś nocleg w 1/3 trasy wypadał w okolicach Brukseli, jednak nigdy mi nie przyszło do głowy, żeby zwiedzić ten kraj choćby tylko pobieżnie. Belgia dla mnie jakby nie istniała. Co innego Luksemburg, gdy pierwszy raz pojechałam tam ćwierć wieku temu, był synonimem bogactwa, wszechobecnych banków i bankierów. Maleńkie państewko, w którym wspaniałe, nisko zawieszone samochody z rykiem silnika wyprzedzały na równiutkich drogach moje 2,5 litrowe auto z niespodziewaną łatwością. Zachwycało mnie to, że mogłam płacić w sklepach mieszanką franków francuskich, luksemburskich, belgijskich i marek niemieckich. Patrzyłam zaciekawiona jak pani w kasie przelicza to tak szybko i sprawnie bez żadnej trudności, wrzucając pieniążki do różnych przegródek. Już sama nazwa Benelux stała się dla mnie równoznaczna z totalną swobodą, współpracą i otwartym umysłem, a kiedy po wielu latach przeprowadzka do Brukseli stała się faktem, szukałam cienia tamtych pierwszych wrażeń uznając na wyrost, że Belgia "musi" być podobna. Jeździłam codziennie po Brukseli, notowałam i dokumentowałam wszystko co mnie otaczało. Kupowałam już wtedy wyłącznie duże torebki, w których mieścił się aparat wraz z obiektywami i dźwigając te kilogramy eksplorowałam kolejne dzielnice. Najwięcej informacji otrzymałam od imigrantów poznanych w szkole językowej. To oni zawieźli mnie na fantastyczny targ, gdzie można kupić wszystko, doradzali, gdzie są fajne restauracje, gdzie mogę kupić zasłony, książki i najlepsze ryby czy mięso. Pomagali wdrożyć się w plątaninę tras autobusowo-tramwajowych a cudowna lektorka zabierała całą grupę do narodowych restauracji w całym mieście. Dzięki tym ludziom, z ogromnego chaosu w mojej głowie, zaczęło się powoli wyłaniać niezwykle ciekawe miasto. W miarę poznawania, powoli się zakochiwałam, bo Bruksela jest piękna... Nieodmiennie przypomina mi roztańczoną, wesołą dziewczynę, a ozdoby wszechobecnych, secesyjnych kamienic są jak koronkowe falbanki na jej falującej spódnicy. Jest tak różnorodna i zmienna, jak tylko zmienna potrafi być kobieta. Już w pierwszy dzień, wysiadając z samochodu w szaloną ulewę wiedziałam, że nie będzie łatwo, ale na pewno ciekawie. Postanowiłam poznać wszystko, co tylko jest możliwe. Ale moje ulubione miejsca nie pokrywają się z mapą sugerowaną przez przewodniki. To nie Grand Place, nie Atomium i nie Berlaymont, koło którego mieszkam. Lubię ruch, a w Brukseli nieustannie coś się dzieje. Często zatrzymuję się na placu de la Monnaie, nieopodal stacji metra de Brouckere. To miejsce, gdzie tysiące ludzi przechodzi do najtłoczniejszej, handlowej rue Neuve. Spieszą się, ale czasami przysiadają na licznych ławeczkach. Spoglądają na występy sztukmistrzów, koncerty rockowe, na dzieci dające pokaz radości życia wśród strumieni wody wyrzucanych przez niewielkie fontanny. Tak kolorowych, czasem ekscentrycznie ubranych ludzi nie widziałam nigdzie indziej. W porze lunchu szukają chwili wytchnienia. Do Parku Cinquantenaire czasem ktoś przynosi magnetofon, tańczy na trawniku przy muzyce. Za chwilę dołączają do niego przypadkowe osoby. Tworzy się spontaniczny spektakl. Inni siadają na trawie czy na leżakach z kanapką i książką. A kult papierowej książki mnie zachwycił tym, że jest tutaj wszechobecny. Czytają starsi a także, co ciekawe, bardzo młodzi ludzie - w metrze, na przystankach, w parkach. Latem, na placu Marche aux Poissons Vismet przy stacji Sainte-Catherine, w jednej z fontann stało w wodzie troje młodych ludzi odgrywając role z komiksu "O Przygodach Tintina w kraju Sowietów". Miłośnicy czytania najtaniej mogą się zaopatrzyć się w second handzie książkowym "Pele Mele", wspaniałym miejscu dla głodnych nie tylko wiedzy, gdyż jest tam też miły bar typu: "płacisz raz i jesz ile chcesz". Można tam kupić piękne albumy, powieści, kryminały, książki dla dzieci. Jest też duży dział anglojęzyczny. Po przeczytaniu warto sprzedać te pozycje, do których nie chcemy wracać, by obrót papierową przyjemnością trwał nieustannie. Innym wspaniałym miejscem, w którym można zniknąć na wiele godzin jest księgarnia Filigranes przy Avenue des Arts pomiędzy stacjami Trone i Arts-Loi. Wprawdzie znakomita większość to francuskojęzyczne pozycje, ale godzinami można wędrować po zaułkach, pochylniach, oglądając albumy, niesamowite gadżety, gry i przewodniki po wszystkich miejscach świata. Hitem jest chłodzony kącik z niezłymi winami, ale można też napić się kawy, zjeść małą przekąskę i ruszyć dalej w tą niezwykłą plątaninę korytarzy nie nudząc się ani przez chwilę. Niedaleko, przy Boulevard de Waterloo jest "czarny pałac" Abercrombie &Fitch. Wbrew pozorom to nie mroczna siedziba wampirów ani wejście do kasyna, ale po prostu sklep z damskimi i męskimi ubraniami z naturalnych tkanin. Charakterystyczny, szalenie elegancki wystrój, czarne ściany, niesamowita gra świateł wśród wszechobecnych luster odbijających wszystko nieskończenie wiele razy powoduje, że nie traktujemy tego miejsca jak zwykłego sklepu, a raczej jak specyficzny labirynt z czerwonymi, grubymi dywanami i wygodnymi fotelami, gdzie można usiąść i poczuć się wyjątkowo przy sączącej się muzyce. Niemal naprzeciwko jest równie klimatyczna Brussels Grill Restaurant, z bliźniaczo czarnym wystrojem, lustrzanymi sufitami i dyskretnym oświetleniem, a przy tym ze świetnymi burgerami o nowatorskiej recepturze szefa kuchni. Można wymieniać bez końca. Bruksela to miasto, które ma mnóstwo miejsc nieustającej inspiracji. To wszechobecne galerie, muzea, nieustanne imprezy masowe i kameralne, nadające miastu oryginalnego ducha. Bruksela ma też wyjątkowo dogodne położenie: Francja, Holandia, Wielka Brytania wraz ze swoimi perełkami, są na wyciągnięcie ręki. Gdy do tego doda się cudowną Brugię, urokliwą Gandawę, pas wybrzeża z jedynym w swoim rodzaju tramwajem przejeżdżającym od Francji do Holandii, coraz bardziej elegancki Liege z futurystycznym dworcem, ażurowy kościółek w Borgloon, Dinant przyklejony do skał, gdzie wypada się pokazać jedynie z saksofonem w ręku czy waloński Binche z najbardziej fantastycznym pomarańczowym karnawałem docenionym nawet przez UNESCO, nie mówiąc już o tajemniczych zamkach rozrzuconych w Ardenach i wielu, wielu innych miejscach ... to mamy w tym małym państwie materiał, który będziemy poznawać przez następnych kilkaset lat. Zawsze też możemy dla relaksu wyskoczyć z centrum do Hallerbos - jedynego w swoim rodzaju magicznego Niebieskiego Lasu, gdzie w kwietniu na 550 hektarach zakwitają dzikie hiacynty. Nie zmarnowałam tych trzech lat, jestem w-nieustającej-podróży, głodna historii, kontekstów i obrazów tego kraju, w którym przyszło mi przez tę chwilkę mieszkać. Zapraszam do Belgii, do mojej Brukseli... mogę oprowadzać i opowiadać bez końca...
10 czerwiec 2017 r.
MEDIOLAN JEST MĘŻCZYZNĄ
MEDIOLAN JEST MĘŻCZYZNĄ
Wsiadałam do samolotu z potwornym bólem głowy. Chyba to wypadkowa 6 tygodni w ciągłej podróży, niedospanie, ciągłe zmiany miejsca, starty i lądowania, których się tak bardzo boję a do tego mnóstwo małych codzienności wypełniających głowę. Czuję całą sobą, że potrzebuję odpoczynku, takiego zwykłego pomieszkania w domu. Troszkę tego było: Francja od oceanu do morza śródziemnego, później od razu Portugalia... a trzy dni temu powrót z południowej Ukrainy. Z miejsca, gdzie ludzie żyją za 25 euro miesięcznie. Po tych doznaniach Mediolan jawi się jako inna planeta. Chociaż, jedno je łączy... Otóż w Odessie zaczął rozmawiać ze mną starszy pan. Stwierdził, że to nie wypada, żeby kobieta chodziła w "takich" butach. Miałam na stopach wygodne adidasy, świetne do eksploracji miasta z nierównymi chodnikami ale on uznał, że musi zwrócić mi uwagę, co powinno zaowocować wymianą ciężkich butków na zgrabne sandałki na obcasie. Świetne też do Mediolanu. I faktycznie ukraińskie kobiety od rana paradowały ubrane i umalowane tak, jakby za moment szły na całonocne party. Natomiast w Mediolanie Kobiety zachwycają całą sobą. Jedwabne sukienki i piękne szpilki noszą z taką gracją , że nawet ja-kobieta musiałam się za nimi oglądać. Uwielbiam mieć tyle czasu, żeby się nie spieszyć, żeby nie zwiedzać, tylko chłonąć całą sobą tkankę miasta... ten ruch uliczny, który niczym krwiobieg wypełnia ulice, pulsuje w upalnym szczycie zwalniając dopiero nad ranem gdy robi się nieco chłodniej. Siadam w kawiarni jak najbliżej ulicy, z lampką wina, która jest moim pretekstem i tarczą za którą się chronię, by bezwstydnie przypatrywać się innym. Przyjeżdżam tu co kilka lat od bardzo dawna, Mediolan był na czele miast w których mogłabym zamieszkać, ale teraz nie jestem już tak tego pewna. Bardzo się zunifikował, zatraca dość szybko swoje charakterystyczne cechy. Dawniej był dla mnie synonimem eleganckiego mężczyzny w fantastycznie skrojonym garniturze i błękitnej koszuli. Teraz przybiera twarz zmęczonego, zagonionego imigranta usiłującego sprzedać mi na ulicy cokolwiek: obrazki, kolorowe nitki na rękę, okulary, chustki czy podrabiane torebki. Od świtu do północy jestem zaczepiana, zagadywana i poszturchiwana. Nie lubię tego, choć w pewnym stopniu rozumiem...ale przez to coraz mniej mam miłości do miasta...coraz bardziej tęsknię do Warszawy.
10 czerwiec 2017 r.
SZANOWNE PASAŻYRY, WYKONAMY POSADKU...
SZANOWNE PASAŻYRY, WYKONAMY POSADKU...
Dniepr rozlewa się niczym morze na horyzoncie, słońce migocze, odbijając się w wodzie ale nasz mały samolot nie zachwyca się widokami i bardzo ostro zakręca, lecąc niziutko nad miastem. W zachodzącym słońcu błyszczą wszystkie złote kopuły cerkwi i potężny pomnik Matki Ojczyzny z mieczem i tarczą. Już na ziemi... za chwilę szalona jazda taksówkarza jeszcze bardziej podnosi mi ciśnienie. Samochody przemieszczają się niczym kolumna rządowa w zwartym szyku "na gazetę", z prędkością znacznie odbiegającą od zalecanej i dozwolonej. Trzymam się pasów, naiwnie wierząc, że mnie utrzymają w razie kolizji i dziękuję Bogu, że jest ciepła wiosna, bo wiem, że po oblodzonych, zimowych drogach jeżdżą identycznie. Walizki zabiera portier, a ja już sprawdzam jak najkrótszą drogą dojść na Majdan Niepodległości. Blisko...dwie uliczki dzielą nas od miejsca, w którym ludzie walcząc o swoje prawa zapłacili najwyższą cenę... Wtedy Majdan a później Krym był we wszystkich telewizorach świata, teraz mimo, iż wojna cały czas trwa, temat stracił swoją atrakcyjność dla mediów...:/
20 maj 2017 r.
HOME SWEET HOME
HOME SWEET HOME
Od początku maja zrobiłam 4 tysiące kilometrów samochodem i 5 tysięcy samolotem. Ile kroków i ile pięter przeszłam, to wie tylko aplikacja zliczająca te dane w moim iphone. Czuję się szczęśliwa, ale potwornie zmęczona. Podróż francuska była absolutnie cudowna. Trasa z Brukseli do Bordeaux z przystankiem w Chartres, żeby zobaczyć katedrę w różowym świetle wschodzącego słońca była długa ale magiczna. Okoliczności przyrody zafundowały nam spektakl tak cudowny i niepowtarzalny, że nawet nie śmiałabym sobie takiego wymarzyć. Świtem otoczyły nas mgły tak gęste, że poza przebijającym się momentami słońcem nie było nic widać, prześwitujące delikatne zarysy drzew w złotej poświacie powodowały totalny zachwyt. Trzymałam mocno kierownicę i pędząc boczną drogą w stronę Orleanu krzyczałam ze szczęścia za Faustem: Trwaj chwilo, jesteś piękna... i chwila trwała wiele kilometrów, aż zniknęła rozgrzana promieniami słońca. Dalej było już tylko piękniej: wydma Piłata nad brzegiem oceanu, Cap Ferret pomiędzy niebem a wodą, hiszpańskie San Sebastian, królewskie Biarritz, akwitańskie Bordoaux, winnice w okolicach St.Emillion, kamienny most Cahors, degustacje Cheval Blanc, cichutko dzwoniące buteleczki w bagażniku, fantastyczne obrazy rzędów winorośli z kamery drona, krajobrazy, armaniak i foie gras w Gaskonii, święta woda z Lourdes, różowo-fiołkowo-studencka Tuluza, Albi Touluse-Lautreca, potężna katarska twierdza Carcassone i wreszcie morze śródziemne, pusta, otoczona skałami plaża przy hotelu w Sete, Montpellier, wiadukt Millau w nocy i w dzień, czerwony wiadukt kolejowy Eiffla, wulkany i sery Owerni, jedyne w swoim rodzaju jak perła w koronie Le Puy-En-Velay z niezwykłymi, powulkanicznymi turniami, sterczącymi w samym centrum miasta na których rozgościły się wygodnie i bezpiecznie ważne francuskie sanktuaria ...i jako ukoronowanie, możliwość jedyna w swoim rodzaju: obserwowanie drugiej tury wyborów prezydenckich z wygraną Emmanuela. Powrót do domu był dużo dłuższy niż odpoczynek. Następnego dnia juz o 5.00 rano wyjazd na lotnisko w Zaventem i poranny lot do Lizbony na spotkanie z córką, która leciała w tym samym kierunku z Warszawy. Damska wyprawa do serca Alfamy ze słynnym tramwajem 28 pod oknem. I tym razem pogoda była zmienna jak kobieta pozwalając nam się cieszyć Lizboną o różnych obliczach, opaloną słońcem i odświeżoną strugami deszczu. Finał podróży był zaskakująco nerwowy z racji potężnej awarii na lotnisku lizbońskim. Nasze samoloty miały być odwołane, poźniej już tylko opóźnione. Miałyśmy dużo szczęścia, poprzedniego dnia 50 tys ludzi z 200 samolotów przerwało swoją podróż. Home sweet home... jak dobrze we własnym łóżku. Dzień dobry Brukselo :)
12 maj 2017 r.
Z DZIECKIEM DO LIZBONY...
Z DZIECKIEM DO LIZBONY...
Przez całą podróż po Francji zamartwiałam się, jakąś potencjalną przeszkodą, która mogłaby opóźnić mi dojazd do domu. Powrót zaplanowany na niedzielny wieczór powodował stres, bo już o 7.00 rano w poniedziałek powinnam siedzieć w samolocie do Portugalii... I siedzę...oddycham głęboko przed startem. W głowie dawne strachy sprzed trzydziestu lat. Potworne turbulencje, po których trauma pozostała mi do dzisiaj. Przez wiele lat nie latałam, przez co moje podróże były mocno czasochłonne i męczące, ale od kilku lat po prostu nie mam wyjścia. Nie mam tyle czasu, żeby spokojnie jechać samochodem. W czasie lotu zwykle gram w różne głupie gierki na komórce, żeby tylko nie myśleć i przyspieszyć czas... Po chłodnym, deszczowym poranku w Brukseli, Lizbona wita mnie upałem. Uwielbiam lotniska, gdzie można niemal z płyty lotniska odjechać metrem. Szybciutko kryję się w tunelach i za chwilę przesiadam do najsłynniejszego tramwaju 28, który dowiezie mnie do hotelu. Bardzo chciałam mieszkać w sercu Alfamy, wychodzić wprost w plątaninę uliczek wijących się po wzgórzu. Obserwować przeciskające się na zakrętach starutkie żółte tramwaje... i wszystko jest tak, jak sobie wymarzyłam. Teraz tylko spacerując, czekam na córkę, która przyleci popołudniowym lotem z Warszawy. Uwielbiam te nasze babskie wypady. Fajnie mieć już dorosłe, samodzielne dziecko... Siedząc nad kawą na Praca do Comercio łapię się na myśli, że jestem tak szczęśliwa, że sama sobie zazdroszczę :))
3 maj 2017 r.
SMAKUJĄC ARMANIAK U D'ARTAGNANA
SMAKUJĄC ARMANIAK U D'ARTAGNANA
Nie lubię jeździć autostradami. Wydaje mi się wtedy, że jestem cały czas w tym samym miejscu a to, co mijam po drodze jest tak nudne i powtarzalne, że nie sposób zapamiętać drogi. Jedynym wyjątkiem jest cudowna włoska autostrada A23 łącząca Alpy z Adriatykiem, biegnie ona ... a właściwie wije się wśród Alp przez 18 tuneli i 26 estakad z zapierającymi dech widokami szczególnie w niebieskim świetle poranka. Kiedy tylko czas nie goni, staram się zjeżdżać na boczne drogi, aby chłonąć wszystko, co mnie otacza. Droga D934 przecina Gaskonię na ukos. Ciekawe jest to, że chociaż wszyscy znają najsławniejszego Gaskończyka D'Artagnana - unieśmiertelnionego przez Dumasa przyjaciela trzech muszkieterów to przeciętny Francuz nie ma pojęcia gdzie konkretnie leży ta Gaskonia. Historyczna kraina podzielona jest dość umownie pomiędzy region Akwitanii i Midi-Pirenejów ale w umysłach mieszkańców innych regionów, jawi się jako oaza spokoju o jakim marzą zestresowani Paryżanie masowo kupujący tam wakacyjne domy. Słynie z sennych wiosek, łagodnie pofalowanych niekończących się pól słoneczników, przysmaków z kaczego mięsa z foie gras na czele i oczywiście z armaniaku. Co kilka kilometrów mijamy reklamy tego trunku. To podobno najstarsza francuska i europejska wódka naturalna produkowana z winogron. Otrzymuje się go przez ciągłą destylację białego wina w specjalnym destylatorze i leżakowanie w beczkach z miejscowego dębu. To właśnie te beczki są kluczowe, gdyż z nich uwalniają się taninowe barwniki i aromaty, dzięki czemu winiak nabiera pięknego bursztynowego koloru, niekiedy nawet mahoniowego. W Gaskonii jest oczywiście wielu producentów produkujących ten trunek, ale moją wyobraźnię rozpaliła historia i cała otoczka tego, co robią dwaj bracia Arnaud i Denis Lesgourgues, którzy jako trzecie pokolenie prowadzą Chateau de Laubade w rejonie Bas-Armagnac. Dawniej było to tylko gospodarstwo rolne, jednak od 1978 roku zostało przekształcone w wytwórnię luksusowych armaniaków. Zachwyca mnie ich dbałość o szczegóły, które składają się na produkt końcowy. Dysponują 260 akrową posiadłością, z czego połowa to winnice, ale posadzono tam też las dębowy z myślą o przyszłości, hoduje się stado 600 owiec aby zapewnić ekologiczny nawóz dla winnicy, komputery pilnują stan wykorzystania garbników z beczek i wszystko nastawione jest na produkcję najwyższej jakości. Dystrybucja również jest skierowana wyłącznie do najlepszych sklepów winnych i najelegantszych restauracji. Ich armaniak składa się dokładnie z 47% Ugni Blanc, 30% Baco 22A, 15% Colombard i 8% Folle Blanche. Drobiazgowość i systematyczne podążanie wytyczoną drogą w kierunku ideału pozwoliło osiągnąć rozpoznawalność i zaufanie krytyków jak i lojalność klientów we Francji i poza granicami. Dojście do takiego poziomu w tak krótkim czasie wymaga katorżniczej pracy, dokładnej selekcji i niezwykłej dbałości o szczegóły. Owocuje to nagrodami w prestiżowych konkursach na całym świecie. Warto zboczyć 7 km z D 934 na D25, żeby osobiście przekonać się i spróbować na miejscu lub w jednej z wielu restauracji docenionych dwoma lub trzema gwiazdkami Michelin, których lista dostępna jest na stronie chateau. A do domu kupuję buteleczki z bursztynowym płynem, żeby siadając na kanapie przypomnieć sobie zachwyt jaki mi towarzyszył w Gaskonii...
2 maj 2017 r.
KRAJ BASKÓW - EVSKAL HERRIA
KRAJ BASKÓW - EVSKAL HERRIA
Zimny maj, bardzo zimny... wyjeżdżamy przed świtem autostradą A 63 znad zatoki Arcachon w stronę hiszpańskiej granicy. Czarne chmury wiszą nam nad głowami. Pada bardzo mocno, ale nagle jeden promyk wschodzącego słońca wydostaje się spod grubej kołdry i pojawia się kolorowa, intensywna tęcza. Cudownie... jedziemy w jej stronę po garniec złota... Niestety, ulewa jest wciąż taka, że wycieraczki nie nadążają ze zbieraniem wody z szyby, nie ma więc sensu skręcać do Biarritz czy Bayonne/Baiona. Ba... nie ma szans nawet na wyjście z samochodu. Prognoza jest jednak optymistyczna, za kilka godzin będzie lepiej. Szybka decyzja: jedziemy do hiszpańskiego San Sebastian przeczekać deszcz. Tymczasem na horyzoncie pojawiają się nagle wysokie Pireneje i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wszystko się zmienia. Przejeżdżamy szybciej niż Alicja na drugą stronę lustra. Ulewa ustaje, ktoś nagle zakręcił kran. Pojawiają się wysokie góry stojące na straży błękitnego nieba, jakby miały swoisty układ ze słońcem na wyłączność. Na przestrzeni kilku kilometrów temperatura szybuje z lodowatych 6 do zachwycających 17! Dojeżdżamy do pierwszych opłat hiszpańskiej autostrady, wyświetla się suma 2.43 euro. To 3 na końcu mnie rozbraja, podaję kasjerowi 2.45 i mam ochotę powiedzieć: reszta dla pana... a już za moment wjeżdżamy na szczyt Monte Igueldo po zachodniej stronie Bahia de La Concha zanim obudzili się goście tamtejszego hotelu. Stąd rozciąga się tak niesamowity widok na miasto, zatokę i ocean, że przestajemy rozmawiać, w samotności kontemplując obraz jak z najpiękniejszych pocztówek. Samo miasto też jest piękne. Lata świetności dalekich podróży widać w zdobieniach jasnych kamienic, wszędzie jest czysto i elegancko. Długa promenada ciągnie się półkolem wzdłuż plaży, ludzie spacerują, biegają a złoty piasek przyciąga i zaprasza. Mnóstwo początkujących surferów próbuje zapanować nad falami oceanu. Trudno zmierzyć się z potęgą, a jednak niektórym w jakiś nieprawdopodobny sposób to wychodzi. Suną pewnie przez moment po grzbietach fal by za chwilę zanurzyć się w głębinie. Tylko na tyle pozwala ocean. To jeszcze nie jest ten stopień wtajemniczenia, żeby być równorzędnym partnerem. Stoję na promenadzie obserwując ich z góry, niezmiennie fascynuje mnie to odwieczne pragnienie człowieka pokonywania żywiołu, by choć przez chwilę mieć poczucie, że jest się równie mocnym. Na tę nierówną walkę mogłabym tak patrzeć godzinami... Czas mija szybko, mam nadzieję, że prognoza pogody chociaż raz się sprawdzi. Bardzo chciałabym zobaczyc Biarritz w pełnym słońcu. Nie dziwie się, że swego czasu przyjeżdżał do kurortu Napoleon III z żoną Eugenią i całą swoją świtą, a obecnie na plaży można spotkać milionerów i sławnych artystów. Nie dziwię sie, że bywał tu król Anglii Edward VII, królowa Sissi i sławy jak Sinatra czy Chaplin. Jest to miejsce absolutnie wyjątkowe. Tuż obok kasyna, pałacu cesarzowej Elżbiety, neogotyckiej kaplicy cesarskiej i latarni na cyplu św. Marcina jest urokliwy, wciśnięty w ląd port łowców wielorybów i Le Rocher de la Vierge z figurą Maryi i kamiennym mostkiem łączącym ją z wybrzeżem. Skały strzegą plaży i plażowiczów, nie dopuszczają, by ocean pokazywał swoją potęgę zawsze i każdemu. Trzeba tu przyjechać w porze sztormów, żeby poczuć na sobie namiastkę możliwości żywiołu. Huk wody w słoneczny dzień jest tylko niewinnym mruczeniem. Trzeba usiąść na plaży, oprzeć się o chłodną skałę, zamknąć oczy i słuchać. Słowa są zbędne. Spróbujmy nie dać się rozproszyć biegającym dzieciom, nawoływaniom matek, po prostu wsłuchać się w głos oceanu, na moment zjednoczyć się z naturą... a później pójść na dobrą kawę i zachować uśmiech na twarzy jak najdłużej...
17 kwiecień 2017 r.
W POSZUKIWANIU TAJEMNICZEGO CHÂTEAU...
W POSZUKIWANIU TAJEMNICZEGO CHÂTEAU...
Chateau Miranda lub Chateau Noisy... znawcy tematu wiedzą, ze chodzi o opuszczony, tajemniczy pałac wielkiej urody. Zbudowany w 1866 roku, powstał na zlecenie rodziny Liedekerke-Beaufort, która podczas rewolucji francuskiej została zmuszona do opuszczenia swej poprzedniej rezydencji. Zaprojektowany przez znanego angielskiego architekta Edwarda Milnera, który jednak nie doczekał końca budowy - prace kontynuowane były przez francuskiego architekta Pelchnera. Miranda zasłynęła przepięknie skomponowanym neogotyckim stylem. Wspaniałymi stożkowymi sufitami, wieżami, wieżyczkami i powalającą ilością okien (prawie 500), z których roztaczał się fantastyczny widok na Ardeny i sąsiadujący Chateau Veves . Niestety, bogate wnętrza zniszczyło stacjonujące w czasie II wojny niemieckie wojsko a później było już tylko gorzej. Początkowo w latach 50-tych został zaadaptowany na sanatorium dziecięce, później właściciele próbowali ratować perełkę poszukując inwestorów, ale nie zakończyło się to sukcesem. Kropkę nad "i" postawiła natura: w 1995r. dach częściowo spłonął a w 2006r. po silnej burzy ostatecznie się zawalił. Dzisiaj stan Mirandy jest tragiczny. Prowadzone są prace rozbiórkowe, finezyjne wieżyczki są zdjęte, nie ma śladu po dekoracjach i dawnej świetności... niedługo legenda po prostu zniknie... \poniżej link do you tube/
15 kwiecień 2017 r.
HAPPY EASTER
HAPPY EASTER
WSZYSTKIM WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO ...
9 kwiecień 2017 r.
BLOSSOMING BRUKSELA
BLOSSOMING BRUKSELA
Wczoraj przyjechaliśmy z pachnącego Paryża i jak tu nie sprawdzić czy Bruksela odbiega od metropolii. Wyniki badań są zadowalające. Okazuje się, że jest przepięknie, wszędzie kwitną drzewa na biało-różowo obok tysięcy tulipanów na rabatkach i rondach. Początek kwietnia to fantastyczny czas. :)
9 kwiecień 2017 r.
BLOSSOMING PARYŻ
BLOSSOMING PARYŻ
Paryż w kwietniu to nie jak Paryż...pachną ulice i bulwary. Parki i skwery toną w kwieciu różowym i białym. Tulipany zachwycają feerią barw. Wszędzie wirują płatki, które wiatr układa w kolorowe miękkie dywany. Jak zwykle w kwietniu, rozpoczynają się przeróżne biegi uliczne i maratony a w weekendowy poranek można spotkać amatorów aktywnego relaksu w jednakowych koszulkach, czasem z małymi flagami wpiętymi we włosy. Zwykłym mieszkańcom i przyjezdnym utrudnia to nieco życie. Niektóre autobusy nie jeżdżą w ogóle, inne mają pozmieniane trasy. Przez te zmiany poznałam miejsce, na którym najprzyjemniej płynie czas. Z Avenue Joseph Bouvard pięknie położonego przystanku wśród soczystej zieleni, pod czujnym okiem górującej nad kamienicami Wieży Eiffla, można odjechać trzema liniami: 87, 42 i 69. Ta ostania zabiera klientów czerwonym piętrusom wycieczkowym, gdyż łączy szalenie ciekawe miejsca: Pola Marsowe, Plac Inwalidów, Muzeum d'Orsay, Luwr, Pont Neuf, Hotel de Ville, wyspę z Katedrą Notre Dame i Świętą Kaplicą wewnątrz Pałacu Sprawiedliwości, Plac Bastylii i najsłynniejszy cmentarz Pere Lachaise. 69 jedzie powoli, dostojnie i majestatycznie. Jakby specjalnie dla takich pasażerów jak ja. Uwielbiam podglądać Paryżan, jak spędzają zwykły dzień, idą po bagietki do patisserii za rogiem, wyprowadzają psy na spacer, czekają na rogu na znajomych czy organizują "wypad panieński" spacerując grupami w różowych kapeluszach kowbojskich czy kwiecistych wiankach na głowach z piwem w ręku. Paryż w kwietniu staje się najbardziej kolorowy a tłem dla niekonwencjonalnych mieszkańców jest wiosenny, niepowtarzalny urok przyrody.
2 kwiecień 2017 r.
URBAN SAFARI - NIESAMOWITE MIEJSCE W CENTRUM EUROPY
URBAN SAFARI - NIESAMOWITE MIEJSCE W CENTRUM EUROPY
Charleroi to nie tylko drugi, brukselski port lotniczy. Charleroi jest bardzo specyficznym miastem i niepospolitą historią. Od lat zdobywa tytuł Najbrzydszego Miasta i jest w tym absolutnie bezkonkurencyjne. Jurorzy mają rację... jego brzydota fascynuje i poraża. Charleroi lata świetności ma dawno za sobą. Ruina, destrukcja i przemoc jest na porządku dziennym. A mimo to, coś nas do niego ciągnie. Tym razem oddaliśmy się w ręce specjalisty. Nicolas Buissart od kilku lat prowadzi kontrowersyjne Urban Safari. Nie wszystkim się to podoba, bo pokazuje... prawdę. Jakiś czas temu czytałam artykuł o wielkim oburzeniu burmistrza, któremu projekt Nico wybitnie się nie podobał. Radni uważają, że Buissart działa na niekorzyść miasta, pokazując je w niekorzystnym świetle. Jednak prawda jest taka, że miasto i przemysł są zrujnowane. Wszędzie dookoła straszą przeraźliwe pustostany i zardzewiałe metalowe konstrukcje, sto metrów od głównego placu obok notabene potężnego budynku Charleroi-EXPO, jest miejsce ulubione przez narkomanów. Tylu igieł i strzykawek nie widziałam nigdzie, nawet na wysypisku odpadów medycznych. Czy rzeczywistość jest tak podła, że nie ma innego wyjścia jak poprawiać ją heroiną? Idąc dalej przez hałdy pokopalniane, do dalekich przedmieść można tylko utwierdzać się w tym stwierdzeniu. Małe, brunatne, szeregowe domki, puste ulice, stare samochody i stacja metra. Jestem pewna, że wygrałaby konkurs na najbrzydszą na świecie. Długi korytarz wprowadzający pomiędzy ceglanymi murami zdaje się nie kończyć. Żadnego okna, dekoracji... nic. Na ziemi zamiast chodnika wysypany żwir, w którym grzęzną nogi po kostki. Mam wrażenie, że nie zdążymy ani na najbliższe ani na kolejne metro. Wyjmuję portfel, chcę kupić bilety... nie ma gdzie. Nie ma automatów, nie ma nawet śladu po nich. Czuję się jak w surrealistycznym filmie. Razem z nami czeka na pociąg para nastolatków. Nie ruszyli się z miejsca przez 10 minut. Stoją na peronie, trzymając się za ręce bez słowa, bez żadnego gestu jak mumie. Przyjeżdża... jeden wagonik tramwajowy! To jest nasze metro? Widzę, że moje pytanie jest nie na miejscu. Jedziemy więc jeden przystanek na gapę. Czuję się dziwnie... okradam to biedne miasto. Wysiadamy w dzielnicy fabryk. Usadowiły się wzdłuż kanału, którym Charleroi połączone jest z Brukselą, Antwerpią i morzem. Lata prosperity XIX wieku dawno odeszły w zapomnienie. Black Town - to adekwatna nazwa i dzisiaj. Dawniej węgiel, przemysł metalurgiczny i wydobywczy powodowały, że Charleroi królowało, natomiast dziś miasto jest czarne z powodu biedy, wszechobecnego brudu i czarnej folii zakrywającej okna wielu budynków. Czy jest jakaś szansa dla miasta? Myślę, ze nie nastąpi to szybko. Gangrena jaka toczy je od dawna jest szalenie rozległa i głęboka, a wszelkie działania wydają się być tylko nic nie znacząca kosmetyką. Pojawiają się takie jaskółki jak nowa galeria handlowa czy remont kilku kamienic, które wykupił miliarder z Antwerpii, ale ludzie potrzebują pracy a nie miejsc gdzie mają wydać pieniądze, których i tak nie mają od dawna. To powoduje narastanie frustracji, masowe depresje i zatrważającą liczbę samobójstw. Młodym pozostaje tylko wyjazd w inne miejsce, tylko czy potrafią sobie dać radę w świecie gdzie rządzi pieniądz i ciężka praca? Oni tego prawie nie znają żyjąc na zasiłku. A jednak miasto ma coś magicznego... wyjeżdżając, wiedziałam, ze tam jeszcze wrócę... /link do Urban Safari poniżej/
26 marzec 2017 r.
NOTTING HILL
NOTTING HILL
Nie spotkałam ani Hugh Granta ani Julii Roberts. Niebieskie drzwi z filmu zmieniły kolor na czarno-biały a The Travel Bookshop, słynna londyńska księgarnia podróżnicza, w której William Thacker zobaczył pierwszy raz Annę Scott nie istnieje od kilku lat, pomimo walki o jej zachowanie. Po prostu nie sprostała regułom rynku. W soboty po Portobello Street płynie lawa ludzi. Nie sposób przejść z jednej strony ulicy na drugą, lawa porywa i niesie wyrzucając wiele metrów dalej i nie jest to przyjemne doznanie. Wzdłuż ulicy są sklepy z antykami i niby-antykami, mydło i powidło, monety, dzbanki, rękawice bokserskie i wszelkie rękodzieło, jakie można wyprodukować. Warto wybrać się w dzień powszedni, gdy nie ma najazdu amatorów kupna pamiątek. Wtedy można zobaczyć kolorowe fasady domów, śliczne mini parki schowane za białymi kamienicami czy unikając tłumów, usiąść w jednej z wielu restauracji... Jeżeli ktoś jednak uwielbia tłumy, to warto wybrać się w ostatni weekend sierpnia, gdy od soboty do poniedziałku corocznie (od 1966r.) odbywa się organizowany przez karaibskich imigrantów największy festiwal Europy ze wszelkimi rodzajami muzyki, jedzeniem, fantastycznymi strojami. Rytmy reggae, dancehall, hip hopu, calypso, rumby, salsy, bomby i bossa novy wypełniają dni karnawału, a zamożne i ciche zazwyczaj uliczki Notting Hill zmieniają się w jeden wielki parkiet taneczny z dymiącymi kuchniami, kotłami i rożnami serwującymi na chodnikach ostre karaibskie przysmaki. Pozostaje mi tylko życzyć dobrej zabawy :)
26 marzec 2017 r.
MI6
MI6
Zawiodłam się absolutnie... na bondowskich filmach jest to siejąca grozę potężna budowla, a przy Vauxhall Bridge zobaczyłam ot... taką zielono-szklaną makabryłę, przy czym... zaczynam żałować, że wybuchy filmowe nie zdarzyły się naprawdę, może odbudowaliby to porządniej. Tak to jest, gdy chce się dotknąć wirtualnej legendy..:)))
25 marzec 2017 r.
WSZYSTKO CZERWONE...
WSZYSTKO CZERWONE...
Londyn jest szaro-buro-brudno-beżowy ale cudownego kolorytu nadają mu wszechobecne, czerwone autobusy i budki telefoniczne. Fantastycznie wygląda korek na moście...czerwone pudełeczka, jedno za drugim, jak dziecięcy pociąg na baterie. Ma się wrażenie, że za moment ktoś wciśnie przycisk i poleci skoczna melodyjka: tam ta tam... tarara bum... Mieszkańcy przyzwyczajeni do śmigających piętrusów, nie zwracają na nie uwagi, ale dla turystów, jest to nieustanny powód do fotografowania. Kierowcy przyzwyczajeni do wyskakujących im przed maskę pasjonatów uzbrojonych w długie lufy, spokojnie hamują, z typową angielską flegmą przyjmują te niedogodności z uśmiechem.:)
25 marzec 2017 r.
CAMDEN TOWN
CAMDEN TOWN
Kraina wszelkich dziwactw. Można być ubranym w łachmany albo w strój kosmonauty i czuć się tu dobrze. Można sobie zrobić tatuaż na ulicy, wybierając z miliona wzorów, kupić nietuzinkowe, gotyckie ubrania oraz płyty winylowe miliarda wykonawców. Można wybrać oryginalne conversy, jakich nie było i nie będzie w katalogach... Każdy sprzedaje, kupuje co chce i nikogo to nie dziwi. To mekka gotów, emo, cyber punków i innych subkultur... Wolność i swoboda to nie tylko hasła piosenki disco-polo, to realne życie w Camden...a obok tego zgiełku, wzdłuż kanału rozlokowały się piękne nowe domy i barki mieszkalne. Cisza i spokój jak na sielskiej wsi. Dwa przeciwstawne bieguny dzieli kilkadziesiąt metrów. Londyński Jin i Jang :)
25 marzec 2017 r.
LONDON - MUST SEE
LONDON - MUST SEE
Jadąc w kolejne miejsce zaczytuję się przewodnikami we wszystkich dostępnych mi językach. Czytam blogi bywalców i mieszkańców. Poszukuję "smaczków", historyjek i nietuzinkowych miejsc. Nie zawsze się udaje przed wyjazdem, czasem dopiero będąc kolejny raz, trafiam przypadkiem na perełkę, którą tulę i hołubię w sercu opowiadając o niej do końca świata. To, co koniecznie trzeba zobaczyć w Londynie? Parlament z Big-Zegarem, Pałac Królowej, Wielki Młyn, Twierdzę ze skarbcem i trawnikiem na którym ścinali wysoko urodzonych, milion muzeów, będących punktem szeroko opisywanym w każdym przewodniku, most ze szklanymi kładkami, które okazały się być nie-szklane i oczywiście Oxford street reklamowana jako najwspanialsza ulica handlowa. Niestety, nie jest to elegancka Via Monte Napoleone w Mediolanie. Rzeczywistość jest nieco inna. Po prostu rozgościło się tam kilka Preemarków, H&M-ów i prawie 300 pomniejszych sklepowych firemek. Bajki o tym, że można kupić świetne T-shirty po 2 i garnitury po 50 funtów są półprawdą, gdyż na metkach widnieje dyskwalifikujący napis: 100% poliestru. Tam nie ma okazji cenowych, są natomiast towary bardzo miernej jakości. Po te lepsze trzeba iść ze złotą kartą na Bond Street. Londyn jest drogim miastem dla kogoś zarabiającego na kontynencie a po Brexicie lewostronna wyspa jeszcze bardziej skręci w stronę Kosmosu.
25 marzec 2017 r.
LONDON EYE - PUNKT (NIE)OBOWIĄZKOWY
LONDON EYE - PUNKT (NIE)OBOWIĄZKOWY
Nastraszeni opisami kilometrowych kolejek i dantejskich scen, postanowiliśmy być zapobiegliwi i pojawić się w Londynie już z gotowymi z biletami do słynnych gondolek. Nie było to konieczne, bo przed kasami stało kilka osób a na diabelskie koło wpuszczeni zostaliśmy z marszu. Poruszając się wolniutko w górę czekałam na wielkie WOW i fajerwerki w mojej głowie... jednak w miarę nabierania wysokości moje oczekiwania gasły, robiły się mniejsze i mniejsze aż na szczycie zniknęły zupełnie. Dopiero wtedy dotarła do mnie prosta prawda, że szczytowanie nie zawsze jest takie, na jakie czekamy. Mogę tylko powiedzieć, że atrakcja miejska została zaliczona. Nie chce też już pamiętać, że wejściówki były droższe niż bilety na międzynarodową szybką kolej pod Kanałem La Manche. Tyle zachodu po to, żeby odbyć JEDEN obrót na tej mega karuzeli...zdecydowanie nie polecam...
24 marzec 2017 r.
VERTIGO 42 CZYLI URODZINY W NIEBIE
VERTIGO 42 CZYLI URODZINY W NIEBIE
Urodziny to dobry powód, żeby zrobić coś spektakularnego i szalonego. Jeden z najwyższych budynków londyńskiego City ma fantastyczny Champagne Bar 400 stóp nad ziemią. Potężne szklane ściany i szklane stoliki nie tworzą żadnych barier pomiędzy nami a miastem. Londyn żyje całą dobę, wszystkie ulice niczym krwioobieg non-stop tłoczą świetlistą lawę we wszystkich kierunkach. Dociera do ogromnych placów i do maleńkich zaułków, opływa mosty i budynki, porywa ze sobą wszystko, co istnieje. Światła wielkiego miasta przytłaczają i jednocześnie zachwycają. Londyn jest jak organizm: żyje, oddycha, pulsuje, zmienia się w każdej sekundzie. Z 42 pietra, wydaje się, że patrzymy na makietę...Wydaje się, że to niemożliwe, aby taki kolos istniał i miał się aż tak dobrze. Niesamowite doznanie, być może ... wspomagane szampanem :)
22 marzec 2017 r.
LĄDEK, LĄDEK ZDRÓJ...NIE MA TAKIEJ MIEJSCOWOŚCI JAK LONDYN...
LĄDEK, LĄDEK ZDRÓJ...NIE MA TAKIEJ MIEJSCOWOŚCI JAK LONDYN...
Cichutki i szybki Eurostar wiezie nas tunelem pod Kanałem La Manche z Brukseli do Londynu. Dużo szybciej niż samolotem i dużo łatwiej niż przeprawa samochodowym promem. Po 2 godzinach wysiadamy na dworcu St Pancras International w północnej części wewnętrznego Londynu. Po lewej stronie jest wspaniała British Library i...co ważne King's Cross Station, jedna z największych stacji metra, wygodny punkt przesiadkowy między sześcioma liniami: Circle Line, Metropolitan Line, Hammersmith & City Line, Northern Line, Piccadilly line i Victoria Line. Sam budynek dworca St Pancras jest piękny i potężny, pochodzi z XIX wieku, obecnie posiada 15 peronów i obsługuje rocznie ok. 5 mln pasażerów. Tuż obok, w cichej, bocznej uliczce jest nasz hotel. To wielkie udogodnienie móc zostawić walizki, bez straty czasu i energii i ruszyć na podbój miasta w dowolną stronę.
17 marzec 2017 r.
LATAWIEC
LATAWIEC
Jest już z nami ponad tydzień ale nie wiemy jak lata... totalny brak czasu powoduje, że deszczowa pogoda jest nam na rękę. Mam jednak nadzieję, ze może kwiecień będzie spokojniejszy i wyprowadzimy nasze nowe "zwierzątko" na podniebny spacerek...
17 marzec 2017 r.
ODBRĄZOWIENIE POMNIKÓW WG JOANNY SIEDLECKIEJ
ODBRĄZOWIENIE POMNIKÓW WG JOANNY SIEDLECKIEJ
Niesamowity wieczór z autorką biografii: W. Gombrowicza, Z. Herberta, S. Witkacego, J. Kosińskiego oraz książek o kulisach życia literackiego w PRL: "Obława", "Wypominków ciąg dalszy", "Biografie odtajnione". Żywe opowieści o kulisach życia i twórczości znakomitych literatów, tak nas zaciekawiły, że po pierwszym spotkaniu w ambasadzie, posłuchaliśmy ciągu dalszego dwa dni później w East Poland House. Czytając książki m.in. Siesickiej czy Kapuścińskiego nie przypuszczałam, ze mają tajemne życie agentów SB donosząc na swoich kolegów po piórze. Nie sądziłam też, że ubóstwiany Herbert był daleki od zachowań dżentelmeńskich a Kosiński wymyślił większość swojej martyrologii, tak aby być uznanym za wybitną ofiarę Holokaustu. Niezapomniany czas i przyczynek do zainteresowania się dokładniej tymi tematami...
7 marzec 2017 r.
ELEVEN WOMEN FACING WAR ... PARLAMENTARIUM
ELEVEN WOMEN FACING WAR ... PARLAMENTARIUM
Wystawa zdjęć Nicka Danzigera robi wrażenie. Nie potrzeba wielu słów, żeby zrozumieć co działo się w Sierra Leone, Zachodnim Brzegu, Bośni i Hercegowinie, Serbii, Izraelu, Columbii i Afganistanie... Tragedia oczami kobiet: Olja, Dzizde, Shinaz, Mariatu, Qualam, Narsin,Amanda, Mah-Bibi i Efrat ... bohaterki reportażu naznaczone przez wojnę. Straciły bliskich, zdrowie, ręce, stopy, domy, poczucie bezpieczeństwa. Straciły wszystko... Żyją tam, gdzie nikt nie chciałby być. Przystosowały się do najstraszniejszych warunków, przeżyły niewyobrażalne dramaty i żyją dalej. Żyją dniem dzisiejszym i ośmielają się mieć marzenia ... więc gdzie my jesteśmy z naszym dobrobytem? Czy mamy prawo narzekać na trudności w naszym życiu? Popatrzmy na to z dystansu...
16 luty 2017 r.
70-TE URODZINY WŁODZIMIERZA LUBAŃSKIEGO
70-TE URODZINY WŁODZIMIERZA LUBAŃSKIEGO
Ambasada RP pękała w szwach. Zaproszeni koledzy Mistrza wraz z małżonkami zjechali do Brukseli, aby świętować 70-te urodziny legendarnego piłkarza. Był nawet jego serdeczny kolega i partner z Górnika Zabrze - Zyga Szołtysik, był także fantastyczny bramkarz Tomaszewski i wielu, wielu innych. Licznie przybyli politycy m.in. Jerzy Buzek, Danuta Hübner, Ryszard Czarnecki i Bogdan Wenta. Dużo wspomnień i wzruszeń, szczególnie przy projekcji fantastycznego filmu dokumentalnego p. Ewy Haczyk "Kapitan". Niezapomniany wieczór z niesamowitymi ludźmi...
13 luty 2017 r.
CZARNA NIEDZIELA MOJEJ FOTOGRAFII
CZARNA NIEDZIELA MOJEJ FOTOGRAFII
Po potężnej awarii prądu w Brukseli, okazało się, że uszkodził się folder ze zdjęciami z całego roku. Kilkanaście wyjazddów do Francji: Alzacja, Alpy z Mont Blanc, Normandia, Bretania, Szampania, Paryż, Lotaryngia, Zamki nad Loarą, dwa wyjazdy do Szwajcarii, Włoch ... kilka pobytów w Holandii i codzienność belgijska... Rumunia, Grecja, Bułgaria, Polska ... te miejsca odwiedziliśmy w ubiegłym roku. Siedemdziesiąt tysięcy zdjęć odleciało w kosmos. Mam taką pustkę w duszy, że nie potrafię o tym mówić ...
12 luty 2017 r.
LOVE BUGS PARADE VW
LOVE BUGS PARADE VW
Autoworld zorganizował zlot przepięknych starych garbusów. Wszystkie kolory tęczy i napisy PEACE & LOVE to znak szczególny Dzieci Kwiatów i Volkswagenów.:) Fantastyczne starutkie autka pyszniły się chromowanymi wykończeniami, różowym czy szafirowym lakierem, czy zabawkami na kierownicach. Kolorytu dodawali też ich właściciele wystylizowani na lata 60-te. Świetna impreza i świetni ludzie zakochani w swoich samochodzikach. Może ktoś ma dziś jeszcze czas to szczerze polecam..:)
8 luty 2017 r.
AMBASADA TO CENTRUM KULTURY POLSKIEJ
AMBASADA TO CENTRUM KULTURY POLSKIEJ
Wczoraj byłam na kolejnej fantastycznej imprezie w Ambasadzie. Spotkanie europarlamentarzystów, wojewodów wielu polskich regionów i pracowników ich przedstawicielstw uświetniło fantastyczne trio: Katarzyna Słota-Marciniec - wokal, Dominik Tekielak - obój i Waldemar Król - fortepian. Grupa brawurowo zaprezentowała utwory charakterystyczne dla kilku epok. Posłuchaliśmy Poloneza Jana Stefaniego, Walc Karłowicza, świetny utwór I Am Afraid to Sleep Alona i Donna Clara Jerzego Petersburskiego, utwory Lutosławskiego i wiele innych. Po występie rozmowy przeniosły się w kuluary przy rewelacyjnym poczęstunku kucharza Ambasady. Kolejne spotkanie na Avenue des Gaulois 29, już w środę, tym razem świętujemy 70 lecie legendarnego piłkarza, Włodzimierza Lubańskiego..:)
6 luty 2017 r.
PARK D'EGMONT CZARUJE ...
PARK D'EGMONT CZARUJE ...
Byłam dziś w moim "Tajemniczym Ogrodzie"... jest jeszcze dość chłodno i mało osób przychodzi posiedzieć na ławeczkach, ale te kilka osób które mijałam, idąc do swojego ulubionego miejsca w sercu parku zachowywało się identycznie. Tu nie przychodzi się patrzeć w ekran smartfona, czytanie również nie jest ulubioną aktywnością, nie mówiąc już o rozmowach. Nawet grupa starszych nastolatków, którzy na przerwę a może na wagary wybrali Park, zachowywała się cichutko, szepcząc coś między sobą. Bo najprzyjemniej po prostu patrzeć... Patrzeć na drzewa, na promyki leniwego jeszcze słońca, nieśmiało łaskoczącego listki krzewów... Trawa jest już bardzo zielona, potrzebuje kilku cieplejszych dni, żeby wybuchnąć nie dając już możliwości powrotu zimie. Uśmiech sam się pojawia i zostaje na długo, układają się też myśli... i już wiem, ze każdy następny dzień będzie lepszy...:)
6 luty 2017 r.
FESTIWAL ŚWIATŁA BRUKSELA
FESTIWAL ŚWIATŁA BRUKSELA
Właściwie to znowu jestem zawiedziona. To jest problem, gdy za pierwszym razem uczestniczyło się w czymś świetnym... zacząć z górnego "C" i powodować by napięcie i zainteresowanie tylko rosło i rosło, mógł tylko Hitchcock... Pierwszy raz Light Festival obejrzałam kilka lat temu w Berlinie i wszystkie następne były tylko nędzną imitacją bez polotu. Jednak zawsze jest nadzieja i wczoraj wybrałam się nad kanał brukselski. Niestety, mogę powiedzieć tylko, że żałuję czasu jaki poświęciłam na te pokazy..:/
2 luty 2017 r.
MOŻE RAZ JESZCZE DO MADRYTU? NIE, DZIĘKUJĘ ...
MOŻE RAZ JESZCZE DO MADRYTU? NIE, DZIĘKUJĘ ...
Lubię moment, gdy nowo poznane miasto zaprzyjaźnia się ze mną. Znam już podstawową tkankę i zaczynam poznawać je głębiej. Otwierają się kolejne poziomy wtajemniczenia, niczym w grze komputerowej odblokowane levele. Znam też skróty do hotelu, wracam do ulubionych knajpek, znam najsmaczniejsze dania i specjalności. Obowiązkowe atrakcje turystyczne stają się tylko punktami odniesienia potrzebnymi do eksploracji terenu. Ale tu od początku było inaczej... Madryt nawet nie próbuje być tak elegancki jak Barcelona, lata świetności ma dawno za sobą. Tapas, wino i paella na słynnym San Miguel zdegustowały jakością i cenami. Maleńkie (2,5x6 cm) kanapeczki na rozmokniętym chlebie z mozarellą i mikroskopijnym kawałeczkiem szynki czy innymi dodatkami kosztują po 3,5 euro/szt. To dużo za dużo jak na tę jakość i smak.Próbowaliśmy po kilka rodzajów, w różnych miejscach. Nie ma ani przyjemności z jedzenia ani z walorów wizualnych. Po co się starać, turyści i tak przyjdą i kupią. Ulice również nie urzekają, budynki są wymazane sprayem, proszą o renowację zapewne od dziesięcioleci. Za to w wielu miejscach, w barach, restauracjach w środku i na zewnątrz są przepiękne płytki. Kolorowe, zdobne, przedstawiają charakterystyczne dla regionu obrazy. To jest to, co zachwyca. Ale te maleńkie detale to troszkę za mało, żeby pokochać to miasto...
1 luty 2017 r.
TOLEDO
TOLEDO
Dworzec miejski na Paseo de la Rosa jest bardzo ładny, inspirowany architekturą Maurów. Azulejos na ścianach, piękne witraże jak w portugalskiej Sintrze. Dalej jest niestety coraz gorzej. Taksówkarze oszukują. Umówiony na daną kwotę, nie zawiózł na do centrum, ale skorzystał z naszej nieznajomości miasta, kończąc kurs jak się okazało pod murami miasta. Do głównego placu bylo jeszcze dość daleko, pod stromą górę... Owszem mozna bylo podjechac autobusem, ale tym autobusem można było jechać z samego dworca za 1.40 euro a nie za wielokrotność tej sumy. Owszem, miasto jest zabytkowe, jednak urok odbiera mu znaczna ilość domow, kamienic tylko stylizowanych na stare. Ma się wrażenie, że stare miasto miejscami jest plastikowe. Przyglądałam się budowie nowego domu w dzielnicy żydowskiej. Bryła koresponduje z sąsiednimi, kolory cegieł również. Jest podobny ... ale tylko podobny. Po prostu, uroda miasteczka koresponduje z jakością seata Toledo. Niby ładny z daleka a z bliska nie sposób zobaczyć słabej jakosci materiałów a jego legendarna awaryjność budzi niesmak.
14 styczeń 2017 r.
WIELKA ORKIESTRA ŚWIĄTECZNEJ POMOCY PO RAZ 25
WIELKA ORKIESTRA ŚWIĄTECZNEJ POMOCY PO RAZ 25
Pomimo, iż Bruksela jest dość daleko od Warszawy, ludzie nie zapominają o pomocy tym najbardziej potrzebującym. Nasze 2 zdjęcia: "End of Trail" i "Stairs of Life" zostały wylicytowane za 530 euro! HURRRA!
11 styczeń 2017 r.
NOWA NARZECZONA...
NOWA NARZECZONA...
Od dziś mój aparat ma nową, fantastyczną narzeczoną. Ma idealne wymiary: 70-200 2.8 IS, jest wysoka, ma długą, białą sukienkę, duże oczy i wydaje mi się, ze jest im ze sobą bardzo dobrze... Mnie pozostaje się cieszyć ich szczęściem..:)
8 styczeń 2017 r.
JAZZ W L'ARCHIDUC
JAZZ W L'ARCHIDUC
Hendrik Lasure - piano, Soet Kempeneer - double bass i Joao Lobo - drums zapewnili dziś fantastyczną muzyczną ucztę jazzową. W małym, piętrowym pubie muzyka docierała do każdego identycznie, dzięki centralnej lokacji artystów a dzięki obecności i obsłudze przez właścicieli, atmosfera była bardziej niż rodzinna.:) ponizej link do lokalu...
1 styczeń 2017 r.
NOWY ROK... CZYLI JAK TO SIĘ ROBI W EUROPIE...
NOWY ROK... CZYLI JAK TO SIĘ ROBI W EUROPIE...
Łagodny klimat sprzyja imprezom plenerowym. Tu nie są popularne polskie bale z tańcami typu: "od sympatycznego pana Waldka dla panny Krysi pucio pucio...". Zazwyczaj wszyscy spędzają ten wieczór w restauracjach i pubach, by przed północą gromadnie ruszyć na główny plac na obowiązkowy pokaz fajerwerków. Sami strzelają z zakupionych wcześniej "armat" w niebo już od rana. Co więcej, na te pokazy przychodzą z dziećmi i z psami, które wcale nie wariują z tego powodu, a najwyraźniej się cieszą z atrakcji, co było dla mnie ogromnym szokiem po fali hejtu, jaki przetoczył się na ten temat w polskojęzycznym internecie. Co więc wybrać? Klęska urodzaju ... Tradycyjne świętowanie Nowego Roku na place de Brouckere w Brukseli - zbyt blisko, w Paryżu świętowaliśmy poprzedni rok, nad morzem, zbyt nudno... Amsterdam za to zaciekawił imprezami miejskimi w kilku miejscach. Ale od wjazdu do miasta wszystko potoczyło się zupełnie innym torem niż był zamierzony: parking przy stacji metra okazał się być w środku holenderskiego Harlemu, dobowe bilety na metro okazały się nieprzydatne, gdyż transport publiczny za chwilę przestał jeździć. Najpierw na wszystkich tramwajach pojawiła się informacja: zjazd do bazy. Później zamknięto wszystkie wejścia do metra. Restauracja z widokiem na pokazy fajerwerków nie zachwyciła jedzeniem, natomiast zagłuszała hukiem muzyki nawet myśli. Na ulicach pojawiły się masakryczne tłumy. W każdym miejscu, na każdej uliczce wszyscy przechodzący byli w oparach charakterystycznego, słodkawego dymu marihuany. Masa ludzi powiększała się z każdą minutą. Petardy i sztuczne ognie latały i wybuchały pod nogami i nad głowami. Szybka decyzja: jedziemy do Hagi nad morze. Tak...ale jak? Odcięci od samochodu, w plątaninie kanałów i maleńkich uliczek. Nagle, z gęstej mgły wyłoniła się taksówka. Po kwadransie, lżejsi o kilkadziesiąt euro jechaliśmy w stronę stolicy. To był strzał w 10-tkę, chociaż wraz z nami tysiące ludzi wpadło na ten sam pomysł i tuż przed północą pojawił się ogromny problem z zaparkowaniem auta, zmuszając nas do biegu na ostatnich metrach przed celem... Warto było! Na plaży zrobiło się jasno jak w dzień. W jednym momencie wystrzeliły setki świateł w górę. Kanonada trwała bez końca. Fantastyczny widok... fantastycznie zapowiada się Nowy 2017 Rok. :)
26 grudzień 2016 r.
W BELGII PO ŚWIĘTACH...
W BELGII PO ŚWIĘTACH...
Uszka z fantastycznym barszczem wg przepisu Magdy Gessler, śledź, sałatka, pieczone mięso i kompot z suszu to atrybuty Bożego Narodzenia. Te Święta były zdrowe, spokojne i pełne miłości... Były takie, jakich się życzy wysyłając pocztówki. Za oknem cisza absolutna, jakbyśmy mieszkali na głębokiej wsi a nie w centrum dużego, europejskiego miasta. W ogromnych oknach sąsiednich kamienic widać połyskujące choinki. Schodzą się goście o różnych porach. Długo czekają na dole, aż gospodyni zejdzie otworzyć ciężkie drzwi. Niosą francuskie bagietki i swoje potrawy zapakowane w pojemniczki. Ogromny stół w wysokim na ponad 4 metry salonie z XIX-wieczną zastawą ożywa przy nakładaniu potraw. Króluje indyk z puree z kasztanów i borówkami, dziczyzna, bożonarodzeniowa kaszanka z rodzynkami, pasztet, ostrygi i oczywiście szampan. Obowiązkowe jest również ciasto z kremem zwane polanem. Spotkania są zwykle typowo rodzinne, spokojne, bez polskiego biesiadowania. Stoły nie uginają się od nadmiaru jedzenia, część dań przynoszą goście, część zamawia się w restauracjach, ale za to gospodyni jest zadowolona i zrelaksowana, tak daleka od wizerunku umęczonej przedświątecznie Matki Polki. Belgowie są specyficzni, szanują odrębność innych, ale też niezmiernie szanują siebie i swoją pracę. W ich mentalności jest zakodowane hasło: "ja się nie wtrącam do twojego życia i ty nie wtrącaj się do mojego". Żeby zostać dobrym przyjacielem Belga, musisz go znać tak ze 300 lat, a wasze rodziny jeszcze dłużej. W każdym innym przypadku będziesz tylko dalekim znajomym. Trudno się zaprzyjaźnić z hermetycznie zamkniętymi rodzinami, ale jeśli się to uda, zostaniesz w tej rodzinie na wieki. /Poniżej przepis na belgijski smakołyk/
14 grudzień 2016 r.
SAŁATKA GRECKA I ŻYCZLIWOŚĆ RODAKÓW - CZYLI PODSUMOWANIE
SAŁATKA GRECKA I ŻYCZLIWOŚĆ RODAKÓW - CZYLI PODSUMOWANIE
1. Ateny są ogromne i bardzo jednorodne 2. Ulice są brudne 3. Sklepy z farbami w sprayu zarabiają krocie sądząc po wszechobecnym grafitti, a właściwie maziajach na ścianach domów, urzędów, metra 4. Wszyscy palą pomimo zakazu: w kawiarniach, przy jedzeniu, w biurach, hotelach, na przystankach 5. Kierowcy bardzo często jeżdżą na czerwonym świetle lub pod prąd, nawet na wielopasmowych ulicach 6. Taksówkarze nie znają miasta, często nie mają GPS, ale za to przejazdy są niewiarygodnie tanie 7. Lokalne jedzenie też jest tanie i bardzo smaczne: tzadzyki, chleb, wieprzowina w miodzie, sałatki, wino domowe, desery ... mniam :) 8. Ludzie ubierają się jednolicie, niewyszukanie, panie preferują kurtki z kapturem i getry a panowie dresy, adidasy i krótkie kurtki ze skaju oraz obowiązkowe duże czarne okulary 9. Zasadą jest, że nawet jeśli jest z górki to też jest pod górkę 10. Chodniki są bardzo zniszczone i połatane, co naraża nasze stawy na bolesne skręcenia 11. Widoki na morze z bliska i z daleka są rewelacyjne, natomiast w drugą stronę już zwykle nie 12. Transport publiczny jest potwornie zatłoczony, ale tani 13. Nie można się zgubić, ponieważ z każdego miejsca widać Akropol a jeśli nie, to zawsze świeci słońce 14. Bogate dzielnice różnią się od biednych tylko mniejszą ilością grafitti 15. Najlepsze wszechobecne marki ubraniowe to Zara i H&M 16. Wieczorami wszystkie restauracje, bary i tawerny pękają w szwach 17. Społecznie akceptowana jest jazda na podwójnym gazie 18. Kotów, gołębi i hoteli różnym o standardzie jest tyle co ludzi 19. Wszystkie budynki mają tarasy na dachach 20. Metro nie musi jeździć pod ziemią 21. Bezdomni przy swoich legowiskach ubierają własne choinki 22. W połowie grudnia można się kąpać i opalać 23. Zapachy przypraw i potraw są fantastyczne 24. Fantastyczna też jest tu kawa, zarówno w kawiarniach jak i w papierowych kubeczkach na wynos 25. Ludzie są na pierwszy rzut oka gburowaci, ale przy bliższym poznaniu bardzo uczynni i serdeczni 26. Markety mięsne to kalka arabskich suków 27. Absolutnie cudowna wielodaniowa obiadokolacja w domowej tawernie z przystawkami, sałatkami, daniami mięsnymi, serami, deserem, litrem wina i kieliszkiem raki dla dwóch osób to 26 euro 28. Zapewne na wyspach nastawionych na turystów jest inaczej 29. Przyroda jest niesamowicie piękna, natomiast wytwory człowieka najczęściej straszą 30. Po tygodniu pobytu, nie jestem pewna czy chciałabym kiedykolwiek przyjechać tu po raz kolejny... jeżeli już to po to, by zjeść tzatziki i smażoną wieprzowinę w occie balsamicznym i miodzie 31. Albo po to, żeby znowu o północy spotkać dobrotliwego Mikołaja w taksówce... i... z ostatniej chwili przed odlotem: Same miłe niespodzianki na ateńskim lotnisku. Automat do odprawy linii AEGEAN nie bardzo chciał współpracować ale natychmiast pojawił się pracownik lotniska mówiący po... polsku! Na stanowisku odprawy bagażu pan przywitał nas również po polsku. Pochwalił się, że jest pół Polakiem a ostatni weekend spędził w Gdańsku i bardzo mu się podobało, chociaż było bardzo zimno. Do bagażu przykleił w prezencie paski (priority), abyśmy mogli szybciej opuścić docelowe lotnisko. Pożegnał nas słowami: "Dla Polaków wszystko!". Szalenie miło się zrobiło, odzwyczaiłam się od życzliwości rodaków za granicą. Nieczęsto spotyka się bezinteresowną pomoc a moje wrażenia z pobytu w Grecji poszybowały o wiele punktów w górę.
13 grudzień 2016 r.
SZOPING BAJ GRIK...
SZOPING BAJ GRIK...
Gdzie idzie kobieta, gdy zostaje sama na pół dnia? Oczywiście, że do sklepów... Ciekawość tutejszych kolekcji wygrała z lenistwem i chęcią poleżenia dłużej w łóżku. Od rodowitego Ateńczyka dostałam mnóstwo informacji: gdzie, jak, czym...więc pojechałam. Pierwszym celem było Metro Moll Przy Ag. Dimitrios, tylko cztery stacje metrem. Dłużej jechałam niż tam byłam. Wybór sklepów żaden a to, co na wieszakach - mizerne... No nic, drugi cel słynny podobno Outlet. W przewodniku i na stronie www opisywany jako: BEST BUY STORES świetnie ustytuowany w samym handlowym centrum miasta, niedaleko stacji Monastiraki. Niestety okazał się słabym ciuchlandem. Mam jeszcze kilka adresów ale już szkoda mi czasu i energii na eksperymenty. Konieczność zjedzenia czegokolwiek na śniadanio-lunch zmusił mnie do wstąpienia do pierwszego napotkanego baru. I to był strzał w dziesiątkę. Gyros z kurczakiem i warzywami w grubym cieście a'la pitta był fantastyczny, tak jak obsługa i ceny. Za 2,50 w innym miejscu mogłabym napić się tylko wody. Do O Thanasis na Mitropoleos obok Starbucks'a planuję wrócić koniecznie.
13 grudzień 2016 r.
SZCZYTOWANIE...
SZCZYTOWANIE...
Hotel St George ma dwie zalety: pierwsza to oczywiście fantastyczny widok ze zbocza Lycabettus na całe Ateny z Akropolem na pierwszym planie i Morzem Egejskim w tle, ale i bliskość kolejki na szczyt. Nie trzeba się wdrapywać milionem schodków a tylko przejść parę metrów na sąsiednią uliczkę i w kilka minut wjechać na szczyt. Tam każdy staje przed wyborem, czy najpierw obejrzeć kościółek św Jerzego (Agii Isidori) czy wejść do restauracji z panoramicznym widokiem czy od razu robić zdjęcia bojąc się, że warunki pogodowe się zmienią. Głód wybrał za nas. W tym czasie chmury zasnuły niebo, pokrywając Akropol głębokim cieniem. Przy kolorowym spektaklu zachodzącego słońca zniknął, jakby nic nie znaczył, jakby nie było 2,5 tys lat historii... Słońce pyszniło się swoją chwilą tryumfu. Czerwień mieszała się z fioletem i żółcią ostatnich promyków, aż do ostatniej chwili skupiając na sobie wszystkie obiektywy. W tym momencie Niebo wygrało z Ziemią bezapelacyjnie.
12 grudzień 2016 r.
MARKETY I STRZELANINA
MARKETY I STRZELANINA
Atenom jest bliżej bliskiego wschodu niż Europy. Wiele ulic handlowych w centrum miasta to nieustające targowisko. Wszystko wystawione na ulicę, sprzedawcy zaczepiają, pokrzykują. Kalosze, skarpety, ubrania robocze co parę kroków. Można odnieść wrażenie, że Grecy to naród typowo rolniczo-pasterski i są to produkty pierwszej potrzeby. Spacerując po tych "arabskich", ciągnących się długimi ulicami marketach, tuż po tym, jak wsiedliśmy do tramwaju, dotarła do nas informacja, że tam, gdzie byliśmy przed chwilą - na ul. Sokratesa była strzelanina. Policjant w czasie rutynowej kontroli został zaatakowany pistoletem i odpowiedział ogniem. Tłumy ludzi są wszędzie, przepychają się, jeżdżą motocyklami po chodnikach trąbiąc na ludzi, namiętnie parkują na przejściach dla pieszych i deptakach. Samochody jeżdżą na czerwonym, pierwszeństwo to tylko sprawa umowna. Wolna amerykanka jest akceptowana przez wszystkich. Żadnych zasad... Grudniowa moda ulicy też nie jest wyszukana. Młodzi i starzy ubierają się tak samo, bez wyszukanej elegancji. Kurtki z kapturami, szare, beżowe, zielone, przez co tłum wygląda jednolicie, jedyne kolorowe plamy to sprzedawcy kolorowych balonów. Być może to wynik kryzysu greckiego a może taki gust. Chodniki są zniszczone, ulice brudne, domy lata świetności mają dawno za sobą. Komunikacja jest potwornie zatłoczona i to nie dlatego, że w całej aglomeracji mieszka tu 3 miliony ludzi ale dlatego, że np metro jeździ nie co 2-3 minuty w szczycie jak w innych krajach ale co 7-10. Niestety, widać jak na dłoni, że Grecja przejadła dotacje unijne nie inwestując prawie w nic. Warszawa na tle Aten nawet bez Akropolu wygląda jak piękny, pachnący, kolorowy kwiat.
12 grudzień 2016 r.
PLAŻE ATEŃSKIE I PIREUS
PLAŻE ATEŃSKIE I PIREUS
Grecy nawet nazwę metra naciągają. To, że na planie Aten widnieją 3 linie metra jest próbą podniesienia rangi miasta. Linia niebieska (3) od lotniska do Pireusu to nic innego jak zwykła kolejka podmiejska tylko pod ścisłym centrum znikająca pod ziemią. W Warszawie można by więc zaliczyć do metra linię do Mińska Mazowieckiego, Grodziska, Wyszkowa itd... Wzdłuż wybrzeża kursują tramwaje zatrzymując się przy każdej zatoczce. Każda z nich ma oddzielną nazwę i patrząc na mapę ma się wrażenie obfitości. W realu wygląda to tak, że plaże są maleńkie, kamienisto-żwirowe i strasznie brudne. Tylko te, które są płatne wyglądają znośnie, ale na wielu z nich zagrabione śmieci leżą jeszcze z poprzedniego sezonu w wielkich zwałach przy siatce odgradzającej je od miejsc publicznych. Na tych zwykłych, jeśli chcesz rozłożyć leżak w czystym miejscu, posprzątaj przynajmniej butelki i paczki po papierosach sam. Petów nikt nie sprząta ani nie zaprząta sobie głowy, leżą wszędzie ale jak mają nie leżeć, skoro palą niemal wszyscy. Na 20 km najpopularniejszych plaż nie widziałam ani jednej toalety. Jedynie biletowane odcinki mają kawiarnie, gdzie można coś zjeść, wypić i skorzystać z przybytku. W pełnym sezonie przybywa mobilnych punktów sprzedaży, bo to przynosi zysk, natomiast toalet nie. Każdy swoje potrzeby załatwia w swoim zakresie i chyba nie chcę znać szczegółów. Zapewne inaczej jest na wyspach, gdzie hotele mają swoje własne plaże wyłącznie dla swoich gości. Niestety mieszkańcy 3 milionowej aglomeracji mają do wyboru pozostać w swoim przeraźliwie brudnym mieście albo przejechać kilkanaście przystanków tramwajem aby odpoczywać w równie brudnych miejscach. Mam wrażenie, że status quo musi być zachowane, żeby wszyscy czuli się bezpiecznie jak w domu. Pireus to osobna sprawa. To miasto portowe, które jak wszystkie tego typu miejsca rządzi się swoimi prawami. Od zawsze, tam gdzie przybijały statki kwitł handel, zabawa i uciechy wszelkiego rodzaju. Zdarzyło mi się bywać w dużych portach: Rotterdam, Frankfurt, Livorno, Calais, Marsylia, Genua... wszędzie okolice samego portu przyciągają złodziei, handlarzy i panie zarabiające na życie zdejmowaniem majtek. Wiele lat temu w Genui miałam nieprzyjemną scysję z alfonsem, gdy fotografowałam prostytutki. Nie były wdzięcznym tematem ale po prostu nie mogłam uwierzyć, że ktokolwiek miałby ochotę na bliską znajomość z powodu ich... delikatnie mówiąc, szpetoty. W związku z wątpliwościami, po prostu chciałam uwiecznić to zjawisko, aby poradzić się niezależnych źródeł. W Pireusie jest inaczej... wychodząc z dworca, tłum wpada w wąskie gardło "złodziejówki". Brudni, nachalni faceci o mieszanej bliskowschodnio-południowej urodzie handlują tym, co przed chwilą ukradli wśród pasażerów poprzedniego pociągu. Na szmatach na chodnikach leża fanty, które dłużej nie znalazły nabywców. Jest "śmieszno i straszno". Śmieszyło mnie przez chwilę, dopóki z niedowierzaniem pojęłam, że i śmieci znajdują nabywców a zaczęłam się obawiać gdy tłum gęstniał i czułam się mocno niekomfortowo. Po 10 metrach pragnęłam tylko wydostać się z tego kotła i już wiedziałam, że choćby taksówką, dookoła świata ale na pewno nie tą samą drogą. Notabene taksówkarze nie jeżdżą tam samotnie, lecz zawsze z drugą osobą dla własnego bezpieczeństwa a przejazdy są obłędnie tanie. Sam Pireus również nie zachwyca ani architekturą ani jedzeniem. W polecanej restauracji specjalizującej się w owocach morza, większość dań robiona jest z mrożonych produktów o czym lojalnie uprzedzają. Jedyną piękną rzeczą jest jak zwykle morze cudownie zmieniające kolor wraz ze zmianą nasłonecznienia i to jest to, co warto oglądać nieustannie. (Obok - wyjście z metra - "złodziejówka")
12 grudzień 2016 r.
ANAFIOTIKA
ANAFIOTIKA
Absolutnie cudowne miejsce. Maleńka enklawa przycupnięta na zboczu Akropolu. Fantastycznie wygląda w świetle porannego słońca. Przez cały dzień chowa się w cieniu antycznych wspaniałości. Cień to w tym klimacie luksus. Daje wytchnienie od palącego niemiłosiernie słońca nawet w grudniu.
12 grudzień 2016 r.
AKROPOLIS ADIEU...
AKROPOLIS ADIEU...
Wdrapanie się na Akropol, żeby osobiście zobaczyć pozostałości Partenonu jest obowiązkowym punktem programu. Na górze jednak pozostałości antycznej świetności nie robią takiego wrażenia. Dużo lepiej wyglądają w programach Discovery nagrywane szerokim kątem przez świetnych operatorów. Wszędzie są porozpinane sznury ograniczające wejście, całe tabuny strażników z gwizdkami pilnują przestrzeni antycznej. Wysiłek rekompensują jedynie piękne widoki na miasto. Ale to tak jak w Paryżu, zdjęcia z wieży Eiffla są niekompletne, bo nie ma na nich wieży :) Tu jest tak samo, bez Akropolu miasto jest nierozpoznawalne. Podobne do innych południowych z jasnymi, niewysokimi domami z szeregiem balkonów, opływa nieliczne wzgórza niczym białe mleko aż po horyzont. Patrząc z góry, ma się wrazenie, że Ateny ciągną się aż do końca świata...
12 grudzień 2016 r.
11 TOASTÓW ZA GRECJĘ
11 TOASTÓW ZA GRECJĘ
Lot był dłuższy niż zwykle, za to widoki tuż przed lądowaniem wynagrodziły wszystko. Morze opływające tysiąc wysp o poszarpanych brzegach, w złotym blasku zachodzącego słońca to widok nieziemski. Hotel, okazał się być świetnie usytuowany. Z przeszklonej restauracji na dachu rozciąga się fantastyczny widok na Akropol i na całe Ateny. Kilka minut marszu pod górę (bo w Grecji nieustannie jest pod górę) i znaleźliśmy się w najstarszej części miasta -dzielnicy Plaka i Anafiotica. Nie da się uniknąć innych turystów, ale mozna znaleźć knajpkę z domowym jedzeniem. Oczywiście królują tu tzadzyki, do których żaden kucharz nie żałuje czosnku, ale warto też spróbować innych lokalnych dań i koniecznie domowego wina, które kelner nalewa z kraników do litrowych karafek. Ewenementem jest baklawa podawana z kwaśną śmietaną, miodem i orzechami. Wrażenia smakowe i wizualne są niesamowite... spacerując w plątaninie uliczek, wchodząc do wielu restauracyjek na kolejne degustacje potraw jednoczesnie ma się cały czas świadomość obcowania z wielowiekową historią, która tu jest realnie na wyciągnięcie ręki.
4 grudzień 2016 r.
KWESTIA SMAKU
KWESTIA SMAKU
Błędem była moja ignorancja i indolencja, oraz naiwne przekonanie, że lokalne dania to zawsze sam cud-miód. Otóż dzisiaj przekonałam się, że nie zawsze mam szczęście. Zamówiłam galette du Troyes. Miałam nadzieję na smakowite lokalne gryczane naleśniki z tutejszą kiełbaską, serem i cebulką. Dostałam coś tak nieziemsko śmierdzącego, że nie byłam w stanie nawet siedzieć blisko tego dania. I to nie była wina sera... lecz kiełbasek andouillette z żołądków, podgardla i jelit wieprzowych, cuchnących jak sterta kompostu. Robiąc andouillettes, kroi się na paski wszystkie składniki, przez dwa dni marynuje się w winie z ziołami i warzywami, pakuje we flaki i gotuje się dwukrotnie po około dwie i pół godziny w marynacie z bulionem. Specjał ten ma wielu zwolenników w niektórych regionach Francji. W drugiej połowie XX wieku powstała nawet specjalna organizacja - Association Amicale des Amateurs d'Andouillette Authentique (AAAAA) zrzeszająca krytyków gastronomicznych i restauratorów aby zapewnić wysoką jakość andouillettes. "A do potęgi piątej" przyznaje nawet wyróżnienia najlepszym producentom. Nie zdołałam jednak docenić walorów tego dania. Kelnerka była bardzo zmartwiona widząc nienaruszoną porcję. Dostałam propozycję zamiany na inne danie, ale niestety nie mogłam już nic przełknąć. Muszę jednak przyznać, że rachunek nie zawierał zapłaty za andouillettes... Jej starania mogłam wynagrodzić tylko odpowiednim napiwkiem, a morał z tej historii jest prosty i znany od wieków: "kto pyta, nie błądzi". Dodałabym drugą część do tego zdania: "i nie chodzi głodny" :)))
2 grudzień 2016 r.
REIMS - STOLICA SZAMPANII
REIMS - STOLICA SZAMPANII
Reims wyłoniło się z gęstej mgły i okazało się być nadspodziewanie dużym i ładnym miastem. Oświetlenia świąteczne zachwycają. Całe śródmieście jest wręcz osnute milionami lampeczek jak pajęczyną. Wymyślne anioły, girlandy i kurtyny ciągną się kilometrami. Wiele budynków zachwyca zmieniającymi się kolorami. Ale najwspanialsza jest słynna Katedra Notre Dame królująca majestatycznie ponad rozłożonym wokół niej świątecznym jarmarkiem. Wszyscy stają zaciekawieni, gdyż mapping spowodował, że wszystkie figurki zdobiące fasadę ożyły, jak gdyby kolorując jaskrawymi kolorami tchnięto w kamień nowe życie... Figurki zdają się tańczyć w rytm muzyki świątecznej, zaglądają do straganów... tu ciasta lokalne, tu nalewki, tu ozdoby, kolorowe szale czy nikomu niepotrzebne pamiątki z gipsu. Wszyscy kiwają się zgodnie w rytm podśpiewując razem z Lennonem: so this is Christmas / and what have you done / another year over / and a new one just began...
29 listopad 2016 r.
PEŁEN SUKCES ...PODZIĘKOWANIA
PEŁEN SUKCES ...PODZIĘKOWANIA
Wernisaż naszej wystawy DOUBLE EXPOSITION pod patronatem Ambasadora RP w Królestwie Belgii - Pana Artura Orzechowskiego udał się fantastycznie głównie dzięki temu, że goście dopisali nadzwyczajnie. Wielojęzyczny gwar wypełnił przepiękne wnętrza East Poland House. Było tak tłoczno, że na otwarciu większość osób nie zmieściła się w Żółtym Salonie. Dziękujemy serdecznie Krzysztofowi Wójcikowi Kierownikowi Biura Regionalnego Województwa Świętokrzyskiego w Brukseli: - za perfekcyjne zorganizowanie i rozpropagowanie wystawy oraz Witoldowi Nowakowskiemu, prezesowi Lubelskiego Towarzystwa Fotograficznego, który przybył specjalnie by zaszczycić nas swoją obecnością. Kolejne wystawy i kolejne tematy już w planach...zapraszamy /więcej o wystawie w EPH w linku poniżej/
27 listopad 2016 r.
TEATR W KINIE I KINO W TEATRZE...
TEATR W KINIE I  KINO W TEATRZE...
Dom Polski w Brukseli kolejny raz otworzył szeroko drzwi dla kultury. Dwa spektakle grane przez młodych aktorów: Upadłe Anioły - manifest młodzieżowego poglądu na ważne sprawy i drugi, bez jednego słowa, wprowadził nas w trudną symbolikę śmierci. Odżyły wspomnienia historii średniowiecznych fresków w normandzkim kościółku. Dance Macabre - Taniec Śmierci przewija się od wieków w każdej kulturze. Temat niezwykle szeroki, z milionem interpretacji, wywołujący skrajnie odmienne skojarzenia raz straszy, raz bagatelizuje ... prawda jest właściwie tylko jedna: nie jest ważne kim jesteśmy w życiu, jakie mamy bogactwa, wiedzę czy wpływy, ilu ludzi znamy, kochamy, nienawidzimy... ostatnią drogę pokonujemy samotnie...
26 listopad 2016 r.
WYSTAWA JUŻ NA MIEJSCU ...
WYSTAWA JUŻ NA MIEJSCU ...
Dzisiaj przy okazji ustawiania sztalug z naszymi pracami, dowiedzieliśmy się, że Ambasador RP w Królestwie Belgii nie tylko objął patronat honorowy nad naszą wystawą, ale będzie głównym gościem. Cieszy nas to ogromnie ... ale i tak marzę o tym, żeby impreza była już za nami. I pomimo, iż jest to kolejna wystawa, że plasuje się już pod koniec trzeciej dziesiątki i powinna być to absolutna rutyna, nie zmieniam swojego podejścia. Tak jak przed pierwszą - debiutancką, niezmiennie nie lubię tego napięcia, stresu i obawy, że pójdzie coś nie tak, jak było zaplanowane ... Niech stanie się wtorek :)
26 listopad 2016 r.
VINTAGE DLA INDYWIDUALISTEK
VINTAGE DLA INDYWIDUALISTEK
Okolice pomiędzy Boulevard Anspach a Place Sainte-Catherine to mekka wszystkich, którzy do codziennej mody wnoszą coś niedzisiejszego. Jest tam wiele różnych sklepów z używanymi ubraniami, ale takie jak na Rue des Chartreux są unikatowe. Unikatowe mają też ubrania: futra z ocelotów, suknie balowe i koktailowe wyszywane koralikami od największych projektantów, apaszki od Hermes z lat 80-tych za jedyne 120 euro, rękawiczki i torebki Diora, toczki z piórami, kapelusiki i mnóstwo różnych innych wiekowych fatałaszków. Zaglądają tam artystki, dekoratorki, scenografki filmowe i teatralne... ale także zwykłe osoby poszukujące czegoś niebanalnego. Tu raczej nie ma "okazji" cenowych, tu wszyscy znają wartość każdej rzeczy, ale za to ma się pewność, że nielubiana znajoma nie przyjdzie w takiej samej sukni na bal... a to niezwykle ważne dla kobiety :)
19 listopad 2016 r.
Z ŻYCIA BARBIE I KENA - FANTASTYCZNA WYSTAWA W ANTWERPII...
Z ŻYCIA BARBIE I KENA - FANTASTYCZNA WYSTAWA W ANTWERPII...
Tę słynną wystawę w ARTELLI GALLERY zauważyliśmy już we wrześniu. Przez kilka lat przewędrowała cały świat, stając się niemal kultowa. Grzechem byłoby więc odpuścić wiedząc, że jest 40 km stąd. Niestety, kalendarz był tak zapełniony wyjazdami i zajęciami, że stało się to niemożliwe. Wybawieniem okazała się informacja o przedłużeniu o tydzień ekspozycji In The Doll House - Diny Goldstein. Fantastyczny pomysł, perfekcyjne wykonanie. Mnie zachwycił też bakstejdżowy filmik z przygotowań miejsca do zdjęć i dbałości okażdy szczegół. Mam wrażenie, że ekspertkami w sprawach detali były 6 letnie dziewczynki, które na temat Barbie, jej chłopaka i różowej rzeczywistości wiedzą absolutnie wszystko :)
17 listopad 2016 r.
BEAUJOLAIS NOUVEAU 2016
BEAUJOLAIS NOUVEAU 2016
Święto młodego wina Beaujolais Nouveau w przewodnikach opisywane jest z wielką emfazą jako "must-see". Po reklamach tego eventu i wieloletniej lekturze miałam wdrukowany obraz przeszczęśliwych Francuzów otwierających beczki z tegorocznym winem już minutę po północy i ogólnonarodowej zabawy do upadłego w strugach czerwonego płynu. Nic bardziej mylnego... zamówiliśmy stolik w restauracji w centrum Lille, po wielkich perypetiach w potwornych korkach na obwodnicy Brukseli, dotarliśmy na parking pod Grand Place i ... już poczułam się rozczarowana, bo najwięcej klientów zobaczyłam w McDonalds a w ogródkach ksawiarnianych Francuzi masowo raczyli się ... belgijskim piwem! W naszej restauracji kelner był nieco zdziwiony i zażenowany niestosownością naszego pytania o beaujolais nouveau. Próbował nawet sprostać zadaniu dowiadując się o nasze "zachcianki" w sąsiedniej filii, ale ostatecznie polecił nam beaujolais leżakowane, o fantastycznym smaku i zapachu, dzięki czemu randka w ciemno z młodym winem zakończyła się rewelacyjnie. Przypadkowo wybrana restauracja, okazała się być bardzo utytułowaną mekką wybrednych smakoszy. Przy daniu głównym zaczęłam to doceniać, ale majstersztyk kucharza/cukiernika mógł w pełni zachwycić przy deserach, z których każdy był dziełem sztuki. Smak, zapach, niecodzienne połączenia w absolutnie perfekcyjnie dopracowanych szczegółach powodowały euforię i orgazm zmysłów przy każdej porcji. Wino Baeujolais Nouveau znaleźliśmy przypadkiem spacerując po uczcie w okolicach Grand Place. Mały sklepik specjalizujący się w winach zapraszająco kusił ciepłym światłem i degustacją o późnej już porze. Przesympatyczny gospodarz-sprzedawca opowiedział nam wiele o tegorocznych zbiorach, poczęstował kieliszeczkiem jednego, później drugiego wina. W rewanżu wśród ogólnej wesołości rozpatrywaliśmy niuanse trudnej dla Francuzów wymowy polskiej nazwy wódki Żołądkowej... Fantastyczny wieczór ...
15 listopad 2016 r.
DWA TYGODNIE...
DWA TYGODNIE...
Dwa tygodnie pozostało do naszej kolejnej wystawy w Brukseli. Będzie inaczej, część prac pokażemy w innej odsłonie a tłem będą przepiękne wnętrza East House przy Avenue Tervuren 48, kamienicy będącej do niedawna własnością członka legendarnej grupy BonyM. ZAPRASZAMY...
14 listopad 2016 r.
Fete du Hareng Roi - FESTIWAL KRÓLA ŚLEDZIA
Fete du Hareng Roi - FESTIWAL KRÓLA ŚLEDZIA
Etaples tuż obok snobistycznego Le Touquet-Paris-Plage jest jak biedny kuzyn-rezydent kątem mieszkający we wspaniałej posiadłości bogaczy. To do Touquet przylatuje prywatnymi samolocikami śmietanka towarzyska z Paryża, tu w swych wspaniałych posiadłościach, chronieni tysiącem kamer odpoczywają biznesmeni ... ale na fantastyczne smaki ryb i owoców morza przywiezionych prosto z połowów, wszyscy wybierają się właśnie do Etaples na drugą stronę mostu nad Canche. Mamy szczęście, 12 listopada to święto śledzia. Tuż przy głównej ulicy rozłożył się jarmark. Stanowiska z lokalnymi serami, rękodziełem i marynistycznymi obrazkami ale przede wszystkim wielkie grille opalane świeżym drewnem, na których w oparach dymu pieką się śledzie. Obok przygotowane stoły biesiadne i kapela z solistą wyśpiewującym mocnym głosem rzewne historie z życia dawnych rybaków. Można spróbować zupy ze śledzia, cieniutkich crepes czy bardzo popularnych kromek białego chleba smażonych na maśle i posypanych cukrem za jedyne 1,5 euro sztuka. To danie chętnie przeniosę do swojej kuchni, jest łatwiejsze niż wszystko inne, które znam :)
14 listopad 2016 r.
Côte d'Opale
Côte d'Opale
Na Opalowym Wybrzeżu zagubione wśród wydm parku narodowego małe miasteczka okazują się być enklawami dla bogaczy. Wszystkie wzgórza zajęte są przez wspaniałe rezydencje i zameczki z fantastycznymi ogrodami. Condette urzekające białymi pałacykami schowanymi wśród złotolistnych drzew zapełnia się zwykle tylko w weekendy dając spokój i wytchnienie swoim właścicielom. Dziś przy niemiłej aurze kropiącej mżawką od rana, większość posiadłości z zamkniętymi roletami czekała cierpliwie na piękniejszy czas. Takie miejsca poznaje się przypadkiem, gdy ma się odwagę zjechać z numerowanych dróg na lokalne maleńkie dróżki, czasem prowadzące donikąd a czasem tak jak dziś do Château d'Hardelot i dalej do Hardelot-Plage mekki fanatyków jeździectwa. Fantastyczny dzień i fantastyczne krajobrazy daleko od utartych szlaków i autostrad.
14 listopad 2016 r.
LES CROIS LANTERNES - SMAKI PÓŁNOCNEJ FRANCJI
LES CROIS LANTERNES - SMAKI PÓŁNOCNEJ FRANCJI
Les Crois Lanternes otwierają o 18.45. Przed drzwiami czeka z nami kilka osób. W ciągu pól godziny zapełnia się do ostatniego miejsca. Przychodzą głównie lokalni smakosze wylewnie witają się i żartują z kelnerami. Jemy typowe tutejsze dania: wyśmienite les moules a la sauce creme i le filet cabillaud a la creme legere. Wszyscy na nas spoglądają. Nie wiem czy to dlatego ze słyszą obcą mowę czy dlatego, że zamiast wina pijemy coca colę. Niestety nie spróbujemy miejscowego wina, przyjechaliśmy samochodem, który cierpliwie czeka wciśnięty w zatoczkę tuż za rogiem.
14 listopad 2016 r.
CALAIS
CALAIS
Od wielu miesięcy o Calais głośno w mediach za sprawą uchodźców marzących o Dream British a ja widzę inny obraz: apartament Violette- miejsce przy samej plaży, ze szklaną ścianą za którą cały wieczór przesuwały się majestatyczne, oświetlone jak choinki bożonarodzeniowe promy do Dover. Widok jest fantastyczny, od morza odgradza nas tylko rząd białych, plażowych domków niczym dywizja marynarzy w galowych mundurach karnie ustawionych na baczność. W takich okolicznościach nic więcej niż kolacja z dobrym winem nie jest potrzebne do szczęścia. Kolejne piękne miejsce zapisuję w mojej głowie na zawsze. Za dwadzieścia lat otworzę te szufladki, żeby wspominać z uśmiechem mówiąc: a pamiętasz jak w 2016... :)
14 listopad 2016 r.
DETOKS...CZYLI ZERO INTERNETU...
DETOKS...CZYLI ZERO INTERNETU...
Założeniem było wyzwanie: trzy dni bez internetu, taki swoisty detoks od bombardujących nas codziennie milionów informacji. Telefony w trybie samolotowym, służyły czasem jako aparat albo notatnik dla pojawiających się myśli i spostrzeżeń. Czasem naiwnie liczyłam na wifi w restauracjach ale okazało się to błędnym oczekiwaniem. W małych, lokalnych knajpkach Nord-pas-de-Calais -najbardziej północnym krańcu Francji, nikt nie zawraca sobie głowy światem. Ludzie po prostu r o z m a w i a j ą o tym co ich dotyczy tu i teraz! Rozmawiają ze sobą cały czas bez nerwowego zaglądania w ekraniki. Było to początkowo trudne. Z przyzwyczajenia wyjmowaliśmy swoje smartfony w złudnej nadziei na połączenie z siecią, a później aby chociaż obejrzeć zrobione nim zdjęcia i poczuć się bezpiecznie widząc jak leży obok w gotowości bojowej. To uzależnienie niczym palacz na odwyku niemający co zrobić z rękami przyzwyczajonymi do cyklicznego rytuału: obracanie w dłoniach paczki, wyjmowanie jednej sztuki, bezwiedne rolowanie w palcach, sprawdzanie ilości tytoniu, postukiwanie filtrem o blat stołu, by wreszcie odpalić zapalniczkę i zaciągnąć się dymem z ulgą odchylając się do tyłu. Z internetem jest podobnie, nieco inne są tylko rytuały. Ale tak samo jak papierosy dzień po dniu kradną zdrowie, tak nieustanny dostęp do sieci, ta niewidzialna smycz trzymająca nas zawsze w gotowości, kradnie nam czas i uwagę najbliższych osób, które z czasem przez te osłabione więzi przestają być najbliższe. Stają się obce, omijające nas wzrokiem szukającym tylko ekranu. Czasem jak alkoholik chowający butelkę na zapas, na zapas martwimy się czy tam, gdzie jedziemy, będzie wifi i zabieramy dodatkowe baterie z prądem. Detoks ma sens gdy pierwszą czynnością po przebudzeniu jest przytulenie się do drugiej osoby a nie sięgnięcie o iPhone. Ale Facebook i Twitter razem z Apple, Samsungiem i innymi firmami zrobią wszystko, abyśmy nie otrzeźwieli i nie wyzwolili się z tego amoku..:)
7 listopad 2016 r.
PIŁKA W GRZE CZYLI LUBAŃSKI, WENTA I SZPAKOWSKI...
PIŁKA W GRZE CZYLI LUBAŃSKI, WENTA I SZPAKOWSKI...
Każdy z dzisiejszych gości jest mistrzem w swojej dziedzinie. Darusz Szpakowski, rasowy komentator z głosem, który znają wszyscy absolutnie fantastycznie poprowadził spotkanie z legendą futbolu Włodzimierzem Lubańskim i najlepszym trenerem piłkarzy ręcznych Bogusławem Wentą. Mnóstwo faktów, wspomnień trudnych momentów w karierze i w życiu a także zabawnych sytuacji i anegdot sprawiło, że wieczór w ambasadzie polskiej był niezapomniany. /na zdjęciu Jerzy Buzek w dyskusji z gośćmi/
5 listopad 2016 r.
PORNO W WIELKIM MIEŚCIE, czyli ... Le GSARA présente...
PORNO W WIELKIM MIEŚCIE,  czyli  ... Le GSARA  présente...
Dawno nie byłam na tak kontrowersyjnej wystawie. Seks epatował z każdej strony, był wulgarny, prawdziwy, odrażający i piękny. Eklektyczne prace 42 autorów, każdy z innym spojrzeniem i pomysłem. Były cudownie delikatne jak mgiełka fotografie par w miłosnym uścisku, tapety pokojowe z Kamasutrą, sfilmowana para w czasie aktu, erotyczne czaty z internetu, obraz Edouarda Maneta Śniadanie na Trawie utworzony z tysięcy maleńkich zdjęć pornograficznych i wiele innych, niecodziennych pomysłów wykorzystanych w pracach artystów. Niektóre zachwycały, inne odrażały i zniesmaczały. Kolejny raz zastanawiam się gdzie leży granica pomiędzy artyzmem a zwykłą perwersyjną chęcią zaszokowania w celu przyciągnięcia widza...Nie wiem... (Obok fragment obrazu złożonego ze zdjęć porno)
5 listopad 2016 r.
PARC TENBOSH - KRYJÓWKA ZAPRACOWANYCH...
PARC TENBOSH - KRYJÓWKA ZAPRACOWANYCH...
Przypadek absolutny sprawił, ze stanęłam przed wejściem do Dzikiego Parku. Z jednej strony odgradza go Chaussee de Vleurgat, z drugiej rue Hector Denis a trzecim bokiem trójkąta jest rue des Melezes. To młody park, ma tylko 35 lat ale jest bardzo specyficzny. Liczne ścieżki wiją się pomiędzy pagórkami i bujną roślinnością, która anektuje ścieżki i placyki. Czasem ekspansywne bambusy kładą się tak, że dla spacerujących pozostają tylko wąziutkie korytarzyki. Co kilka kroków kryją się tajemnicze, zarośnięte niczym zielone tunele przejścia do zakątków, gdzie można usiąść i zatopić się w ciszy. Nawet plac zabaw odgrodzony potężną ścianą roślinności, ukryty w głębokiej niecce nie przepuszcza żadnych dziecięcych dźwięków. Ma się wrażenie, że to rozległy dom, w którym każdy z zamieszkujących ma swój azyl na różnych poziomach. Fantastyczne miejsce...
1 listopad 2016 r.
PARK MONCEAU - OAZA XVII DZIELNICY
PARK MONCEAU - OAZA XVII DZIELNICY
Od początku swojego istnienia był miejscem spektakularnych wyczynów i miejscem dającym natchnienie. To właśnie w Parku Monceau w 1797 r. André-Jacques Garnerin wyskoczył ze spadochronem z balonu na ogrzane powietrze i wylądował na oczach tłumu widzów, tu podczas komuny paryskiej w 1871 było miejsce masakry wielu komunardów, otoczonych przez żołnierzy Napoleona, ale park był także motywem pojawiającym się na obrazach największych mistrzów jak Claude Monet, który sportretował go w 1876 i 78r. Mnie zainteresował w filmie Zakochany Paryż, był tak fascynującym tłem fabuły, że zauroczona byłam od początku do końca. Myślę, że Monceau zagrał nie gorzej od profesjonalnych aktorów. Wspaniała rotunda przy eleganckiej złoconej bramie będąca dawną bramą celną, dostojna kolumnada przeglądająca się w wodzie, zarośnięty, romantyczny mostek, kolorowa starodawna karuzela i nietuzinkowy pomnik grającego na fortepianie Chopina tworzą fantastyczną atmosferę tego eleganckiego miejsca. Można usiąść na jednej z licznych ławeczek, a w słoneczną niedzielę, gdy mnóstwo Paryżan zapragnie relaksu w tym ulubionym przez wielu miejscu, można przysiąść po prostu na trawie by łapać ostatnie przed zimą promyki słońca.
1 listopad 2016 r.
NIEBAGATELNA BAGATELA... ENKLAWA PARYŻA
NIEBAGATELNA BAGATELA... ENKLAWA PARYŻA
Fantastyczna pogoda, słońce i niebieskie niebo. W całym Paryżu rzesze ludzi z całego świata. Kilometrowe kolejki do wszystkich muzeów a w Parku Bagatelle cisza i spokój. Przepiękne miejsca mają zazwyczaj swoje interesujące historie, Bagatelle również. Park powstał niejako przez zamiłowanie do hazardu tuż przed wybuchem Rewolucji Francuskiej. Młody książę d'Artois kupił posiadłość na skraju Lasku Bulońskiego w bardzo złym stanie, co było powodem zakładu z jego szwagierką, królową Marią Antoniną o 100 000 liwrów, że odbuduje posiadłosć w czasie krótszym niż 90 dni. Zatrudnił do budowy ponad 800 robotników, którzy pracowali w dzień i w nocy, czasem nawet w rytm marszowej muzyki... W rezultacie posiadłosć odbudowano w 64 dni. (otwarcie 26.11.1777) Park nawet jesienią robi ogromne wrażenie. Wprawdzie jest uboższy, nie ma już irysów w otoczonym zielonymi ścianami żywopłotów "salonie", gdzie w lecie tworzą się wielokolorowe ozdobne dywany, nie ma piwonii zniewalających zapachem a duma ogrodu - rosarium w listopadowym słońcu daje tylko maleńką namiastkę tego, co potrafi zaprezentować w pełnym rozkwicie. Natomiast zachwycają pałacyki, oranżeria, malownicza chińska altanka na wzgórzu, ławeczki w zakamarkach roślinności... Spacer przedłuża się niezauważalnie poza granice czasu. Feeria barw, kształtów, szaleństwo zapachów otaczające każdego powoduje zachwyt i miłość od pierwszego wejrzenia. Ale wystarczy podnieść głowę znad rabatek, by wśród drzew zobaczyć niedalekie biurowce La Defence i zadziwić się, że w ogromnym tętniącym życiem mieście może być taka enklawa spokoju, jak wyspa na oceanie. Wychodząc przez bramę szukałam w głowie wolnych terminów i pretekstów, żeby jak najszybciej tu wrócić...
1 listopad 2016 r.
PERE LACHAISE - MIASTO CISZY
PERE LACHAISE - MIASTO CISZY
Nie lubię chodzić na cmentarz, nie lubię tego patosu, wszechobecnego smutku wdzierającego się do głowy, do wyobraźni, zostającego na długo... Jednak, odkąd mieszkam za granicą i nie mogę odwiedzić grobu Ojca, na początku każdego listopada czuję wewnętrzny przymus złożenia symbolicznych kwiatów na innych grobach. Przez dwa kolejne lata jeździliśmy na wojskowe cmentarze a teraz, przy okazji kolejnego pobytu w Paryżu przyszliśmy pochylić głowy na Pere Lachaise... Kilka tygodni temu w małym kościółku w Bretanii oglądałam freski przedstawiające Dance Macabre, tu na Pere Lachaise jestem otoczona rzeźbami, płaskorzeźbami przypominającymi o równości wszystkich po śmierci. Takiego skojarzenia doznałam wchodząc główną bramą wprost na Pomnik Zmarłych. Postacie ludzkie przekraczają magiczną granicę w towarzystwie nieustanie podążających za nimi innych ludzi i Anioła Śmierci. Od początku istnienia świata, nieuchronny koniec wywoływał silne emocje. Ludzie oswajali je w różny sposób: modlitwą, zapalaniem zniczy czy budowaniem potężnych grobowców tworzących tak jak tu, Miasto Umarłych. Ten słynny paryski cmentarz ma dość ciekawą historię. Gdy nie wystarczało miejsca na pochówek przy parafialnych kościołach, wyznaczono nową lokalizację. Paryżanie długo nie mogli się przekonać do tak odległego miejsca. Momentem przełomowym było przeniesienie grobów sławnych osób. I to był dobry pomysł, bo kto nie chce być pochowany tam, gdzie leży Molier, Jean de La Fontaine czy tragiczna para romantycznych kochanków Abelard i Heloiza. Obecnie przy wejściu można nabyć mapkę z zaznaczonymi grobami które należy odwiedzić chodząc w labiryncie grobowców. Jest ich bardzo dużo, różnych narodowosci i profesji: Balzac, Maria Callas, malarz Modigiliani, paryski wróbelek Edith Piaf, zasłużony dla Paryza Georges Haussmann, bajecznie bogaty bankier Rothschild, Marcel Proust, arystokraci rosyjscy: Demidoff i Strogonoff czy aktor i piosenkarz Yves Montand. Polacy i wielbiciele klasycznej muzyki zazwyczaj pierwsze kroki kierują się na Chemin Denon w 11 Division, żeby złożyć hołd Fryderykowi Chopinowi i faktycznie nigdy nie brakuje tam biało czerwonych kwiatów... Wiele osobistości zyskało jeszcze większy rozgłos po swojej śmierci za sprawą wielbicieli pielgrzymujących do ich grobowców. Wspaniałą rzeźbę na nagrobku Oscara Wilde'a z uskrzydlonym sfinksem dłuta Jacoba Epsteina z 1912 roku chronią obecnie wysokie na dwa metry tafle szkła. Wszystko dlatego, że była już niemal w całości pokryta szminkowymi śladami pocałunków. Teraz miłośnicy biseksualnego pisarza będą mieli utrudnione zadanie. Innym znanym człowiekiem przyciągającym rzesze fanów jest Jim Morrison, amerykański piosenkarz, poeta i kompozytor - członek The Doors. Czytałam niedawno artykuł, w którym autor zastanawiał się, o ile mniej byłoby wizytujących ten cmentarz, gdyby Jim Morrison nie zmarł po przedawkowaniu narkotyków w nocnym klubie na paryskim Montmartre. Faktem za to jest, że grób był od początku celem pielgrzymek narkomanów, fanów i nawiedzonych hippisów urządzających na grobie libacje i seksualne orgie. W 2008r. słynna modelka Kate Moss i jej chłopak Jamie Hince na grobie Morrisona tańczyli i śpiewali piosenkę "Alabama Song" by oddać część zmarłemu członkowi The Doors. Jeszcze jeden pomnik wzbudza ogromne emocje. Jest to grobowiec Victora Noir, bawidamka, który wsławił się jedynie tym, że został zabity przez Pierre Bonaparte. Sam ten fakt nie byłby niczym oryginalnym, ale rzeźba przedstawiająca Victora ma potężne wybrzuszenie w okolicy genitaliów i kobiety tłumnie przybywały aby pogłaskać jego męskość, co podobno zapewniało szczęśliwe zajście w ciążę. Cmentarz jest specyficznym muzeum o którym można pisać jeszcze długo albo stanąć, zatrzymać myśli i pochylić na moment głowę ...
29 październik 2016 r.
Boulevard périphérique de Paris
Boulevard périphérique de Paris
Każdy, kto wjeżdża do Paryża musi się z nim zmierzyć. 35 kilometrów 2-4 pasmowej obwodnicy okalającej miasto, nieustannie zakorkowanej i niebezpiecznej. Od 1973r. bulwar zbudowany w miejscu murów obronnych ma usprawnić komunikację, jednak teraz w szczycie ma się wrażenie, że 35 wjazdami, usiłują wjechać miliardy kolejnych samochodów, których kierowcy mają jeden cel: wtopić się w płynącą a raczej stojącą rzekę. Wieczorem BP (jak nazywają go kierowcy) wygląda jak wolno posuwająca się lawa, płynąca wieloma strumieniami. Na nic się zdają wszelkie poprawiane co roku systemy usprawniające ruch. Po walce na obwodnicy sama jazda po Paryżu jawi się jako przyjemność. Nie straszne są labirynty jednokierunkowych ulic, wysepki dzielące jezdnie na części przelotowe i lokalne, bus-pasy pod prąd czy kosmiczne problemy z parkowaniem zderzak w zderzak ani przedziwne ronda i skrzyżowania, na których nawet inżynier ruchu miejskiego dostaje zawału. Cierpliwość, nadzieja i zapobiegliwość o pełen bak to główne cnoty paryskiego kierowcy. Są one niezwykle potrzebne gdy 78 raz przemierzasz te same ulice w poszukiwaniu wolnego miejsca. W końcu machasz ręką i upychasz swój samochód w podziemnych labiryntach na miejscu zbyt wąskim nawet dla fiata pandy. W końcu jesteś już tak szczęśliwy, że z rezygnacją i uśmiechem przyjmujesz cenę 35 euro za dobę. Take it easy... już możesz ruszać na podbój miasta, które nigdy nie śpi...:)
27 październik 2016 r.
FACE TO FACE Z MALKOVICHEM
FACE TO FACE Z MALKOVICHEM
Fantastyczna seria zdjęć Sandro Millera z Johnem Malkovichem w przeróżnych odsłonach. Każde po około 10 tys euro. Catherine Deneve, Karl Lagerfeld i inni już nieco taniej, ale i tak w cenach przyprawiających zawrót głowy. To wszystko w eleganckiej La Photographie Galerie przy rue Stassart 100. Chętnych na kupno nie brakowało. Byłam pół godziny po rozpoczęciu wernisażu i prawie dziesięć pozycji było zarezerwowanych. Nie pozostaje nic innego, tylko dążyć do takiego celu. Kiedykolwiek by to miało być :) na zdjęciu obok John Malkovich jako Matka Tułaczka autorstwa Dorothea Lange z 1936r. (poniżej link do galerii)
26 październik 2016 r.
SPOTKANIE Z BRUKSELSKIMI FOTOGRAFAMI.
SPOTKANIE Z BRUKSELSKIMI FOTOGRAFAMI.
Wystarczy, że w czasie rozmowy w pubie, ktoś jeden wyciągnie z plecaka aparat i już ani wino w kieliszkach ani piwo w wielkich kuflach nie jest ważne... Stolik pustoszeje a fanatycy czarnego pudełeczka prześcigają się w pomysłach. Przeplatają się języki, każdy z każdym rozmawia w innym: francuski, angielski, polski, hiszpański, niderlandzki... Każdy usiłuje ustawić kolegę-modela inaczej, ktoś oświetla plan zdjęciowy latarką z komórki w zastępstwie blendy, każdy ma inny pomysł na ekspozycję. Na twarzach radość i skupienie, szkoda, że jest tylko jeden aparat na tyle osób. Tworzy się coś nowego, bo owszem fajnie rozmawiać, ale fajniej działać... Dziękuję za wspaniały czas :)
26 październik 2016 r.
BRUKSELA POLISH WOMAN ON STRAIK 24 X.
BRUKSELA POLISH WOMAN ON STRAIK 24 X.
Kobiety w Brukseli solidaryzują się z Kobietami w Polsce! I naprawdę nie chodzi tu o aborcję ale o to, że rządzący nie liczą sie z kobietami, ze kpią z naszych praw i potrzeb!
21 październik 2016 r.
ŚWIAT SZYMBORSKIEJ
ŚWIAT SZYMBORSKIEJ
"Nie dość, że go zaprosiłam to jeszcze przyszedł..." tym zdaniem Wisławy Szymborskiej rozpoczął swój wieczór autorski Michał Rusinek. Spotkanie zorganizowane z okazji 20 rocznicy przyznania Wisławie Szymborskiej Literackiej Nagrody Nobla i pięknie wydanej książki "Nic Zwyczajnego". Centrum Kultury Woluwe długo rozbrzmiewało opowieściami i śmiechem zachwyconej publiczności. Bo Szymborska była osobą nietuzinkową i takimi samymi ludźmi się otaczała. Rusinek opowiadał o tym co nazywała "mówieniem słodkodupnym", o tym, że po otrzymaniu nagrody Nobla za wszelką cenę chciała pozostać osobą a nie osobistością. Zdradzając tajniki jej pracy powiedział, ze gdy czasem przychodził jej do glowy koniec wiersza, było to trudniejsze - bo jak mowila: musi sie wspinać do wiersza, co zajmowało jej dużo więcej czasu. Miała też swój "Sabat Czarownic" - koleżanki z gimnazjum, które na spotkaniach miały zasadę nic nie mówić o chorobach. Ta która nie wytrzymała, coś wspominając, płaciła karę. Kiedyś jedna z nich wyrzucila zawartosc całego portfela i krzycząc... muuuszę! Wieczór lekki i zabawny obfitujący w nieznane historyjki był nadzwyczaj udany. Ale jaki miałby być, skoro bohaterką była osoba nadzwyczajna..:)
14 październik 2016 r.
W DESZCZU TAŃCZ CZYLI ŚNIADANIE Z WYJĄTKOWĄ OSOBĄ
W DESZCZU TAŃCZ CZYLI ŚNIADANIE Z WYJĄTKOWĄ OSOBĄ
Jeden zbieg okoliczności nie wystarczył... zebrało się ich kilka, żebym mogła pojechać do Liege poznać na spotkaniu literackim pisarkę i blogerkę Agnieszkę Korzeniewską. Zauroczyła mnie ciepłem i radością, jakie od niej bije. Takie same są tez Jej książki: Jesienią zabiorę cię do Brukseli i W deszczu tańcz. Zwykle czytam po pięć, sześć czasem więcej książek jednocześnie. Leżą wszystkie z zakładkami na nocnym stoliku. Czytam rozdział jednej, dwa drugiej, odkładam na kilka dni. Polskie, angielskie, dozuję sobie w zależności od nastroju i potrzeb. Z książkami Agnieszki było inaczej... Przeczytałam obydwie bez przystanku, bez oddechu nawet. Dziwiąc się i zastanawiając jak to możliwe, że słowa i przeżycia innej kobiety tak pasują do tego, co sama zauważam i poszukuję w życiu. Jestem dużo krócej w Brukseli niż ona, a jednak przemierzałyśmy to miasto podobnymi ścieżkami i te same miejsca nas zachwyciły. Początkowo poruszałam się po omacku, później zaopatrzona w miejską biblię Secret Brussels docierałam do zakątków, które stawały się moimi ulubionymi. Agnieszka dochodziła do nich inną drogą...po prostu mieszkała obok..:) Naturalnie zapragnęłam się z Nią spotkać, porozmawiać. Zjadłyśmy wspaniałe śniadanko w Le Pain Quotidien, tematy się nie kończyły. Miałam wrażenie, jakbym znała tę Osobę tak ze dwieście lat...Mam nadzieję na kolejne spotkania z bratnią duszą..:)
11 październik 2016 r.
LOCAL DISHES JAKO ERZAC...
LOCAL DISHES JAKO ERZAC...
Sofia jest stolicą dość specyficzną. Wszystkie najważniejsze i najciekawsze miejsca są dość blisko siebie i można je zobaczyć w jedno popołudnie. Drugie można przeznaczyć na wizytę w kilku tutejszych muzeach i ... co ma robić z czasem turysta, który tego nie przewidział zamawiając hotel na kilka dni... Wybrnęliśmy z sytuacji przez przypadek znajdując blog dziewczyny mieszkającej w Sofii, polecającej kilka miejsc, gdzie chodzą mieszkańcy. Kawiarnie, restauracje i muzea. Pierwszy wybór był doskonały: Kawiarnia/Bar Kulturalny DaDa na ulicy Benkovski 10 nieopodal potężnego soboru św. Aleksandra Newskiego, którego kopuły błyszczą prawdziwym złotem. W kawiarni złota nie było, ale elementy wystroju były dość interesujące. Sufit wytapetowany afiszami spektakli, filmów, koncertów tworzył eklektyczne spoiwo z różnorodnością designu wnętrza. Kawa podana w firmowych filiżankach smakowałaby zapewne jeszcze lepiej wieczorem w czasie jazzowego koncertu, ale nie po to przecież tu przyjechaliśmy z Brukseli - europejskiej stolicy jazzu. Szukając miejsca na obiad, daliśmy się skusić zapewnieniom blogerki, że będąc w okolicach ulicy Šipka warto pójść do renomowanego Klubu Architekta na ulicy Krakra 11. Być może... Skusiłam się na podobno typową dla Bułgarii sałatkę Owczarską, która okazała sie być grubo krojonymi warzywami typu ogórek, pomidor, sałata posypanymi tartym jajkiem na twardo. Bez sosu, bez przypraw, miałam do dyspozycji tylko oliwę i ocet. Hmmm...mało wykwintne jak na tego rodzaju restaurację i ceny..:/ Jeszcze wtedy myślałam, że może sałatki nie są specjalnością akurat tej restauracji, ale przy następnej próbie skorzystania z miejsc polecanych na blogu mieszkanki Sofii zapaliła mi się czerwona lampka. Kolejne miejsce, reklamowane jako typowa bułgarska kuchnia sprawiło wzrost ochoty na degustację... "Jeśli natomiast macie ochotę na tradycyjną kuchnię bułgarską, to polecam restaurację KaraIvan na Cara Samuila 36". Polecana restauracja okazała się być dziwną podrzędną knajpą w baraku na tyłach kamienicy, gdzie do drugiej części, bardziej "wytwornej" przechodzi się drzwiczkami za barem. Stamtąd zostaliśmy wygonieni machaniem rękami, przez kelnerkę przerażoną obcojęzycznymi gośćmi. (!) Z głodem trudno wygrać, tym bardziej, że na dyżurnym blogu czytam zachętę: "przy ulicy Neofita Rylskiego i pod numerem 16 zjedzcie coś w restauracji hotelu Niki". Hotel Niki oddalony o dwie uliczki niestety stał się naszym celem. Wystrój ciężkiego komunizmu nie powinien mieć wpływu na jakość dań. A jednak... miał i to ogromny. Byłam uparta. Tak jak wszędzie, poprosiłam kelnera o polecenie typowego, bułgarskiego dania. Polecił mi sałatkę Szopską. Znowu z metra cięte ogórki z pomidorem. Nowością była duszona zimna papryka z cebulą, posypana obficie tartym żółtym serem. Rozumiem już, że dla bułgarskich sałatek typowym jest brak przypraw. Zajrzałam do internetu, Tripadvisor wyświelił 10 najlepiej ocenianych restauracji Sofii... Jedziemy metrem, później trolejbusem ... zaczynają się mocno nieciekawe dzielnice. Właściwie cała Sofia jest nieciekawa i dość niebezpieczna poza kilkoma odnowionymi na pokaz ulicami w ścisłym centrum. Wysiadamy o przystanek za daleko, trzeba wrócić przez slumsy i rozpadające się wiadukty. Raketa Rakia Bar na pograniczu parku przy Qnko Sakuzov 17 na zdjęciu internetowym prezentowała się bardzo dobrze jako druga najlepsza restauracja w mieście. Niczym oaza na pustyni biedy i korupcji. Ale zanim tam doszliśmy mijaliśmy matki z dziećmi szperające w śmietnikach i bandy wyrostków najprawdopodobniej obmyślających kolejne napady. Wystrój z czasów słusznie minionych, obfitował w socjalistyczne gadżety. Uparcie poprosiłam o polecenie mi typowego lokalnego dania. Dostałam wielką górę zielonej sałaty lodowej, trzy pomidorki koktajlowe i dwie łyżki obranej z ości ryby. Długo można opowiadać o kulinarnych doznaniach. Jedyne, co było smaczne i godne polecenia w kwestiach spożywczych to wino o swojsko brzmiącej nazwie Katarzyna. Ani kiełbasy, ani chleb, ani tym bardziej kotlety nie uzyskały nawet oceny miernej. Nie wybieram się po raz kolejny do Bułgarii, ale jeżeli to nastąpi, będe się stołować w McDonalds...:) /Kilka linków poniżej/
7 październik 2016 r.
PERYPETIE Z KOMUNIKACJĄ...CZYLI PIERWSZE CHWILE W SOFIĄ ...
PERYPETIE Z KOMUNIKACJĄ...CZYLI PIERWSZE CHWILE W SOFIĄ ...
Lot wydaje się być dłuższy,niż jest. Zapewne to zasługa przesunięcia czasu o godzinę do przodu. Bułgaria nie jest w strefie Schengen, sprawdzają nam dokumenty dwukrotnie, czas płynie... Pytam w informacji o shuttle bus, który ma mnie zawieźć na inny terminal. Angielski pani w okienku sprowadził się do machnięcia ręką "o taaam"... Idę więc w bliżej nieokreślonym kierunku, za tym machnięciem... jest przystanek, dopytuję się czekających. Nie do końca są przekonani, ale to raczej tu... Wszędzie napisy cyrylicą. Mój umysł pracuje na najwyższych obrotach przetwarzając je na zrozumiałe słowa. Otwierają się liczne szufladki zamknięte od ćwierć wieku, bo tyle chyba minęło od ostatnich rosyjskich czytanek. Przyjeżdża mały autobusik, jedziemy na Terminal 1, gdzie metro ma swoją ostatnią stację. Jestem miło zaskoczona. Wszędzie czyściutko jak w szpitalu, biletomaty działają, bilet kosztuje tylko 1,6 lewa. Jest tylko ogromny problem ze skasowaniem. Nie wiem gdzie przyłożyć czy włożyć bilet. Żadnych wskazówek, żadnych piktogramów, nie ma też nikogo, kto mógłby pomóc. Stoję przed bramkami bojąc się, ze odjedzie mi metro. Wybawił mnie z kłopotu amerykański turysta. Nie przyszło mi do głowy, że bilet należy włożyć w otwór świecący się na czerwono. Mam chyba zakodowane na sztywno, że czerwony to albo awaria albo wyjście z metra. No cóż... Bułgarzy nawet na "tak" kręcą głową na boki.:) Kolejnym wyzwaniem były dzienne bilety na komunikację miejską. Owszem bilet jest, ale nie można wejść do metra. Okazuje się, że działa automatycznie w tramwajach, trolejbusach i autobusach ale nie w metrze. W metrze przed przejściem przez bramki trzeba go oddawać pani w okienku, żeby go zeskanowała i wtedy już można przekroczyć ruchome barierki. Co kraj to obyczaj... a panienki w okienkach czują się potrzebne..:)
24 wrzesień 2016 r.
MAM SWÓJ ZACZAROWANY OGRÓD...
MAM SWÓJ ZACZAROWANY OGRÓD...
Nie mam charakteru Mary Lennox, ale dlatego, że dawno temu książka ta zrobiła na mnie ogromne wrażenie, całe życie podświadomie szukałam Tajemniczego Ogrodu. Teraz wydaje mi się, ze znalazłam w Brukseli... Właściwie nie jest to ogród, tylko mały park pomiędzy Boulevard de Waterloo, Rue aux Laines i Rue du Grand Cerf. Od każdej strony otoczony jest budynkami oddzielającymi go od ruchu ulicznego. Nawet wejścia są zakamuflowane i nieoczywiste. Niektóre są prywatne jak to, przez bramę kamienicy Bv. Waterloo 31, inne prowadzące krętymi schodami pod stromą górę. W parku dawniej istniały studzienki z wodą zaopatrującą fontanny w okolicach Grand Place, obecnie ta oaza spokoju skrywa w sobie Oranżerię zaadaptowaną na kawiarenkę, dawną lodownię stojącego obok hotelu, półkolistą exedrę, pomnik księcia Karola Józefa de Ligne oraz posąg z brązu Piotrusia Pana - "dziecka, które nie chce dorosnąć" autorstwa Sir George Frampton. O parku wiedzą tylko nieliczni mieszkańcy Brukseli i niech tak pozostanie..;)
11 wrzesień 2016 r.
SPOTKANIE Z DALAI LAMĄ
SPOTKANIE Z DALAI LAMĄ
Wiele obiecywałam sobie przed tym spotkaniem. Co więcej, wydawało mi się, że nie mogę tego odpuścić. Niestety, bylo to mylne założenie. Słuchając go ma się wrażenie, że wielki przywódca Tybetu nieustannie powtarza kilkadziesiąt sloganow w różnych konfiguracjach. Ważnym jest, żeby w każdym zawierało się kluczowe słowo typu: pokój, szczęśliwość, tolerancja itd. Miałam wrażenie, że obwożą go po świecie jak marionetkę, która ma wgrany system odpowiadania, jednak lekko szwankujący, bo często nie na temat. Dalai Lama staje się na powrót dzieckiem, szkoda, że nie w tym dobrym znaczeniu słowa zawierającym ciekawość świata ale ze względu na postępującą infantylność. Pewność co do tego miałam po fakcie, gdy położył sobie ręcznik na głowę i z rozbrajającym uśmiechem stwierdził, że tak mu będzie lepiej. Szkoda, że jego renoma i reputacja rozmienia się na euro...
8 wrzesień 2016 r.
BRUSSELS GALLERY WEEKEND
BRUSSELS GALLERY WEEKEND
Od czwartku 8 do niedzieli 11 września 32 galerie w całej Brukseli otwierają szeroko drzwi dla chętnych. Do dalej położonych, kursują specjalne free shuttle service hop on, aby ułatwić dotarcie do wszystkich miejsc. W jednej z prestiżowych galerii na Rue de la Regence 67, jest wystawa Polki - Anny Zuber "All That Glitters Is Not Gold". Najbardziej spodobała mi się praca Graffiti De Luxe. Chętnie powiesiłabym ją na mojej ścianie, niestety cena przerasta moje możliwości..:)
7 wrzesień 2016 r.
LOARA I ZAMKI ...
LOARA I ZAMKI ...
Przepych magnatów i potomków królewskich rodów bije po oczach. Każdy słyszał o zamkach nad Loarą: Chateau de Serrant, Cheverny, Montsoreau, Breze, Royal Amboise, Durtal i najpiękniejszy Chateau de Chenonceau zwany Zamkiem Dam... pierwszą była faworyta króla Henryka II - piękna Diana de Poitiers. To ona kazała zbudować słynny most na rzece Cher nadając zamkowi oryginalny wygląd. Druga, wdowa po Henryku - Katarzyna Medycejska, kontynuuje prace, jakie zapoczątkowała jej rywalka. Doprowadza do rozbudowy zamku, upiększa go i organizuje wystawne przyjęcia - jednocześnie zarządzając królestwem z zielonego gabinetu. Trzecia - Ludwika Lotaryńska, po śmierci męża Henryka III, w białej żałobie poświęca się dobroczynności i modlitwie. Zamek dalej ma szczęście do wybitnych kobiet, kolejna właścicielka, Ludwika Dupin przywraca zamkowi przepych, otacza się grupą pisarzy, poetów, naukowców i filozofów jak: Montesquieu, Voltaire czy Rousseau. Swoimi koneksjami ratuje zamek w czasie rewolucji. Następna właścicielka - Marguerite Pelouze pochodząca z burżuazji przemysłowej przeznacza fortunę na przekształcenie parku i zamku w teatr. Ostatnia ważna dla zamku kobieta to Simone Menier, w czasie I Wojny Światowej instaluje w galeriach nad rzeką Cher, szpital dla ponad 2000 rannych. Duchy tych Kobiet czuwają nad zamkiem. Jest piękny... Stoi majestatycznie wśród ogrodów, labiryntów żywopłotowych, unikatowego mostu arkadowego nad rzeką i wspaniałe zachowanych komnat oddających ducha epoki. Przez wzgląd na wybitne Panie, warto go zobaczyć i poznać zawiłą historię.
4 wrzesień 2016 r.
OCEAN ZA SZYBĄ...
OCEAN ZA SZYBĄ...
Le Croisic to mała miejscowość na półwyspie niedaleko ujścia Loary do oceanu. A jednak jest tu niezwykła atrakcja: świetne oceanarium ze wspaniałym, ogromnym akwarium z rekinami i wrakiem statku. W innej sali można wygodnie usiąść w pluszowych fotelach w kształcie rozgwiazdek i przy nastrojowej muzyce zachwycać się płaszczkami pływającymi majestatycznie wokół zatopionego wraku samolotu. Dalsza trasa prowadzi obok kolorowych tropikalnych ryb w kilkudziesięciu mniejszych akwariach, wybiegu dla pingwinów i szklanego tunelu, sprawiającego wrażenie spaceru po dnie oceanu. Wspaniałe przeżycie...:)
3 wrzesień 2016 r.
LES PALUDIERS
LES PALUDIERS
Producenci soli na półwyspie Guérande opanowali technikę produkcji opartą na jednym z najstarszych morskich systemów na całym francuskim wybrzeżu Atlantyku: budowa salin morskich jest charakterystyczna dla półwyspu Guérande i produkowana jest tu od czasów rzymskich. W tym procesie ważnych jest wiele czynników: pływy, system kanałów i basenów solankowych, specyficzny klimat, ciepły wiatr i czynnik ludzki. Le Paludier - czyli producent soli nieustannie kontroluje poziomy wody i jej obieg w różnych basenach, aby umożliwić stopniowe gromadzenie soli na przestrzeni tygodni utrzymując w basenach stężenie zbliżone do punktu krystalizacji. Dopiero później przy pomocy specjalnych narzędzi wytworzone kryształki przesuwane są na specjalne platformy. Wiedza ta przekazywana jest z pokolenia na pokolenie i była przez wieki bardzo ważna. Przez cztery stulecia, od XII do XVI wieku, trwała złota epoka bretońskich salin. Była skarbem, jedynym przez stulecia środkiem konserwującym żywność. A we Francji sól była też ważnym źródłem dochodów monarchii. Jej produkcja ograniczona była królewskim monopolem, a sprzedaż obłożona podatkiem zwanym gabelle. Płacili go wszyscy. Całe królestwo było podzielone na cztery regiony, płacące cztery różne podatki. Koniec znienawidzonego podatku, symbolu nierówności i ucisku, położyła dopiero rewolucja francuska. W Bretanii do dzisiaj jest popularne solone masło, używane do Galettes - gryczanych naleśników na słono. Tradycyjnej lokalnej potrawy w wielu wariacjach. Dla chętnych prowadzone są krótkie warsztaty pozyskiwania soli, w czasie których za niewielką opłatą można osobiście spróbować tego zawodu napełniając mały woreczek własnoręcznie zebraną solą.
2 wrzesień 2016 r.
ZA SIEDMIOMA GÓRAMI, ZA SIEDMIOMA RZEKAMI, ŻYŁA KRÓLEWNA, KTÓRA MIAŁA OKNO Z WIDOKIEM NA OCEAN
ZA SIEDMIOMA GÓRAMI, ZA SIEDMIOMA RZEKAMI, ŻYŁA KRÓLEWNA, KTÓRA MIAŁA OKNO Z WIDOKIEM NA OCEAN
Gdy byłam małą dziewczynką, słuchałam baśni, które zwykle rozpoczynały się od słów: "za siedmioma górami, za siedmioma rzekami, żyła królewna...". Bardzo chciałam być królewną i chciałam zamieszkać na końcu świata... Trzeba marzyć, trzeba dążyć do spełnienia marzeń. Mnie właśnie spełniło się kolejne :) Finistere po bretońsku znaczy "Koniec Ziemi"... Druidzi wierzyli, że dalej nie ma już nic. I na to "NIC" mam okno, a właściwie całą ścianę okien. Jest tylko szum fal, przypływy, skały pojawiające się podczas odpływów z zadziwiającą regularnością. Stoję i patrzę na ten spektakl przyrody. Kolor wody i nieba zmienia się jak w kalejdoskopie. Od błękitu, przez zieleń, różne odcienie szarości po czarny złowrogi. Czasem błyszczy w słońcu jak kolorowe szkiełka a czasem wszystko spowija mgła tak gęsta, że nie przedziera się przez nią światło pobliskiej latarni wskazującej bezpieczną drogę do portu. Te obrazy zostawię w głowie na zawsze. Jestem przecież za siedmioma górami, za siedmioma rzekami...
2 wrzesień 2016 r.
"PROMENADA DUCHA" CZYLI 6 TYSIĘCY LAT HISTORII
Miejsce niesamowite, nie podejmuję się sama opisać etiologii, historii czy przeznaczenia megalitów mających około 6 tys lat tym bardziej, że po latach badań naukowcy nie są jednoznaczni w swoich teoriach. Wiadomo, że kilometrowe rzędy ogromnych kamieni, nie były miejscem pochówku ale miały związek z kultem przodków. Wiadomo, że cała Bretania jest nimi usiana a największe skupiska, ciągnące się kilometrami są w Le Menec, Kermario i Kerlescan. Sam fakt, że obcuje się z tworem, który powstał w neolicie i przetrwał 6 tys lat, robi ogromne wrażenie. Więcej poniżej w artykule przybliżającym teorie dotyczące megalitów...
2 wrzesień 2016 r.
DOMEK POŁAWIACZA OSTRYG
DOMEK POŁAWIACZA OSTRYG
Zastanawiam się nad zmianą zawodu. Okazuje się, ze strażnik poławiaczy ostryg ma w bonusie cudny domek otoczony wodami malowniczej zatoki. W porannym słońcu był przepiękny. Obok historyczne Saint Cado z kamiennym mostem prowadzącym na wysepkę, gdzie w otoczeniu białych budyneczków jest perełka - kaplica świętego Cado - patrona głuchych. Legenda głosi, że gdy poszkodowany przez los położy się na jego kamiennym posłaniu, ma szansę odzyskać słuch. Bretońskie słońce budzi wszystkich dość późno, ponad półtorej godziny później niż w Warszawie, ale już po 9.00 można usiąść na tarasie baru tuż nad wodą w kolorowych łódkach zastępujących krzesła i zjeść śniadanie z widokiem na Riviere d'Etel...
31 sierpień 2016 r.
LILLIA I WYSPA DWÓCH LATARNI...
LILLIA I WYSPA DWÓCH LATARNI...
Mieliśmy niebywałe szczęście, dojechaliśmy do Lillii kilka minut przed otwarciem kasy biletowej. Szczęście dalej nas nie opuszczało, gdyż na najbliższy rejs czekały na nas dwa miejsca. Na przystani okazało się, że możemy płynąć od razu, ponieważ ktoś nie dojechał na wcześniejszy rejs. Tak więc z marszu udało się nam dostać na L'Ile Vierge, jedną z wysp Cote des Legendes. Latarnię morską na Vierge czyli "Dziewicy" zbudowano w połowie XIX wieku. Na jej szczyt - znajdujący się na wysokości 82,5 metra - prowadzą piękne, kręte schody, składające się dokładnie z 397 stopni. Pięć pierwszych, wykonano z płyt granitowych, następnych 360 z kamienia, a ostatnie 32 - z żelaza. Ściany latarni wyłożono taflami opalowymi. Widok z ponad 25 pięter na dzikie, skaliste brzegi, otoczone groźnym oceanem zapiera dech, ale nie mniej piękny jest widok jest wewnątrz. Kręty ślimak pnie się do samej góry tworząc niesamowitą spiralę. Bajeczne doznania...:)
31 sierpień 2016 r.
URWISKA NA KOŃCU ZIEMI...
URWISKA NA KOŃCU ZIEMI...
Postrzępione brzegi Finistere świadczą o tym, że ląd stoczył nierówną walkę z gigantem. Ocean i ziemia są od zawsze w konflikcie, co skutkuje urodą skalistych, malowniczych zatoczek wypełniających się wodą przypływów. Najpotężniejsze są skały zachodniego wybrzeża: zurbanizowane w amerykańskim stylu Pointe du Raz i dzikie, malownicze Pointe du Van z wrzosowiskami i kamienną kaplicą na skraju urwiska. Niedaleko na południe brzegi się wygładzają, plaże rozszerzają. Linia brzegowa zmienia się w płytkie zatoki z licznymi wysepkami, i mokradłami. Tracąc dzikość stają się przewidywalne i nudne...
29 sierpień 2016 r.
DANSE MACABRE...
DANSE MACABRE...
Zagubiona maleńka wioska Kermaria-an-Isquit przy wąziutkiej na szerokość jednego samochodu drodze D21 prowadzącej z Plouha na Cote du Goelo skrywa przedziwne freski w średniowiecznej kaplicy. Popularny w XV wieku motyw alegorycznego tańca ze śmiercią przedstawia "korowód ludzi wszystkich stanów z kościotrupem na czele, wyrażający równość wszystkich ludzi w obliczu śmierci" (cyt. Wikipedia) Taniec z Kermarii, wzorowany był najprawdopodobniej na Tańcu Śmierci z 1424r, malowidle ściennym w krużgankach Cmentarza Niewiniątek w Paryżu. Wyobrażenie śmierci zawsze budziło grozę - jest to naturalna, ludzka reakcja na niewiadomą, co przez wieki religia wykorzystywała do prawienia nauk moralnych i zapanowania nad duszami wiernych. Świadomość godnego, uczciwego życia zmniejszała ludzki strach, gdyż po śmieci oczekiwano szczęścia i dostatku większego niż na ziemi. W literaturze polskiej, moralizatorską ideę z wizerunkiem śmierci w tle zawiera "Rozmowa Mistrza Polikarpa ze śmiercią". Śmierć, to odrażająca postać kobiety, która Polikarpowi (mędrcowi) mówi o tym, że jest wszechwładna i że tylko dobrze postępujący ludzie mogą się jej nie bać. Już w XV wieku satyra społeczna na różne stany a zwłaszcza na duchowieństwo miała się dobrze, aczkolwiek nikt z zainteresowanych nigdy nie wyciągnął odpowiednich wniosków. Do wieku XXI Taniec Śmierci budzi grozę i wzmaga pobożność a stan duchowny dalej czerpie profity z ludzkiego strachu.
29 sierpień 2016 r.
BRETOŃSKIE PRZYSMAKI TO NIE FASOLKA PO BRETOŃSKU...
BRETOŃSKIE PRZYSMAKI TO NIE FASOLKA PO BRETOŃSKU...
Skręt z autostrady na Dinan pojawił się nagle, decyzja zapadła więc w ostatniej chwili. Cudowne średniowieczne miasteczko. Ma się wrażenie, że mieszkańcy nie mogli się zdecydować na rodzaj zabudowy. Z dziwacznie pokrzywionymi sztachulcowymi kamieniczkami sąsiadują stateczne, ciężkie z szarego granitu. Miasto otoczone kamiennymi murami ale pękate bramy i baszty nadają mu rys lekkości. Od tysiąca lat leżało na szlakach bogatych kupców i dzisiaj nie narzeka na odwiedzających. Przewodnik Pascala poleca Creperie Ahna, która zyskała renomę dzięki pomysłowości kucharza i domowemu cydrowi. Niestety, Dziś wyjątkowo była zamknięta, ale na tej samej rue de la Poissonnerie jest niemal naprzeciwko rodzinna Val de Rance, w której można zjeść fantastyczne gryczane sarrasin z cebulką, jajkiem, boczkiem i serem gruyere na deser słodkie z karmelem lub z konfiturą, obowiązkowo popijając szklaneczką domowego cydru. Kilka butelek tego nektaru świetnie zniosło podróż w bagażniku, by pomóc nam zatopić się w kulinarnych wspomnieniach późnym wieczorem.
28 sierpień 2016 r.
OCEAN
OCEAN
Ocean, leżaczki, francuskie wino, aparat na statywie i ogromna pusta plaża. Bajeczny zachód słońca i długie rozmowy. Jednym słowem - urlop. To jest to, co uwielbiam i na co czekam... Trwaj chwilo, jesteś piękna..:)
27 sierpień 2016 r.
ZABAWECZKI FOTOGRAFA...
ZABAWECZKI FOTOGRAFA...
Od wczoraj mamy małe cudeńko Apple Pencil do iPoda. Wygląda niepozornie, jak zwykły długopis, jednak w połączeniu z magicznym ekranem i wprawną ręką, potrafi zdzialać rzeczy niezwykłe i jest zadziwiająco precyzyjny. Technologia w tej dziedzinie jest niesamowicie zmienna, to co dziś jest szczytem możliwości, za rok czy dwa wzbudzi jedynie uśmiech i zdziwienie, że można było się tym zachwycać. Najlepsze mózgi świata ciężko pracują, żeby nas zadziwiać każdego następnego dnia..:) poniżej link do możliwości Apple Pencil i iPad Pro 12,9 z wyświetlaczem Retina.
21 sierpień 2016 r.
INDIAN FOOD FESTIVAL
INDIAN FOOD FESTIVAL
Kolorowe jedzenie niepodzielnie królowało w ten weekend w Parku Cinquantenaire. Kilkadziesiąt stoisk reprezentujących restauracje hinduskie prześcigało się w gościnności i ofercie. Zdecydowaliśmy się na fantastyczne pakoras i vegetable samosas. Miało to być jedynie preludium do dalszej degustacji, ale aura niespodziewanie pokrzyżowała plany. Nieprzemijająca ściana deszczu i potworna fala nagłego chłodu skutecznie odwiodła nas tym razem od kulinarnej przygody. Żałuję, ale mam nadzieję dokończyć ucztę w najbliższym czasie, tym bardziej, że Indian Cooking, które ciepłym światłem zachęca wieczorami mam na mojej ulicy..:)
20 sierpień 2016 r.
WSZYSTKIE KOLORY ŚWIATA
WSZYSTKIE KOLORY ŚWIATA
The Color Run Night by Lipton Tea - Brussels... Ice Tea sponsorowała kolejną mega kolorową imprezę. Pięciokilometrowy bieg ze startem i metą na terenie Tour&Taxis - dawnym dworcu kolejowym. Tysiące młodzieży w ciemnościach oświetlanych jedynie purpurowym światełkiem pokonało dystans z łatwością właściwą młodości. Na każdym kolejnym kilometrze uczestnicy przebiegali przez kolorową chmurę wystrzelonego pyłu. Później już tylko radość i zabawa do białego rana.:) 10 września powtórka w Warszawie...polecam :)
20 sierpień 2016 r.
O JEDNĄ WYSTAWĘ ZA DUŻO...
O JEDNĄ WYSTAWĘ ZA DUŻO...
Wizyta w Muzeum Królewskim miała być tylko kontemplacją wystawy Fin-de-Siecle obejmującą lata 1868-1914. Same nazwiska: Ensor, Khnopff, Horta, Rodin, Gaugin, Bonnard i ulubiony, ostatnio Mucha dawały gwarancję spotkania z wysoką Kulturą i tak było aż do poziomu - 8, bo aż ósmego piętra w dół sięgają muzealne ekspozycje. Obrazy, cudowne rzeźby Muchy i Rodina, secesyjne kominki, meble i zastawy Art Deco koiły duszę po pierwszej wystawie fotografii. I tu nachodzi mnie refleksja ... że we współczesnej sztuce jest coraz mniej miejsca na piękno, że trzeba szokować, zniesmaczać i obrażać wszelkie uczucia, żeby zabłysnąć i wypromować swoje nazwisko. Mam żal do siebie, że decydując się spontanicznie na tę wystawę, nie przygotowałam się wcześniej do tego co mogę zobaczyć i czego mogę się spodziewać po autorze... w swej niewiedzy zderzyłam się z gigantem manipulacji uczuciami i dobrym smakiem. Andres Serrano jak się okazało jest słynny z tego, że swoich dziełach wykorzystuje płyny ustrojowe (krew, mocz...) Największą kontrowersję wzbudziło jego "dzieło" Piss Christ zaprezentowane w 1987 roku. Dzieło to, jest zanurzoną fotografią Chrystusa na krzyżu w pojemniku z moczem. Można myśleć wiele na ten temat, ale faktem jest, że słoik z zawartością został sprzedany za 277 tys. dolarów. Poza tym można było zobaczyć projekt Bruksela - przedstawiający sylwetki bezdomnych imigrantów, żebrzących na ulicach miasta. Kolejnym projektem były wielkie portrety nagich starych ludzi z całą ułomnością charakterystyczną dla wieku. Natomiast za kotarami, jakie oddzielały mniejszą salę podziwiać można było zdjęcia par hetero i homoseksualnych w czasie stosunku. Przyznam, że widziałam różne wystawy zdjęć na czele z olbrzymimi fotografiami odbytów ludzkich w znanej galerii w Berlinie, ale i ta zrobiła na mnie wrażenie. Zapamiętam ją i będę się pilnować, żeby drugi raz przez przypadek nie zapłacić ciężkich pieniędzy za oglądanie dzieł sztuki pana Serrano.
16 sierpień 2016 r.
FINAŁ NOCY NAD MORZEM... PERSEIDY NAS NIE LUBIĄ
FINAŁ NOCY NAD MORZEM... PERSEIDY NAS NIE LUBIĄ
Piątkowy, wieczorny wyjazd nad morze, do Blankeberge na wschodnim, belgijskim wybrzeżu upłynął w korku. Wydawało się, że cała Bruksela umówiła się na wyjazd w jednym momencie na przedłużony weekend. Fantastyczny, czerwony zachód słońca był na zachętę ale prawdziwym celem były gwiazdy. Aparaty ustawione, leżaczki też... co kilka minut przesuwane, gdyż odpływ powodował, że mnóstwo ludzi z latarkami próbowało przechodzić pomiędzy aparatem a morzem. Te obce światełka skutecznie zepsułyby finalne zdjęcie i zmuszały mnie niestety do rozpoczynania fotografowania wciąż od nowa. Łodzie rybaków też nie pomagały, oświetlone jak noworoczne choinki świetnie korespondowały z pokazem sztucznych ogni na promenadzie tuż obok. Z minuty na minutę robiło się coraz zimniej, wzmagał się wiatr a wilgotność powietrza rosła w tempie zatrważającym. Ubrana w sweter, kurtkę puchową, czapkę i szalik, owinięta kocem, a finalnie śpiworem drżałam z zimna i wdzierającego się w każdą szczelinę lodowatego, arktycznego wiatru. Temperatura z wieczornych 24 stopni spadła do 12 a odczuwalna przy tej wilgotności chyba do 5. Perseidy były niedostępne, ze względu na lekką mgiełkę nad lądem, a zarejestrowane 250 zdjęć aparatem skierowanym na północny zachód w dwie godziny, dały tylko namiastkę tego, co było w zamyśle. (finalne zdjęcie widoczne obok) Cóż... liczę, że wyjazd za dwa tygodnie na absolutny zachód Francji, na dzikie urwiska Bretanii pozwoli na lepsze ujęcia, a już na pewno postaram się o lepsze przygotowanie ochrony termicznej..:)) Filmik o naszych próbach zapanowania nad naturą, zrealizowany w tym czasie - w linku poniżej
12 sierpień 2016 r.
20 DYWANIK KWIATOWY
20 DYWANIK KWIATOWY
W tym roku po raz 20-sty, układany od 1971 roku, zwykle z ponad 600 000 begonii.. Tegorocznym tematem przewodnim kwiatowego dywanu jest uczczenie 150-letniej przyjaźni belgijsko - japońskiej... ale w porównaniu do poprzednich lat niestety, nie zachwyca..:) 19 poprzednich można zobaczyć pod tym linkiem poniżej...
11 sierpień 2016 r.
CZARNO TO WIDZĘ...
CZARNO TO WIDZĘ...
Mam już w Domku, czarne jak smoła ND1000 a do tego akcesoria: grip, druga bateria i dwa leżaczki...żeby wygodnie posiedzieć, gdy aparat będzie pstrykał sterowany pilotem. Teraz tylko potrzebne jest bezdeszczowe niebo nad Belgią, a to niestety towar najbardziej deficytowy :)
7 sierpień 2016 r.
NA HERBATCE U KRÓLA BELGII
NA HERBATCE U KRÓLA BELGII
Zawsze w sierpniu król wyjeżdża a pałac zostaje otwarty dla zwiedzających. Mozna obejrzeć różne wspaniałości, przeogromną lustrzaną salę balową, gabinety, jadalnie, saloniki, złocenia, zdobienia i całe to bogactwo okupione krwią i życiem niewolników z Konga. Dlaczego Belgia jest bogata? To proste... każde państwo, które miało kolonie jest bogate. Zwiedzając można obejrzeć przedziwne dzieło: ogromny żyrandol i sufit wyłożony pancerzykami chrząszcza żyjącego w Tajlandii. Jest ich ponad 1,4 mln a układało je 29 ludzi przez 3 miesiące non-stop. Dzieło to, nazwane Heaven of Delight (Niebo Rozkoszy), miało być nawiązaniem do słynnego tryptyku Ogród Rozkoszy Ziemskich Hieronima Boscha. Można stanąć pod sufitem i próbować doszukać się ukrytych znaków. Podobno część pokrywek chrząszczy układa się w literę P (na cześć królowej Paoli), ale jak powiedział dość złośliwie w nawiązaniu do czarnych kart historii Belgii autor - Jan Fabre znaleźć tam można także skorupki układające się w kopyta żyraf, ryby, odrąbane dłonie czy nawet dwie odcięte głowy... Tych elementów nie dostrzegłam, ale królewski szary gabinecik z ogromnym biurkiem chętnie bym zaanektowała...
6 sierpień 2016 r.
Mr & Mrs. WEBB
Mr & Mrs. WEBB
Alex Webb i Rebecca Norris Webb. Fajny duet: on fotograf Magnum, ona poetka i fotografka, edytorka jego zdjęć. Małżeństwo i partnerzy w fotograficznym biznesie. Efektem jest kolorowa wystawa The Suffering of Light, którą było dane mi dziś zobaczyć w brukselskiej Galerii Botanic. Były długie dyskusje, mocne argumenty, że nie ma przekazu, że niewiele sobą wnoszą, że gdyby egzotycznych, nieświadomych pozowania modeli zastąpić spotkanymi na europejskiej ulicy ludźmi to nie byłoby co oglądać. Pomimo wszystko być może każde zdjęcie osobno miałoby trudność z obroną, ale jako całość podobały mi się bardzo. Przez nieoczywiste kadry, bałagan kompozycyjny, nieostrości, rozmycia...miałam wrażenie, że jestem z fotografem, na Kubie, Haiti, w Brazylii, w Meksyku... przeciskamy się na zatłoczonej ulicy, wchodzimy do sklepów, na podwórka, uczestniczymy w codzienności tych ludzi a nawet w nielegalnym przekraczaniu granicy...Mam ogromny niedosyt :)
4 sierpień 2016 r.
GARE BRUXELLES-CHAPELLE/STATION BRUSSEL
GARE BRUXELLES-CHAPELLE/STATION BRUSSEL
Mieliśmy dzisiaj "przyjemność" być na dziwnej imprezie organizowanej przez RECYCLART ART CENTER. Reklamowana szeroko, jako między innymi wystawa fotografii. W miejscu, powiedziałabym dość specyficznym. Podrzędny miejski dworzec w nie do końca bezpiecznej dzielnicy, aczkolwiek o dwie ulice od snobistycznego, pełnego mega drogich antyków placu Sablon i największego chyba na świecie Pałacu Sprawiedliwości (czyt. sądu). "Wystawa fotografii" to kilkanaście fotek wydrukowanych na zwykłym papierze i przyklejonych do brudnej ścianki za którą łomotały perkusje w czasie próby metalowego zespołu bez nazwy. Setki ludzi w każdym wieku okupowało opluty po tysiąckroć placyk przed tym kolejowym przystankiem, gdzie każdy cm kwadratowy wymalowany był w znaki miejskich gangów i grafitti. Ktoś poszedł na całość i zmontował na środku kilka pięter podestów z rusztowań budowlanych, by było więcej miejsca, także w pionie na pokazywanie fotografii i siadanie z kolejną butelką piwa. W podcieniach w nieprawdopodobnym ścisku królowały winyle. Kilkunastu sprzedawców i setki chętnych do odsłuchania kawałków, których poszukują od lat. Pozytyw z tego jest taki, że przyniosłam do domu kilkanaście płyt. Żeby na nowo odbudować moją kolekcję sprzed lat, która zaginęła bez wieści w czasie przeprowadzki kilkanaście lat temu. Od rana szukałam gramofonu na chodzie, ale od czego niezawodny Facebook...dobra dusza ma do oddania, a ja chętnie się zaopiekuję.:)
30 lipiec 2016 r.
BANKSY...KIM JEST BANKSY?
BANKSY...KIM JEST BANKSY?
WHO IS BANKSY? Właściwie nikt nie wie gdyż ten artysta street art. bardzo pilnuje swojej prywatności. Wiadomo też, że jest niezwykle wnikliwym obserwatorem i komentatorem tego, co sie dzieje na świecie a przy tym prowokatorem... na przykład: wydrukowal milion w 10 funtowych banknotach z wizerunkiem księżnej Diany, z napisem Banksy of England i rozrzucił w Londynie na Notting Hill. Co ciekawe...przez jakis czas "pieniądze" były w obiegu. Niekonwencjonalne pomysły i charakterystyczna technika przysporzyły mu mnóstwo zwolenników na całym świecie. Dziś w Amsterdamie oglądałam wspaniałą wystawę ponad 100 jego różnorodnych prac. Niesamowite... Więcej na stronach poniżej...
30 lipiec 2016 r.
HELMUT NEWTON A RETROSPECTIVE - AMSTERDAM
HELMUT NEWTON A RETROSPECTIVE - AMSTERDAM
Niedościgniony Mistrz, fotograf mody i nagości...którego nie ma potrzeby przedstawiać. Kilka lat temu w Berlinie skromny budżet pod koniec pobytu nie pozwolił mi obejrzeć jego prac w fundacji Preußischer Kulturbesitz, więc dzisiejszy wyjazd do Amsterdamu był inspirowany Jego wystawą w FOAM na Keizersgracht 609...więcej w linku do muzeum poniżej
29 lipiec 2016 r.
AMADEUS w OPACTWIE VILLERS-LA-VILLE
AMADEUS w OPACTWIE  VILLERS-LA-VILLE
Bajecznie, po prostu bajecznie... Niesamowity spektakl Amadeus w ruinach opactwa Villers-la-Ville. Byłam tam po raz trzeci, co roku przez cale wakacje grana jest inna sztuka. Dwa lata temu byl swietnie zagrany Pinokio, w ub. roku Chory z Urojenia Moliera, a w tym roku 30 - jubileuszowy, absolutnie fantastyczny Amadeus wzorowany na filmie pod tym samym tytułem w reż. Miloša Formana (oparty na sztuce Petera Shaffera). Jesli ktos ma okazję byc w Belgii w czasie wakacyjnym to jest to absolutnie obowiązkowy punkt zwiedzania. Konwencja spektakli jest dość oryginalna...wszystko rozpoczyna się po zmroku, tlem jest nadzwyczajna sceneria opactwa a w czasie spektaklu, widzowie przechodzą za aktorami w rózne miejsca ruin. Na scianach wyswietlane są nieustannie zmieniające się obrazy jak potężna scenografia, co zdaje się przenosić widza w inny wymiar. Polecam gorąco.
24 lipiec 2016 r.
TAVERNE LA BRUEGEL W BERGUES
TAVERNE LA BRUEGEL W BERGUES
Oglądając miasteczko słynne z filmu "Jeszcze dalej niż Północ" ("Bienvenue chez les Ch'tis") Dany'iego Boona i szukając miejsc znanych z filmu, w porze lunchowej przypadkiem odkryliśmy Taverne le Bruegel. I to było jak objawienie ... jedzenie absolutnie fantastyczne i wcale się nie dziwię, że miejsce to jest utytułowane wielokrotnie a sądząc po ilości klientów, stanowi mekkę lokalnych i przyjezdnych ludzi. Zamówiłam regionalne flamandzkie danie: Waterzoi de Poissons... łosoś, dorsz, mule, z warzywami w kremowym sosie... smakowało niebiańsko. Żałuję, że Bruegel jest dość daleko i 200 kilometrowy dojazd na obiady byłby nieco męczący..:( poniżej link do Taverny la Bruegel
24 lipiec 2016 r.
BERGUES - FILMOWE MIASTECZKO
BERGUES - FILMOWE MIASTECZKO
O filmie "Bienvenue chez les Ch'tis" czyli "Jeszcze dalej niż Północ" na Filmweb można przeczytać: "naczelnik poczty z południa Francji zostaje za oszustwo przeniesiony na daleką północ" - tak zaczyna się fantastyczna komedia, którą wyreżyserował Danny Boon. Główne role zagrali: reżyser i Kad Merad znany jako tata Mikołajka. Właściwie jest jeszcze jeden główny bohater - Nord-Pas-de-Calais jako tytułowa kraina Ch'tis i temu bohaterowi daję 10/10. Północna Francja jest niedoceniana, a szkoda, bo brak ciepłego morza rekompensuje z nawiązką wspaniałymi ludźmi, gościnnością, rewelacyjnym jedzeniem, cudownymi widokami z klifów i oczywiście Euro-Tunelem..:)
16 lipiec 2016 r.
SALVADORE DALI - EXPO LIEGE
SALVADORE DALI - EXPO LIEGE
Nie zawiodłam się...fantastyczna wystawa Mistrza Surrealizmu, oprócz obrazów, rzeźb były filmy, instalacje ale hitem były lustrzane boksy, w których emitowany był mix kolorów niczym w kalejdoskopie. Trudno było wyjść, kolory, formy zachwycały. Mózg, który to wymyślił był genialny..:)
16 lipiec 2016 r.
RENE MAGRITTE I INNI SURREALIŚCI
RENE MAGRITTE I INNI SURREALIŚCI
Aby zrozumieć Belgię i Belgów, niezbędne jest zrozumienie wszelkich kontekstów. Jednym z nich jest surrealizm tak głęboko osadzony w realiach tego kraju. A otacza nas wszędzie: po fasadach wysokich apartamentowców nie wiadomo dlaczego raczkują czarne bobaski albo kolorowe wielkie ślimaki, ogromna ilość nadrealnych rzeźb na rondach i trawnikach początkowo szokuje, później zastanawia, z czasem staje się normalnością. I nikt się już nie dziwi, że najbardziej znany surrealista belgijski miał jabłko zamiast nosa. Te i inne obrazy, rzeźby czy szkice warto obejrzeć w Muzeum Królewskim, żeby choć w niewielkim stopniu wejrzeć w duszę mieszkających tu ludzi. To jedna z ich części składowych...resztę trzeba mozolnie poznawać przez jakieś 200 lat..:)
13 lipiec 2016 r.
BELAGGIO NAD COMO... BŁĘKITNY SEN...
BELAGGIO NAD COMO... BŁĘKITNY SEN...
Tegoroczne wyjazdy obfitowały w najpiękniejsze widoki ale ukoronowaniem jest bajeczne jezioro Como i przyklejone do skał Belaggio. Jest to miejsce, w którym zakochałam się kilka lat temu i uwielbiam tam wracać, a każda osoba, której pokazuję tę błękitną perłę mówi to samo..."chcę tu wrócić"... Cicha włoska muzyka, lampka wina i promenada w cieniu różowych oleandrów to kwintesencja lata...:)
13 lipiec 2016 r.
MOMENT W WENECJI...
MOMENT W WENECJI...
Tym razem jako przewodnik, bez entuzjazmu, bo doskonale wiem, że Wenecję najlepiej podziwiać w zimie, bez tłumów turystów. Tylko wtedy można zajrzeć "pod skórę", dojrzeć taką, jaka jest naprawdę: bogata, zdobna, elegancka i unikatowa... Latem Wenecja otwiera się tylko w znikomej części na mało wybrednych turystów, którzy muszą kupić pamiątki na Rialto i zrobić selfie na placu przed Bazyliką. Żeby poznać Wenecję i zakochiwać się za kazdym razem na nowo, trzeba być bardzo cierpliwym... a Ona się odwdzięczy na pewno..:)
13 lipiec 2016 r.
PRZEZ 8 PAŃSTW
PRZEZ 8 PAŃSTW
Ostatni wyjazd: Belgia, Niemcy, Austria, Włochy, Szwajcaria, Francja, Luksemburg, Holandia jak zwykle w biegu, jak zwykle non-stop w drodze... Zobaczyć jak najwięcej, dotknąć, nierzadko wrócić w jakieś przepiękne miejsce, na które było zbyt mało czasu poprzednim razem, ale wrócić z głową pełną smaków, zapachów, wrażeń...z kartą zapełnioną zdjęciami i pamięcią pełną obrazów. Bez snu, przez nocną jazdę, żeby nie tracić ani minuty cennego czasu...gdy oczy się zamykają, głowa pulsuje, kręgosłup odmawia posłuszeństwa a skurcze zaciskają palce na kierownicy - obiecuję sobie: "wyśpię się na emeryturze" ...ale jeszcze nie teraz, jeszcze nie rezygnuję z tego pędu, bo wiem, że najgorszy jest ból duszy z żalu za czymś, czego nie udało się zobaczyć... co trzeba było ominąć tym razem...
21 czerwiec 2016 r.
POLSKA BIAŁO-CZERWONI ... UKRAINA POKONANA 1:0
POLSKA BIAŁO-CZERWONI ... UKRAINA POKONANA 1:0
1:0... Błaszczykowski strzelił bramkę Ukraińcom w momencie gdy wchodziliśmy do pubu Fat Men. Fajna sprawa, telebim i kilka telewizorów z lewej strony pokazywały mecz Niemcy - Irlandia natomiast cała prawa strona należała do Polaków. Zarówno gol Polaka jak i Niemca wzbudziły nieopisaną radość w całym klubie. Niemcy krzyczeli i skakali do góry w obu przypadkach tak jak i Polacy..:) Zrozumiałe, że mniej cieszyli się Irlandczycy. Ukraińców nie widziałam...ale i tak bardzo mi się podoba taki brak nacjonalizmu..:)
18 czerwiec 2016 r.
TRANSMISJA NA ŻYWO...DOUBLE EXHIBITION
TRANSMISJA NA ŻYWO...DOUBLE EXHIBITION
Dzień dobry wszystkim, którzy z różnych przyczyn nie mogli być z nami o 17.00 w Brukseli. Dla Was kochani przeprowadziliśmy transmisję na żywo i było nam niezmiernie miło Was gościć za pośrednictwem internetu na fanpage Europejskiej Wyższej Szkoły Prawa i Administracji w Belgii. Adres transmisji i link do diaporamy promującej wystawę na YOU TUBE poniżej w "zobacz więcej". Miłych wrażeń ...
18 czerwiec 2016 r.
TADAAAM... PIERWSZA WYSTAWA W BRUKSELI
TADAAAM... PIERWSZA WYSTAWA W BRUKSELI
DOUBLE EXPOSITION ... czyli jak dwie różne osoby: mężczyzna i kobieta widzą człowieka w przestrzeni, jego marzenia, dążenia, przemyślenia, spojrzenie na świat... Mam nadzieję, że wyraźnie widoczny był pierwiastek męski i żeński w podejściu do tematu. Przygotowań było dużo, zdjęcia, oprawa, albumy, foldery, media, diaporama, tłumaczenie dla obcojęzycznych gości itd...ale słowa widzów, że się wzruszyli, że pojawiły się łzy - wynagrodziły wszystko. Kilka lat temu słuchałam znajomego fotografa, który opowiadał o takiej właśnie reakcji na pokaz jego zdjęć. Pomyślałam wtedy, że to jest moje marzenie, żeby kiedyś, ktoś tak zareagował na moje. Dzisiaj się spełniło... cieszę się ogromnie :) na zdjęciu autorzy (po prawej) z Gospodarzami Domu Polskiego
13 czerwiec 2016 r.
KATALOGI DOUBLE EXPOSITIONS ...
KATALOGI DOUBLE EXPOSITIONS ...
Już są ... piękne, w błyszczących, sztywnych okładkach - katalogi promujące naszą pierwszą wspólną wystawę w Brukseli. Pachną drukiem i nowością. A my właśnie wkraczamy w nowy etap kolejnymi krokami planując następne i następne ... i tak do końca świata... no... może o jeden dzień dłużej :)
11 czerwiec 2016 r.
PARYŻ NA URODZINY...CZYLI CO MA BRAZYLIA DO EURO 2016
PARYŻ NA URODZINY...CZYLI CO MA BRAZYLIA  DO EURO 2016
Złożyło się na to kilka spraw: z przyczyn niezależnych przepadły bilety lotnicze, hotel i wynajęty samochód we włoskim Bari, niby katastrofa...ale szybko pojawiła się alternatywa świętowania urodzin w Paryżu. Natomiast takich bonusów się nie spodziewałam: 10 czerwca - mecz rozpoczęcia Mistrzostw Europy i spotkanie z dawno nie widzianą koleżanką z Brazylii goszczącą w tych dniach we Francji... Fantastyczny zbieg cudownych okoliczności. Długie rozmowy przy dobrym jedzeniu i winie i oczywiście niesamowita atmosfera wieczornego meczu otwarcia Francja - Rumunia (2:1) w Strefie Kibica na Polach Marsowych pod Wieżą Eiffla. Niezapomniany dzień, wieczór, noc... Chcę mieć urodziny codziennie :)
21 maj 2016 r.
ZŁOTY KAPITAN
ZŁOTY KAPITAN
Wczorajszy, bardzo długi wieczór w polskiej ambasadzie dzięki Domowi Polski Wschodniej należał do kibiców i sympatyków piłki nożnej. Starsi panowie popisujący się bez efektu wiedzą o Złotej Drużynie, dzieciaki z FC.Polonia z Brukseli rozpoczynający swoją przygodę ze sportem, kobiety młodsze - mamy młodych piłkarzy i starsze - pamiętające grę Mistrza... przekrój wiekowy był szeroki. Nigdy nie widziałam tak wielu osób w gościnnych progach salonów ambasady, nawet gdy odbywał się popularny Kongres Kobiet. Włodzimierz Lubański - fantastyczny Gość i fantastycznie przygotowane spotkanie. Zachwycił mnie film dokumentalny w reżyserii pani Ewy Haczyk pt. Kapitan, który słusznie zdobył medal na festiwalu filmów o sporcie w 2006r w Mediolanie. Świetny dobór pytań, montaż i elokwencja głównego bohatera sprawiły, że widz chłonął każdą minutę pragnąc dowiedzieć się więcej i więcej o kulisach piłki nożnej tamtych czasów. Pytaniom nie było końca, trwaliśmy wśród opowieści pana Włodzimierza o sukcesach, o szczęściu w losowaniach, tragicznej kontuzji, walce o powrót, nagrodach fair play, legendarnym trenerze Kazimierzu Górskim, belgijskim klubie w Lokeren i filozofii życia, którego składową jest realizowanie pasji poparte katorżniczą pracą. Efektem tej pasji i pracy jest żywa legenda, która trwa wiele, wiele lat po zakończeniu kariery. Od Reżyserki filmu - pani Ewy Haczyk usłyszałam, że to był jej idol ... dołączam się do tego zdania, mój i wielu innych osób też... Chapeau bas Mistrzu ... :) /Foto poniżej pod linkiem/
16 maj 2016 r.
DRO(E)NOWANIE PRZESTRZENI... BORGLOON / LIEGE
DRO(E)NOWANIE PRZESTRZENI... BORGLOON / LIEGE
Zupełnie inaczej wygląda ażurowy kościółek-rzeźba z pokładu drona. Z powietrza jest zwartą bryłą i nic nie zapowiada jego niezwykłej transparentności. Ze zdziwieniem zobaczyłam, że ma zaznaczone szeregi okien, czego nie widać perspektywy ziemi. Gdyby nie czarne chmury na horyzoncie i perspektywa ulewy w szczerym polu, loty nie byłyby tak szybko wstrzymane. Liege natomiast przyciągnął nas wystawą prac Salvadore Dali w expo na futurystycznym Gare Guillemins. Niestety, spóźniliśmy się na godziny otwarcia i oglądanie dzieł mistrza surrealizmu musi być przełożone w czasie. info o wystawie w linku poniżej...
13 maj 2016 r.
DOBA W WARSZAWIE...
DOBA W WARSZAWIE...
Wieczorny powrót z intensywnej szwajcarskiej wycieczki i wylot świtem następnego dnia do Warszawy na krótką wizytę spowodował totalne nawarstwienie zmęczenia. Dobrze, że finalnie wszystko udało się załatwić pozytywnie, bo przy perypetiach związanych z pogonią taksówką za uciekającym DHL-em telefonem, nie było to takie pewne. Najprzyjemniejszy był tradycyjny już obiad rodzinny w Cafe Loft, gdzie jak zawsze zachwycił nas szef kuchni rewelacyjnym daniem dnia. W środę był to: krem ziemniaczany z boczkiem i kurkami, gulasz wieprzowy na czerwonym winie z tatarem z ogórka i w zastępstwie karpatki lody czekoladowe. Miło, smacznie, ze wspaniałą obsługą. Gratulacje dla Szefa kuchni... Warto wracać i warto polecać ...:)
8 maj 2016 r.
STRASBOURGH... FRANCJA W PIGUŁCE
STRASBOURGH... FRANCJA W PIGUŁCE
Wiele osób kojarzy Strasbourg z budynkiem Parlamentu Europejskiego. Stal i szkło ogromnej bryły otoczonej wodą robi wrażenie ale dużo ciekawsza jest tzw. Mała Francja - urokliwa Starówka z królującym murem pruskim. Jest młyn wodny napędzany przez okalającą centrum miasta rzekę, są kanały ze śluzami i obrotowy mostek przepuszczający stateczki wycieczkowe. Jest miło, przyjemnie i spokojnie. Warto tu zajrzeć również wieczorem, gdy zapalają się okna starych kamienic a woda nasyca się granatem odbijanym przez ciemniejące niebo.
7 maj 2016 r.
LUCERNA I GENEWA... NICE ...
LUCERNA I GENEWA... NICE ...
Nie rozczarowały jak Zurych, Bazylea i inne małe miejscowości, ale zachwytu też wielkiego nie było. Oba miasta można podsumować angielskim "nice" ... Oba też są ładnie położone nad rozległymi jeziorami. Urokiem Genewy jest mix kultur. Siedziba Organizacji Narodów Zjednoczonych wymusza od swoich członków utrzymywanie przedstawicieli, ich rodzin, biur narodowych. Daje to swoisty tygiel, w którym zebrał się cały świat. Lucerna natomiast urok zawdzięcza ciekawemu położeniu nad najładniejszym Jeziorem Czterech Kantonów z górującymi szczytami pokrytymi śniegiem: Rigi i Pilatusem, skąd mozna podziwiać ładną panoramę miasta i okolic. Starówka zaciekawia słynnym zygzakowatym, drewnianym mostem i malunkami na fasadach budynków, szkoda tylko, że stare i naprawdę piękne sąsiadują z wątpliwej urody współczesnymi "dziełami" domorosłych artystów. Daje to obraz kolorowej kakofonii i obniża znacząco jakość. Warto dodać, że w Szwajcarii nie musisz dysponować cennymi precjozami na co dzień. Popularne są wypożyczalnie "rodowej biżuterii" żeby zabłysnąć wśród znajomych czy klientów. Można wybierać, płacić i czuć się jak arystokrata, choć przez jeden wieczór. Niemal przez cały czas pobytu w tym kraju miałam poczucie, że tracę czas, że jadąc gdzieś indziej mogłabym go lepiej wykorzystać i więcej skorzystać. Z ulgą pakowałam się w dalszą drogę... do Strasbourga :)
7 maj 2016 r.
ZURYCH... NAJWIĘSZE MIASTO DZIWNEGO KRAJU.
ZURYCH... NAJWIĘSZE MIASTO DZIWNEGO KRAJU.
Zurych to najdroższe miasto na świecie, w ostatnim rankingu wyprzedził panujące do niedawna niepodzielnie Tokio. Spodziewałam się elegancji, bogactwa i dobrego smaku. To, co zastałam ... przypominało prowincjonalne miasto, które lata świetności miało dawno za sobą. Główna ulica Banhoffstraße, brudna, przaśna i zwyczajna. Prawdziwa była tylko niczym nie uzasadniona drożyzna: 1 godz parkowania to 4 euro, obiad dla dwóch osób w podrzędnej restauracji był w cenie kapelusza słomkowego czyli 100 euro, mała pizza Margaritta w dość podejrzanym miejscu -19 euro a najtańsza, maleńka kawa espresso w barku przy bocznej uliczce - około 5 euro. To nie są towary luksusowe, a jednak ceny mocno wyśrubowane. Mam tylko jedno wytłumaczenie: potężny zysk musi być spożytkowany na utrzymanie neutralności państewka. Warto mieć też świadomość, że każdy dorosły obywatel posiada w domu broń, gdyż po obowiązkowej służbie wojskowej zabiera ją ze sobą, to naturalne w tym kraju, a pozwolenie trzeba mieć jedynie na naboje. Ulice są monitorowane, często spotyka się patrole umundurowanych lub nie funkcjonariuszy. Większość domów, bloków i urzędów wyposażona jest w schrony, daje to obraz dość nietypowego państwa, które kosztem ostrego rygoru i potężnych nakładów finansowych z przyzwyczajenia utrzymuje neutralność.
7 maj 2016 r.
MONT BLANC...W PEŁNEJ KRASIE
MONT BLANC...W PEŁNEJ KRASIE
Pomysł przywitania się z najwyższą Białą Górą przyszedł mi do głowy nagle, bo skoro już jestem tak blisko, dlaczego nie spełnić marzeń, które jeszcze nie zdążyły zaistnieć... Parę informacji z internetu i jedziemy do Chamonix skąd startuje dwuetapowa kolejka linowa na szczyt L'Aguilla du Midi na wysokość 3842 m npm. Cały transfer przebiega bardzo sprawnie, wagoniki odjeżdżają co 5 - 10 minut, zabierają około 20 osób. Mont Blanc (4810 m npm) - główny aktor ściągający tysiące widzów, oglądany z ogromnych tarasów widokowych, wydaje się być bliski i przyjazny. Jest bardzo wysoko, rozrzedzone powietrze płata figle, kolana miękną, gdy trzeba pokonać kilka schodków, krew w głowie pulsuje, włącza się odruch ziewania, żeby dotlenić szare komórki... Kolejne 40 m wjeżdżamy windą wewnątrz skały do kolejnej atrakcji: szklanego balkonu. Robi ogromne wrażenie, gdy trzeba wykonać pierwszy krok w nicość... mózg odbiera bodźce wzrokowe, przetwarza poziom ryzyka, rozpoznaje niebezpieczeństwo, więc włącza wewnętrzny alarm... Ratunkiem jest nie patrzeć w dół przez szklaną podłogę. Za moment wszystko powszednieje, nawet sąsiedztwo potężnych szczytów już nie jest atrakcją. Dziwny to mechanizm, zapewne dlatego człowiek pędzi przez życie szukając coraz to nowszych doznań. Atawistyczna siła napędzająca świat. Adrenalinę podniósł też operator wagonika, który zjeżdżał z nadmierną prędkością, powodując potężną amplitudę kołysania. W takim momencie przypominają się inne zdarzenia jak tragiczny wypadek w włoskim kurorcie narciarskim Cavalese w 1998r, kiedy to pilot z amerykańskiej bazy NATO urządzając sobie dla zabawy loty na małej wysokości nieszczęśliwie przeciął skrzydłem linę nośną kolejki. Odetchnęłam spokojnie stawiając stopę na ziemi...
5 maj 2016 r.
BAZYLEA -TOTALNE ROZCZAROWANIE
BAZYLEA -TOTALNE ROZCZAROWANIE
Nic się nie sprawdziło z przeczytanych wiadomości na przeróżnych blogach mieszkających czy bywających w Szwajcarii Polaków. Miało być pięknie, elegancko z fantastycznymi knajpkami przy nadrzecznych bulwarach, ze wspaniałym Mittlere Reinbrucke, fascynującymi zaułkami starówki. Jedyne co się sprawdziło to ostrzeżenia przed kosmicznymi cenami jedzenia. Starówka jest owszem, zadbana ale w znakomitej większości nijaka. Osławiona katedra z dwiema wieżami: św. Marcina i św. Jerzego zwyczajna... i bardzo się cieszyłam, że nie zdążyłam w godzinach otwarcia punktu widokowego na jednej z wież, bo po zmęczeniu wspinaczką, moja frustracja sięgnęłaby zenitu. Bazyleę mogę polecić tylko jako bazę wypadową, bo w hotelu czuliśmy się zaopiekowani niezwykle. Wyjątkowo miły i kompetentny recepcjonista zaopatrzył nas w mapy, przydatne wiadomości i bezpłatne bilety na komunikację miejską. Pokój ogromny, wygodny, z czekającymi na poduszkach szwajcarskimi czekoladkami. Tak na osłodę..:)
5 maj 2016 r.
COLMAR...ALZACKA PEREŁKA
COLMAR...ALZACKA PEREŁKA
Wstąpiliśmy przypadkiem na lunch. Decyzja okazała się strzałem w dziesiątkę. Przepiękne miasteczko z kamieniczkami z muru pruskiego, zdobione malowidłami przeglądającymi się w kanałach, co zresztą reklamowane jest jako Mała Wenecja. Mnóstwo knajpek, sklepów, wszystko tętni życiem. Można poczuć się fantastycznie wśród kolorowych perełek na każdej uliczce. Niespodzianką było spotkanie znajomych z Brukseli, którzy również wybrali to piękne miejsce na przystanek w drodze nad włoskie Como. Mam nadzieję Wiolu, że zachwyciło Cię najpiękniejsze włoskie jezioro...:)
5 maj 2016 r.
ALZACKA STATUA ... COLMAR
ALZACKA STATUA  ... COLMAR
Przy wjeździe do miasteczka wita wszystkich... Statua Wolności. Zdziwienie przeradza się w zaciekawienie gdy przeczytamy historię miasteczka i jego wybitnych mieszkańców. Jednym z najsławniejszych był Frédéric Auguste Bartholdi - rzeźbiarz, twórca francuskiego prezentu dla Nowego Jorku w postaci ogromnego posągu tak jednoznacznie kojarzonego ze Stanami Zjednoczonymi. Jeszcze jedna replika jest w Paryżu, dużo mniejsza, znajduje się na Île aux Cygnes nad Sekwaną w Paryżu, niedaleko Wieży Eiffla i jest cztery razy mniejsza od oryginału, waży 4 tony i ma 11,5 metra wysokości, co nie robi tak dużego wrażenia :)
28 kwiecień 2016 r.
KIEŚLOWSKI/ZAMACHOWSKI
KIEŚLOWSKI/ZAMACHOWSKI
"Keep calm and watch Three Colours..." Takimi słowami rozpoczął spotkanie poświęcone Kieślowskiemu rzecznik ambasady. Zaproszeni goście to: Zbigniew Zamachowski, który zagrał w Dekalogu 10 i Białym, Dorota Paciarelli - była agentka Reżysera, Monika Zamachowska prowadząca spotkanie i Ewa Haczyk z Ambasady RP. Były urywki filmów, były nieznane fakty z życia Kieślowskiego, opowiadania o spotkaniach i pracy z Mistrzem. Niezwykle ciekawie i barwnie dzieliła się z nami swoją 17 letnią współpracą pani Dorota przytaczając anegdoty i co ważniejsze momenty z jego życia. Spotkaniu towarzyszyła wystawa prywatnych zdjęć Kieślowskiego a dopełnieniem obrazów były jego myśli. Szczególnie jedna warta byla zapamiętania: " W życiu są rzeczy ważniejsze niż to, że ktoś jest zwolennikiem komunizmu, socjalizmu, kapitalizmu, liberalizmu czy też królestwa. Co więcej - są rzeczy, które łączą wyznawców każdej z tych idei, a nawet inarodowych socjalistów. To są właśnie tematy poszczególnych odcinków "Dekalogu" - podstawowe ludzkie sprawy, takie jak samotność, miłość, zazdrość czy strach przed śmiercią" (1989)... A nawiasem mówiąc Monika Richardson Zamachowska wygląda ślicznie, jak nastolatka - czym wzbudzała absolutny zachwyt. :)
24 kwiecień 2016 r.
PHOTODECOR RUSZA...
PHOTODECOR RUSZA...
Wprawdzie strona www.photo-decor.net jest cały czas w trakcie tworzenia i ulepszania, ale "dziecko" się już urodziło i świetnie się rozwija... Prace marketingowe idą pełną parą, kontakty nawiązane, wystawy zaplanowane, zdjęcia w ilości hurtowej przyjechały kilka dni temu kurierem w puchowej otoczce, chroniącej "dzieła sztuki" przed uszkodzeniem...a my próbujemy rozwiązać zagadkę machiny do passepartout bez czytania instrukcji... Czasem trzeba włożyć bardzo dużo pracy, żeby spełniać marzenia, im więcej tym efekt bardziej satysfakcjonuje... I Truly Believe I Can Achieve My Dreams in Life..:)
23 kwiecień 2016 r.
MATONGE
MATONGE
Matonge czyli Kongo w Europie. Cudownie kolorowa dzielnica tętni życiem od rana do późnych godzin nocnych. Celem była tajska knajpka przy St. Boniface - Deuxieme Element, ale idąc spacerkiem z Porte de Namur rozglądałam się z zachwytem. Na Chaussee de Wavre po obu stronach mnóstwo slepików z ulubionymi przez Murzynki perukami i kolorowymy turbanami, zakładów fryzjerskich obleganych o każdej porze w celu zaplecenia miliona warkoczyków, knajpek gdzie można zjeść wszystkie smaki świata, warzywniaków z najbardziej egzotycznymi owocami ale jest i Cinema Vendone ze specyficznym repertuarem, czyli filmami z lokalną obsadą. Wszystko to tworzy klimat tak kolorowy, że chciałoby się tam być non stop. Sama restauracja prostotę wystroju rekompensuje wspaniałym personelem. Zabawny, świetnie mówiący po angielsku menager/szef otoczył nas opieką od pierwszej minuty. Jedzenie, chociaż podane w ekspresowym tempie, to... chyba nie trafiłam najlepiej, bo makaron ryżowy z krewetkami i warzywami składał się głównie z makaronu niestety. Tytułowych krewetek było sztuk pięć, co uważam za wielki minus tej restauracji. Dla porównania w mojej ulubionej lunchowej knajpce WOKUP w centrum, kucharz dodaje do porcji warzyw nie mniej niż 12 fantastycznie przyrządzonych krewetek. Ale...sądząc po tłumach, jakie przyszły tuż po 19.00, w 2eme Element nikomu to nie przeszkadza. Polecić mogę za to mohito z dużą zawartością rumu i mięty...a na krewetki wrócę na róg Rue Gretry i Rue de la Fourche.
20 kwiecień 2016 r.
ORANŻERIE KRÓLEWSKIE
ORANŻERIE KRÓLEWSKIE
Otwarte przez 3 tygodnie w roku, zachwycają architekturą secesyjną, historią, nazwiskiem projektanta ale nie zawartością. Po godzinie odstanej w kolejce do drobiazgowej, jak na lotnisku kontroli, moje oczekiwania wzrosły... Spodziewałam się feerii barw, egzotycznych roślin, których nie widziałam do tej pory i...nie zobaczę. Niestety, gdyby nie przepięknie zaprojektowane budynki oranżerii i to, że zwiedzałam w grupie wspaniałych kobiet, czas byłby stracony. Kilka rajskich jabłonek, wypielęgnowane trawniki, pelargonie, palmy i paprocie to najciekawsze okazy jakie mozna było obejrzeć. Cóż, bilet wstępu za symboliczne 2.50 euro odzwierciedla jakość oferowanych eksponatów. Wyprawa przez mało eleganckie dzielnice na absolutny kraniec Brukseli nie wydaje mi się godna polecenia...
16 kwiecień 2016 r.
TRZY POKOLENIA ... INTENSYWNY PROGRAM
TRZY POKOLENIA ... INTENSYWNY PROGRAM
Dwie stolice Paryż/Bruksela... Myślałam, że wycieczka do Paryża, najbardziej pożądanego i obleganego miasta na świecie będzie clou programu rodzinnej wizyty, ale nic bardziej mylnego. Moja Mama uważa, że owszem ... Paryż jest ładny, ciekawy ale tak naprawdę zachwyciła się urodą Brukseli. Położenie, podział na góną i dolną, secesyjne, różnorodne kamieniczki okolic Placu Sablon, Pałacu Sprawiedliwości i zdobiony złotem Grand Place spowodowały miłość od pierwszego wejrzenia. Musiała być to prawdziwa miłość, bo zakwitła w lodowatych porywach wiatru i ulewnym deszczu, tak typowym dla Belgii...
12 kwiecień 2016 r.
ZIARNO PRAWDY W AMBASADZIE
ZIARNO PRAWDY W AMBASADZIE
W odróżnieniu od wczorajszego, obcojęzycznego spotkania, dziś było luksusowo, po polsku..:) W zastępstwie nieobecnego ambasadora powitała gości Natalia Mosor - dyrektor Instytutu Polskiego w Brukseli. Słuchaliśmy z uwagą autora Ziarna Prawdy - Zygmunta Miłoszewskiego, reżysera Borysa Lankosza i autora przekładu na język francuski Kamila Barbarskiego odnoszących się do wielu, zadawanych im pytań, m.in różnic w europejskich programach nauczania i epatowania nadmiarem brutalności i krwi w literaturze i filmie. Po części oficjalnej, rozmowy przeniosły się w kuluary... przy mini-kanapeczkach i lampce wina dyskutowało się o wiele przyjemniej..
11 kwiecień 2016 r.
WOLUBILIS ZIARNO PRAWDY
WOLUBILIS ZIARNO PRAWDY
W COOK&BOOK na Woluwe-Saint-Lambert Zygmunt Miłoszewski, autor książek o prokuratorze Szackim podpisywał swoje dzieła przetłumaczone na język francuski i angielski. Wieczorem, obok księgarni w Centrum Kultury Wolubilis było spotkanie nim i z reżyserem Ziarna Prawdy, moderowane przez pisarkę Grażynę Plebanek. Dyskusja była w języku angielskim, wyświetlony film po polsku z angielskimi napisami. Wszyscy, obcokrajowcy mogli więc poczuć się usatysfakcjonowani. Uwagę widzów skradł wcale nie Robert Więckiewicz grający tytułowego prokuratora a fenomenalnie odtwarzający rolę męża ofiary - Krzysztof Pieczyński i to dla niego warto ten film obejrzeć...
5 kwiecień 2016 r.
RÓŻA THUN
RÓŻA THUN
Spotkanie z panią Różą było w przepięknej kamienicy na Avenue Tervueren 48, gdzie mieści się Dom Polski Wschodniej. Jak mowi legenda, kamienica ta była własnością członka ABBY. I nie dziwię się... przepiękne zdobienia, fantastyczna klatka schodowa i potężne lustra tworzą wspaniały klimat. Działania pani Róży obserwuję z daleka od wielu lat z ogromnym zaineresowaniem, więc jestem usatysfakcjonowana możliwością jej poznania i posłuchania. Mam nadzieję, że będzie mogła wdrożyć wszystkie swoje zamierzenia i tego jej życzę w trudnej pracy europosłanki...
4 kwiecień 2016 r.
PARYSKIE HIMALAJE...
PARYSKIE HIMALAJE...
La Defense to moja druga po Marais ulubiona dzielnica Paryża. Pisałam o niej wielokrotnie, nawet tu na tym blogu. Dziś pogoda była nadzwyczaj łaskawa dla fotografów. Całe niebo odbijało się w lustrzanych fasadach francuskiego Manhattanu. Ostatnio zadano mi pytanie: "Po co tak często jeździsz do Paryża, przecież już wszystko zwiedziłaś?" Nie wiem... chyba należy odpowiedzieć tak, jak odpowiadają himalaiści...w góry/do Paryża chodzi/jeździ się dlatego, że są...i góry i Paryż. Jak wytłumaczyć, że po kilkudziesięciu wizytach nieustannie odkrywam coś nowego, że zachwycają mnie miejsca daleko położone od wieży Eiffla i Luvru, że mam ulubione miejsca, że właściciel portugalskiej knajpki z fantastycznym jedzeniem wychodzi przed próg i wita się jak z rodziną...to takie małe puzzle, łączące się w całość. Moze tam kiedyś zamieszkam...nie wiem..:)
22 marzec 2016 r.
ŚMIERĆ TUŻ OBOK...
ŚMIERĆ TUŻ OBOK...
Poranne wiadomości o zamachu na lotnisku w Zaventem dotarły do mnie w prozaicznie najzwyklejszej sytuacji domowej, przy robieniu masy do urodzinowego tortu. Paradoksalnie w sytuacji radosnej, absolutnie antagonistycznej do tragedii. Za chwilę przyszły wiadomości: "nigdzie nie wychodź", "jest niebezpiecznie", "stało się coś strasznego na Maalbeeku"... Oczywiście, że pobiegłam natychmiast zobaczyć co się dzieje... Widziałam karetki, które przyjeżdżały, rannych, których wynosili z podziemi metra, cały ten nieogarnięty bałagan pierwszych chwil po tym, gdy wydarzy się nieoczekiwanie coś strasznego... wróciłam, gdy zaczęli uciekać policjanci wyganiając wszystkich gapiów... Maalbeek to moja najbliższa stacja metra, mam do niej okolo 150 m. Korzystam z niej codziennie, wielokrotnie o różnych porach. Dzień wcześniej bylam około 9.30, 10.30, 12.00, 14.00, 15.00... Gdyby wczoraj ostatkiem sił nie udało mi się wszystkiego szczęśliwie załatwić, dzisiaj rano mogłabym być w feralnym wagoniku, w którym terrorysta zdalnie odpalił ładunek wybuchowy. Zawsze uważałam, że mieszkam w najbardziej bezpiecznej dzielnicy Brukseli. To Dzielnica Europejska, tuż za rogiem przy placu Schuman są najważniejsze i najsłynniejsze budynki Komisji i Rady Europy: Berlaymont i Justus Lipsus. Sprawdzane, chronione przez wojsko i monitorowane non stop tysiącem kamer. Jednak śmierć przyjechała pod ziemią niepostrzeżenie, w niepozornej paczce bez właściciela. W takiej sytuacji czuje się nieopisany strach... opoka runęła. Zawaliła się tuż obok mojego domu. Nie zabiła mnie tym razem. Pozostawiła po sobie niewyobrażalny smutek, współczucie dla ofiar, żal ogromny, że musiało się to zdarzyć a przede wszystkim strach, który mi odtąd będzie towarzyszył już zawsze ... /foto-internet/
15 marzec 2016 r.
WIECZÓR SPĘDZONY Z ... KRYMINALISTAMI
WIECZÓR SPĘDZONY Z ... KRYMINALISTAMI
Nie jestem zdeklarowanym miłośnikiem kryminałów, ten etap przeżyłam już dość dawno temu... ale zaintrygowała mnie propozycja udziału w Klubie Kryminalnym w Przedstawicielstwie Wielkopolski na rue Montoyer 21. Dzisiejszym gościem był Piotr Bojarski - słynny twórca komisarza Zbigniewa Kaczmarka - bohatera pięciu powieści kryminalnych mających miejsce w dwudziestoleciu międzywojennym i wielu książek reportażowych. Było niezwykle sympatycznie i ciekawie. Ogromna w tym zasługa prowadzącej spotkanie pani Izabeli Gorczycy - dyrektor przedstawicielstwa, która zaprezentowała dogłębną znajomość tematu. Gość natomiast imponował fantastyczną wiedzą historyczną a ciekawostki i konkursy w których nagrodami były książki trzymały wszystkich w nieustannym napięciu. Niestety, nie czytałam do tej pory książek pana Bojarskiego i nie brałam udziału w konkursie ale dostałam książkę z piękną dedykacją po niezwykle ciekawej rozmowie z Autorem. Poczęstunek po spotkaniu był niecodzienny. Dzięki wskazówkom Autora, kucharz inspirował się potrawami przewijającymi się w książkach. Była słynna kaszanka, którą zajadał się komisarz pracując nad kolejnymi śledztwami, karczek wieprzowy, pierogi z kapustą i grzybami, pasztet z żurawiną i deska serów rodem z symultany "Arcymistrza" w hotelu Bazar, gulasz wołowy a przede wszystkim pyry z gzikiem po poznańsku z powieści "Mecz", które stały się absolutnym hitem. Wieczór niezwykle udany, a opowieści Piotra Bojarskiego i smaki poznańskiej kuchni zapamiętam na zawsze..:) /więcej w linku poniżej/
14 marzec 2016 r.
ZBIGNIEW PREISNER W BRUKSELI...
ZBIGNIEW PREISNER W BRUKSELI...
Na ten koncert do Filharmonii na placu Flagey nie można było nie pójść... Mistrz, autor cudownej muzyki do filmów Kieślowskiego przyjechał z wrocławską orkiestrą i chórem. Muzyka z Dekalogu, Podwójnego życia Weroniki i Trzech Kolorów brzmiała nieprzerwanie przez półtorej godziny. Pod batutą Zbigniewa Preisnera płynęła tak, że przestało mi bić serce, żeby nie przeszkadzać muzyce. Koncert zakończyło Requiem for my Friend ... Była owacja na stojąco i cudowny bis... Wyszłam z głową całkowicie wypełnioną muzyką i z ogromnym niedosytem. Już wiem czego będę słuchać w najbliższym czasie... /więcej w linku poniżej/
6 marzec 2016 r.
KINO-TEATR W DOMU POLSKIM...
KINO-TEATR W DOMU POLSKIM...
Formuła wzorowana na Teatrze TV, z pieczołowicie dobieranym repertuarem to nowy pomysł Adama Snarskiego - dyrektora Domu Polskiego w Brukseli, uhonorowanego tytułem Polaka Roku'2015 w Belgii. Dzisiejsze tytuły to: spektakl "HOMO AMBULANS" i monodram "bezGRZECH" Teatru Formy PARRA, oba różne w swoim wyrazie, a przez to tym bardziej ciekawe. Dom Polski na Chaussee de Vleurgat 159 to chyba jedyne aż tak przyjazne miejsce wszystkim Polakom. Nieustannie pojawiające się nowe propozycje i pomysły, szalenie sympatyczni gospodarze powodują, że chce się tam wracać, a każdy czuje się oczekiwanym gościem. Następne spektakle już 2 kwietnia... niecierpliwie czekam..:)
5 marzec 2016 r.
KOLEJNE SUBIEKTYWNE FELIETONY W IPSA24
KOLEJNE SUBIEKTYWNE FELIETONY W IPSA24
Świadomość, że w malutkiej Belgii, mój pierwszy felieton o Brukseli w IPSA24 tylko w ciągu pierwszych kilku godzin przeczytało około 20 tys osób, to dla mnie ogromne wyróżnienie i przyjemność. Przyjemność tym większa, że robię to, co kocham: podróżuję i dzielę się z innymi tym, co mnie zachwyciło. Kilka dni temu ukazały się moje dwa kolejne felietony o unikatowym na światową skalę karnawale w Binche i pierwszy odcinek mniej znanej i pożądanej przez turystów części Francji. Zapraszam do lektury... /felietony pod linkami poniżej/
5 marzec 2016 r.
ANI MRU MRU ...
ANI MRU MRU ...
Polski kabaret zachwycił Polonię od pierwszej minuty. Słynne bezkonkurencyjne skecze: "Alkohimalaiści", "Autograf", "Angielskie wyjście" czy rewelacyjna scenka "Na stacji benzynowej" powodowała nieustanne salwy śmiechu. Czekam na kolejne, nowe pomysły chłopaków z Lublina..;) poniżej pod linkami próbka humoru w wykonaniu Ani Mru Mru :)
4 marzec 2016 r.
JAZZOWY WIECZÓR Z MALOU BEAUVOIR - AMERICAN LADY SINGER
JAZZOWY WIECZÓR Z MALOU BEAUVOIR - AMERICAN LADY SINGER
Ten Klub jazzowy odkryłam w czasie pierwszego spaceru po Brukseli. Niezwykle mnie wówczas zainteresował, ale jak większość jemu podobnych, w ciągu dnia zamknięty, ożywa późnym wieczorem. "The Music Village" na Rue des Pierres 50, tuż koło Grand Place - to jedno z najlepszych miejsc, gdzie mozna posłuchac jazzu w świetnym wydaniu. Ciekawa jest też formuła koncertów, rozpoczynających się zwykle około 21.00 a trwających do północy lub dłużej. Warto dużo wcześniej zamówić stolik, ma się wtedy pewność, że będzie w atrakcyjnym miejscu. Dzisiejsi Artyści w składzie: Malou Beauvoir (vocals), Ivan Paduart (piano), Reggie Washington (bass), Jan de Haas (drums) - zaczęli niezwykle punktualnie, ale co kilka kwadransów robili dłuższe przerwy. Schodzili ze sceny, rozmawiali z publicznością, dosiadali się do stolików. Cały czas po sali krążą też kelnerki, można zamówić wszelkiego rodzaju alkohol, sałatki, przekąski czy po prostu herbatę. Niemal codziennie są koncerty artystów z całego świata. Dzisiejsza wokalistka, to uznana i sławna w Stanach Zjednoczonych gwiazda. /O klubie, koncertach i rezerwacjach więcej w linku poniżej /
29 luty 2016 r.
BOSO PO LODOWATEJ WODZIE CZYLI ... CZEGO SIE NIE ROBI DLA DOBRYCH ZDJĘĆ
BOSO PO LODOWATEJ WODZIE CZYLI ... CZEGO SIE NIE ROBI DLA DOBRYCH ZDJĘĆ
W Mont St Michel są różne atrakcje, ale jedna jest wyjątkowa do bólu...dosłownie...do bólu z zimna. Jak w wielu takich miejscach, organizowane niecodzienne wycieczki z przewodnikiem. Tu też i nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że na wycieczkę na lagunę w czasie odpływu idzie się BEZ BUTÓW... nie jest ważne czy to czerwiec, czy owiewający lodowatym wiatrem luty, tak jak dzisiaj. Przy temperaturze +4, wszyscy uczestnicy z pewną dozą nieśmiałości podwijają spodnie za kolana, pozbywają się obuwia w zamian za piankowe skarpetki rozdawane przez przewodniczkę. Po prostu kalosze są zbyt krótkie a woda, przez którą się przechodzi zbyt głęboka. Ważnym aspektem są mady pozostawione przez odpływ, które niechętnie oddają raz złapane buty ich właścicielom wciągając je zachłannie głębiej i głębiej. Victoria - przesympatyczna przewodniczka poszła jeszcze dalej... jako, że laguna obfituje w ruchome piaski, obserwowaliśmy unikalny pokaz zatapiania i uwalniania się z tych niebezpiecznych miejsc. Na naszych oczach pozwoliła się pochłonąć piaskom do końca ud i udzielając instruktażu demonstrowała sposób uwolnienia się z zasysającego bagna. Nie jest to proste... Nie było również proste uwalnianie zimną wodą stóp i łydek z błota madowego po powrocie na suchy ląd. Przeżycie niezapomniane...:)
27 luty 2016 r.
BRETOŃSKIE SAINT-MALO - NOWA ODSŁONA MIASTA KORSARZY
BRETOŃSKIE SAINT-MALO - NOWA ODSŁONA MIASTA KORSARZY
Z Le Mont Saint Michel - normandzkim "Księciem Przypływów", konkuruje urodą nieopodal położone bretońskie Saint-Malo, znane jako "Miasto Korsarzy". To stąd wypływali piraci pracujący na zlecenie rządu pod przywództwem René Duduay-Trouin, którego pomnik góruje nad murami obronnymi. Saint-Malo ma wszystko, co potrzebne by walczyć o palmę pierwszeństwa wśród turystów. Jest długa, płaska, złota plaża z drewnianymi falochronami, na której na początku przypływu, delikatna warstewka wody tworzy coś w rodzaju lustra, w którym przeglądają się obłoki zatracając granicę pomiędzy niebem a ziemią. Jest też charakterystyczne, sporych rozmiarów Intra-muros czyli centrum miasta z restauracjami, barami, galeriami - otoczone w całości grubym murem obronnym, po którym można spacerować podziwiając przypływy i odpływy. Są malownicze, skaliste wysepki: Petit Bé i Grand Bé na której pochowany jest francuski pisarz François-René de Châteaubriand znany ze swoich "Pamiętników zza grobu" i jest unikat - zachwycający kamienny, ogromny basen na plaży, napełniający się wodą w czasie przypływu, przy niskiej wodzie odsłaniający wieżyczkę do skoków i zapewniający bezpieczną kąpiel plażowiczom. Specjalnością lokalnej kuchni są crepes - francuskie naleśniki z milionem dodatków oraz małże gotowane w cydrze o boskim, delikatnym smaku, którego nie spotkałam nigdzie indziej. Odległość z Brukseli taka jak na Lazurowe Wybrzeże, ale o ile ciekawiej w kwestii smaków, niezwykłych miasteczek i unikatowej przyrody...
27 luty 2016 r.
LE MONT SAINT MICHEL... DIAMENT W KORONIE
LE MONT SAINT MICHEL... DIAMENT W KORONIE
W Normandii czas się mierzy pływami, a ich amplituda dochodzi do kilkunastu metrów i jest największa w Europie. Regularnie dwa razy na dobę woda podnosi się i opada odsłaniając bezkresne plaże i łąki. Najbardziej znanym miejscem, do którego od wieków podążają pielgrzymki, jest opactwo na wysokiej skale: Le Mont Saint Michel. Wprawdzie nie ma już atrakcji w postaci starej grobli, przy której parkowały samochody regularnie zalewane przez bezwzględną wodę ku rozpaczy beztroskich kierowców, ale jest ciekawy projekt przywrócenia opactwu morskiego charakteru. Zbudowana została tama na rzece, regulująca poziom i tempo przepływu wody wypłukującej naniesiony piasek i muł, zaś nowa grobla jest lekką konstrukcją na stalowych wspornikach a mając tylko umowne połączenie, zniża się, pozwalając opactwu przy dużych przypływach stać się znowu wyspą, jak to było przed wiekami. Historii o opactwie jest wiele, najbardziej znane są opowieści o pielgrzymach sprzed wieków, którym udało się przypadkiem trafić na odpływ i dojść do klasztoru. Od mnichów dowiadywali się o niezwykłym cudzie świętego Michała, który spowodował rozstąpienie się wody przed przybyszem, co oczywiście warte jest potężnego datku na rzecz kościoła. Trasa pątników prowadziła przez ruchome piaski wciągające śmiałków próbujących wkraść się niepostrzeżenie poza mury od północnej strony i przez koryto rzeki, a kończyła przejściem przez głębokie mady nieopodal głównej bramy opactwa. Dlatego w średniowieczu mówiono: idziesz do Le Mont Saint Michel - napisz najpierw testament. Nie pisałam testamentu, nie wiedziałam, że trzeba... ale przeżyłam. Korzystając z lokalnego hotelu, mieliśmy dogodną bazę wypadową o różnych porach dnia. Dzisiaj po raz pierwszy widziałam Mont Saint Michel pusty, bez wszechobecnych tłumów, warto wstać nieco wcześniej, by zimowym porankiem móc robić zdjęcia w sprzyjających warunkach.
27 luty 2016 r.
HONFLEUR ZIMĄ KOLOROWE...
HONFLEUR ZIMĄ KOLOROWE...
To moja czwarta wizyta w tej normandzkiej perełce, ale dopiero dzisiaj mogę podziwiać cały urok kolorowych kamienic. W lecie wszystkie restauracje i kawiarnie rozstawiają stoliki, rolety osłaniające klientów od słońca, wiatru czy deszczu przed kamienicami. Nie widać ich pełnej urody. Dziś z zachwytem patrzyłam i zakochałam się na nowo, jeszcze mocniej w tym miejscu. Białe obłoki gonione silnym, lodowatym wiatrem przeglądały się jak w lustrze - w centralnie położonym basenie portu jachtowego otoczonego reprezentacyjną ścianą wysokich, charakterystycznych dla tego regionu kamienic obkładanych grafitowym łupkiem. Tylko śniadanie, czy jak inni mówią "brancz" mnie lekko zdezorientowało, bo za cenę dobrego obiadu, dostałam jajko sadzone na cieniutkim plasterku szynki i kawę...ale za to z widokiem na miasteczko... i chyba głównie to zawierała cena posiłku..:)
27 luty 2016 r.
PONT DE NORMANDIE...
PONT DE NORMANDIE...
Uwielbiam ten most. Wprawdzie zazwyczaj jest tu potworny korek spowodowany punktem poboru opłat - 5.60 euro, w dodatku konieczna jest odliczona kwota w większości bramek, ale widok z wysokości 20 pięter robi wrażenie, a cały most jest po prostu fantastyczny. Rada jest jedna... nie jeździć tędy w szczycie i w lecie gdyż kilometrowe korki zabijają radość podziwiania potęgi tej budowli. Statystyka z Wikipedii: Pont de Normandie - most wantowy w północnej Francji, rozpięty nad bagnistymi rozlewiskami Sekwany. Oddany do użytku w styczniu 1995 roku i połączył dwa miasta: Honfleur i Hawr. Otwarcie: 1995; Wysokość: 215 m Łączna długość: 2 143 m; Rozpoczęcie budowy: 1988; Lokalizacja: Hawr Architekci: Michel Virlogeux, Charles Lavigne, Alain Montois, François Doyelle ... Od siebie mogę dodać, że absolutnie warto się z nim zmierzyć, tym bardziej, że to najkrótsza droga do najpiękniejszego miasteczka Normandii...a może i Francji: Honfleur... /foto by iPhone w czasie jazdy.:)
27 luty 2016 r.
ETRETAT ŚWITEM...
ETRETAT ŚWITEM...
Wyjazd z domu o 3.00, by w ciemnościach, jak najszybciej przejechać pustymi autostradami 400 km i wraz z bladym świtem stanąć na absolutnie pustej plaży Alabastrowego Wybrzeża. Pierwsze międzylądowanie tej wycieczki zaliczone. Oprócz tradycyjnej ścieżki na górę wschodniego klifu prowadzącej prosto z plaży, jest dla wtajemniczonych wąziutka lokalna uliczka prowadząca na szczyt, tuż przy kamiennym kościółku. Momentami jest tak stroma, że w samochodzie można poczuć się jak w kokpicie rakiety w czasie pionowego startu. Wyjazdy zimowe mają ogromną zaletę. Mało komu przychodzi do głowy równie zwariowany pomysł, żeby zamiast w ciepłym łóżku w zimny, lutowy poranek biegać po stumetrowych klifach i kamienistych plażach. A jednak... po chwili pojawił się jeden człowiek z aparatem. Równie zdziwiony naszą obecnością jak my jego... Ale - robiliśmy zdjęcia w symbiozie, bez słów ... nie psując sobie wzajemnie kadrów..:)
24 luty 2016 r.
ILE I KOMU TRZEBA ZAPŁACIĆ, ŻEBY W POWAŻNYM MUZEUM WYSTAWIĆ SWOJE RZEŹBY I ZDJĘCIA ZIEMNIAKÓW?
ILE I KOMU TRZEBA ZAPŁACIĆ, ŻEBY W POWAŻNYM MUZEUM WYSTAWIĆ SWOJE RZEŹBY I ZDJĘCIA ZIEMNIAKÓW?
Ogromny hałas medialny przed wystawą flamandzkiej autorki Agnes Warda w Musee d'Ixells i... wielki niesmak połączony z zażenowaniem, choć przyszlo tysiące ludzi i pod względem frekwencji wystawa odiągnęła niebywały sukces. "Patates&compagnie" - ten tytuł powinien mnie ostrzec, a jednak do końca wierzyłam, że w poważnym muzeum aż takiej wpadki być nie może. A jednak... w szklanych gablotach wyeksponowane ziemniaki, nadnaturalnej wiekości ziemniak z wydrukowaną na kartonie głową autorki, rozpylony w sali z ekspozycją zapach ziemniaków, film o stertach ziemniaków - jako specyficzna, trudna do pojęcia, ale w jakimś stopniu artystyczna wizja. Natomiast absolutnym hitem in minus, były zdjęcia armii krwiożerczych kartofli atakujących i mordujących ludzi w budkach telefonicznych i to już było bardzo ciężko zrozumieć. To była porażka, nie autorki, ale kuratora, że dopuścił do wystawy...którą można oglądać aż do 25 maja 2016.
22 luty 2016 r.
NIE WIEM CZY BARDZIEJ PIĆ CZY MALOWAĆ... CZYLI "PAINT AND WINE WORKSHOP EVENT - BE LIKE GUSTAV KLIMT!...
NIE WIEM CZY BARDZIEJ PIĆ CZY MALOWAĆ... CZYLI
Świetna formuła wymyślona przez utalentowaną malarkę Hanię Ilczyszyn, realizowana w ENO - Atelier u gościnnego właściciela Leonidasa. Tematyczne warsztaty malarskie dla każdego, kto chce spędzić troszkę wolnego czasu w gronie ciekawych ludzi. Dziś był super event. Temat przewodni: Gustav Klimt... a każdemu wyszło coś innego. Hasło: "Paint and wine" i... tworzymy cuda. Każdy zupełnie inaczej podchodzi do tematu. Wyniki na płótnie mniej lub bardziej korespondują z pracami Mistrza, natomiast zabawa jest rewelacyjna, dużo ... bardzo dużo wina. Jak to u "artystów" bo... farby łatwiej się rozprowadzają. To dobrze, bo ostatni raz trzymałam pędzel w podstawówce :) foto Marcin M./ więcej w linku poniżej ...
19 luty 2016 r.
TRIBUTE JACK GRIFFIN
TRIBUTE JACK GRIFFIN
Mialam wielką przyjemność uczestniczyć w The Permanent Representation of Ireland na Rue Froissart w irlandzkiej mszy i spotkaniu ku pamięci żołnierza, ktory zginął kilka miesięcy temu. Uroczystość sama w sobie smutna, bo zmarły pozostawił młodą żonę i trzy małe córeczki ale inny aspekt tego wydarzenia jest niezwykle ciekawy. Podobało mi się to, że każdy z wielu przybyłych zapalił świeczkę, którą pozostawił przy zdjęciu Jacka oddając mu tym samym hołd. Mszę celebrował wojskowy ksiądz. Zdjął po prostu marynarkę od munduru, założył prosty, biały ornat bez ozdób, użył zwykłych srebrnych kielichów. Cała msza była na siedząco. Nikt nie dyrygował nami "powstań, siad". Również komunię podał siedzącej w pierwszym rzędzie wdowie i do ręki każdemu, kto podszedł. W tle sączyła się muzyka: Bridge Over Troubled Water - wspaniałego duetu Simon and Garfunkel i Heal the World Michaela Jacksona. Słowa o zmarłym skierował do jego dzieci. W piękny sposób mówił o tym jak ważnym był człowiekiem i jak ważne rzeczy robił. Myślę, że taką mszę i słowa o zmarłym zapamięta więcej osób, niż polskie silenie się na sacrum, w którym wierni myślami są wszędzie, tylko nie w kościele, biernie uczestnicząc w cotygodniowych obrzędach ze strachu przed ogniem piekielnym. Dzisiaj, po raz pierwszy od wielu lat poczułam, że w tej mszy, choć w obcym języku uczestniczę. Że człowiek w białym ornacie przyszedł dla mnie i stara się mnie przybliżyć do Boga nie udając i nie wmawiając mi, że tym Bogiem jest sam. To było niezwykłe przeżycie, które zapamiętam na zawsze ...
16 luty 2016 r.
WAR AND PEACE THROUGH THE EYES OF DONBAS CHILDREN ... WOJNA I POKÓJ OCZAMI DZIECI Z DONBASU...
 WAR AND PEACE THROUGH THE EYES  OF DONBAS CHILDREN ... WOJNA I POKÓJ OCZAMI DZIECI Z DONBASU...
Poleciały łzy, głos dławił w gardle... Cierniowa korona na głowie dziecka, oczy w barwach Ukrainy wypełnione łzami, kontur rodzimego państwa w duszy... Odwiedziłam niezwykle przejmującą wystawę rysunków ukraińskich dzieci, rozpaczliwie tęskniących za pokojem, za normalnością, za ojczyzną taka, jaka była przed zbrojnym konfliktem. Oprowadzała nas Ukrainka, to niesamowite, że po ćwierć wiekowej przerwie w kontakcie z językiem rosyjskim, rozumiałam absolutnie wszystko. Inaczej też słucha się osoby, która tam się urodziła, mieszkała i musiała uciekać ratując życie niż polityków, oglądających wojnę z sejmowych sal. Film, zdjęcia i rysunki dały obraz ogromu tragedii ludzkiej, rozdzielonych i osieroconych rodzin, zniszczonych talentów, zaginionych i zabitych ludzi. Żałuję, że wystawa jest tylko jednodniowa, myślę, ze powinien ją zobaczyć każdy poseł, dyplomata, generał czy prezydent. Dziś cierpią ludzie na Ukrainie, jutro w Polsce czy w Belgii... nie potrafimy tego przewidzieć... obok zamieszczam rysunek 14 letniej Sofii Sbitnyevej, utalentowanej dziewczyny, którą poznałam na wystawie. /Więcej w linkach poniżej/
15 luty 2016 r.
WYWIAD ...POLSKIE RADIO CZWÓRKA FINAŁ
WYWIAD ...POLSKIE RADIO CZWÓRKA FINAŁ
Dzisiaj dostałam wstępnie zmontowany mój wywiad... w końcu teraz już wiem o czym mówiłam: o początkowych przypadkach, o mistrzach od których się uczyłam, o sprzedaży zdjęć i o tym co lubię fotografować. Pani Justyna posklejała powycinała, skróciła pół godziny do niecałych 10 minut...i jest... aktywny link zamieszczam poniżej /foto: Marcin Michałowski
14 luty 2016 r.
WALENTYNKOWA PODRÓŻ ... JESZCZE DALEJ NIŻ PÓŁNOC...
WALENTYNKOWA PODRÓŻ ... JESZCZE DALEJ NIŻ PÓŁNOC...
"Bienvenue chez les Ch'tis" to świetna francuska komedia o pogardzie, jaką darzą "prawdziwi" Francuzi rodaków mieszkających na obrzeżach państwa. Nie wiedzą jakie tam cuda kryje przyroda. Świętując Walentynki wybraliśmy się na mule w kremowo-śmietanowym sosie do Wimereux, właśnie na tej absolutnej najpółnocniejszej północy Francji. Pogoda zmienna i kapryśna: grad, deszcz i słońce pokazujące się co chwilę, ale tak przepięknych widoków dawno nie widziałam. Klify, szerokie plaże, przeplatane licznymi, pozostałościami po niemieckich umocnieniach tzw. Wału Atlantyckiego z II Wojny Światowej dawały poczucie bycia w wyjątkowo ważnym miejscu. Ciekawe oświetlenie sprawiło, że ziemia i morze wydawały się dużo jaśniejsze niż niebo. Chmury odbijające się w cieniutkiej warstwie wody niczym w lustrze, na kilometrowych plażach tworzyły spektakl jak w kalejdoskopie. Obrazy przepływały nad nami, pod nami...dookoła... Człowiek czuje się taki maleńki gdy pochłania go przestrzeń wirująca wraz z silnym, lodowatym - jak to na północy - wiatrem. Stojąc na urwisku, kilkadziesiąt metrów nad morzem ma się ochotę cytować za Faustem w przepięknym tłumaczeniu Emila Zegadłowicza: "I wtedy mógłbym rzec: trwaj chwilo, o chwilo, jesteś piękną! Czyny dni moich czas przesilą, u wrót wieczności klękną. W przeczuciu szczęścia, w radosnym zachwycie,stanąłem oto już na życia szczycie!" i... wrócić w tym szczęściu do domu, do własnego Domu..:)
12 luty 2016 r.
ŻONA PIANISTY OD POLAŃSKIEGO...
ŻONA PIANISTY OD POLAŃSKIEGO...
Tak mówi o sobie Halina Szpilman, wdowa po Władysławie Szpilmanie. Niezwykła osoba, pomimo dawno ukończonej 80tki zachwyca pamięcią, elokwencją i pogodą ducha.Wspaniałe były jej opowieści o życiu z wybitnym kompozytorem, którego tragiczne przeżycia wojenne były kanwą oskarowego filmu Romana Polańskiego. Sama nie ograniczyła się do bycia tylko żoną znanego człowieka ale dokończyła studia medyczne, została lekarzem reumatologiem, wyjeżdżała za granicę w związku ze swoją pracą. Do tej pory jest czynnym lekarzem i wspaniałą kobietą. Żałuję, że Wieczory Dyskusyjne prowadzone z inicjatywy pani ambasadorowej Grażyny Prawdy mogą nie być kontynuowane ze względu na zakończoną wcześniej kadencję dyplomaty. Mam tylko nadzieję, że następny ambasador i jego żona będą równie otwarci na Polonię belgijską jak obecnie sprawujący tę rolę: Marek i Grażyna Prawda oraz Artur i Joanna Harazim.
10 luty 2016 r.
CUDOWNY BINCHE CARNIVAL
CUDOWNY BINCHE CARNIVAL
Maleńka miejscowość Binche pomiędzy Mons a Charleroi, od XVI wieku jest gospodarzem karnawału, który w 2003 roku został ogłoszony Arcydziełem Ustnego i Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości a w 2008 roku został wpisany na listę niematerialnego dziedzictwa UNESCO. To bardzo poważne tytuły, ale i zabawa jest cudowna. W ostatni dzień karnawału, tzw Mardi Gras, na ulice wychodzą GILLES - mogą nimi być tylko mężczyźni, zamieszkali Binche przynajmniej od pięciu lat. Ich kostiumy to tuniki i spodnie z brązowej juty, ozdobione 150 pomarańczowo - żółtymi dekoracjami: gwiazdami, lwami i koronami. Tuniki wypychane są z przodu i z tyłu sianem a przepasane pasem z miedzianymi dzwoneczkami. Na ramionach mają białe, koronkowe kołnierze ze złotymi frędzlami. Wszyscy noszą charakterystyczne, ciasno przylegające białe czapki zakrywające włosy. Na te czapki nakładany jest kapelusz ze strusich piór w kształcie ogromnej główki czosnku. W koszykach niosą pomarańcze, które rzucają podziwiającym ich ludziom na całej trasie przemarszu. Wcześnie rano w Tłusty Wtorek, czyli Mardi Gras, Gilles nakładają woskowe maski z zielonymi okularami i w towarzystwie werblistów chodzą po mieście, zbierając innych Gilles. Wszyscy idą do Ratusza na wystawny posiłek, gdzie królują ostrygi i szampan. Główna procesja karnawałowa rusza przez miasto po południu, około 15:00. Na trasie trzeba być dużo wcześniej, żeby mieć szansę oglądać te wspaniałości z pierwszego rzędu. W tym roku deszcz był nieustanny i choć wydawało się, że Gilles już nie założą kapeluszy z piórami - pogoda zrobiła dobry uczynek. Deszcz ustał a potężne kapelusze powędrowały na głowy. Głośna muzyka, trąbki, werble, okrzyki... i pomarańcze. Leciutko rzucane do dzieci stojących przy samych barierkach i dużo mocniej w górę do dorosłych. Na całej trasie przemarszu wszystkie okna i szklane drzwi chronione są specjalnymi ramami z metalową siateczką. Przydały się te zabezpieczenia. Setki pomarańczy roztrzaskuje się, rozlewając sok wszędzie. Ulice pachną słodko jak w pomarańczowym gaju. Mnóstwo ludzi odchodzi z torbami i siatkami pełnymi pomarańczy. My również cieszyliśmy się z pachnących łupów. Trzeba dodać, że liczą się tylko te złapane, nie honor podnosić z ziemi. Tamte pozostają, rozgniecione, rozdeptane spływają sokiem i pachną nieziemsko. Wieczorem, kto ma jeszcze siłę, ogląda finałowy taniec na Grand Place i pokaz fajerwerków. Radość z karnawału się kończy. Od środy post... następna taka zabawa za rok...tym razem może w Wenecji...
5 luty 2016 r.
REDAKTORSKI DEBIUT W IPSA24
REDAKTORSKI DEBIUT W IPSA24
Zadebiutowałam na IPSA24 - Informacyjnej Platformie Spotkań Alternatywnych w Belgii: tekstem o inspirującej Brukseli. Miałam cichutką nadzieję, że ktoś przeczyta... i jakie było moje zdziwienie, gdy dostałam informację że po kilku godzinach od emisji - licznik pokazał 20 tysięcy wejść!!! Bardzo się cieszę...:) Poniżej link do artykułu...
24 styczeń 2016 r.
CHARLEROI MIASTO WYMARŁE - PROJEKT NICOLASA BUISSARTA - CHARLEROI ADVENTURE: LOOKING FOR THE UNKNOWN
CHARLEROI MIASTO WYMARŁE - PROJEKT NICOLASA BUISSARTA - CHARLEROI ADVENTURE: LOOKING FOR THE UNKNOWN
Celem wycieczki było Muzeum Fotografii....i faktycznie, jest tam co oglądać. Wiele metrów wystawowych, dobrze wyeksponowane: zdjęcia współczesnych fotografów, bogate kolekcje pierwszych zdjęć, ogromne ilości aparatów od najstarszych, wielkogabarytowych do zminiaturyzowanych, przykładowe atelier fotografa, przez dział zabaw interaktywnych do sklepiku, gdzie można kupić piękne albumy na pamiątkę. A samo miasto... jest przerażające. Dawny sztandarowy ośrodek górnictwa, metalurgii i hut szkła, mekka do której ciągnęły tłumy z całej Europy i nie tylko, jest teraz niebezpieczną, pustą ruiną. To zupełnie inny obraz Belgii. Przestępczość, narkotyki, przemoc. Ani chwilę nie czułam się bezpiecznie. Wyludnione ulice, pozabijane deskami witryny w centrum miasta, zapomniane metalowe konstrukcje, brudno i nieprzyjemnie. Charleroi zaczęło upadać wraz z zamknięciem ostatniej kopalni pod koniec XIX wieku. Od wielu lat uznawane jest za najbrzydsze miasto Europy. Jest tam tak depresyjnie, że notowane są najwyższe wskaźniki samobójstw. Nicolas Buissart artysta tam mieszkający, na przekór wszystkiemu stworzył autorski projekt "CHARLEROI ADVENTURE: LOOKING FOR THE UNKNOWN". Podczas wyprawy z Nicolasem, można przejść się "najbardziej dołującą ulicą świata", poczuć prawdziwy klimat miasta, wejść do stacji niewidzialnego metra, znanego jako metro-widmo, ponieważ po tych torach nie przejechał żaden pociąg. Inną atrakcją jest obejrzenie domu matki słynnego malarza surrealisty Rene Magritte'a, w którym mieszkała zanim utopiła się w kanale a także dom, w którym seryjny morderca Marc Dutroux więził swoje ofiary.Te niesamowite miejsca okraszone opowieściami, tworzą oryginalny obraz miasta... może warto zobaczyć coś innego? więcej w linkach poniżej...
23 styczeń 2016 r.
ILE POLITYKI W KULTURZE, ILE KULTURY W POLITYCE?
ILE POLITYKI W KULTURZE, ILE KULTURY W POLITYCE?
Nietypowo, jak na tradycje Wieczorów Dyskusyjnych - bo w sobotę - w salonach ambasady odbyło się spotkanie z Iloną Łepkowską słynną scenarzystką najpopularniejszych w Polsce seriali i jej partnerem Czesławem Bieleckim architektem, politykiem, posłem - autorem kontrowersyjnego projektu budynku Telewizji Polskiej w Warszawie. Całe spotkanie, nie powalające w swojej treści ani w formie poprowadziła dziennikarka i publicystka Dominika Cosic. Było o sposobach finansowania kultury, kierunkach i trendach polityki kulturalnej państwa w kontekście ostatnich wydarzeń bojkotu teatru we Wrocławiu ze względu na doniesienia o elementach nagości w spektaklu. Generalnie być może przez koniec tygodnia albo przez późną porę, ani goście ani prowadząca nie błyszczeli. Mam nadzieje, ze seriale pani Ilony są bardziej interesujące, bo tu powiało lekką nudą.
22 styczeń 2016 r.
O TYM JAK UMARŁAM NAGLE...
O TYM JAK UMARŁAM NAGLE...
W czasie pisania na Facebooku, nagle wszystko się zmieniło. Pojawił sie napis: "WERYFIKACJA KONTA"... no i się zaczęło, a właściwie ... skończyło! Nie mam konta na Fb, czyli prawdopodobnie nie istnieję :( Pierwsze uczucie niedowierzania, ustąpiło miejsca zdenerwowaniu, potem zrezygnowaniu a co najdziwniejsze - na koniec pojawiła się nawet ulga, że nareszcie koniec z uzależnieniem, że zyskałam mnóstwo czasu. Tylko w głowie kłębowisko myśli, gorączkowe szacowanie: co miałam tam ważnego, czego się nie da odzyskać... Okazuje się, że najłatwiej odzyskać znajomych. Znam wszystkich osobiście, wszystkich pamiętam, więc z tym jest najmniejszy problem. Niestety, najbardziej mi brakuje adresów wielu galerii, ciekawych miejsc - i to zapewne jest nie do odzyskania. Mam żal do Fb, że mój koniec nastąpił bez ostrzeżenia, tak nagle, jak uderzenie pioruna. Ale... mogę autorytatywnie stwierdzić, że życie bez Facebooka ISTNIEJE... NAPRAWDĘ :)
16 styczeń 2016 r.
RIVER JAZZ FESTIVAL 2016
RIVER JAZZ FESTIVAL 2016
R E W E L A C J A ... to pierwsze słowo, jakie się nasuwa po koncercie Tutu Puoane w Jazz Station na Chaussee de Louvain 193. Świetne miejsce, niezwykle klimatyczne. Dawny miejski dworzec kolejowy, ze świetną akustyką, ciekawie zaarażowany. Kolejna brukselska perełka, odkryta przypadkiem. Cały występ to uczta, wspaniały wokal i towarzyszący zespół: fortepian, saxofon, kontrabas i perkusja, tworzyły coś niepowtarzalnego, coś ulotnego i jednocześnie wpadającego w pamięć na zawsze. Jazz zawsze był mi bliski, ale dziś zakochałam się bez pamięci... Beatko, dziękuję ...:) /więcej w linkach poniżej/
14 styczeń 2016 r.
PING PONG
PING PONG
W galerii Ping Pong na rue Saint-Georges 74 zapowiadana była na dzisiaj wystawa FAR AWAY SO CLOSE. Nie wiedzialam czego się spodziewać... myślałam o wielu możliwościach, ale nie o tym co zastałam. Białe i kolorowe bukiety kwiatów z masy plastycznej, w cenach od 900 do 1300 euro, robiły wrażenie, niestety, tylko ceną. Prace drugiej autorki, tytułowe "far away..." to pięć obrazów, przedstawiających transcendentalną wizję tego, co nas otacza. I o ile zamysł był bardzo interesujący, to według mnie, bardzo nieestetyczna ekspozycja mocno degradowała prace. Nie spodziewałam się, że profesjonalizm Artystek będzie polegał na przypięciu pinezkami do ściany dwóch oddzielnych kartonów, z jakich się składała główna praca. Byłam nieco zażenowana przez taki wybór prezentacji, a przez to nie czułam się oczekiwanym odbiorcą. :( o galerii, w linku poniżej ...
13 styczeń 2016 r.
MUSEES ROYAUX D'ART ET D'HISTOIRE BRUXELLES
MUSEES ROYAUX D'ART ET D'HISTOIRE BRUXELLES
Muzeum Historii w Parku Cinquantenaire zwykle jest pomijane. Tuż obok jest Muzeum Wojska i wspaniałe Muzeum Samochodów, do których często się zagląda. To, co nas dziś przyciągnęło, to Sarkofagi. Wystawa jest poświęcona rytuałom pogrzebowym w starożytnym Egipcie, w 12 salach, symbolizujących 12 godzin nocy, w czasie których słońce przebywa drogę od wschodu do zachodu. Rytuały, zwyczaje pogrzebowe, symbole i ciekawe, interaktywne prezentacje pokazujące sposoby mumifikacji niezwykle przybliżają ten temat. Nowością jest wydzielony, oszklony pokój, w którym na żywo, niczym w Big Brother można zobaczyć żmudne prace konserwacyjne wykonywane przez włoskich naukowców i studentów. Ze stałych ekspozycji muzealnych najbardziej zachwyciła mnie kolekcja XIV-XV wiecznego szkła prezentowana w gablotach w przepięknych krużgankach. Więcej o muzeum w linku poniżej...
9 styczeń 2016 r.
KARAOKE DLA WOŚP W "KWIECIE EUROPY"
KARAOKE DLA WOŚP W
Dzisiejsze spotkanie w Kwiecie Europy (rue de Treves 34, przy Pl. Luksemburskim) u Pani Basi miało wysoce szczytny cel... wspólnie wznieśliśmy toast za Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy a przy okazji, każdy wrzucił do puszki jakieś papierkowe euro. Najlepsza zabawa się rozpoczęła przy karaoke. Okazuje się, że Polacy mają mnóstwo talentów. Na co dzień są pracownikami unijnych instytucji a wieczorem potrafią profesjonalnie zaśpiewać Cykady na Cykladach, Małgośkę czy najlepsze przeboje Erosa Ramazzottiego. Ale co ciekawe, wszyscy najlepiej bawili się śpiewając po flamandzku wraz z jedynym flamandzkojęzycznym uczestnikiem, z wdziękiem kalecząc ten trudny język: "Hou me vast, 'k leg m'n hoofd lief op je schouder, hou me vast..." Cudowni, weseli ludzie. Od przesympatycznego młodego człowieka, dowiedziałam się mnóstwo ciekawych rzeczy o Belgii, już sprawdziłam, że w Binche niedaleko Charleroi jest 7-9 lutego wspaniały karnawał, gdzie paradujący w kolorowych strojach i potężnych białych czapach mieszkańcy - rzucają w widzów pomarańczami. To wszystko jest niezwykle ekscytujące. Po takich spotkaniach człowiek jest naładowany dobrą energią na długi czas. Z niecierpliwością czekam na kolejną taką super zabawę :) dopisek z dn. 12.01.16 - zebrano prawie 2 tys euro..:)
6 styczeń 2016 r.
PIERWSZE SPOTKANIE W NOWYM ROKU...
PIERWSZE SPOTKANIE W NOWYM ROKU...
Skrzynka szampana i 7 kobiet. To musiało się udać... i udało się. Mnóstwo śmiechu, milion tematów, poważnych i mniej poważnych jak choćby tajemnicza sprawa GBS-ów, a czas jakby zwariował: prawie sześć godzin minęło jak chwilka ... Kolejne spotkania już zaplanowane co dwa tygodnie. Dziękuję Wam Brukselki :)
3 styczeń 2016 r.
WYWIAD - POLSKIE RADIO CZWÓRKA...
WYWIAD - POLSKIE RADIO CZWÓRKA...
Najpierw duma, że ktoś mnie zauważył, że redaktorka przyleciała aż do Brukseli, a później wszechogarniający stres, zatrzymujący słowa w ustach. Chciałam opowiedzieć o obrazach jakie zatrzymuję, o ludziach, którzy mieli na mnie ogromny wpływ, o miejscach, które zachwycają i które warto pokazać innym... nawet nie pamiętam co udało mi się powiedzieć i o czym... niestety, nie umiem być medialna, jeszcze nie dziś... Z coraz większym niepokojem czekam na emisję wywiadu w radio. Odsłucham i... chyba schowam się do szafy..:)
2 styczeń 2016 r.
LILLE - ROUBAIX
LILLE - ROUBAIX
Dawno nie wyjeżdżaliśmy...wczoraj wieczorem noworoczny powrót z Paryża a dziś w drugą stronę, na zimną północ Francji do stolicy Nord-Pas-de-Calais - Lille. Słynne z rewelacyjnej komedii: "Bienvenue chez les Ch'tis" z polskim tytułem: "Jeszcze dalej niż Północ". Szał zakupów w outletowym miasteczku Roubaix. Wyprzedaże faktycznie znaczne i wybór również ogromny. 50% to nie tylko oferta na kilka produktów, ale na cały asortyment. Warto..:) Ale najbardziej podobał mi się punkt drobnych poprawek krawieckich, gdzie na miejscu, od ręki można skrócić, spodnie, rękawy itd. Tam zainteresowała mnie wystawa około 20 starutkich maszyn krawieckich. Sama mam taką ponad 120-letnią sprawną, maleńką, pięknie zdobioną maszynę więc widok tylu "sióstr" absolutnie mnie zachwycił..:)
31 grudzień 2015 r.
2016 NAJLEPSZEGO ..:)
2016 NAJLEPSZEGO ..:)
Od zawsze uważany za najbardziej romantyczne miasto, marzenie wielu ludzi, powitać Nowy Rok w Paryżu... Owszem, dlaczego nie? Hotel zamówiony już dawno, parking tuż obok, co jest bardzo rzadkie w tym mieście. Blisko do wieży, z bardzo dobrym dojazdem. Ale nam trzeba czegoś więcej niż nocy spędzonej z szampanem. Wyjazd o 3.00 nad ranem, żeby po trzech godzinach zobaczyć sylwestrowy Paryż pusty, przygotowujący się do szalonej nocy. Wieża jeszcze spała, nieoświetlona, sprawdzana przez policję, otoczona milionem płotków powoli dawała się oświetlać wschodzącemu słońcu. Ożyła, gdy żółta kula wyłoniła się zza Ecole Millitaire na końcu Pól Marsowych. Nagle, ze wszystkich stron zaczęły nadjeżdżać japońskie wycieczki, zrobiło się tłoczno ... czas na śniadanie. Później było już tradycyjnie i przewidywalnie. Daliśmy się ponieść tłumowi przez Pola Elizejskie wzdłuż Jarmarku Noworocznego do ogromnego diabelskiego koła, gdzie za 12 euro od osoby, można się przejechać dwa(!) obroty. Teraz rozumiem, dlaczego nie było kolejki do tej wątpliwej atrakcji. Wydaje się, ze po listopadowych zamachach Paryż żyje normalnie, ale to raczej złudzenie. Zapełnione zwykle do ostatniego miejsca stoliki przed restauracjami i kawiarniami stoją puste, czasem w ogóle ich nie ma. Wszyscy, my również wchodziliśmy do środka, żeby zjeść obiad czy sylwestrową kolację. Tłum w centrum jest raczej japońsko-amerykański niż francuski, co widać po wielkości tabletów używanych do robienia zdjęć. Samo powitanie Nowego Roku było dość ograniczone. Nie było żadnych fajerwerków, natomiast bardzo podobała mi się przyjazna, radosna atmosfera i pokaz świateł na Łuku Tryumfalnym, przedstawiający sceny z życia Francji. Było spokojnie, bez żadnych ekscesów, w szczelnym kordonie policji i wojska. Smutno tak...porównując nie tak dawny wspaniały pokaz sylwestrowych sztucznych ogni nad rzymskim coloseum, chce się wołać - dawna, szalona Europo...wróć!!!
26 grudzień 2015 r.
AACHEN I MONSCHAU ... NIEMIECKIE JARMAKI ŚWIĄTECZNE.
AACHEN I MONSCHAU ... NIEMIECKIE JARMAKI ŚWIĄTECZNE.
To moja pierwsza wizyta w Aachen /Akwizgran/. Świetnie się stało, że mając świątecznych gości, można było tam pojechać. W czasie drogi, internet był głównym źródłem informacji o Karolu Wielkim, jego dążeniach imperialnych, bezkompromisowości i skuteczności. Najwspanialszym zabytkiem Aachen jest Katedra ze wspaniałą Kaplicą Pałacową przerobioną z Pałacu cesarza. Tam też znajdują się szczątki Karola Wielkiego w złotym relikwiarzu. Tam odbywały się koronacje 31 królów i tam złożone są "Wielkie Relikwie Akwizgrańskie" - cel pielgrzymek: pieluszki i przepaska biodrowa Chrystusa, szata Matki Boskiej i chusta, w którą owinięta została głowa św. Jana Chrzciciela. W ogóle ... katedra ta sprawia niesamowite wrażenie, w 1978 została wpisana na listę dziedzictwa kulturowego UNESCO jako pierwszy obiekt na terenie Niemiec, a zarazem jeden z trzech pierwszych w Europie. Jeżeli ktoś pyta czy warto tam pojechać?... Odpowiadam: warto, warto,po trzykroć warto..:) Drugim celem było przepiękne miasteczko Monschau na granicy niemiecko-belgijskiej, malowniczo położone w głębokiej dolinie rzeki Rur, w Nadrenii Północnej-Westfalii. Mam nadzieję, ze Gościom podobała się dzisiejsza wycieczka a Monschau opisywałam w ubiegłym roku, zachwycona pruskim murem i położeniem miasteczka. Więcej w linkach poniżej...
24 grudzień 2015 r.
CHRISTMAS EVE...
CHRISTMAS EVE...
Wigilia ... Długie przygotowania, ale i dużo rąk do pomocy. W fajnym gronie świetnie się lepi uszka, robi ciasto marchewkowe i szarlotkę. Sałatka wspólnie krojona w salonie, przy światełkach dopiero co ubranej choinki, smakuje najlepiej na świecie. Ponad 3,5 metrowe drzewko wydaje się być małe przy tej wysokości sufitu, jednak dumnie się prezentuje ustrojone w kolorowe bombki i łańcuch zrobiony własnoręcznie przez nas wszystkich w poprzednim roku. Jeszcze tylko barszcz i kompot z suszonych owoców i zasiadamy. Nie będziemy w pochmurnej, deszczowej Brukseli czekać na pierwszą gwiazdkę. Zapalimy własną, przywiezioną w ubiegłym roku z bożonarodzeniowego jarmarku w niemieckim Monschau. Ewangelia czytana w nowoczesny sposób, z Biblii w komórce, opłatek i... zaczynamy świętowanie. Lubię ten czas. Czas na prace kuchenne ale i na relaks, czas na rozmowy, na uśmiechy, na opowieści, czas bez telewizora, bez zaglądania do internetu. Czas dla najbliższych bez pośpiechu, bez nerwów. Czas ogrzewania duszy... Mamy takie Święta, na jakie zapracowaliśmy sami, całą swoją postawą, całym życiem. Są takie jak my, dobre, ciepłe, wesołe... albo inne... Jesli ktoś nie jest zadowolony ze swoich świąt, niech sobie uświadomi, że problem tkwi w nim samym. Wielu ludzi nie potrafi żyć bez wtrącania się do życia innych, bez kontrolowania, sterowania i mentalnej manipulacji. Roją sobie w głowach wymyślone scenariusze, które nigdy im się nie sprawdzą, Przez co ... są głęboko nieszczęśliwi. A wystarczy zająć się swoim, i tylko swoim życiem. Schować złe emocje i po prostu uśmiechnąć się do przyjaciół, a co ważniejsze i do wrogów. Świat odpowie uśmiechem. Wesołych Świąt ...
23 grudzień 2015 r.
ILUMINACJE ŚWIĄTECZNE
ILUMINACJE ŚWIĄTECZNE
Tłumy ludzi na Grand-Place w Brukseli oglądają cowieczorny pokaz świateł. Na Place de la Monnaie zainstalowano lodowisko. Jest muzyka, kolorowe światła i czerwone łyżwy dla wszystkich. Powiększył się tez w tym roku kiermasz bożonarodzeniowy. Rozpoczyna się dookoła Bozaru i ciągnie się oświetlonymi uliczkami przez Place Sainte Catherine do Marche aux Poissons Vismet gdzie nad basenami obu fontann rozłożono podesty powiększając znacznie powierzchnię kiermaszu. Co ciekawe, nowością jest "ULICZKA TUNEZYJSKA"(!!!), gdzie Arabowie sprzedają swoje cudeńka aktywnie uczestnicząc w chrześćjańskich, bożonarodzeniowych tradycjach. Ogromny diabelski młyn jest wisienką na torcie, wznosząc chętnych wysoko, ponad dachami. Oświetlona Bruksela robi wrażenie.
10 grudzień 2015 r.
Kenna w Bxl
Kenna w Bxl
Geniusz minimalizmu... Michael Kenna w GALERIE BOX w Brukseli był wczoraj wieczorem wernisaż. Chciałabym, żeby kiedyś mnie było stać na kupno jego prac. Ot tak, na gwiazdkę ... Lekko pozazdrościłam młodej dziewczynie, która od razu kupiła dwie jego prace. Będą się świetnie prezentowały na domowej ścianie :)
10 grudzień 2015 r.
LEKARZ
LEKARZ
Konieczna była wizyta u tutejszego lekarza. Jakże odmienne mam teraz doświadczenie. Duża, secesyjnie urządzona poczekalnia, gazety w wielu językach, aby każdy czuł się jak u siebie. Szalenie miły, elegancki pan doktor wychodzi po każdego pacjenta, wita się, przedstawia i zaprasza do gabinetu. Gabinet ogromny, dwuczęściowy. Połączony z pokojem badań. Wyposażony w różne akcesoria obecnej medycyny jak np. aparat ekg i inne... Pan doktor ma ogromną zaletę bo umie słuchać. Dopytuje się istotnych dla wywiadu szczegółów. Bada, sprawdza... jest przy tym ujmująco grzeczny i profesjonalny. Na koniec wypisuje recepty i rachunek. Tłumaczy co zrobić, jeśli nie pomogą lekarstwa. Mam natychmiast do niego dzwonić. A ja... od razu czuję się lepiej. Czuje się zaopiekowana i bezpieczna.
7 grudzień 2015 r.
WIGILIA W AMBASADZIE ...
WIGILIA  W AMBASADZIE ...
Było dużo ludzi, były kolędy - nawet w czterech językach, ale nie było opłatka ani życzeń. Ot takie spotkanie w miłym gronie przy bardzo dobrym jedzeniu słynnego kucharza brukselskiej ambasady - pana Tomasza Dudy. Zaserwował rewelacyjny bigos, pierogi, pieczoną makrelę, sandacza, był także kulebiak nadziewany kapustą i ... łososiem. Było wiele różnych sałatek w tym jedna przepyszna: połączenie krewetek i czerwonego buraka z różnymi dodatkami. Świetnie komponowało się z nią wyborne białe wino. Na koniec na stół zawitała pieczona flądra i ciasta. Zapachy, smaki ... nierozerwalnie wiążą się z magią świąt. Wartością dodaną było preludium piątkowego babskiego spotkania. Byłyśmy prawie wszystkie. Bardzo lubię i cenię moje brukselskie koleżanki. W czasie naszych cyklicznych spotkań, każda dodaje coś niezwykłego od siebie. Jestem szczęściarą, że spotkałam Je na swojej drodze i bardzo czekam na kolejne nasze spotkania. Wesołych Świąt po raz pierwszy :)
6 grudzień 2015 r.
LUDZIE BEZ STRACHU ... CZYLI WOJCIECH JAGIELSKI I ARTUR DOMOSŁAWSKI NA WYCIĄGNIĘCIE RĘKI...
LUDZIE BEZ STRACHU ... CZYLI WOJCIECH JAGIELSKI I ARTUR DOMOSŁAWSKI NA WYCIĄGNIĘCIE RĘKI...
Ostatnie w tym roku spotkanie w ambasadzie... Zawsze chciałam poznać Wojciecha Jagielskiego. Jest wokół niego aura tajemniczości ... jak wokół większości korespondentów wojennych. Dziennikarz, publicysta, pisarz ... przez wiele lat czytalam jego reportaże z Afryki i Azji ale dopiero gdy głośno zrobiło się o książce "Miłość z kamienia", którą napisała z pozycji partnerki korespondenta wojennego jego żona, o faktach, które zaprowadziły ją do szpitala z objawami stresu bojowego - mocniej zaczęłam się zastanawiać nad tym jaki wplyw ma wojna na ludzi. Nawet tych, będących tysiące kilometrów od niej. Natomiast Artur Domosławski - znany szerzej po procesie dotyczącym jego książki: "Kapuściński non-fiction", w której odbrązowił znanego reportażystę, opowiadał o swoich relacjach z mistrzem, a także o bliskich spotkaniach z czlonkami Świetlistego Szlaku i terrorze jaki panuje w Ameryce Łacińskiej. Tematy trudne, jak na czas przedświąteczny, ale w kontekście ostatnich wydarzeń terrorystycznych w Europie, niestety coraz bliższe...
4 grudzień 2015 r.
BARBÓRKOWO...
BARBÓRKOWO...
Bardzo dziękuję wszystkim za cudne życzenia. Telefony, smsy, maile i serdeczne słowa f2f... jest mi bardzo miło... DZIĘKUJĘ :)
28 listopad 2015 r.
POLISZ IWENT W AMERYKAŃSKIEJ BAZIE WOJSKOWEJ
POLISZ IWENT W AMERYKAŃSKIEJ BAZIE WOJSKOWEJ
Miałam okazję kolejny raz poznać od środka amerykańską bazę SHAPE niedaleko Brukseli. SHAPE to Supreme Headquarters Allied Powers Europe - Naczelne Dowództwo Sojuszniczych Sił Europy. Pracuje tu prawie setka Polaków, są bardzo zżyci i świetnie zorganizowani. Razem z ich rodzinami i znajomymi stanowiliśmy pokaźną polskojęzyczną armię. Dziś odbywał się niemiecki bożonarodzeniowy jarmark z milionem ozdób choinkowych, grzanym winem, tradycyjnymi wurstami i rękodziełem na wielu stoiskach. A wieczorem bawiliśmy się na imprezie andrzejkowej. Byłam pod wielkim wrażeniem: ogromna sala, pięknie nakryte stoły, wyborne potrawy i super zabawa do rana przeplatana tradycyjnym laniem wosku i innymi ludowymi zabawami. W miłym towarzystwie szybko mija czas. Długą noc należało długo odsypiać a hotel na terenie bazy okazał się bardzo wygodny. Tylko niedziela jakoś tak bardzo szybko minęła ... a może mi się tylko wydawało :)
22 listopad 2015 r.
HAGA - UCIEKAJĄC Z OBLĘŻONEJ BRUKSELI
HAGA - UCIEKAJĄC Z OBLĘŻONEJ BRUKSELI
Myślałam, że w Holandii najpiękniejszy jest Amsterdam. Dziś zmieniłam zdanie... Haga jest szalenie ciekawym miastem o wielu twarzach. Łączy rozmach szklanych domów z elegancją przepięknych kamienic i kurortu nadmorskiego. Gdyby nie ulewa, grad i urywający głowę wiatr,wycieczka byłaby zapewne przyjemniejsza, aczkolwiek bez względu jaka jest pogoda przydał się psychiczny odpoczynek od informacji o zamachach, islamistach, zamkniętym metrze, policyjnych obławach... tu jest spokojnie...
21 listopad 2015 r.
HIGH ALERT IN BRUSSELS
HIGH ALERT IN BRUSSELS
Rząd belgijski zwrócił sie się do mieszkańców w Brukseli aby dzisiaj pozostać w domach! W centrum, w okolicach Grande Place rozstawieni zostali snajperzy. Wojsko i policja patroluje miasto. Rzecznik sztabu antykryzysowego mówi, że im mniej cywili na ulicach tym bezpieczniej, ponieważ władza nie jest w stanie zapewnić bezpieczeństwa wszystkim. Metro i większość komunikacji miejskiej nie jeździ, wszystko jest pozamykane. Ulice są niemal puste co przy padającym non stop deszczu, robi przygnębiające wrażenie. W dzielnicy Moleenbek - 4 kilometry od mojego mieszkania, znaleziono wczoraj wieczorem dużą ilość materiałów wybuchowych. Rząd oświadczył, że każde mieszkanie bez wyjątków, będzie przeszukiwane przez policję. Stan High Alert miał trać do niedzieli, do godz 15.00 ale ostatnie doniesienia są inne. Taki stan może trwać tyle, ile będzie to konieczne.
21 listopad 2015 r.
KONGRES ... CZYLI BABY BABOM
KONGRES ... CZYLI BABY BABOM
W Brukseli stan gotowości, metro zamknięte,wojsko i policja na ulicach, ale w ambasadzie RP jesteśmy bezpieczni. Odbywa się właśnie Brukselski Kongres Kobiet. Tematy są niezwykle ważne, kobiety uczestniczące w panelach znakomite ale największe wzięcie ma premier Jerzy Buzek. Niezwykły człowiek ...
13 listopad 2015 r.
POWRÓT Z RZYMU W CIENIU PARYŻA
POWRÓT Z RZYMU W CIENIU PARYŻA
Bałam się na lotnisku Fiumicino, bardzo się bałam w czasie lotu... to, co się stało w Paryżu, odebrało jakąkolwiek radość, spotęgowało strach do niebotycznych rozmiarów. W sześciu miejscach miasta, skoordynowane zamachy na cywilną ludność, egzekucja setki ludzi na koncercie w klubie muzycznym, strzelanie z samochodu do siedzących w restauracjach, samobójcze wysadzenia ... bilans na dziś - 140 osób zabitych, prawie setka w stanie krytycznym, wielu rannych. Do masakry przyznała się ISIS. "Francja znajduje się w stanie wojny" - powiedział prezydent Francji Francois Hollande. Trudno o tym pisać, media, internet huczą, a ludzie po prostu się boją. I o to chodzi terrorystom... /więcej w artykułach poniżej/
13 listopad 2015 r.
VESPA
VESPA
Rzymskie zabytki i ciekawe miejsca są opisane miliony razy, Kapitol, Coloseum, Forum Romanum, Watykan itd. Każdy zna i nie ma potrzeby opisywania po raz kolejny ale jest coś, co kojarzy się natychmiast z Włochami i oczywiście z Rzymem - to Vespa. W przyszłym roku kończy 70 lat. Nieprzerwanie od 1946 roku z fabryki firmy Piaggio przez te wszystkie lata zjechało 39 modeli. Najbardziej spopularyzowali skutery Audrey Hepburn i Gregory Peck w Rzymskich Wakacjach Williama Wylera. Popularność Vespy była i jest ogromna, próbowała z tym walczyć firma Lambretta wypuszczając swój model skutera, ale jak wiadomo, nie wytrzymała konkurencji. Vespy były i są symbolem Włoch jak pizza i gelato..;) Mogę polecić Muzeum Vespy na Via Cavour 302 00184 ROMA. Warto tam wypożyczyć skuter czy maleńkiego fiacika 500 tak, aby poczuć się typowym Rzymianinem choć przez chwilę... /poniżej link do wypożyczalni/
10 listopad 2015 r.
RZYM ... ŁADOWANIE AKUMULATORÓW
RZYM ... ŁADOWANIE AKUMULATORÓW
Każdy ma swoje ukochane miejsce. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Wiele lat temu przyjechałam tu po raz pierwszy z obawą, że tłum, że gorąco, że kolejki do wszystkich ciekawych miejsc. Tak... właśnie tak było. Spędziłam tam wtedy osiem dni i nie chciałam wyjeżdżać. Nie przeszkadzało mi nic. Ani pielgrzymi chodzący za przewodnikiem w stadzie, ani nieład jaki zostawiają po sobie, ani ścisk w metrze gdy do wagoniku wejdą wycieczki z trzech autokarów. Wiedziałam, że będę tu wracać jak najczęściej i staram się to robić... Mam tu swoje ulubione miejsca, swoje knajpki na Trastevere, do których zawsze chodzę, swoje ulubione smaki, kawiarenkę przy Panteonie w której barman wita po polsku, sklepy w których kupuję kolejne buty... Wiem też, jak omijać kolejki do Bazyliki, co bardzo się teraz przydało, gdy oprowadzałam przyjaciół. Mam nadzieję, że udało mi się pokazać Im taki Rzym, jaki kocham i mam cichą nadzieję, że tu wrócą..:)
6 listopad 2015 r.
BUKARESZT CZYLI MIASTO ZDEWASTOWANE - PODSUMOWANIE ...
BUKARESZT CZYLI MIASTO ZDEWASTOWANE - PODSUMOWANIE ...
Czy chcę tam wrócić? Oczywiście, ale nie do stolicy. Przeraził mnie ten wszechobecny brud, niewyobrażalne zaniedbanie i nonszalancja. Przed przyjazdem słyszałam, że to kraj kontrastów. Szukałam tych kontrastów. Wydawało mi się, że polegają na zestawieniu potężnych, pięknych niegdyś pałaców z budynkami w ruinie. Tak ... ale to nie wszystko. Największe kontrasty są w mentalności ludzi. Wydaje się, że naród nie wyrósł z czasów słusznie minionych, choć minęło ponad 25 lat od egzekucji Ceausescu i jego żony Eleny. To, co obserwowałam z okien hotelu, przypomina nieco tamte czasy ... ludzie swoją masą naciskają na rządzących, następują zmiany i ... i nic... Oni po prostu nie wiedzą co dalej. Chcą, żeby "ktoś coś zrobił" nie zmieniając nic w sobie samym. Miasto, kondycja państwa jest w ruinie. Jest wszechobecna bieda, brud i korupcja. Pojęcie "wolnego rynku" jest tylko usankcjonowaniem oszukiwania. Czułam się oszukiwana i wykorzystywana na każdym kroku: poziomem usług, absolutnym brakiem jakości, niemożliwością skorzystania z tego, za co zapłaciłam. To ogólniki a teraz przykłady z bardzo krótkiego pobytu: taksówkarz zażądał dwukrotnej ceny niż zwyczajowo płaci sie za przejazd z lotniska do centrum, w pokoju hotelowym miało być jacuzzi i było, tyle, że dysze pluły brudem i rdzą, szklanka w hotelu pomimo, iż owinięta w foliowy woreczek - miała zaschnięty cukier na dnie, windziarz hotelowy niemal siłą zabrał moją maleńką walizeczkę, przeniósł ją dwa metry do pokoju i dotąd opowiadał mi ile mam programów rumuńskiej telewizji, aż dałam mu kasę, na którą wcale nie załużył, dzienny bilet na metro przestał działać po drugim przejeździe, chodniki były tak pełne dziur, że momentami nie można było iść a zaowocowało to skręceniem kostki, na zestaw klasyczny z McChickenem w McD czekałam ponad 20 min - taka jest jakość obsługi. Hitem rumuńskim jest zakaz (!) wrzucania zużytego papieru toaletowego do muszli. Służą do tego ... kosze(!) Wszędzie nalepione są instrukcje takie jak na zamieszczonym zdjęciu i wszystkie publiczne toalety są upstrzone tym zużytym papierem. Dziwny to kraj. Siła korupcji jest tak ogromna i tak zakorzeniona, iż wydaje mi się, że "załatwiają" chleb, zamiast go po prostu kupić... Boję się, że wszyscy: dziennikarze, politycy innych krajów i biznesmeni mają wypaczone zdanie na temat tego, jak wygląda życie Rumunii. Są wożeni służbowymi autami do najlepszych restauracji, mieszkają w najlepszym hotelu. Nie wchodzą do metra z tłumem, nie zaglądają na przedmieścia czy nawet za mur parku przy Parlamencie. Ja to zrobiłam i mam zapewne minimalne, ale mam - prawo do opowiedzenia o tym, co widziałam. Nigdy jeszcze nie czułam tak ogromnej ulgi lądując w Domu...
3 listopad 2015 r.
JAK OBALIŁAM RZĄD I PAPIEŻA...
JAK OBALIŁAM RZĄD I PAPIEŻA...
Gdy w 2013r. leciałam do Rzymu w czasie walentynkowym - Papież Benedykt XVI abdykował. Miesiąc później znów leciałam do Rzymu, trwało właśnie konklawe, nie miałam zamiaru wchodzić w tłum, tym bardziej, ze zapowiadały się długie obrady. Stało się inaczej... gdy szłam pod prąd via Conciliazione w stronę Bazyliki św Piotra, słyszałam różne opinie: najpoważniejszym kandydatem dla Włochów mających już dość obcych w Watykanie był Angelo Scola arcybiskup Mediolanu i z niego cieszyliby się wszyscy. Wchodząc na plac - usłyszałam pomruk tłumu, pojawił się biały dym nad Kaplicą Sekstyńską... Jest nowy papież, ale dopiero za chwilę wyszedł na balkon i nie spodziewający się takiego obrotu sprawy tłum jęknął z zawodem. Zamiast Mediolańczyka, pojawił się Kardynał Jorge Mario Bergoglio - nowy papież Franciszek... Teraz przyleciałam do Bukaresztu kilka dni po tragedii w dyskotece, gdzie w płomieniach zginęło ponad 30 młodych ludzi. To wydarzenie było jak zapalnik. Ludzie gromadzili się w historycznym miejscu, gdzie w 1989r w czasie ich krwawej rewolucji opancerzony wóz wjechał w tłum i wraz innymi, zginął francuski dziennikarz Jean Louis Calderon. To miejsce miało i ma dla Rumunów niezwykłe znaczenie. Wydawało się, że wtedy wygrali, czas pokazał, że zmieniły się tylko osoby na szczycie. Bieda, dewastacja, ubóstwo sięgnęło dna a co za tym idzie - frustracja i rozgoryczenie zenitu. Wszystko obserwowałam z poziomu chodnika i z balkonu 18 piętra hotelowego pokoju. Tej nocy premier podał się do dymisji, ale Rumuni są tak zdesperowani, że chcą więcej. W kolejne dni nie ustają w protestach. Nie wiemy co będzie dalej, ale myślę, że żyjemy w niesamowicie ciekawych czasach. Jest mi dane uczestniczyć w kolejnych etapach historii... czasem ogromnym zbiegiem okoliczności mogę jej dotykać, uczestniczyć bezpośrednio. Zastanawiam się do jakiego kraju teraz pojechać... może obalić jakiś rząd, prezydenta, jakieś propozycje?
3 listopad 2015 r.
BUCHAREST ... COFNĘŁAM SIĘ W CZASIE O 30-40 LAT
BUCHAREST ... COFNĘŁAM SIĘ W CZASIE O 30-40 LAT
Jestem w Rumunii, w stolicy, która wcale na stolicę nie wygląda. Z 18 piętra hotelu widać ruch uliczny, podświetlony mega ogromny pałac Caucescu, wiec narodowy i skandujących ludzi. Nie widać biedy, żebraków, kwiaciarek okutanych w chusty. Nie widać brudu i odpadających tynków. Nie widać rozklekotanych wszechobecnych dacii... Żeby to wszystko zobaczyć, trzeba zjechać jedną z trzech szybkobieżnych wind, przejść po marmurach i wyjść w prawdziwy rumuński świat.... Do ludzi przechodzących w marszu główną ulicą ...i muszę to powiedzieć: Jestem dumna z tego, ile Polacy zrobili przez te lata od upadku komunizmu. Zachwyca mnie mój Kraj. Boli mnie, że tyle osób krytykuje, umniejsza to, co zostało zrobione w Polsce. Żeby móc krytykować, trzeba mieć punkt odniesienia. Zobaczyć coś więcej niż tylko swoją wioskę, dzielnicę czy las za stodołą dziadka. Jeśli ktoś uważa, że za mało się w Polsce zmieniło, niech się w końcu sam zabierze do roboty i podprząta na swoim podwórku, w łazience czy w kuchni a najlepiej - w swoim własnym życiu. Najwięcej krzyczą ci, którzy do niczego sami nie doszli...
1 listopad 2015 r.
1 LISTOPADA ... POLSKI CMENTARZ WOJSKOWY W LOMMEL
1 LISTOPADA ... POLSKI CMENTARZ WOJSKOWY W LOMMEL
117 km od Brukseli, na Cmentarzu Wojskowym w Lommel spoczywa 257 Polaków, głównie z 1 Dywizji Pancernej gen. Stanisława Maczka. W lecie 1944r. Dywizja wylądowała na plażach Normandii i wypierając wroga oswobadzała kolejne miasta północnej Flandrii: Poperinge, Ieper, Tielt, część Gandawy, Lokeren, Beveren-Waas, St-Niklas, Beerse i Merksplas. Dalej idąc na tereny Holandii. Z tablicy informacyjnej można wyczytać, że cmentarz utrzymywany jest przez maleńką gminę Lommel i władze polskie. Smutno mi się zrobiło, że tak wygląda opieka państwa polskiego. Zwykłe krzyże, odlane z betonu, sczerniałe, poplamione. Mam świeżo w pamięci cmentarz amerykański w Normandii o którym pisałam poniżej. Ameryka dba o swoich żołnierzy. Wszystko idealnie dopracowane, rzędy marmurowych, bialutkich krzyży. Ogromny teren, muzeum, wielkie parkingi, zawsze pełne wycieczek i prywatnych samochodów. A tu... nic, nawet nie bardzo jest się gdzie zatrzymać. Biednie i cicho... jakby kraj o Nich zapomniał... nie ukrywam, że łzy poleciały... przykro tak...
27 październik 2015 r.
EROS RAMAZOTTI ... WOW
EROS RAMAZOTTI ... WOW
Absolutna rewelacja! Idąc na koncert spodziewalam się dużo, ale to co Włoch pokazał przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Świetna scenografia, przez dwie godziny zmieniała się jak w kalejdoskopie, zachwycając nawet najbardziej wybrednego widza. To nie był tylko koncert. To był spektakl na najwyższym światowym poziomie. W każdej sekundzie był profesjonalistą, a nie tylko wykonawcą zakontraktowanego koncertu. Bawił się z publicznością, robił żarciki kolegom muzykom ... wrażenie pozostaje na zawsze. Najbliższe koncerty to Praga, Kolonia, Amsterdam i Luksemburg. Polecam...
25 październik 2015 r.
WYBORY NA EMIGRACJI...
WYBORY NA EMIGRACJI...
To Królestwo Belgii, tu trzeba planować z dużym wyprzedzeniem. Wizytę w banku, w urzędzie, chęć uczestnictwa w otwartym spotkaniu, wizytę hydraulika czy montera internetu itd. Wszystko musi być zgłoszone, zatwierdzone, potwierdzone. Już ponad miesiąc temu wysłałam swoje zgłoszenie do ambasady, aby potwierdzić moją gotowość do głosowania i dziś ... idę. Żałuję tylko, że wszystkie głosy stałych i czasowych emigrantów liczone będą do puli warszawskiej. Myślę, że stolica i bez nas świetnie by sobie poradziła.
24 październik 2015 r.
THE M.A.S.K
THE M.A.S.K
BLACK COMEDY - to kolejna odsłona grupy teatralnej z Bielska Podlaskiego. W marcu pokazali się nie jako amatorski, szkolny zespół teatralny, tylko jako absolutnie profesjonalna grupa utalentowanych, młodych ludzi. Dziś było podobnie, choć może za pierwszym razem poprzeczka zawędrowała nieco zbyt wysoko. Mieliśmy tylko zapamiętać, że "gdy jest jasno to jest ciemno, a gdy jest ciemno to jest jasno" i dać się ponieść sztuce... "Świetna komedia Petera Schaffera dziejąca się w londyńskim domu młodego rzeźbiarza porwała publiczność. Młody człowiek stoi przed szansą: ma odbyć ważną rozmowę z panią pułkownik, matką swojej narzeczonej i jednocześnie spodziewa się wizyty ekscentrycznego, głuchego milionera, który chce zainwestować w jego prace. Chce wypaść dobrze, więc bez wiedzy sąsiada pożycza eleganckie meble, Gaśnie światło, poważna awaria zaskakuje wszystkich. W ciemnościach spotykają się oczekiwani i nieoczekiwani goście, co powoduje skomplikowanie sytuacje"*... Wszyscy bawili się świetnie, bo trudno nie płakać ze śmiechu, przy tekstach o "kazirodztwie metalu", gdy elektryk wspina się na wyżyny intelektu z temperamentem i emfazą opisując nadzwyczajność rzeźb gospodarza. A mnie nawet czerwone wino rozlane na spódnicę nie popsuło humoru.
24 październik 2015 r.
ASTONISH ME AND JUMP ... CZYLI LEGENDA HALSMANA
ASTONISH ME AND JUMP ... CZYLI LEGENDA HALSMANA
Dla mieszkanca maleńkiej Belgii, Paryż to najbliższe większe miasto. Celem głównym było oczywiście spotkanie z Michaelem Kenną ale ... warto zobaczyć coś jeszcze. Wybór padł na plac Concorde i galerię JEU DE PAUME, gdzie od kilku dni wisiała wystawa zdjęć Philippe Halsmana. Kuratorzy wystawy postarali się nadzwyczajnie. Nie jest wprawdzie trudno pokazać prace człowieka, który miał w swoim dorobku ponad 100 okładek LIFE, ale można było zobaczyć coś więcej, niż tylko finalne produkty Mistrza. Jego wieloletnia przyjaźń z Salvadore Dali przejawiała się w niekonwencjonalnych projektach, które razem wymyślali i realizowali, świetnie się przy tym bawiąc. Najlepiej to widać na zdjęciach backstagowych. Wielokrotne powtórki polewania wodą, rzucanie kotami, fotografowanie wąsów Salvadora w przeróżnych konfiguracjach to przykłady tej twórczej zabawy. Świetna była również seria skaczących postaci, bo dla Halsmana skakali najwięksi tego świata: prezydent Richard Nixon, trzymający się za ręce książę i księżna Windsoru, Marilyn Monroe, John Steinbeck, Audrey Hepburn, Dean Martin, Marc Chagall, Jayne Mansfield wywijająca mieczem, Brigitte Bardot radośnie skacząca z klifu,Groucho Marx, Eartha Kitt i wielu, wielu innych. Jednym słowem - rewelacja!
24 październik 2015 r.
KENNA PO RAZ TRZECI...
KENNA PO RAZ TRZECI...
Mistrz wpadł lekko spóźniony ale za to uśmiechnięty i wesoły pomimo wielkiej walizki, którą za sobą ciągnął. W małej, paryskiej Galerie Camera Obscura przy Boulevard Raspail 268, czekało na niego około 20 osób. Niektórzy nabywali kolejne albumy do kolekcji, inni przyglądali się zdjęciom Mistrza wystawionym na sprzedaż i ... po prostu kupowali. Nie przerażały ich ceny wystawione za prace: 3100 euro za oprawioną pracę w formacie 25x25 i 1900 euro za pracę w samym passepartout. To dużo i mało, zważywszy, że 50% idzie do kieszeni właściciela Galerii a reszta to sprzęt, podróże, ubezpieczenia i ... co najważniejsze talent. W Paryżu i w Belgii jest mnóstwo przeróżnych galerii, wiele z nich sprzedaje fotografie. Skoro istnieją w tak dużej ilości, zrozumiałym jest, że rynek na to pozwala. Te obserwacje są nadzwyczaj budujące. Już wiem do czego mam dążyć - będę miała własną Galerię, w której będę sprzedawać bogatym Francuzom, Amerykanom i Brytyjczykom pięknie oprawione zdjęcia swoich przyjaciół fotografów z Polski za odpowiednio wysoką cenę. Za każdym razem, gdy jestem w Paryżu oglądam kilka wystaw i po obejrzeniu kilkudziesięciu, uważam, że byłby to strzał w dziesiątkę. Nie wiem kiedy zrealizuję swój plan, ale postaram się jak najszybciej. Poniżej link do Galerie Camera Obscura ...
23 październik 2015 r.
11 LISTOPADA BYŁ WCZORAJ ... CZYLI EVENT W AMBASADZIE
 11 LISTOPADA BYŁ WCZORAJ ... CZYLI EVENT W AMBASADZIE
Takiego zgrupowania generałów i admirałów na metr kwadratowy nie widziałam nigdy, nawet w telewizji. Bankiet w ambasadzie RP z okazji naszego Święta Narodowego zgromadził całą śmietankę władz wojskowych Polski, gości z Wielkiej Brytanii, Belgii i Niemiec. Z niekłamanym zachwytem patrzyłam na mundury admiralskie, złote szlify pięknie prezentują się na granatowych mundurach. Wspaniałe galony z pętelkami, ozdobne galony proste i wężyki admiralskie absolutnie zdominowały inne formacje wojskowe, które niestety bez tego przepychu wypadały dość blado i zwyczajnie. Nawet panie w wieczorowych sukniach tym razem nie zdołały się przebić ponad kreacje panów. Natomiast kucharze pokazali się z bardzo dobrej strony. Miliony przeróżnych maleńkich przekąsek, roladek, mini babeczek z sałatkami. Na ciepło maleńkie zraziki, bigos staropolski, słynna grochówka wojskowa w ekskluzywnym wydaniu i przeróżne ciasta powodowały, że goście wcale nie chcieli wychodzić i bardzo długo krążyli dookoła stołów. Wczoraj miałam tylko jedno marzenie, żeby choć odrobinę wszystkiego spróbować ... oczywiście mi się nie udało.:)
18 październik 2015 r.
PARYSKIE MARAIS
PARYSKIE MARAIS
4 dzielnica to moja ulubiona. Czas się tam zatrzymał, klimat nadal jest urzekający. Dziś zaskoczyły mnie ogromne tłumy ludzi stojące w długich, kilkudziesięcioosobowych kolejkach do koszernych kebabów. Nie było oczywiście miejsc w tych maleńkich knajpkach, większość zajadała żydowskie specjały stając nieco na uboczu, pod ścianami budynków. Środkiem szedł tłum niosąc nas przez dzielnicę, aż do Centrum Pompidou. Policja stanęła na wysokości zadania ustawiając blokady i patrole, uniemożliwiające wjazd samochodom tworząc coś w rodzaju "święta pieszego ruchu".:)
23 październik 2015 r.
NIEDZIELNE WYSTAWY W PARYŻU
NIEDZIELNE  WYSTAWY W PARYŻU
Najchętniej zobaczyłabym wszystkie na raz, niestety tak się nie da. W paryskim Muzeum Fotografii na rue de Fourcy zwykle jest kilka wystaw. Nie inaczej było i dzisiaj. Najlepsza i mocno odbiegająca na plus to: GWATEMALA Edwarda Johna Heatona, który przez 35 lat pomimo, iż urodzony w Paryżu, mieszkał właśnie w Gwatemali, Meksyku i Stanach Zjednoczonych. Jego archiwa są przeogromne, zawierają ponad 100.000 zdjęć i 400 godzin filmów. Dotyczą głównie zwyczajów, tradycji i architektury ludowej ludności krajów, w których przebywał. Na wystawie zaprezentowano około czterdziestu zdjęć w czerni i bieli - głównie portrety - wiele z nich po prostu zachwyca. Druga, warta zobaczenia prezentacja to ALBER ELBAZ / LANVIN MANIFESTE. W ciekawych kontrastach, Autor pokazuje blaski i cienie mody na wybiegach. Nieszablonowa była też ekspozycja zdjęć - w większości ogromne, wielkoformatowe wydruki na folii, świetnie podświetlone, robiły wrażenie. Natomiast pozostałe wystawy: CAIO REISEWITZ DISORDER to nie do końca zrozumiałe kolaże i absolutna porażka - zdjęcia Pierre Reimera. Trudno się nawet odnieść do opisu tej wystawy, gdyż każdy widz czuje, iż jest to na siłę dorobiona ideologia do absolutnych bzdur pokazanych przez autora. Widzimy brudną szybę, kawałek rozmytego trawnika. Nie ma w tym ani myśli przewodniej ani walorów wizualnych. Chciałoby się tylko szepnąć kuratorowi "wystawy" - zmień dealera..:/
18 październik 2015 r.
ROBERT DOISNEAU - FOTOGRAF MUZEUM - W MUZEUM
ROBERT DOISNEAU - FOTOGRAF MUZEUM - W MUZEUM
Robert Doisneau jako młody fotograf pracował jako dokumentalista w Museum National D'Histoire Naturelle w Paryżu. To bardzo ciekawe zobaczyć jego zdjęcia pokazujące zwykły dzień pracy w tym muzeum. Archiwizację eksponatów, żmudne godziny pracy nad restauracją. Najlepsze i chyba jedyne znane zdjęcie z Mistrza Roberta z tamtego okresu zamieszczam obok. Przy okazji była możliwość obejrzenia całej wystawy : "Wielka Galeria Ewolucji", która swoim ogromem robi wrażenie. Ciekawa była również część poświęcona zwierzętom wymarłym z dodo na czele. Naturalne są w takim miejscu rozważania nad przemijaniem. Dziś jesteśmy, a jutro...
17 październik 2015 r.
MORZE PO SEZONIE
MORZE PO SEZONIE
Wybrzeże belgijskie jest niemal identyczne na całej długości. Bardzo szerokie, płaskie plaże, promenada i apartamentowce. Royal Navy, Bel Air czy Balmoral i wiele podobnych, pretendują nazwą do high life, chociaż wyższe sfery tam nigdy nie przyjadą. Dzis było cicho, spokojnie i pusto. Prawie bezwietrzna pogoda sprzyjała długim spacerom. Nadciągający przypływ z minuty na minutę zabierał kolejne metry plaży. Coraz mniej ludzi spacerowało po mokrym piasku. Czas wracać do Domu ...
16 październik 2015 r.
DAS OKTOBERFEST IN BRUSSEL
DAS OKTOBERFEST IN BRUSSEL
Święto Piwa to impreza, która jest obowiązkowym punktem programu, na który tu w Brukseli czeka się dwa lata. Stół zamówiony, 10.80 za litrowy kufelek to taniej nieco niż w Monachium, więc radość zapewne jest większa. Po kilku kuflach jodłowanie każdy ma we krwi i w miarę upływu czasu coraz bardziej czujemy się Bawarczykami...la-la li liii...;) więcej na niemieckiej stronie www.oktoberfest-bruessel.de
12 październik 2015 r.
LUBLIN ... WYŚMIENITY BURGER U FOTOGRAFA...
LUBLIN ... WYŚMIENITY BURGER U FOTOGRAFA...
Przeczytałam w magazynie "jem Lublin", że U FOTOGRAFA kucharzem jest "Król Burgerów" i oczywiście postanowiłam to sprawdzić. Zamówiłam hawajski z delikatnym sosem. Wprawdzie trzeba było poczekać 40 minut ale na takie delicje warto czekać i dużo dłużej. R E W E L A C J A ! To najlepszy burger jaki jadłam, a próbowałam tego specjału w wielu restauracjach w wielu krajach. Do tej pory numerem 1 był burger z francuskiego Honfleur. Wczoraj został zdetronizowany absolutnie.
11 październik 2015 r.
JEŻELI DZIŚ NIEDZIELA, TO JESTEŚMY W LUBLINIE
JEŻELI DZIŚ NIEDZIELA, TO JESTEŚMY W LUBLINIE
Wypiękniał Lublin. Usłyszałam od mojej córki studentki, że uwielbia to swoje kompaktowe miasto. Jest tu teraz wszystko: nowe, piękne drogi, lotnisko z bezpośrednim połączeniem z Brukselą, mnóstwo innych połączeń. Wspaniały nowy stadion Arena Lublin, świetna komunikacja, galerie handlowe, restauracje i puby na każdą kieszeń. Festiwale znane szeroko za granicami kraju. Wi-fi w trolejbusach, w centrum miasta i nie tylko. Rozwinęła się ta "Ściana Wschodnia" mocno. A ceny nie są tak zabójcze jak w innych większych miastach. Coraz bardziej wzrasta znaczenie regionu... Oby tak dalej. "Lublin - miasto inspiracji"
11 październik 2015 r.
MYSIA 3 - 2 FOTO WYSTAWY
MYSIA 3 - 2  FOTO WYSTAWY
Leica - Galery w Warszawie to gwarancja dobrej fotografii. Tak myślałam do dzisiaj. Jednak oglądając zdjęcia Jacka Foty z podróży po USA otwierałam oczy coraz szerzej nie bardzo rozumiejąc czy pomyliłam galerie czy ktoś się pomylił pokazując te prace w galerii. Oczywiście do wszystkiego można dorobić ideologię ale nie zawsze się ona broni. Warto pójść i osobiście wyrobić sobie zdanie, bo obrazek obok to tylko namiastka. Natomiast honor Galerii uratowała druga wystawa: V edycja Leica Street Foto - gdzie zaprezentowane zostały najlepsze tegoroczne fotografie. Patrząc na nie, faktycznie można powtarzać słowa Erwitta Elliotta: " dobre zdjęcie w jednym kadrze opowiada historię" I to jest święta prawda..:)
11 październik 2015 r.
WARSZAWSKA SOBOTA W 116 CZYLI MARSZ PRZECIW UCHODŹCOM
WARSZAWSKA SOBOTA W 116 CZYLI MARSZ PRZECIW UCHODŹCOM
Nie chcemy pamiętać, że Polacy też uciekali z kraju w obawie o swoje życie. Nakręceni przez media cieszące się, ze mają o czym mówić - wszystkich uchodźców wrzucamy do jednego worka. Z tego strachu nie chcemy czy nie możemy myśleć racjonalne powtarzamy za liderami: "Nie chcemy" ale dlaczego? Poza zasłyszanymi sloganami, że każdy muzułmanin to terrorysta i każdy Arab to muzułmanin, nie wiemy nic! Nie chcę nikogo przekonywać, boję się jednak, żeby nas kiedyś inne narody nie potraktowały tak samo. A póki co, cierpimy my, zwykli obywatele, bo przez garstkę wrzeszczących nacjonalistów i babć nie mających się czym zająć - został sparaliżowany ruch w centrum Warszawy i zamiast 15 minut, jechaliśmy autobusem 3 godziny! Ja się nigdzie nie spieszyłam, jechałam obejrzeć wystawę na Mysiej 3, ale byli ludzie spieszący się na ślub, na pociąg, na samolot... Wracając spotkałam grupy tych "Prawdziwych Polaków" z flagami i szalikami zawiązanymi dookoła głowy. Ledwo mówili z nadmiaru wysokoprocentowych płynów. Dziękujemy im za zorganizowanie sobotniego popołudnia w autobusie 116...
9 październik 2015 r.
TŁUMY U TYTUSA BRZOZOWSKIEGO NA BRUKSELSKIEJ SASKIEJ KĘPIE
TŁUMY U TYTUSA BRZOZOWSKIEGO NA BRUKSELSKIEJ SASKIEJ KĘPIE
Autor jest wspaniały, tak jak wielu ludzi, kocham jego obrazy przypominające ilustracje do dziecięcych opowiadań, ale nie spodziewałam się aż takich tłumów. Setki osób postanowiło spędzić zimny wieczór 9 października na wernisażu w Centrum Kultury PROM na Saskiej Kępie. Niezwykle ciekawa była multimedialna opowieść o warszawskich wątkach w pracach artysty i losowanie jednej z prac Autora. Wina się nie napiłam, spóźniona, mogłam tylko pozachwycać się przy każdym z obrazów i pogratulować Autorowi pomysłów i talentu. Wystawa jest otwarta do 25 października 2015r. Polecam..:)
9 październik 2015 r.
PODWÓJNE LĄDOWANIE
PODWÓJNE LĄDOWANIE
Powrót z Budapesztu stał się mocno stresujący. Opóźnienie na lotnisku Ferenca Liszta było na tyle spore, że obawiałam się czy zdążę dolecieć do Brukseli i przesiąść się na poranny lot do Warszawy. Nieco zepsuło mi to humor. A szkoda, bo cały pobyt był bardzo ciekawy. Caly czas szukałam śladów uchodźcow o których krzyczą wszystkie media podsycając strach w wielu krajach. Otóż to nie do końca prawda. Wydaje się, że Viktor Orban, premier Węgier uwypukla problem na wlasne, polityczne potrzeby. Nagłaśnia inwazję, której nie widać, żeby moc ogłosić: "Jestem świetnym wodzem, poradziłem sobie. Ze mną całe Węgry są bezpieczne". Niestety lądowanie nie było bezpieczne. Samolot huknął o płytę lotniska, odbił się i dopiero po chwili wylądował drugi raz, ale na samolot do Warszawy zdążyłam :)
7 październik 2015 r.
ROBERT CAPA ... KOLOROWA WYSTAWA W BUDAPESZCIE...
ROBERT CAPA ... KOLOROWA WYSTAWA W BUDAPESZCIE...
Jego zdjęcia w kolorze przez wiele lat pozostawały kompletnie nieznane, chociaż był jednym z pierwszych, którzy zainteresowali się nową techniką i stosowali ją w swojej pracy. "If your pictures aren't good enough, you're not close enough" ... no i jednak był zbyt blisko. Zginął w wieku 41 lat. Podczas hiszpańskiej wojny domowej, wykonał jedno z najważniejszych zdjęć "Padającego żołnierza". Właśnie wczoraj widzialam jak w Budapeszcie, jego rodzinnym mieście na wprost mostu Szechenyi lanchid postawili duży pomnik przedstawiający człowieka z jego zdjęcia. Capa podczas II wojny światowej brał udział w lądowaniu w Normandii. Choć większość z wykonanych przez niego wówczas zdjęć została bezpowrotnie zniszczona, dziewięć ocalałych stanowi cenny dokument tej operacji. Na wystawie można było zobaczyć oprócz tych zdjęć także różne dokumenty z tego czasu. Do 31 października można oglądać w Centrum Fotografii Współczesnej im. Roberta Capy, Nagymezo u.8, 1065 Budapest
7 październik 2015 r.
WĘGIERSKA CZEKOLADA I MANGO Z CHILI...
WĘGIERSKA CZEKOLADA I MANGO Z CHILI...
Delikatny jak mgiełka mus mango, otulający nasączone czekoladowe ciasteczko skrywał tajemnicę. Był z dodatkiem papryczki chili, ale to właśnie tego oczekiwalam po słodyczach w Budapeszcie i ... było po prostu boskie ... DELICIOUS
5 październik 2015 r.
TURCJA POD BALKONEM
TURCJA POD BALKONEM
Nie dość, że koparki dziś zerwały kostkę brukową z chodnika na mojej ulicy, niszcząc większość ciężkim sprzętem. Nie dość, że zastawili płotami kawał jezdni robiąc tym samym ulicę jednokierunkową, przez co cały dzień był korek charakteryzujący się niecierpliwym trąbieniem zmęczonych i mocno wkurzonych takim stanem rzeczy kierowców. To na deser, wieczorem, gdy już lekko przerzedził się sznur unijnych urzędników usiłujący wyjechać spod Berlaymontu ... ogłuszył mnie jazgot policyjnych syren. Długa kawalkada w której było: kilkanaście motocykli, kilka radiowozów, dwa ambulanse i kilka czarnych wielkich limuzyn z flagami tureckimi przedefilowała mi pod balkonem mrugając wszystkimi światłami i wyjąc na potęgę. Jakby tego było mało, wspomagana była hukiem helikopterów z powietrza i gdyby nie padający mi na głowę deszcz, czułabym się jak Wódz odbierający defiladę. Przejechali i... w końcu wszystko ucichło...
4 październik 2015 r.
42,195 - CZYLI LUDZIE, KTÓRYCH PODZIWIAM ...
42,195 - CZYLI LUDZIE, KTÓRYCH PODZIWIAM ...
Dziś było dość ciepło i słonecznie. Pogoda więc sprzyjała widzom ale nie maratończykom. Rozmawiałam dziś z dziewczyną, która biega maratony i... wbrew pozorom zawodnicy najbardziej lubią pogodę z temperaturą około 10 stopni i lekką mżawką. Łatwiej wtedy utrzymać stałą temperaturę organizmu. Słońce im szkodzi, zbyt rozgrzewa, trzeba się wtedy wspomagać gąbkami nasączonymi wodą. Patrzyłam dziś z ogromnym podziwem na wbiegających na metę po czerwonym dywanie. Owszem, byli zmęczeni ale za moment przeskakiwali przez barykady, żeby pozować do zdjęć i udzielać wywiadów. Czapki z głów ... :)
1 październik 2015 r.
SOUNDS AND LIGHTS OF UNITY
SOUNDS AND LIGHTS OF UNITY
1 października 2015r. Bruksela obchodziła w Parku Cinquantenaire XXV rocznicę zjednoczenia Niemiec i to w bardzo efektowny i spektakularny sposób. Monumentalny Łuk Triumfalny był ekranem dla niesamowitych pokazów światła przy dźwiękach serwowanych przez najbardziej znanych DJ-ów z Berlina i głównych miast europejskich. O 20:00, przewodniczący Parlamentu Europejskiego Martin Schulz wygłosił krótkie przemówienie i ... zabłysły światła - tworząc niepowtarzalną wizję europejskiej historii: od podzielonej Europy, pokojowej rewolucji w Europie Wschodniej, zjednoczenia Niemiec i integracji europejskiej. Bardzo podobały mi się akcenty narodowe, wiele polskich... świadczy to o tym, że jako kraj jesteśmy szanowani i coraz bardziej doceniani przez inne narody. Możemy się z tego cieszyć i być dumnym. Wydarzenie organizowane było przez Stałe Przedstawicielstwo Republiki Federalnej Niemiec przy Unii Europejskiej i wspierane przez firmy niemieckie, Goethe Institut, BOZAR i miasto Bruksela.
29 wrzesień 2015 r.
A TYMCZASEM NA MOJEJ ULICY...
A TYMCZASEM NA MOJEJ ULICY...
"WHICH WAY, EUROPE?" to tytuł dzisiejszej debaty w Ambasadzie RP w Brukseli. Ciekawy temat, bo dotyczący nas wszystkich. Jaka będzie przyszłość Unii Europejskiej, przed jakimi wyzwaniami stoimy, jakie mamy możliwości i jaki obierzemy kierunek. To pytania na które odpowiadali goście. Spotkanie odbyło się w sali imienia Jana Kułakowskiego - byłego Ambasadora Polski przy Unii i członka Europarlamentu a dyskutanci byli tym razem znamienici: Danuta Hubner, Luuk van Middelaar, Vivien Pertusot i prowadzący Jan Cieński. Słowo wstępne wygłosił Ambasador RP przy UE Marek Prawda. Dalsze dyskusje przeniosly się do stolików, gdzie przy rewelacyjnych potrawach przygotowanych przez szefa ambasadorskiej kuchni nomen omen pana Dudę, toczyły się jeszcze długo, przerywane na moment, potrzebny na dojscie do stołu szwedzkiego po dokładkę frykasów. Moim numerem jeden był mix kolorowych conchiglioni z krewetkami w aksamitnym sosie. Więcej w linku poniżej...
29 wrzesień 2015 r.
TEN STRASZNY "DŻENDER" I DAMSKO MĘSKIE SPRAWY...
TEN STRASZNY
Wczorajszy wieczór był bardzo ciekawy. Byłam w brukselskim przedstawicielstwie Wielkopolski przy rue Montoyer 21 na kolejnym spotkaniu z panią Europoseł Agnieszką Kozłowską- Rajewicz, byłą Pełnomocnik Rządu ds. Równego Traktowania, a obecnie członkinią Komisji Praw Kobiet i Równouprawnienia w Parlamencie Europejskim. Tematy dotyczyły równouprawnienia i co ciekawsze, wcale nie tylko z naciskiem na sprawy dyskryminowania kobiet, ale także stref, gdzie te proporcje się odwracają. Bardzo lubię słuchać tego, co ma do powiedzenia, może dlatego, że nie prezentuje sobą nawiedzonej feministki, ale jest osobą niezwykle wyważoną. Otwarcie mówi o tym, czego nie udało się wywalczyć, jakie błędy były popełnione a o swoich sukcesach mówi bardzo skromnie, dając nacisk na merytoryczność wypowiedzi bez zbędnej egzaltacji. Piękna kobieta z pięknym umysłem...
27 wrzesień 2015 r.
AŻUROWY KOŚCIÓŁEK W BORGLOON
AŻUROWY KOŚCIÓŁEK W BORGLOON
Schowany w polach, niewidoczny z drogi. Trzeba się nieco natrudzić, żeby go odnaleźć. Około 90 km od Brukseli w sercu Limburgii. Nie ma drogowskazów, trzeba "wiedzieć" jak tubylcy - gdzie iść. Od głównej drogi 500m ścieżką wśród kukurydzy, żywopłotów z głogu, sadów gruszkowo - jabłkowych i ... nagle pojawia się ... niezwykły projekt Pieterjana Gijsa i Arnouta Van Vaerenbergha. Konstrukcja oparta jest na projekcie lokalnego kościoła i składa się z 30 ton stali i 2000 wsporników. Poprzez użycie poziomych płyt pojęcie tradycyjnego kościoła przekształca się w przezroczysty, transparentny obiekt sztuki. "Kościół" nie ma charakteru użytkowego, nie spełnia roli sakralnej, nie można w nim zamieszkać. W dzisiejszym pięknym słońcu, cienie powodowały wrażenie zawieszenia konstrukcji w powietrzu. Niesamowite miejsce...
26 wrzesień 2015 r.
WESELE PO BELGIJSKU ...
WESELE PO BELGIJSKU ...
Piękni Państwo Młodzi, niezwykle zestresowani najważniejszym dniem w życiu, otoczeni przyjaciółmi i rodziną... Tak wygląda niemal każdy ślub. Inne było przyjęcie weselne. Inne - a przez to dużo ciekawsze i swobodniejsze niż tradycyjna polska nasiadówka przy stołach uginających się pod nadmierną ilością jedzenia i picia. Restauracja w sercu dzielnicy europejskiej, wynajęta sala, świetnie zaaranżowana przez Młodych. Kilka stolików, niewiele miejsc do siedzenia, za to otwarty parkiet do tańca i muzyka na życzenie. Gospodarze zapewnili po dwa drinki na start i przekąski: maleńkie kanapeczki, roladki o różnych smakach, dodatki warzywno - serowe i wspaniałe małe pierożki z ciasta francuskiego na ciepło, z ricottą i orzechami oraz pastą krewetkową. Było wesoło, gwarno, radośnie i szalenie sympatycznie. Wszystkiego najlepszego... bądźcie zawsze szczęśliwi tak jak dzisiaj...:)
20 wrzesień 2015 r.
BIEG KELNERÓW W JUBELPARKU ...
BIEG KELNERÓW W JUBELPARKU ...
Kilkudziesięciu kelnerów wystartowalo w biegu na 2,5 km z tacami, na których stała butelka alkoholu i trzy napełnione kieliszki. Wygrać mógł tylko ten, który nie rozlał drogocennego płynu. Doping zgromadzonych na trasie widzów był ogromny. Co chwilę słychać było brzęk szkła i jęk zawodu publiczności, taki zawodnik, już bez szans na zwycięstwo ale dzielnie biegłw stronę mety, żeby choć ukończyć bieg. Świetna impreza...
20 wrzesień 2015 r.
ZNOWU DZIEŃ BEZ SAMOCHODU...
ZNOWU DZIEŃ BEZ SAMOCHODU...
W tym roku juz mnie nie zaskoczył - już wiem, że w Brukseli "Dzień bez samochodu" jest egzekwowany absolutnie. Nikt nie jeździ, za to jest milion festynów. Dużo się dzialo... było nurkowanie, gry, judo, było Hello Kitty, brokanty i party w tunelu ale najfajniejszy był Bieg Kelnerów...
11 wrzesień 2015 r.
POLISH CIDR & ART IN THE BOX W POLSKIEJ AMBASADZIE
POLISH CIDR & ART IN THE BOX W POLSKIEJ AMBASADZIE
Salony polskiej ambasady gościły dziś młodych artystów z Polski. Przy współpracy przedstawicielstw regionów: łódzkiego, zachodniopomorskiego, lubelskiego i miasta Wrocław, możemy podziwiać nowoczesną polską sztukę użytkową w różnych miejscach Brukseli. Uroczystego otwarcia wystawy dokonał ambasador RP przy degustacji Cydru Lubelskiego i rewelacyjnych maleńkich kanapeczek z krewetkami. Niezwykle pasujące jest hasło kampanii promującej moje województwo: "LUBELSKIE - TASTE LIFE". Podoba mi się też inne: "ZAKOCHAJ SIĘ W WARSZAWIE" - oba mają znaczenie dużo większe niż mogłoby się wydawać ... bo "LUBLIN TO MIASTO INSPIRACJI" - tam się wszystko zaczyna... /O wystawie więcej w linkach poniżej.../
7 wrzesień 2015 r.
STRAJK W BRUKSELI
STRAJK W BRUKSELI
Ledwo wróciłam do domu, a jestem jak w oblężonej twierdzy... Dookoła zasieki z drutu kolczastego, setki policjantów w wozach bojowych, zablokowane ulice dookoła Placu Schumana ... i wszystko przez strajk rolników. Zapewne nie ostatni. Ma utrudnić życie i utrudnia dość mocno. Policjanci doświadczyli tym dobitniej, że na ich głowy posypał się grad jabłek... aczkolwiek nie ma danych czy to były najlepsze na świecie - jabłka polskie ..:)
5 wrzesień 2015 r.
DLACZEGO KOŁOBRZEG?
DLACZEGO KOŁOBRZEG?
Dzisiejsza przerwa w podróży spowodowała kilka refleksji... Morze w Kołobrzegu ma 11 stopni w zimie i tyle samo w lecie. Zadziwiają mnie plażowicze, którzy wybierają dobrowolnie właśnie to miejsce na swój wakacyjny odpoczynek. Tłum ludzi nigdy się nie zmniejsza, ryby w smażalniach przyrządzane są dalej na "mocno przepracowanym" oleju... a jednak nieustannie znajdują się chętni, żeby przepłacać za wszystko spełniając swoje marzenia spędzania urlopu w "kurorcie". Co innego kuracjusze... Przyjeżdżają, gdy kończy się sezon na leżenie plackiem za parawanem i spacerują wdychając jod ze wzburzonego wczesno-jesiennymi wiatrami morza. Po zabiegach biegną wieczorami na dancingi bawiąc się lepiej niż nastolatki, które spędzają cały swój czas ze wzrokiem wbitym w swoje samsungi... Mamo... baw się dobrze i odpoczywaj. Miesiąc w sanatorium to fajnie spędzony czas..:)
5 wrzesień 2015 r.
ZJAZD ABSOLWENTÓW AWF
ZJAZD ABSOLWENTÓW AWF
Nic tak nie poprawia humoru jak widok dawnych znajomych ze studiów wyglądających gorzej niż my. To jedyna słuszna prawda, do której nikt się nie przyznaje. A tak poza tym fajnie powspominać stare dzieje chociaż z pamięci umykają nazwiska, imiona, twarze... Z roku na rok coraz bardziej... Niestety :( Zdjęcia w linku poniżej...
4 wrzesień 2015 r.
JAK SIĘ MAJĄ 2 MINUTY NAD MORZEM DO POLSKICH I NIEMIECKICH DRÓG
JAK SIĘ MAJĄ 2 MINUTY NAD MORZEM DO POLSKICH I NIEMIECKICH DRÓG
Monitor Eizo - ulubiony przez fotografów, był przyczyną wyjazdu do Gdyni i z przyjemnością stwierdziłam, ze 900 km po polskich autostradach to fajna jazda. Oczywiście od malkontentów zapatrzonych w gęstą siatkę dróg naszego zachodniego sąsiada - można usłyszeć, że to o wiele za mało... być może tak, ale właśnie z lekką obawą myślę o powrocie do Brukseli i zatłoczonych, pełnych remontów niemieckich drogach. Jazda jest nudna, ciężka i niebezpieczna. Wyścigi TIR-ów, szaleństwa kierowców korzystających z braku ograniczeń prędkości, wielokilometrowe korki przed wszystkimi większymi miastami powodowały, że zawsze starałam się minimalizowac liczbę kilometrów przejechanych po Bundesautobahnen. Teraz niestety jest to niemożliwe. Warto jednak pamiętać, ze chociaż w potocznym rozumieniu niemieckie autostrady to pełna wolność ... żadnych limitów prędkości, że można jechać, ile fabryka dała i rzeczywiście ... na wielu odcinkach tak jest. Ale limity prędkości w Niemczech są rygorystycznie przestrzegane Już na mniej więcej połowie długości niemieckich autostrad obowiązują limity prędkości a w landzie Brema obowiązuje ogólne ograniczenie prędkości do 120 km/h. Warto także pamiętać o tym, że w Niemczech istnieje coś takiego, jak prędkość zalecana 130 km/h. Kto ją przekroczy, ten automatycznie uznawany jest za winnego wypadku. Co oznacza, że odszkodowanie będzie wypłacane z jego OC. Ale o tym wielu kierowców zdaje się nie wiedzieć.
30 sierpień 2015 r.
STEVE MCCURRY W WARSZAWIE
STEVE MCCURRY W WARSZAWIE
Niedawno w antykwariacie znalazłam album jego zdjęć w dużym formacie. Zupełnie inaczej ogląda się duże zdjęcia, wielkość zdaje się otaczać widza. Steve McCurry jest mistrzem łączenia kolorów. Niezwykle precyzyjnie panuje nad ich nasyceniem i doborem. To humanista, nawet fotografując konflikty, zanikające kultury, zwyczaje czy współczesne wydarzenia - przedstawia je zawsze w kontekście człowieka. Na jego zdjęciach czynnik ludzki jest najważniejszy... zapewne dlatego porusza naszą wyobraźnię tak mocno. Nawet mając niezwykle napięty grafik w czasie pobytu w Polsce musiałam zobaczyć kolekcję najsłynniejszych zdjęć - "Unguarded Moments" w Leica Gallery Warszawa na Mysiej 3. Polecam...
25 sierpień 2015 r.
L'INSTANT DECISIF... CZYLI H.C. BRESSON NA KOŃCU SWIATA...
L'INSTANT DECISIF... CZYLI H.C. BRESSON NA KOŃCU SWIATA...
L'Abbaye de Jumieges w zakolach Sekwany to ostatni przystanek w czasie wycieczki po Normandii. Dodatkową atrakcją, była z braku mostu - przeprawa maleńkim promem na drugą stronę rzeki. Piękne ruiny romańskiego kościoła zbudowanego w latach 1040-1067 prezentują się bardzo okazale a jasny kamień ścian, dzisiaj mocniej odcinał się od niskich, czarnych chmur przetykanych co chwilę wychodzącym słońcem. Wystawa zdjęć Mistrza miała odpowiednią oprawę: pięknie odrestaurowany pałac w ogrodzie opactwa, świetna prezentacja zdjęć, ciekawy film o Bressonie-malarzu i możliwość kupna elegancko wydanego katalogu prezentowanych prac. Francuzi, nawet na głębokiej prowincji wiedzą jak organizować wystawy z rozmachem. Tylko z odpowiednią gastronomią jest zazwyczaj problem w takich małych miejscowościach. Nie było wyboru, wszyscy korzystali z jedynej otwartej lokalnej restauracji, siedząc przy stołach elegancko wyłożonych ceratą w kolorze buraczkowym i jedli za cenę, jakiej nie powstydziłyby sie paryskie restauracje... cóż, nie było wyjscia :/
24 sierpień 2015 r.
D-DAY
D-DAY
Pobyt w Normandii nie mógłby się zakończyć bez złożenia hołdu tysiącom żołnierzy, ktorzy zginęli w czasie II Wojny Światowej. Lądowanie w Normandii czyli - operacja Neptun była fazą operacji Overlord, największą pod względem użytych sił i środków operacją desantową w historii wojen. Miała otworzyć tzw. drugi front w działaniach II Wojny Światowej. Rozpoczęła się we wtorek 6 czerwca 1944 roku pod dowództwem gen. Eisenhowera a dzień rozpoczęcia operacji został nazwany przez aliantów D-Day. Lądowanie zostało przeprowadzone na plażach oznaczonych kryptonimami: "Utah", "Omaha", "Gold", "Juno" "Sword". Na większości z nich nie napotkano silnego oporu. Wyjątkiem była 5-kilometrowa plaża "Omaha", na której straty były poważne (ok. 3000 żołnierzy). Wpływ na to miało m.in. rozmieszczenie niemieckich stanowisk ogniowych na wysokich klifach. Polacy oczywiście brali udział w tej operacji. Były to: Polskie Siły Powietrzne i Polska Marynarka Wojenna i Polska Marynarka Handlowa. W małej miejscowości nad brzegiem morza jest cmentarz, na którym jest pochowanych 612 polskich żołnierzy. Cmentarz amerykański na klifie nad plażą Omaha robi kolosalne wrażenie. Hymn amerykański, Apel Poległych i położenie cmentarza w miejscu, gdzie zginęli żołnierze powodują, że łzy wzruszenia same się pojawiają... W takim miejscu dokładniej rozumie się wszystkie przeczytane i zasłyszane wiadomości o tych faktach.
23 sierpień 2015 r.
SAINT MALO
SAINT MALO
Przepiękne miasteczko, niestety zdominowane przez słynnego sąsiada Mont Saint Michel. Wspaniała promenada na wysokich fortyfikacjach z widokiem na jedną z najpiękniejszych plaż La Plage du Sillon - szeroką, płaską, ze złotym piaskiem, odgrodzoną od lądu potężnym, drewnianym falochronem. Kolejną atrakcją jest Fort National, do którego można dotrzeć na pieszo podczas odpływu. Saint-Malo nazywane jest "miastem korsarzy", ponieważ to właśnie stąd wypływali piraci działający na zlecenie rządu a pomnik najsłynniejszego z nich - Rene Duguay-Trouin, stoi na nabrzeżu. Będąc w Saint Malo należy koniecznie spróbować doskonałych ostryg i bretonskiego specjału: nalesników,serwowanych tu na 1800 sposobów. Warto też zaplanować kolejną wizytę w innym terminie ... poza sezonem ..:)
23 sierpień 2015 r.
MONT SAINT MICHEL
MONT SAINT MICHEL
Co 2 minuty z ogromnego parkingu w pobliskim miasteczku odjeżdża autobus do opactwa. Każdy jest pełen turystów. Setki...tysiące z aparatami, tabletami, komórkami ...wszyscy robią sobie selfie. To chyba najbardziej obfotografowane francuskie miejsce za wieżą Eiffla. Widziałam setki zdjęć z tego miejsca. Sama wiele zrobiłam, ale autorem najbardziej oryginalnych jest Michael Kenna. Mam album zdjęć jego autorstwa z tego miejsca i jest to absolutny Nr.1
22 sierpień 2015 r.
HONFLEUR - MIASTECZKO ARTYSTÓW
HONFLEUR - MIASTECZKO ARTYSTÓW
Honfleur to jedno z najpiękniejszych miasteczek na świecie z wąskimi, kolorowymi kamieniczkami o stromych dachach a port i plaża to częste motywy obrazów Claude'a Moneta i Eugene'a Boudina. To oni po urokiem tego miejsca stworzyli szkołę École de Honfleur, która stała się inspiracją dla wielu impresjonistów. Ale od dziś Honfleur ma jeszcze jeden tytuł: "Stolicy Frytek", który został nadany komisyjnie przy obiedzie w małej restauracyjce przy placu z zabytkowym, drewnianym kosciółkiem.
22 sierpień 2015 r.
ALABASTROWY ETRETAT
ALABASTROWY ETRETAT
Jest to miejsce, do którego mozna wracac milion razy i za każdym razem zakochiwać się w nim bardziej i bardziej. Widzialam dziś łzy wzruszenia u młodej osoby, gdy o poranku samochód zaparkował na prawie 100 metrowym klifie i ukazał się widok "Trąby Słonia" w pełnym słońcu. Odpływ pozwolił dotrzeć przez jaskinię i skalny tunel na drugą plażę przy Iglicy. To są niezapomniane wrażenia. Nie dziwię się, że impresjonistyczni malarze tak upodobali sobie to miejsce.
21 sierpień 2015 r.
MAGNUM
MAGNUM
Nie ma co opisywać nadmiernie, to po prostu rewelacja smakowo-wizualna: trzy smaki, trzy polewy i dwadziescia różnych posypek do wyboru. Na Leidsestraat 79 w Amsterdamie każdy może skomponować unikalne Magnum dla siebie. Obowiązkowo :)
21 sierpień 2015 r.
WODNA WINDA
WODNA WINDA
Dziś kolejna atrakcja małego kraju - podnośnia statków Strépy-Thieu, jest to winda śluzowa na 114,66 kilometrze Kanału Centralnego w prowincji Hainaut w Belgii. Wybudowana w 2002 w celu zastąpienia czterech zabytkowych wind śluzowych. Służy do pokonania w jednym miejscu różnicy poziomów o wysokości 73,5 m. Jest to jedna z największych wind śluzowych świata. Budowę podnośni Strepy-Thieu rozpoczęto w 1982 r. na specjalnie w tym celu zbudowanym dodatkowym odcinku Kanału Centralnego, aby usprawnić żeglugę na kanale poprzez zastąpienie czterech starych wysłużonych, wybudowanych w końcu XIX oraz na początku XX wieku śluz. Byłam niesamowicie zafascynowana, patrzyłam jak ogromny statek wpływa do basenu i razem z nim jest transportowany ponad 70 m w górę. Następnie górnym kanalem przepływa nad ulicą pełną samochodów. Niecodzienny widok...
21 sierpień 2015 r.
W MALOWNICZYCH RUINACH
W MALOWNICZYCH RUINACH
Opactwo Villers-la-Ville to perełka, która podoba się wszystkim. Dziś mialam okazję być tam z moimi gośćmi. Byli zachwyceni grą świateł i ogromem posiadłości. Nie było już śladu po scenie i widowni spektaklu "Chory z urojenia", na kolejny spektakl trzeba czekac rok.
20 sierpień 2015 r.
AJAX CZY MUZEUM TOREBEK?
AJAX CZY MUZEUM TOREBEK?
Stanowczo bardziej podobało mi się na Herengracht 573. Piękna kamienica, świetnie wyeksponowane torebki, swietnie opisane. Na piętrze elegancka kawiarnia w barokowych wnętrzach. Natomiast zawiodłam się bardzo na wycieczce po stadionie AJAXU. Przewodnik z ogromną wadą wymowy szeleścił niezrozumiale po angielsku. Poprowadził nas kilkakrotnie po śmierdzących szatniach. Nie zobaczyłam pucharów ani innych trofeów. Za 16 euro spodziewałam się nieco więcej...
20 sierpień 2015 r.
I AM STERDAM...ROWEROWY
I AM STERDAM...ROWEROWY
To chyba nie jest wymarzona pora na spacery po Amsterdamie. Tysiące rowerzystów nie przestrzegających żadnych przepisów. Jeżdżą po chodnikach, placach, pod prąd itd. Tu mozna zobaczyć - korki na ścieżkach rowerowych i nieustanne wymuszanie pierszeństwa. Człowiek nie czuje się bezpiecznie ani na chodniku ani tym bardziej na pasach. No... może tylko na łódkach pośrodku kanałów...
18 sierpień 2015 r.
GATEWAY TO SPACE
GATEWAY TO SPACE
Rewelacyjna wystawa czasowa w budynkach EXPO. Najciekawszy eksponat to MIR, ktory wystartował z Bajkonuru w 1986r. ... był największą konstrukcją, jaką zdołał zbudować człowiek na orbicie do czasu powstania ISS i jest zaliczany, obok wystrzelenia Sputnika w 1957 oraz lotu Gagarina w 1961, do największych osiągnięć radzieckiej kosmonautyki. Poza tym mnóstwo innych eksponatów, filmów i ... kawałek Księżyca z napisem: Touch the Moon, więc dotknęłam :) Z wielkich zdjęć, ekranów spoglądają: Gagarin, Duke, Amstrong. Opowiadają o programach, lotach, kolejnych misjach, doznaniach. Świetnie zrobiona wystawa ... Wiele osób wracało w ciekawsze miejsca raz jeszcze ...
16 sierpień 2015 r.
NIEMCY CZYLI ... HANSA PARK W UPALNY DZIEŃ
NIEMCY CZYLI ... HANSA PARK W UPALNY DZIEŃ
Wprawdzie droga z Polski długa, ale dodatkowe 200 km różnicy nie robi. Żeby z przyjemnością skorzystać ze wszystkich atrakcji trzeba wybrac taki dzień jak dziś - bardzo ciepły, ponieważ kilka z oferowanych atrakcji funduje również dokładną kąpiel. Na chłodniejsze dni, organizatorzy oferują wielkie suszarki wielkości małego pokoju, gdzie za 2 euro mozna poddać się gruntownemu suszeniu. Wybór atrakcji jest duży, kolejki niewielkie pomimo pełni sezonu urlopowego. Stanowczo bardziej polecam niż przereklamowany, oblężony przez tłumy paryski Disneyland.
16 sierpień 2015 r.
NA POLSKIEJ PLAŻY...
NA POLSKIEJ PLAŻY...
To, co się rzuca najbardziej w oczy to tysiące osób...z roku na rok coraz bardziej otyłych, rozłożonych na parcelach otoczonych parawanowym murem. Na plaży widać to jak na dłoni. Tym bardziej, ze woda w Bałtyku lodowata jak zwykle. Od wielu lat dziwię się tym, którzy przyjeżdżają tu na dłuższy wypoczynek. Ceny światowe, jakość usług fatalna. Warunki w pensjonatach beznadziejne. Nie mówiąc o tzw. "kwaterach". Ściany, drzwi akustyczne. Słychać każdy ruch sąsiadów zza ścian. Łazienki pamiętające Gierka. Jednym słowem masakra i jedno wielkie kłamstwo. Bo zdjęcia i opinie na bookingu świetne natomiast rzeczywistość jest z zupełnie innej bajki. Jedynym usprawiedliwieniem przyjeżdżających w te warunki wydaje mi się być ogromna niechęć rodaków do nauki języków obcych. Innego wytłumaczenia nie znajduję, bo za te same pieniądze mozna spędzić ten czas we Włoszech nad ciepłym Adriatykiem. Trzeba tylko wykazać się minimum kreatywności i załatwić sobie pobyt samemu, nie opłacając biur podróży. No ale cóż. Każdy ma to, na co się godzi :)
14 sierpień 2015 r.
KIERUNEK KOŁOBRZEG CZYLI JAK SPĘDZIĆ 24 GODZINY W POLSCE
KIERUNEK KOŁOBRZEG CZYLI JAK SPĘDZIĆ 24 GODZINY W POLSCE
Juz wiem, ze nie potrafię odpoczywać i to jest moja jedyna wada ;) ale mam też słabość do długich, męczących podróży. Pojechałam kiedyś do Wiednia na poranną kawę i wróciłam do Lublina na kolację Teraz czeka mnie noc w podróży ale rano położę się na piasku w Kołobrzegu. Zapowiada się piękna pogoda :)
13 sierpień 2015 r.
FLOWER-TIME
FLOWER-TIME
Wielkie reklamy, wielkie oczekiwania i ... klapa. Ktoś - jakiś wielki profesjonalista, wybrał hortensje na upały. Dziś pierwszy dzień wystawy, pierwsze godziny ... a kwiaty padły. Smutno zwiesiły listki w geście rozpaczy. Niestety - wszystko ubogo wyglądało... i kompozycja i wykonanie. Ustawiono bramki, płotki spodziewając się tłumów i klapa. Mało kto po obejrzeniu wizytówki na Grand Placu chce zapłacić za bilet i wejść na dalszą część wystawy. Zawiodłam się tym razem...
8 sierpień 2015 r.
DO KNOKKE-HEIST - WPUSZCZAJĄ TYLKO FERRARI...
DO KNOKKE-HEIST - WPUSZCZAJĄ TYLKO FERRARI...
Wydawało mi się, że najbardziej na wschód wysunięta miejscowość nadmorska będzie oazą spokoju jak polskie Piaski, nic bardziej mylnego. Trzeba było się mocno przepychać się z tabunami ferrari i lamborgini chcąc zaparkować na jednym z nielicznych wolnych miejsc. Na promenadzie nadmorskiej trudno znaleźć restaurację, w ich miejsce jest mnóstwo galerii z fotografiami, rzeźbami, obrazami za wielkie pieniądze. Bogaci mają w czym wybierać: butiki Louis Vuitton, Coco Chanel, Prada, Gucci, pole golfowe, luksusowe korty tenisowe... wszystko czego potrzebują - jest na wyciągniecie ręki...jest i morze, szeroka plaża ale bogaci nie przyjeżdżają po to żeby zażywać kąpieli, co najwyżej leżą na leżakach przy kioskach-domkach tyłem do morza za wysokimi parawanami, za to w kostiumach z najnowszej kolekcji Versace czy D&G...
2 sierpień 2015 r.
LENIWY SPACEREK PO ANTWERPII...
 LENIWY SPACEREK PO ANTWERPII...
Belgia to kraj wielkości województwa mazowieckiego... wszędzie blisko. Wyjazd do Antwerpii to pół godziny jazdy samochodem. A jest to miasto wieloaspektowe. Pokolenia ortodoksyjnych Żydów wpisały sie głęboko w pejzaż konkurując z napływającymi coraz aktywniej muzułmanami. Antwerpia to piękne stare miasto, bogato zaopatrzone sklepy z diamentami, wspaniały dworzec i długa promenada nad Skaldą. Zaciekawia wielopoziomowością... zmusza do odkrywania. Byłam tu parę razy i zapewne wiele razy wrócę...
1 sierpień 2015 r.
LOUVAINE... Leuven, Löwen, Lowanium...
LOUVAINE... Leuven, Löwen, Lowanium...
25 km od Brukseli, stu tysięczne miasteczko w którym królują studenci z największego w krajach Beneluksu uniwersytetu i piwo Stella Artois, którego zakład i biura zarządu zajmują dużą część północno-wschodniego Leuven. Spokojna, leniwa atmosfera, mnóstwo kawiarnianych stolików, miła obsługa... warto odpocząć od brukselskiego multi-kulti. Tym bardziej, ze to bardzo blisko...
30 lipiec 2015 r.
LE MALADE IMAGINAIRE W ABBAYE-DE-VILLERS-LA-VILLE
LE MALADE IMAGINAIRE W ABBAYE-DE-VILLERS-LA-VILLE
No cóż...poprzeczka w ubiegłym roku została postawiona niezwykle wysoko i chciałabym napisać, że "Chory z urojenia" był zagrany brawurowo ale niestety, dziś ani reżyser ani operator światła ani aktorzy nie zdołali jej pokonać. Znałam tę sztukę dość dobrze, kilka dni temu przeczytałam ją raz jeszcze... To był dobry spektakl aczkolwiek pomimo kunsztu Autora - tylko dobry. Myślę, że niesamowite otoczenie sceny, zachwycające ruiny opactwa absolutnie nie zostały wykorzystane przez scenarzystę. A szkoda, bo oczekiwania były wielkie oceniam 4/10. Ciekawe co w przyszłym roku ...:) /foto- panoramka by iphone
21 lipiec 2015 r.
PROVANSJA W PIGUŁCE CZYLI ... PODSUMOWANIE
PROVANSJA W PIGUŁCE CZYLI ... PODSUMOWANIE
Jadąc do Prowansji miałam nieco zbyt duże oczekiwania. Oczekiwałam elegancji, wybornych smaków i zapachów lawendy. Miałam dużo czasu, żeby zobaczyć wiele rzeczy "od podszewki". Jedno jest pewne - ta kraina ma sporo do zaoferowania. To wspaniałe krajobrazy, ciepły klimat i zabytki, winnice, lawenda, ochra i zioła. I prawie tak było: Avignon z Pałacem Papieży i słynnym z dziecięcej piosenki "Sur le pont d'Avignon" XII wiecznym Pont Saint-Bénézet wydawał się być zachwycający na fotografiach w przewodniku, może i robi wrażenie ogromem ale otoczenie już nie. Brudno, mnóstwo śmieci, brak toalet nie usprawiedliwia niemiłych zapachów na głównym placu. Jadąc na zachód niedaleko jest Pont du Gard - najwyższy na świecie akwedukt zaopatrujący Nimes w wodę przez 5 wieków. Na południe niewielkie ale pełne rzymskich zabytków Arles z amfiteatrem na 20 tys miejsc i śladami Vincenta van Gogha, który urzeczony słońcem i prowansalskimi krajobrazami, stworzył ponad 300 obrazów, tam też poddawał się leczeniu psychiatrycznemu, jak wiemy niezbyt skutecznie. Delta Rodanu to teren nieustannie się powiększający. Rzeka znosi rocznie 20 mln m3 mułu, piasku i żwiru. Le Camargue to dziki i najbardziej chroniony teren w Europie. W Saintes-Maries-de-la-Mer w kościele są szczątki św.Sary - patronki Cyganów. Żałuję, ze nie mogłam zobaczyć ich święta bo właśnie tu, pod koniec maja przybywa ich liczna pielgrzymka a miasteczko zapełnia się wozami. Wszyscy schodzą się nad morze by uczestniczyć we mszy na plaży. Jest wtedy niezwykle ciekawie i kolorowo. Nieco dalej są ogromne zielone pola ryżowe i słone laguny, gdzie odparowywana jest sól morska - podobno najlepsza na świecie zwana kawiorem wśród soli ze względu na bogactwo rosnących tam ziół. Marsylią się nieco zawiodłam, prawie nie było jej widać zza masztów ogromnego portu jachtowego a poza ścisłym centrum ma niewiele do zaoferowania, natomiast nieodległe Cassis - śliczne małe miasteczko z szeroką plażą i stateczkami zawożącymi turystów do les Calangues - najpiękniejszej części Lazurowego Wybrzeża. Wysokie skały, głębokie zatoczki z mikroskopijnymi piaszczystymi plażami i grotami- w przewodniku Pascala napisano, że to "wstęp do raju". Pomiędzy Monts de Vaucluse a Montagne du Luberon jest wiele klimatycznych miasteczek. Polecam moją bazę wypadową L'Isle-sur-la-Sourgue - położone w odnóżach rzeki Sorgue zachwyca uliczką z wieloma kołami młyńskimi i ilością restauracji. Tuż obok leży słynne Gordes przyklejone tarasowo do skał, kilka kilometrów nad nim Abbaye de Senanque, którego szare mury za polem lawendy zdobią niemal wszystkie przewodniki i Roussillon - stolica ochry ze stromymi czerwonymi, żółtymi i pomarańczowymi klifami. Tam można oglądać odkrywkową kopalnię ochry i na chwilę poczuć jak w bajkowej krainie. Ciepły świt zastał mnie na krętej drodze do Sault, droga pięła się mocno w górę. Zupełnie inaczej jeździ się po wąziutkich serpentynach, dużo wolniej a lawendy nie wolno fotografować w pełnym słońcu, traci wtedy cały urok. Trud został nagrodzony, ilość fioletowych pól oszałamia. Szkoda, że czasu tego dnia było mało - pozostał więc ogromny niedosyt. W drodze do następnej bazy noclegowej w ST-Paul-en-Foret nie można było ominąć po drodze Grand Cayon du Verdun, gdzie rzeka Verdona przecina dwa wysokie wapienne płaskowyże tworząc na prawie 30 km długości gigantyczny kanion o klifach dochodzących do 800m. Droga wije się urwiskami odsłaniając niezwykłe panoramy. W dole widać mikroskopijne, kolorowe łódki z turystami. Druga część pobytu to Lazurowe Wybrzeże. Przepiękna, elegancka Nicea, szczególnie urokliwa ze wzgórza zamkowego na które można wjechać windą, złote plaże z szafirowym morzem Fréjus i Saint-Raphaël ale także droga wzdłuż wybrzeża zatłoczona do granic możliwości o każdej porze dnia i nocy. W długim korku jechałam do słynnego Saint-Tropez licząc na to, ze widoki wynagrodzą mi trud. Nic z tych rzeczy. Miasteczko słynne z filmów o żandarmie nie jest nawet ładne a już na pewno nie jest ładniejsze od setek mu podobnych wzdłuż wybrzeża. Powrót do Brukseli był długi, najtrudniejsza do zaakceptowania była temperatura, która spadała w miarę ubywania kilometrów aż o 20 stopni - no i deszcz... WELCOME HOME..:)
21 lipiec 2015 r.
IN THE MIDDLE OF NOWHERE...
IN THE MIDDLE OF NOWHERE...
Jadąc bez mapy i nawigacji wąskimi drogami Parku Narodowego Camargue nagle znalazłam się pośrodku niczego... płasko, ogromne puste połacie piasku. Gdzieś na horyzoncie zaparkowane campery. Dalej tylko morze. Teren powstał na skutek nanoszenia przez Rodan rocznie ponad 20 mln m3 mułu, żwiru, piasku. Niesamowite uczucie... poczułam się jak na pustyni w Nevadzie.../żeby zobaczyć panoramkę, należy 2x kliknąć w zdjęcie/
20 lipiec 2015 r.
NA DRODZE
NA DRODZE
Na krętych, górskich drogach bardzo często można spotkać pięknie odrestaurowane stare samochody. Małe, zwinne świetnie sobie radzą na ciasnych zakrętach i wąskich uliczkach miasteczek. Im wyżej tym częściej można spotkać zakręty, przed którymi obowiązuje nakaz trąbienia, żeby ostrzec kierowcę jadącego z przeciwka. Leciwe auta to wielka radość dla właścicieli, często perfekcyjnie ubranych adekwatnie do epoki samochodu. Taki samochód to synonim wolności. Z racji upału często ma odsłonięty dach, otwarte okna, rozwija mniejszą prędkość, dając jego pasażerom większy kontakt ze wszystkim co mijane jest po drodze. Nie zamyka swojego kierowcy w hermetycznym, klimatyzowanym pudełeczku. Po trendzie kupowania coraz większych, szybszych, droższych samochodów sama zastanawiam się nad odmienną opcją...
20 lipiec 2015 r.
SOLNE GÓRY...
SOLNE GÓRY...
Ogromne aż po horyzont baseny solne, obok wysokie hałdy soli morskiej...pięknie pakowanej później w gustowne pudełeczka z napisem: "fin sel de mer"...
20 lipiec 2015 r.
MIASTECZKA PROWANSJI
MIASTECZKA PROWANSJI
Dobrym pomysłem było zabukowanie noclegów w kilku miejscach tak, żeby były bazą wypadową do odwiedzenia różnych części Prowansji. A jest to region bardzo obgicie obdarowany przez naturę. Setki maleńkich, zagubionych wśród wysokogórskich serpentyn miasteczek. Umykają nazwy, lokalizacja... w głowie zostają tylko zapamiętane obrazy, migawki składające się na niekończący film o kolejnej podróży.
18 lipiec 2015 r.
WODA ...
WODA ...
Woda ma różne kolory. W Parku Narodowym Camargue w Saintes-Maries-de-la-Mer, które jest celem słynnej corocznej pielgrzymki Cyganów do cudownej figury świętej Sary szare morze obmywało plaże w takim samym kolorze. W cudnym kurorcie Cassis i w Marsylii - było niebieskie, w Nicei pięknie położonej dookoła zatoczek dodawało miastu elegancji, w Saint-Tropez było tak wiele ogromnych jachtów, ze nie bylo go wiadać ale we Frejus i w sąsiednim Saint-Raphaël - jest najpiękniejsze, takie, jakie powinno być a na Côte d'Azur - lazurowe otoczone złotą plażą. Dziś woda miała 28 stopni ... Bonne journée!
17 lipiec 2015 r.
SAINT-TROPEZ BEZ ŻANDARMA I BRIGITTE BARDOT ...
SAINT-TROPEZ BEZ ŻANDARMA I BRIGITTE BARDOT ...
Absolutnie się zawiodłam. Brzydkie, zatłoczone, blade, nijakie... Po prostu p r z e r e k l a m o w a n e... :(
17 lipiec 2015 r.
ŚNIADANIE W PROWANSJI...
ŚNIADANIE W PROWANSJI...
Wyśmienita kawa, croissanty, sok, ciepła bagietka i dżemy hand-made do tego zapach kwiatów i cudowna atmosfera to przepis na pyszne śniadanie w sercu Lazurowego Wybrzeża... :)
16 lipiec 2015 r.
MARSYLIA - MASZTY
MARSYLIA - MASZTY
Marsylia to właściwie ogromny port... jachtowy, przeładunkowy, pasażerski. Miałam wrażenie, że inne niż portowe miasto nie istnieje. Tylko takie, które widać zza masztów żaglowców.
16 lipiec 2015 r.
GRAND CAYON DU VERDON...
 GRAND CAYON  DU VERDON...
To jest miejsce z gatunku: OBOWIĄZKOWE... więcej o kanionie w notatce "Prowansja w pigułce" i w linku poniżej...
16 lipiec 2015 r.
DZIŚ WISIENKA NA TORCIE - NICEA ...
DZIŚ WISIENKA NA TORCIE - NICEA ...
Nicea (fr. Nice, wł. Nizza, prow. Niça, Nissa) mnie zachwyciła. Szalenie elegancke, szeroko rozłożone, otwarte na lazurowe morze. Siedmio kilometrowy szeroki bulwar nadmorski, porty: pasażerski, towarowy i rybacki, trzecie pod względem liczby pasażerów lotniskow kraju, szybka kolej TGV, autostrady to bardzo duże atuty 350 tysięcznego miasta...
16 lipiec 2015 r.
JOSEF KOUDELKA - BONUS
JOSEF KOUDELKA - BONUS
W sercu Prowansji, przy najwyższym antycznym akwedukcie nie spodziewałam się nagle znaleźć na wystawie zdjęć Josefa Koudelki - członka MAGNUM, znanego m.in. z dokumentowania życia Romów w Rumunii. Przez wiele lat kontynuował swoje projekty, w których zawsze pojawiał się temat bezpowrotnie zanikającego życia. Ta wystawa poświęcona była również zanikającym pomnikom historii. Podróżował po całym świecie fotografując odkrycia archeologiczne. Przez 20 lat odwiedził prawie 200 miejsc w 20 krajach - nieustannie fotografując piękno świata starożytnego. Wystawa pokazuje 21 wielkoformatowych zdjęć panoramicznych,wiele mniejszych a także 300 slajdów wyświetlanych non-stop w mini kinie. To bardzo trudne pokazać kawałek ocalałej kolumny doryckiej w taki sposób, żeby zainteresować widza, chyba nikt nie zrobiłby tego lepiej. To jest Mistrz...
15 lipiec 2015 r.
PROWANSJA ŚWITEM
PROWANSJA ŚWITEM
Budzik na 4.40 i wyjazd w gory, w okolice Sault, gdzie jest najwiecej lawendowych pól. Zapach odurza, kolory zachwycają. Szkoda, ze tak mało czasu... Jak zwylke zresztą...:)
12 lipiec 2015 r.
PONTE DU GARD
PONTE DU GARD
Niemiłosierny upał, w centrum informacyjno-muzealnym nad głowami rozpylana jest woda, która nie ma szans ... w tej samej chwili wyparowuje. Do mostu trzeba przejść kilkaset metrów, co wydaje się być ponad siły w 40-sto stopniowym upale. Na szczęście alejka jest częściowo ocieniona... Ponte du Gard pojawia się nagle, za zakrętem i powala swoim ogromem. Spina brzegi rzeki Gard. Cały system kanałów, doprowadzał codziennie ok. 20 tys. m3 wody do Nimes, miał długość 50 km i różnicę poziomów 17 m. Sam most ma długość 275 m i różnicę poziomów 2,5 cm. Jest wysoki na 49 m i szeroki na 6,4 m u podstawy. Składa się z trzech pięter arkad o różnej liczbie i wielkości. Pont du Gard nie przecina rzeki pod kątem prostym, lecz biegnie lekko pod ukosem, pod prąd wody. Robi ogromne wrażenie niezależnie z jakiej perspektywy się go ogląda. Dookoła mnóstwo ludzi opala się, pływa kajakami, młodzi chłopcy urządzili sobie konkurs skoków ze skały. Bardzo podoba mi się, że takie miejsca żyją, są pełne ludzi a nie umierają odgrodzone kilometrami barierek i trawnikami z zakazem wstępu.
12 lipiec 2015 r.
LAVENDA
LAVENDA
Zawsze chcialam pojechac do Abbaye de Senanque zobaczyć pola lawendy znane z pocztówek. Dziś gnało mnie po krętych drogach Prowansji. Byłam, zobaczyłam... Jestem ukontentowana ..:)
10 lipiec 2015 r.
10 JULI 2015 - THE VERY IMPORTANT DAY
10 JULI 2015 - THE  VERY IMPORTANT DAY
Dzisiejszy Dzień nie zmienia nic a zmienia bardzo dużo. Po prostu Bardzo Ważny Dzień...
6 lipiec 2015 r.
FRANCUSKIE DZIELNICE PARYŻA...
FRANCUSKIE DZIELNICE PARYŻA...
Paryż już od dawna nie jest francuski. Podobnie jak mój ulubiony Rzym zadeptany jest milionami turystów z całego świata i przybyszami z dawnych kolonii. Im cieplejsza pogoda tym bardziej gęstnieją tłumy. Lubię chodzić bocznymi ulicami, poznawać kwintesencję miasta. Zostawiam daleko sklepy z pamiątkami i restauracje nastawione na masowego turystę. Taki Paryż lubię...
6 lipiec 2015 r.
WYSTAWY PARYSKIE
WYSTAWY PARYSKIE
Niedzielny wyjazd do Paryża byl zaskakujący. Wprawdzie główny cel - "Leica Galery" było zamknięte i to było moje wielkie rozczarowanie, bo w naiwności swojej myślałam, że wszystkie galerie zamknięte są tylko w poniedziałki. To szybko okazało się, że jest wiele innych, bardzo ciekawych miejsc do odwiedzenia. Świetna wystawa fotografii Bruce Gildena - członka grupy MAGNUM zawładnęła kilkoma stacjami metra. Ogromne, wielkości bilbordu zdjęcia zmieniły podziemne stacje w najczęściej odwiedzane galerie w mieście. Ale odwiedziłam też i inne nie mniej ciekawe miejsca: Centre Calouste Gulbenkian i In Camera Galerie. Na sierpniowe otwarcie w kolejce czeka Polka Galerie z wystawą L'un pour l'autre Le gout de l'échange de Marc Riboud... lubię gdy kalendarz wizyt w Paryżu zapełnia się ciekawymi propozycjami.
6 lipiec 2015 r.
PARYŻEWO LATEM ...
PARYŻEWO LATEM ...
Lubię zaglądać do bram i na podwórka... można tam często zobaczyć skrywane tajemnice codzienności...
2 lipiec 2015 r.
WYSTAWA LTF - "DROGA"
WYSTAWA LTF -
Zdjęcie z bajecznej stacji neapolitańskiego metra reprezentuje mnie na wakacyjnej wystawie Lubelskiego Towarzystwa Fotograficznego w lubelskim Pałacu Parysów. Gdy zobaczyłam to miejsce - skojarzyło mi się z drogą do marzeń, do gwiazd... "sięgać i cieszyć się spełnianiem.". Gdy w sobotni, letni poranek weszłam do metra, czułam się nieswojo. Było pusto, przeraźliwie pusto, przecież Neapol to milionowe, gwarne miasto. Stacja jest w absolutnym centrum... bałam się, że coś się stało, lub ma się stać a ja o niczym nie wiem. W ciągu sekundy przez głowę przeleciały mi wszystkie odcinki Ojca Chrzestnego i Ośmiornicy... a powód był prozaicznie prosty. Sobotni poranek to czas domowy. Nikt nie idzie do pracy, więc ulice są niemal puste prawie do południa. Metro też - jak widać na załączonym zdjęciu... Wystawa Będzie czynna w Pałacu Parysów /II piętro/, przy ulicy Przechodniej 4. do dnia 1.09.2015 w godzinach 8.00 - 18.00. W imieniu Koleżanek i Kolegów serdecznie zapraszam...
30 czerwiec 2015 r.
TRAFIŁ MI SIĘ... WYWIAD
TRAFIŁ MI SIĘ... WYWIAD
Po Konferencji w Parlamencie Europejskim rozmawiałam w kuluarach z europosłem Markiem Plurą na temat zakresu i zasadności wprowadzania Europejskiej Karty Osoby Niepełnosprawnej. Dziennikarka PAP zadała mi później kilka pytań dotyczących tej inicjatywy, jak widziane jest to okiem praktyka. Ciekawe doświadczenie i troszkę nerwów, ważenie słów, co powiedzieć najważniejszego, żeby w krótkim wywiadzie trafić do kogoś, kto decyduje o istotnych sprawach dla osób niepełnosprawnych. Mam nadzieję, że w tej kilku minutowej rozmowie dodałam swoją kropelkę, która popłynie wraz z rzeką pomysłów.
30 czerwiec 2015 r.
KONFERENCJA "TOWARDS BARRIER - FREE EUROPE" W PARLAMENCIE EUROPEJSKIM
KONFERENCJA
Bardzo się cieszę, że mogłam uczestniczyć w konferencji z racji mojego zawodu. Miło słyszeć, że europosłowie faktycznie robią coś dla zwykłych ludzi i to ludzi, których doświadczył los. Tematem była Europejska Karta Osoby Niepełnosprawnej. Początkowo będzie obejmowała dostęp do kultury i sportu, później rozszerzy swoje działanie na edukację wszelkiego typu. Ważne jest to, iż objęte jej działaniem zostały również osoby upośledzone umysłowo. Jest to ogromna szansa dla wielu młodych ludzi, którzy nie mieli i nie mają tych samych szans co pełnosprawni. Miło było słyszeć, ze Polska przoduje w wielu programach wyrównujących szanse i to od nas uczą się pozostałe kraje. Jan Paweł II przy okazji ustanowienia Dnia Chorego przypomniał, że "Miarą wartości człowieka i społeczeństwa jest jego stosunek do najsłabszych" - zróbmy więc wszystko, żeby nasza wartość była wysoka. poniżej link do strony europosła Marka Plury, pomysłodawcy i głównego organizatora konferencji.
29 czerwiec 2015 r.
LERNT POLNISCH...
LERNT POLNISCH...
"Uczcie się polskiego" - sprzeciw robotników przeciwko polityce rządu komunistycznego w 1980r, założenie SOLIDARNOŚCI - chociaż o tym bardzo mało się mówi - było bacznie obserwowane za niemiecką granicą. O wielu działaniach opozycji z NRD dowiedzieliśmy się z panelowej dyskusji Rolanda Jahna - pełnomocnika Federalnego do Spraw Materiałów Państwowej Służby Bezpieczeństwa NRD i Thomasa Kretschmera enerdowskiego opozycjonisty, sympatyka "Solidarnosci". Cieszy też ścisła współpraca i przepływ wiadomości pomiędzy Polską a Niemcami - czego dowiedzielismy się z przemówień Marka Weinmeistera - Sekretarza Stanu do Spraw Europejskich, Ambasadora Niemiec Reinharda Silberberga i naszego polskiego Ambasadora przy UE Marka Prawdy. Ogromnym atutem wystawy był silny przekaz i symbolika fotografii z tamtego okresu. Twarze ludzi sportretowanych w czasie strajków wyrażające jednocześnie strach i ogromną odwagę stały się symbolem na zawsze. Wystawę można oglądać i zapoznać się z materiałami Służb Bezpieczeństwa NRD od 29 czerwca do 6 lipca 2015r. W Domu Regionów Rue Montoyer 21, 1000 Bruksela
25 czerwiec 2015 r.
DZIEŃ DOBRY ... JEŚLI SAMI TEGO CHCEMY...
DZIEŃ DOBRY ... JEŚLI SAMI TEGO CHCEMY...
Przeczytałam ostatnio kilka artykułów o tym, jak popularne jest uczucie nienawiści wśród ludzi. Czasami za coś, czasami za nic ... ot tak, żeby napompować swoje złośliwe ego. Zapominamy, a właściwie dużo wygodniej jest nam nie pamiętać, że to my sami jesteśmy reżyserami swojego życia i żeby było nam dobrze, musimy ciężko pracować każdego dnia. Nikt nie ma gwarancji, że przyjaźń, związek, zdrowie będzie wieczne jeśli będziemy tylko odcinać kupony nic z siebie nie dając a wręcz żądając od wszystkich dookoła, żeby nam umilali każdy dzień. Przede wszystkim trzeba kochać życie i własną osobę... tylko wtedy możemy część tego co mamy oddać innym. Dzielić się szczęściem i miłością. Nikt nie chce być z kimś, kto nie ma czasu, kto nie chce rozmawiać, kto nie szanuje, obraża, zajmuje się tylko sobą - czasy baśniowych księżniczek i wzdychających rycerzy minęły bezpowrotnie... uciekamy daleko od egoistek zapatrzonych w siebie, mających zawsze swoją rację... szukamy ludzi empatycznych, umiejących słuchać. Dlaczego są tacy, którzy mają dookoła siebie mnóstwo ludzi a innych przy głębszym poznaniu wszyscy jak najszybciej opuszczają? Na to pytanie musimy sami sobie odpowiedzieć... najlepiej przed lustrem. "To ja jestem za to odpowiedzialna, to moje życie" ... Miłego dnia.
23 czerwiec 2015 r.
EUROPEAN DAY OF HUMANITY...
EUROPEAN DAY OF HUMANITY...
GALA CONCERT in "FLAGEY STUDIO 4" w Filharmonii Brukselskiej, a w programie: David CHMELIK: The European Union Fanfare - Music for the Peace, Mikalojus K. ČIURLIONIS: Miške (In the forest) - Symphonic poem for a large orchestra, Bedřich SMETANA: Fanfare from the ouverture to the opera Libuše ARMENIAN and TURKISH DUO Concertante pieces from CLASSICS TO JAZZ DANCES from Greece and Armenia ... No i w wielkim finale... grecka i niemiecka orkiestra miała zagrać razem hymn europejski "Ode to Joy" Ludwiga van Beethovena, którą zaśpiewać miał EUROPEAN CHOIR... Wszystko było pięknie do przerwy. Wspaniała 40 osobowa orkiestra dęta i gościnnie - jako wisienka na torcie - utalentowana łotewska saksofonistka studiująca w Wielkiej Brytanii. Chciałoby się parafrazować Wodeckiego mówiąc - "prześliczna saksofonistka" spowodowała, że występ orkiestry wiele zyskał. Natomiast później było już tylko gorzej... duet ormiańsko-turecki uśpił wszystkich smętnym zawodzeniem a zespół wokalny z Grecji dobił. To był dobry moment na wyjście do domu, żeby nie zniechęcić się do muzyki w ogóle... i chociaż bardzo żałuję finałowego punktu koncertu - był to jedyny sposób, żeby zachować dobre wrażenie z imprezy.:)
22 czerwiec 2015 r.
SĄ... DZIŚ WYJĘŁAM ZE SKRZYNKI...
SĄ... DZIŚ WYJĘŁAM ZE SKRZYNKI...
Mam już bilety na LE MALADE IMAGINAIRE w Abbaye Villers-la-Ville. Jedyny w swoim rodzaju spektakl gdzie scenografią są ruiny opactwa. W ubiegłym roku bylam tam na Pinocchio i wyszłam oczarowana grą aktorów, grą swiateł, wykorzystaniem murów opactwa, scenografią i organizacją. Od 1987 co roku przygotowywana jest inna adaptacja. Same perełki literatury m.in. Romeo et Juliette, Cyrano de Bergerac, Faust, Hamlet, La Reine Margot, Les Miserables, Macbeth, Jesus-Christ Superstar, Dracula, Milady Le Nom De La Rose, Don Camillo, Frankenstein i w ubiegłe lato - Pinocchio. Od dziś z wielką niecierpliwością czekam na 30 lipca...na spotkanie z Molierem.
22 czerwiec 2015 r.
PIERWSZY DZIEŃ LATA ...
PIERWSZY DZIEŃ LATA ...
Zimno, leje deszcz... no tak - lato już było. Pojawiło się niepostrzeżenie w dwa czerwcowe popołudnia, otuliło promykami wszystkich, dało nadzieję ale niestety... było tylko przejazdem z północy na południe. Jak widać zatrzymało się tylko na krótki odpoczynek dla ochłody... Niedługo jadę na południe, żeby z nim troszkę pobyć..;)
19 czerwiec 2015 r.
ZAJEŹDZILIŚMY KOBYŁĘ HISTORII....
ZAJEŹDZILIŚMY KOBYŁĘ HISTORII....
Legendarna postać opozycji demokratycznej w PRL, były senator RP, wybitny historyk -mediewista, kawaler Orła Białego, laureat Nagrody Literackiej Nike 2014 za autobiografię "Zajeździmy kobyłę historii. Wspomnienia poobijanego jeźdźca". Prof. KAROL MODZELEWSKI był dziś gościem w polskiej ambasadzie. Nie sposób opowiedzieć w kilku słowach jak ważne było dla mnie spotkanie z Człowiekiem-Legendą o niepospolitym życiorysie. W niezwykle barwny sposób opowiadał o czasach komuny, stanu wojennego, okrągłego stołu. Wyjaśniał zawiłości zawirowań wokół Solidarności. Nigdy nie odważę się oceniać decyzji ludzi w tamych czasach. Żeby oceniać - trzeba było wtedy być w centrum zmian, współtworzyć w tamtych realiach a nie patrzeć i być mądrym z perspektywy kapci na kanapie. Czas spotkania minął niepostrzeżenie. Wszyscy wstawali niechętnie, z wielkim ociąganiem gdyż Gość zostawił nas z wielkim niedosytem. Nawet w kuluarach ambasady ... przy pysznym poczęstunku i winie, rozmowy dalej toczyły się na dotknięte przez Niego tematy. To był czas, który zostaje w pamięci na długo.
19 czerwiec 2015 r.
NA ZDROWIE...ZDROWE...
NA ZDROWIE...ZDROWE...
Koło mojego domu jest maleńki park. Często są tu ekologiczne mini-jarmarki. Teraz też w każdy czwartek będzie "Jeudi Jardin" od 12.00 do 20.00 mozna kupić same pyszne rzeczy: pieczywo, warzywa, owoce, miody i... organiczne wino i soki. Wszystko przy jazzującym zespole trzech przystojnych panów. Posiedziałam na leżaczku, posłuchałam muzyki, zakupiłam żółtą fasolkę i pachnącą bagietkę - były rewelacyjne. Za tydzień kolejne zakupy...
13 czerwiec 2015 r.
ŚRODA W SOBOTĘ...
ŚRODA W SOBOTĘ...
UNIWERSYTET TRZECH POKOLEŃ wystartował... pierwszym gościem była dziś prof. Magdalena Środa. Troszkę obawiałam się bo moja wiedza w sprawach feminizmu jest nikła, a pani profesor znana jest z takich właśnie poglądów. Rzeczywistość była inna... tematem była "Etyka w Polityce" - ponad godzinny wykład wysłuchałam z absolutną uwagą, tak jak i odpowiedzi na zadawane pytania. Wszystkie były niezwykle wyważone i trafne. Pani profesor swoją rozległą wiedzą powoduje, ze świetnie się jej słucha a pierwszą rzeczą po powrocie do domu jest wewnętrzny przymus do doczytania więcej i więcej... następny wykład po wakacjach 12 września ..:)
11 czerwiec 2015 r.
SECESYJNY SPACER, KTÓRY SIĘ NIE ODBYŁ ...
SECESYJNY SPACER, KTÓRY SIĘ NIE ODBYŁ ...
Nawet byłam przygotowana. Znalazłam w przewodniku opisy kamieniczek art deco w pobliżu... ale rozmowa w kobiecym gronie na milion tematów okazała się zbyt pasjonująca, żeby ją przerywać. Myślę, że duży udział w podjęciu takiej decyzji miało moje ulubione prosecco... Dziękuję za cudowny czas w miłym towarzystwie :)
10 czerwiec 2015 r.
POSIŁEK KWIECISTY
POSIŁEK KWIECISTY
To, że kraje południowe obfitują w bogactwo smaków, wie każdy. Szukałam czegoś więcej, czegoś charakterystycznego dla Katalonii ... bo kuchnia katalońska odznacza się szczególnym eklektyzmem. To niezwykła mieszanka smaku owoców morza, ryb oraz wszelkiego rodzaju mięs, kiełbasy. Nie dziwi np. połączenie kurczaka z homarem. Warto spróbować Suquet - najbardziej popularnego gulaszu katalońskiego. Mieszanka ryb, owoców morza, z dodatkiem szafranu, wina, pomidorów i ziemniaków. Arros negre - najbardziej popularne, katalońskie danie, którego podstawą jest ryż pochodzi z Costa Brava. To ryż z dodatkiem owoców morza, czosnku, pomidorów, kawałków ryby, oliwy z oliwek. Jednak najważniejszym składnikiem jest tutaj atrament z kałamarnicy, który nadaje potrawie niepowtarzalnego smaku i pięknego koloru. Canelons a la barcelonesa - rodzaj canneloni, nadziewane wieprzowiną i kurzą wątróbką. Jeden z większych przysmaków katalończyków. Botifarra amb mongetes - tradycyjne danie katalońskie: grillowana czarna kiełbasa z dodatkiem odmiany białej fasoli - tzw. haricot. Esqueixada - sałatka z solonego dorsza, cebulą i papryką i ... najbardziej znana Paella - tradycyjnie przygotowywana na wolnym powietrzu. Jej głównym składnikiem jest ryż z mięsem lub owocami morza w zależności od upodobań kucharza. Ale dla mnie hitem są potrawy w których głównymi składnikami są ... KWIATY! W tym celu warto wybrać się na targ la Boqueria przy słynnej La Rambla - ulicy o której hiszpański poeta Federico Garcia Lorca mawiał: "Rambla to jedyna ulica na świecie, która mogłaby nie mieć końca". Tam wśród licznych straganów ze wszystkim co najsmaczniejsze na świecie można zaopatrzyć się w jadalne kwiaty ... i jest to coś w czym się absolutnie zakochałam... /na zdjęciu >flors< do wyboru do koloru/
8 czerwiec 2015 r.
GAUDI... NIE HISZPAN ALE KATALOŃCZYK
GAUDI... NIE HISZPAN ALE KATALOŃCZYK
Antonio Gaudi jest w świadomości każdego człowieka nierozerwalnie związany z Barceloną. W samym mieście jest oczywiście wiele sławnych budowli zaprojektowanych przez niego... W pracy nad projektem wykorzystywał regułę równowagi krzywej łańcuchowej, stosował łuki paraboliczne, łączył nowatorstwo rozwiązań konstrukcyjnych, ze swobodnym plastycznym ukształtowaniem bryły budynku. Był geniuszem ... Mnie najbardziej zachwyciła Casa Batllo na Passeig de Gracia 43. Katalończycy mówią o niej: "Te sorprenderá por fuera, te enamorará por dentro" - zdziwi cię z zewnątrz, rozkocha cię od środka. I tak było..:) Fasada domu nasuwa skojarzenie ze spokojnym morzem, które staje się burzliwe i zaskakujące w środku. Zwiedzanie zaczynamy od pięknego przedsionka - Vestíbulo, słynnej Planta Noble - stara rezydencja rodziny Batllo, wchodzimy także na strych - Desván, tu zobaczymy starą pralnię z cudną instalacją świetlną i dalej - do sali kominkowej Chimeneas. Rozwiązania architektoniczne pobudzają naszą wyobraźnię, zaskakują i niezmiennie zachwycają... to miejsce, które przenosi nas w całkiem inny świat, w świat wyobraźni, przestrzennego artyzmu, w mistyczny świat geniuszu Gaudiego. Prywatnie był katalońskim nacjonalistą. W swoich budowlach nieustannie nawiązywał do tradycji katalońskiej, często umieszczał też symbole, manifestujące przynależność katalońską. Podobno zdarzyło się nawet, że został aresztowany za odpowiadanie policjantowi po katalońsku w czasach, w których władze uważały to za nielegalne. Niepokorny wizjoner zachwyca kolejne pokolenia...i tak zostanie na zawsze. Obok zdjęcie z Casa Batlló...
5 czerwiec 2015 r.
CELEBRUJĄC URODZINY Z DRUŻYNĄ FC BARCELONA...
CELEBRUJĄC URODZINY  Z DRUŻYNĄ FC BARCELONA...
W Belgii zima i wiosna są takie same. Nie ma śniegu ale za to cały czas wieje lodowaty wiatr. Wczoraj pierwszy raz zdjęłam płaszcz. Dlatego tak bardzo tęsknię za ciepłem. Zwykle kiedy tylko mogłam jeździłam do Włoch... Czas zmienić kierunek a urodziny to dobry pretekst, żeby spędzić ten czas w pięknym miejscu, bo Barcelona oczywiście należy do takich perełek. Od pierwszych chwil na lotnisku układało się lepiej niż było przewidziane, bez żadnych problemów udało się pojechać wcześniejszym shuttle busem, przystanek końcowy okazał się być tuż przy Passeig Lluis Companys obok Łuku Triumfalnego, gdzie był mój hotel i tu od razu ciekawostka...ta budowla projektu Josepa Vilaseci i Casanovasa była głównym wejściem na teren Wystawy Światowej, która w 1888 roku miała miejsce na terenie parku de la Ciutadella. Mało kto wie, że miała tutaj powstać... Wieża Eiffela, którą sam autor zaproponował władzom miejskim. Te, ostatecznie zdecydowały się na Arc de Triomf o wysokości 30 metrów... Pani recepcjonistka szczęśliwa po zwycięstwie Barcy nad Juve w Lidze Mistrzów powiedziała, że daje mi lepszy pokój - z balkonem wychodzącym na ulicę, żebym mogła obejrzeć wieczorną paradę zwycięskiej drużyny. I tak było... Barca w otoczeniu tysięcy ludzi z flagami przejechała pod moimi oknami... Katalończycy umieją się cudownie cieszyć i bawić... uwielbiam ich dumę ze swojego regionu, drużyny, miasta i bardzo mi się podoba sposób w jaki to okazują... VISCA EL BARCA Y VISCA CATALUNYA!!! /więcej w linkach poniżej/
30 maj 2015 r.
WIARA PO PARYSKU...
WIARA PO PARYSKU...
To, co mnie zaciekawiło najbardziej to bliskie, przyjazne relacje księży z rodzicami i młodzieżą. Ksiądz nie jest tu Bogiem Wszechwiedzącym i nie zachowuje się wyniośle tak jak w Polsce. W tym kraju nikt nie MUSI przyjmować sakramentów. Jeżeli to robi, to jest o tym przekonany. Nie ma polsko-sąsiedzkich nacisków dewotek więc przekłada się to na absolutnie radosną atmosferę. Pierwszy raz zabiorę głos w sprawie religii, ale jestem przerażona tym, jak polscy rodzice utwierdzają swoje dzieci w przekonaniu, iż drenaż kieszeni bliskich jest najważniejszy. Już na samym początku wybiera się rodziców chrzestnych mających grube portfele... a w czasie pierwszej komunii pod presją rodziców - dziecko nastawione jest na liczenie prezentów. Nie są ważne więzi rodzinne, tylko gruba koperta podarowana przez wujka czy ciocię, których dziecko nawet wcale nie zna, bo czy pamięta o imieninach i życzeniach dla chrzestnych? NIE...czy na to jest za małe? Raczej nie, skoro potrafi szczegółowo powiedzieć na co wyda ich pieniądze. To właśnie teraz ma poznać swoich chrzestnych przez pryzmat zer za jedynką i zapamiętać aż do ślubu... bo dopiero wtedy wyśle kolejne zaproszenie, licząc na kolejny przypływ gotówki... Czyż nie jest tak?
30 maj 2015 r.
PARIS PARIS
PARIS PARIS
Pomimo niespecjalnej prognozy, Paryż pod koniec maja przywitał nas "niebem Magritte'a" i ciepłem. Spacer bardzo mi się podobał: dzielnica łacińska, okolice Sorbony, panteonu i ogrodów luxemburskich zawsze były mi bliskie. A na koniec dnia La Defense - dzielnica, bez której żadna wizyta w Paryżu nie byłaby udana. Tam jest spokój, przestrzeń i elegancja. To, czego coraz częściej brakuje miastu zadeptanemu przez miliony wycieczek z tabletami...
29 maj 2015 r.
"POLSKIE START-UPY W BELGII I W UNII EUROPEJSKIEJ" CZYLI - SPOTKANIE Z DR MICHAŁEM BONIM
Mieszkasz za granicą...chcesz otworzyć własny biznes... to seminarium kierunkowało gdzie szukać pomocy. Jakie są możliwości pomocy dla początkujących przedsiębiorców ze środków polityki spójności, jakie są programy UE i inne formy wsparcia dla nowych przedsiębiorców oraz e-biznesu. Niezwykle ciekawie spędzony czas i mnóstwo pytań rodzących się w głowie... czas poszukiwać odpowiedzi..:)
28 maj 2015 r.
LUNCH&MORE - rue du Marteau 36A
LUNCH&MORE - rue du Marteau 36A
Zauważam, ze nie potrafię odpoczywać i troszkę mnie to martwi ... ale jak siedzieć w domu, kiedy dookoła dzieją się tak ciekawe rzeczy. Dziś było spotkanie dotyczące tzw. konwencji antyprzemocowej czyli Konwencji o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. Temat bardzo mi bliski z racji zawodu a sama Konwencja i jej ratyfikacja przez Polskę jak wiemy - nieustannie budzi wielkie emocje. Gościem tego spotkania była pani poseł Agnieszka Kozłowska-Rajewicz MEP, która jako Pełnomocnik Rządu ds. Równego Traktowania, podpisała w imieniu Polski tę Konwencję w Strasburgu 18 grudnia 2012 r. Natomiast dyskusję poprzedzoną krótką prezentacją głównych postanowień Konwencji w sposób niezwykle ciekawy prowadziła Dorota Garstka. Spotkanie przeciągnęło się do późnych godzin wieczornych bo temat generował wciąż nowe pytania... z takich spotkań człowiek wychodzi zadowolony z głową napełnioną nowymi tematami a dyskusje przenoszą się na grunt prywatny na salonową kanapę przy kieliszku dobrego wina..:)
27 maj 2015 r.
TRUE COLOURS
TRUE COLOURS
Bruksela powitała mnie nowościami. Jak wiadomo, Łotwa przewodniczy obecnie posiedzeniom Rady Unii Europejskiej,więc jej prezydencja to dobry czas, żeby poznać ten maleńki kraj z zimnych obrzeży Europy. Dziś byłam w European Economic and Social Committee na wystawie malarstwa łotewskich malarzy. Większość prac utrzymana w odcieniach żółci, błękitu i zieleni przywodzi na myśl ciepłą wiosnę... oczekującą na lato... Świetnie, ze nieznani artyści mają możliwość pokazania swoich prac poza granicami własnego kraju...warto ten trend promować...:) Jeżeli ktoś ma chwilkę, warto wpaść - Adres: CESE Bâtiment - JDE,Rue Belliard 99 - 6e étage - Atrium
27 maj 2015 r.
KWIECISTA SAŁATKA
KWIECISTA SAŁATKA
CAFE LOFT na pasażu za Domami Centrum to odkąd mieszkam w Brukseli, moja poczekalnia i chwila odpoczynku przed odjazdem na lotnisko... Lubię zamawiać to, co poleca szef kuchni i ... nigdy sie nie zawiodłam. Wtorkowa sałatka specjalna z kieliszkiem wina w cenie 20zł to był strzał w dziesiątkę. Mix sałat, karmelizowane śliwki, chrupiący boczek i wiórki sera pleśniowego... ale najważniejsza jest oprawa...pięknie podane, udekorowane jadalnymi kwiatami nasturcji i maleńkimi bratkami. Obsługa niezwykle grzeczna i kompetentna... Byłam tak zachwycona, że transfer na lotnisko i sam lot stały się przyjemnością. Polecam ... namiary w linku poniżej... :)
26 maj 2015 r.
RALPH GIBSON - "MONO" NA MYSIEJ 3
RALPH GIBSON -
Nie mogłam sobie odmówić chociaż krótkiej wizyty w tym miejscu. Ostatkiem sił tuż przed odlotem z Warszawy, pobiegłam na Mysią 3. Ta firma jest gwarantem najwyższej jakości i ... jak zwykle się nie zawiodłam. "Ralph Gibson legenda amerykańskiej fotografii. (...) Mistrz kadru i cienia, umiejętnie wychwyconych fragmentów architektury, dostojnej nagości." - tyle można przeczytać na stronie www.leica-camera.pl ... i oczywiście mają rację. Dość zaskakujące połączenia ułożone są w zadziwiającą całość. Wystawa czynna jest do 14 czerwca 2015r. Warto otworzyć się na wyobraźnię Artysty, przebyć z nim drogę poszukiwań spójności ... Dużo więcej o Ralphie Gibsonie i wystawie w linku poniżej...
26 maj 2015 r.
LUBLIN
LUBLIN
Dzień Matki to ważny powód, żeby przebyć 3200km i ucałować Mamę... Wszystkiego Najlepszego..:)
22 maj 2015 r.
WARSZAWA - TYSIĄC SPRAW...
WARSZAWA - TYSIĄC SPRAW...
Lubię wracać do Warszawy, ale teraz leciałam w wielkim stresie, bo czasu mało a ilość spraw do załatwienia niebezpiecznie rosła z godziny na godzinę. I nagle się okazało, że Świat pomaga. Bo okulista czekał, bo piękne oprawki znalazłam od razu, bo wszystko układało sie idealnie. To co sobie zaplanowałam było natychmiast dostępne niemal w pierwszym miejscu. Urzędy nagle stały się przyjazne a sprawy dotyczące pracy załatwione po mojej myśli... I tak ma być... super..:)
20 maj 2015 r.
KAROL STRASBURGER - AGENT NUMER 1
KAROL STRASBURGER - AGENT NUMER 1
Trzeba przyznać, ze kolejne spotkanie z Gościem w polskiej Ambasadzie było niezwykle udane. Karol Strasburger to firma sama w sobie. Aktor, artysta w każdym calu. Człowiek z ogromnym dystansem do siebie i świata, z mocnymi zasadami. Przyjemnie było słuchać o jego poglądach na życie, o sprawach zakulisowych i planach na przyszłość. Po spotkaniu dyskusje przeniosły się do sali bankietowej gdzie przy cudownych kanapeczkach i winie kontynuowane były jeszcze bardzo długo. Wszyscy wyszli bardzo późno w nocy ... dobrze, ze ambasada jest niemal po sąsiedzku..:)
17 maj 2015 r.
PRIDE PARADE - KOLOROWO I WESOŁO
PRIDE PARADE - KOLOROWO I WESOŁO
Wróciłam z Pride Parade ... zaprezentowały się wszelkie nacje...geje, lesbijki, bisexy, sado, maso i trans-wszelkiej maści ... nie potrafię nawet wymienić wszystkich ale był to też pokaz ogromnej tolerancji mieszkańców. Ulice zamknięte, utrudniony ruch autobusów i samochodów a jednak przyszły tysiące ludzi, pomimo deszczu wszyscy się świetnie bawili. Było co oglądać, bo zanim Parada przedefilowała po ulicach centrum Brukseli zobaczyliśmy wspaniałe pokazy tańca na schodach stołecznej Giełdy. Bardzo spodobał mi się zmysłowy taniec dwóch niezwykle wygimnastykowanych mężczyzn. Piękna muzyka, dopracowane do perfekcji ruchy i elementy akrobatyczne zadecydowały o tym, że publiczność licznie zgromadzona na placu Burse oglądała występ w niemym zachwycie. ... foto by iPhone:
15 maj 2015 r.
MOLO W BLANKENBERGE
MOLO W BLANKENBERGE
Blankenberge ma piaszczystą szeroką plażę i 350-metrowe molo z 1894r. Na samym jego końcu znajduje się Pavilon, w którym można odwiedzić Aquaramę - wystawę prezentującą faunę i florę Morza Północnego a spacerując dookoła okrągłego budynku można podziwiać panoramę wybrzeża z perspektywy morza. To bardzo popularny belgijski kurort. Łatwo tu dojechac z Brukseli zarówno samochodem jak i pociągiem gdyż stacja usytuowana jest 10 minut od plaży. Już w XVII wieku Blankenberge było ulubionym kurortem mieszkańców tych terenów - głównie mieszkańców Brugii. Pierwszy hotel został wybudowany około 1850 a w 1871 sam niemiecki cesarz przybył do Blankenberge, aby odpocząć po wojnie z Francją. Przy plaży, niemal w centrum Blankenberge, znajduje się kasyno w pięknym stylu Art Deco. Stoi ono w miejscu, gdzie wcześniej znajdowała się wybudowana w 1810 twierdza Napoleona. Mnie bardzo podobają się szerokie i płaskie jak stół plaże. Silne wiatry dokuczające plażowiczom sprawiają jednak, że jest to mekka surfingowców i amatorów puszczania latawców. Często niebo nad możem wygląda jak w czasie inwazji kolorowych motyli.
15 maj 2015 r.
DE HAAN - WIATR I SPOKÓJ
DE HAAN - WIATR I SPOKÓJ
Mekka miłośników jazdy konnej po plaży ... i gry w golfa bo 10-tysięczne miasteczko może pochwalić się 18 dołkowym polem ze świetną lokalizacją wśród wydm. Najwybitniejszym mieszkańcem i miłośnikiem tego miejsca był Albert Einstein, który mieszkał tu w willi "Savoyarde" przez sześć miesięcy w 1933 roku po wyjeździe z nazistowskich Niemiec. To jedno z nielicznych miejscowości nadmorskich, które utrzymuje niską zabudowę i dzięki temu budynki w stylu Belle Epoque są nadal widoczne. To chyba moje najbardziej ulubione miejsce nad belgijskim morzem ... poniżej link do informacji o miasteczku, jeździe konnej i golfie...
3 maj 2015 r.
COCA-COLA ...100 LAT BUTELKI
COCA-COLA ...100 LAT BUTELKI
Portal Ipsa24 Belgia zamieścił dziś zaproszenie od COCA COLI - z czego chętnie skorzystałam. Sporo atrakcji czekalo na gości w brukselskiej siedzibie na Chaussée de Mons 1424. Można było się dowiedzieć, ze napój był początkowo sprzedawany w aptekach jako lekarstwo na ból żołądka a od 100 lat stał się ogólnodostępny. Hitem była możliwość zaprojektowania własnej butelki, zdjęcia reklamowe czy fotografie 3D. Oczywiście płyn z bąbelkami lał się strumieniami a w cacacolowym sklepiku kusiły kolekcjonerskie egzemplarze butelek zaprojektowanych przez słynnych projektantów. Piękną bladoróżową z namalowanym gorsetem zaprojektowaną przez Jeana Paula Gaultier posiadam od trzech lat w swojej kolekcji, ale dziś zachwycałam się też innymi nie mniej ciekawymi. Bardzo lubię takie imprezy... i czekam na kolejne a obok - butelka wg. mojego projektu...
3 maj 2015 r.
KENNA KOLEJNY RAZ WE FRANCJI
KENNA KOLEJNY RAZ WE FRANCJI
Z wielką przyjemnością wybrałam się do Nancy, żeby zobaczyć wystawione tam w Galerii Troncin Denis prace Michaela Kenny z serii DRZEWA. Równolegle w Musee des Beaux-Arts przy głównym Place Stanislas była wystawa jego prac "France". Tak jak napisałam w poprzedniej notatce - ceny prac Mistrza Kenny są dla mnie zaporowe ale zawsze mogę delektować się tymi w albumach, które leżą u mnie na półce...:)
2 maj 2015 r.
NANCY - MIASTO LESZCZYŃSKIEGO
NANCY - MIASTO LESZCZYŃSKIEGO
Stanisław Leszczyński to król Polski, który po wygnaniu z kraju osiadł razem ze swoją żoną Katarzyną Opalińską w Nancy na stałe. Oddano mu w dożywotnie władanie Księstwo Lotaryngii. W ciągu kolejnych 30 lat, które przeżył, dał się jednak poznać podwładnym z jak najlepszej strony. Budował okazałe rezydencje, ogrody, fundował biblioteki, założył Akademię Rycerską. Był nie tylko cenionym budowniczym, ale i administratorem oraz społecznikiem; wznosił szpitale i przytułki. Gdziekolwiek spojrzysz - wszystko jest nazwane jego imieniem... i przepiękny główny plac ze złoconymi bramami na którym jest jego pomnik i kawiarnie, sklepy, restauracje "U Stana". Jego imię odmieniane jest na szyldach niezliczoną ilość razy. Nic dziwnego gdyż Nancy dzięki Leszczyńskiemu zachwyca swoją urodą i elegancją. Ale moim głównym celem była przecząca swojej nazwie - mała, niepozorna uliczka Rue Grande z niewielką "Galerie Troncin Denis" - w której wystawione zostały prace Michaela Kenny. Niestety stać mnie tylko na zakup albumu z jego zdjęciami... jeszcze nie mogę sobie pozwolić na posiadanie oryginalnego, sygnowanego zdjęcia Mistrza. Najtańsze prace wyceniono na 2,3 tys euro. To troszkę zbyt dużo dla mojego budżetu..:)
2 maj 2015 r.
LUX PO 20 LATACH...
LUX PO 20 LATACH...
Wróciłam dziś do Luxemburga po 20 latach i ... tym razem również nie odczuwam zadowolenia z wycieczki. Stolica poza położeniem dalej nie zachwyca tonąc we wszechobecnych rusztowaniach. Dalej jest to małe, nieco powyżej 100-tysięczne miasteczko którego atrakcjami są pałac książęcy i kilka kościołów. Oczywiście są też i inne miejsca odwiedzane przez turystów - winda wykuta w skale przenosząca z górnego miasta do parku w dolinie rzeki i kazamaty Bock oraz Petrusse wraz z fortyfikacjami Starego Miasta będące na Liście Światowego Dziedzictwa Kulturowego, ale ... to zbyt mało, żebym mogła zakochać się w tym mieście. Poza stolicą godne zobaczenia jest Vianden z zamkiem górującym nad miasteczkiem i muzeum poświęcone Victorowi Hugo, który tam często bywał, a przez pewien czas, w 1871 roku, również mieszkał. Bez żalu pojechałam dalej... do francuskiej Nancy... Obok widok z Pl. de la Constitution na zieloną dolinę rzeki Petrusse...
30 kwiecień 2015 r.
3 MAJA U AMBASADORÓW
3 MAJA U AMBASADORÓW
Dzisiaj ogrzałam się w blasku władzy... okazało się, ze nasz polski Przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk jest moim sąsiadem niemal przez ścianę. Na spotkaniu z okazji National Constitution Day - w pięknym klubie Cercle de Lorraine przy Place Poelaert miał dużo czasu na rozmowy o wszystkim, nie tylko o polityce. Można różnie oceniać to co robi, ale faktem jest, ze wraz z jego nominacją na to stanowisko - Polska zyskała bardzo duży prestiż. Zaczyna być to odczuwalne i...o to chodzi..:)
29 kwiecień 2015 r.
MOJSZA ZACHAROWICZ SZAGAŁOW - MARC CHAGALL
MOJSZA ZACHAROWICZ SZAGAŁOW - MARC CHAGALL
Niezwykły talent u młodziutkiego białoruskiego Żyda objawił się dość wcześnie. Rodzice, choć biedni i prości umożliwili mu naukę rysunku najpierw u miejscowego nauczyciela a później w Petersburgu, w Szkole Carskiego Towarzystwa Upowszechniania Sztuki. Jako 23 latek wyjechał na stypendium do Paryża i tam jego życie potoczyło się już w pożądanym kierunku. Związał się też z grupą malarzy skupioną wokół Montparnasse i wiosną 1914 roku miał pierwszą wystawę indywidualną w sławnej berlińskiej galerii "Der Sturm". Zarobił w końcu tyle, że mógł poślubić ukochaną Bellę - córkę witebskiego jubilera... O tym i o wielu niezwykle ciekawych momentach życia, o symbolice jego obrazów, o miłościach, portretowanych nieustannie żonach i wielu innych kwestiach można posłuchać dzięki elektronicznym przewodnikom na czasowej wystawie CHAGALL RETROSPECTIVE w Musees Royaux des Beaux-Arts de Belgique. Wystawa czynna do 28 czerwca 2015r. Zebrano ponad 200 dzieł malarza z całego świata. Od wczesnych obrazów z 1908r. do ostatnich monumentalnych dzieł. Chagall był artystą wszechstronnym, oprócz malowania obrazów - od lat pięćdziesiątych wykonywał wiele różnorodnych prac, m.in. witraże w katedrze w Metzu, malowidła ścienne, np. plafon w operze paryskiej oraz dekoracje Lincoln Center w Nowym Jorku. Zajmował się nawet rzeźbą i ceramiką. Tworzył również scenografię i kostiumy m. in. do baletu "Dafnis i Chloe" dla Opery Paryskiej. Z wystawy wychodzi się nasyconym jego magiczną sztuką ale i z pewnym niedosytem, że jego prace są tak rozproszone po świecie, ze być moze to jedyna okazja, żeby je w takiej ilości i różnorodności obejrzeć... polecam... obok moje ulubione dzieł Mistrza - Promenade z 1917r.
26 kwiecień 2015 r.
NOCNE CUDA W METRZE ...
NOCNE CUDA W METRZE ...
Czekając w sobotnią noc na metro 5 na stacji Herrmann-Debroux mozna doczekać się nie na szybkie wagoniki rozwożące zmęczonych ludzi do domów ale na Samotnego Jeźdźca na koniu. A może po prostu degustowałam o jedną lampkę wina za dużo na wspaniałym spotkaniu z niezwykłymi ludźmi... trudno to teraz stwierdzić ...:))))
24 kwiecień 2015 r.
FLORALIA ... CHATEAU DE GRAND-BIGARD
FLORALIA ... CHATEAU DE GRAND-BIGARD
Od 3 kwietnia do 3 maja w zachodniej części przedmieść brukselskich odbywa się Flower Show. Piękna pogoda, świetne towarzystwo i widoki cieszące oko to przepis na rewelacyjny dzień. Babskie spotkanie po uczcie duchowej zakonczylo się długą ucztą krewetkową w sosie curry i niezwykle interesującymi rozmowami o świecie w jakim żyjemy. Czekam na kolejne takie spotkania ... Następny ma być spacer ulicami Bruxeli w poszukiwaniu perełek Secesji. W "zobacz więcej" linki do strony ogrodu, plan dojazdu i godziny odjazdu autobusów...
24 kwiecień 2015 r.
EUROBEZDOMNI...
EUROBEZDOMNI...
Jestem w szoku. Wiem, ze duże miasta przyciągają bezdomnych, ale nie sądziłam, że wielu z tych ludzi mieszka pod drzwiami europarlamentu. Wychodząc wczesnym wieczorem z koncertu natknęłam się na ... niemalże mini-miasteczko sypiających w licznych podcieniach ludzi przy głównych, reprezentacyjnych budynkach parlamentarium. Zastanawiam się czy zjednoczona Europa jest aż tak słaba i biedna, że nie może/nie umie/nie chce pomóc tym ludziom? Nie wiem, nie potrafię znaleźć jeszcze odpowiedzi ale jest to temat powracający... (żeby powiększyć zdjęcie, należy kliknąć dwukrotnie)
23 kwiecień 2015 r.
CHOPIN W PARLAMENCIE...
CHOPIN W PARLAMENCIE...
Decyzja w ostatnim momencie okazała się ucztą dla duszy. Wysłuchałam dziś koncertu Kimiko Douglass-Ishizaka pianistki o korzeniach niemiecko-japońskich. Gdy muzyka płynęła, aula im. Yehudi Menuhina w Brukselskim Europarlamencie zastygła w absolutnej ciszy. Oryginalna interpretacja pianistki i jej ekspresja powodowała, że muzyka nami zawładnęła absolutnie. Daliśmy się przenieść do Valldemossa na Majorkę, gdzie Chopin skomponował słynne Preludium Des-dur Op.28 nr 15. W piękny sposób o Artystce napisał Jed Distler z Gramophone Magazine: "Ishizaka's interpretation is characterised by straightforward musicianship, immaculate technical aplomb, and a warm, beautifully modulated sonority. Counterpoint passes back and forth between the hands in a conversational and judiciously balanced manner, while a strong lyrical impulse informs the cross-handed variations' rapid, bravura passages" ... Piękny wieczór...
21 kwiecień 2015 r.
TAK WYGLĄDA RAJ ... CZYLI HALLERBOS NA SZAFIROWO
TAK WYGLĄDA RAJ ... CZYLI HALLERBOS NA SZAFIROWO
Widok zapiera dech, zapach odurza ... Człowiek czuje się jak w innym wymiarze. Dookoła miliony hiacyntów i ... wielu fotografów. Przegląd sprzętu niczym na targach fotografii. Było nas tak dużo, że pojawił się nawet człowiek rozdający broszurki zapraszające na Lowland Photo Festival aż 12-13 grudnia w Antwerpii. Więcej zdjeć i mapka szlaków w linku poniżej...
19 kwiecień 2015 r.
SPRAGNIENI CIEPŁA ...
SPRAGNIENI CIEPŁA ...
Pomimo lodowatej nutki w wietrze, słońce ośmieliło wielu niedzielnych spacerowiczów do odpoczynku na zielonej juz trawce. Jednak w cieniu chłód jest zbyt dotkliwy. Jeszcze nie czas na pozbycie sie ciepłych kurtek, niestety ...
18 kwiecień 2015 r.
WCZORAJ PARYŻ, DZIŚ LIEGE...
WCZORAJ PARYŻ, DZIŚ LIEGE...
Potrzebne było słońce...dużo słońca a to w Belgii towar deficytowy. Udało się dopiero dziś. Liege - półmilionowe miasto jest przedziwne. Położone niczym Florencja na wielu wzgórzach, szokuje niezwykłym połączeniem starego z nowym. Z tego powodu zachwyca niezwykłą urodą ciekawych architektonicznie konstrukcji Plac Leopolda w sercu miasta ale i najbardziej niezwykłe miejsce - dworzec kolejowy niczym przeogromny ażurowy stadion z białej stali i szkła. Przypomina nieco ten lizboński, ale miękkość kształtów przywodzi raczej na myśl miękkość koronki otulającej prozaiczne wagony ultra szybkiej kolei TGV. Gra świateł i cieni zachwycająca. Warto tam pojechać o różnych porach dnia, żeby zobaczyć wędrującą wraz ze słońcem niezwykłą mozaikę. Wróciłam z głową napełnioną obrazami...pięknymi obrazami...
16 kwiecień 2015 r.
PARYŻ - WYSTAWY KOLEJNE - RAYMOND DEPARDON
PARYŻ - WYSTAWY KOLEJNE - RAYMOND DEPARDON
RAYMOND DEPARDON - fotograf - członek Magnum, filmowiec, zdobywca Cezarów za krótkometrazowe filmy dokumentalne... To, co robi - robi świetnie. Śmiało mogę powiedzieć, że obejrzana dzisiaj wystawa "San Clemente" to zbiór obrazów jakich nie zapomina sie nigdy. Wrażeń dopełnia krótkomertażowy film o ludziach ze zdjęć. San Clemente to jedna z wysp weneckich na której do 1992r. istniał szpital psychiatryczny. Depardon próbował zrobić reportaż z tego miejsca w latach 1977-1981. Nie było łatwo, ale to co pokazał zostaje w głowie... Wystawa w Galerii Cinema na rue Saint-Claude 26 jest do 16 maja 2015r. Na miejscu można kupić fotografie... ceny - jak na Mistrza przystało zaczynają się od 2 tys. euro..:) Linki do Galerii i miejsc, gdzie można zobaczyć zdjęcia Autora i kilka zdjęć z wystawy - poniżej...
16 kwiecień 2015 r.
LA DEFENSE
LA DEFENSE
Wolny dzień przed weekendem to skarb. Należy go wykorzystać maksymalnie. Piękna pogoda i nowa wystawa w Paryżu były wystarczającym impulsem do spędzenia 3 godzin w samochodzie w drodze do Paryża. O niesamowitej wystawie napiszę oddzielnie, jest tego absolutnie warta, a tu chciałam parę zdań poświecić mojej ulubionej dzielnicy biurowo-wystawienniczo-mieszkalno-handlowej La Defence. Cenię to miejsce za spokój, piękne miejsca odpoczynku z rewelacyjnym widokiem na miasto oraz za niezwykłą architekturę i żyjącą z nią w symbiozie sztukę. To jedyne w swoim rodzaju muzeum na świeżym powietrzu Współcześni artyści rozstawili swoje rzeźby w całej dzielnicy; jest tu 60 dzieł. 15 metrowy Stabil czyli "czerwony pająk" amerykańskiego artysty Caldera jest wyjątkowo fotogeniczny. Cezar - postawił tu w 1994r. największą wersję kciuka ważącego 18 ton. Przy jednym z wejść do centrum handlowego dwie postacie Miro "podwójny totem" tworzą kolorowe, wesołe lalki. Basen Agama to przykład, jak twórcy dzielnicy potrafili połączyć użyteczne z artystycznym. Yakow Agam - artysta izraelski, twórca sztuki ruchu wykreował tutaj basen o wymiarach 26 x 86 metrów, gdzie zachwyca balet wodny i muzyka. Drugi, to basen greckiego artysty Takisa - lustro wodne i 49 kolorowych świateł na szczycie metalowych łodyg. Jest tu też pomnik obrony Paryża w 1871 roku, w czasie wojny francusko-pruskiej. Wyrzeźbił go zwycięzca konkursu, Louis Ernest Barrias i jest najstarszą rzeźbą w dzielnicy - ustawioną w 1883 r. Bardzo mi się podoba, że obowiązują tu zasady tzw. karty ateńskiej, zasady Le Corbusier: rozdział pieszych i pojazdów. Cały transport: linie kolejek, metra, szosy i parkingi są pod ziemią, a na zewnątrz esplanada dla pieszych. Człowiek czuje się tu ważny... i to chyba jedyne takie miejsce w Paryżu..:) Więcej o rzeźbach pod linkiem w "zobacz więcej".
16 kwiecień 2015 r.
POEZJA PO PARYSKU...
POEZJA PO PARYSKU...
Kilka kroków na północ od Avenue des Champs Elysees na skrzyżowaniu rue de Ponthieu i rue Jean Mermoz jest restauracyjka Le Comptoir de l'Atelier. Można zjeść przystawki, lunch...ale to, co polecam to desery. Wykwintne małe dzieła sztuki, które pieszczą nasze podniebienie. Dziś próbowałam pięknego kolorowego ciaseczka. Pod błyszczącą polewą z nutą limonki kryła się poezja i muzyka. Warstwa kremu na bazie serka mascarpone wzbogaconego odrobiną zmielonego kokosa, karmelizowany delikatnie plaserek ananasa otulony kremem cytrynowym i cieniutka warstwa nasączonego biszkoptu... ozdobione wiśniowymi mini-macaronikami ... po prostu byłam w niebie..:) Link do tego cudownego miejsca poniżej...
13 kwiecień 2015 r.
RENE FRANCOIS GHISLAIN MAGRITTE
RENE FRANCOIS GHISLAIN  MAGRITTE
Chyba nie ma takiej osoby, która nie zetknęła się z Le fils de l'homme /syn człowieczy jego autorstwa. Jego słynne meloniki, fajki, obłoczki, zasłonięte twarze... pod pozorem niedomówień, starał się odsłaniać tajemnice tkwiące w potocznej rzeczywistości. Był tak sławny i poważany, ze jego podobizna widniała na 500 frankowym banknocie. Niestety po wprowadzeniu euro nie było to kontynuowane. To zapewne nie ostatnia moja wizyta w Muzeum Sztuki Nowoczesnej, gdyż do jego obrazów po prostu się wraca. Obok jeden z moich ulubionych obrazów jego autorstwa "La Magie Noire" a poniżej link do kolejnego muzeum w Jette/Bruxela...
12 kwiecień 2015 r.
KEUKENHOF - POKAZOWY OGRÓD HOLANDII
KEUKENHOF - POKAZOWY OGRÓD HOLANDII
Słyszałam wiele zachwytów nad tym parkiem-ogrodem. Założony w XV wieku, teraz szczyci się 7 milionami cebulek, z których zakwitają tulipany, żonkile, hiacynty...od białych do niemal czarnych. Feeria barw, kształtów, form zachwyca. w tym roku tematem przewodnim jest Vincent van Gogh. Tulipany nazwane jego imieniem są niezwykle eleganckie. Mają duży ciemnoczerwony kwiat leciutko postrzępiony. Środek jest o kilka tonów ciemniejszy. Hitem będzie ogromny portret mistrza z kolorowych tulipanów. Będzie, bo wiosna w tym roku bardzo późna i tulipany nie zdążyły zakwitnąć na mój przyjazd. Za to z niezwykłą radością obejrzałam odbywający sie w tym tygodniu "Roses show". W tym roku park otwarty jest od 20 marca a sezon otwarcia zakończy się 17 maja "Lily show" w Willem-Alexander Pavillion. Więcej o miejscu, atrakcjach i histirii w linkach poniżej...
7 kwiecień 2015 r.
BAJKOWY LAS
BAJKOWY LAS
Dzisiejsze słoneczne popołudnie spędziłam w lesie. Już za kilka dni miejsce białego dywanu zajmie dywan szafirowy... Ten niesamowity rezerwat leśny znajduje się zaledwie pół godziny spokojnej jazdy samochodem z Brukseli na południe i znany jest szeroko jako "Niebieski las Hallerbos". Wstęp jest darmowy, trzeba tylko pamiętać aby nie schodzić z wyznaczonych ścieżek i nie zrywać kwiatów. Poza tym można się zachwycać do woli o każdej porze dnia i nocy ... Mam nadzieję, że słoneczko będzie łaskawe i za tydzień zamieszczę hiacyntowe zdjęcia. Więcej o tym miejscu w linku poniżej...
6 kwiecień 2015 r.
ŚWIĄTECZNIE...
ŚWIĄTECZNIE...
Czas świąteczny to szczególny czas... życzę wszystkiego najlepszego, wiosennego uśmiechu i wielu nowych pomysłów wraz z budzącą się z zimowego letargu przyrodą ... Przejrzałam dziś kilka przewodników i mam kilka pomysłów na wycieczki bliższe i dalsze. Las hiacyntów na południe od Brukseli w Hallerbos, Ypres ze swoją zadziwiająco zmienną historią - od I wojny znane z tego, że właśnie tam Niemcy rozpylili gaz musztardowy a miasto zostało zrównane z ziemią, kurort De Han z 11 kilometrową plażą i domami w stylu belle epoque pomalowanymi na pastelowe kolory, w lecie może Bredene ze słynną plażą nudystów, Blankenberge z 350 metrowym molo oraz słynnym Sea Life Centre - gdzie oprócz ogromnych akwariów jest podwodny tunel ... teraz tylko potrzebna mapa bo plan zwiedzania mam już w głowie..:) na zdjęciu Park Leopolda ...
2 kwiecień 2015 r.
MIASTO SAKSOFONU...
MIASTO SAKSOFONU...
Wystarcza chwilka wolnego czasu i ... dzisiejszy cel to Dinant. Miasto, w którym urodził się konstruktor saksofonu. Antoine Joseph Sax bardziej znany jako Adolfo Sax. Niestety nie przyniosło mu to jednak pieniędzy gdyż umarł w Paryżu w 1894r. bez grosza, zyskał tylko ponadczasową sławę niesioną przez nazwę instrumentu. W miasteczku saksofony są wszędzie i stanowią ważny element miasta. Na ulicach są pomniki, grafiki, elementy zdobnicze słupów i nazwy poświęcone Adolfo. Miasto samo w sobie również jest bardzo ciekawe, pięknie położone w dolinie Mozy. Tłem dla kamienic i kolegiaty jest Rocher Bayard - prawie 40-metrowa, pionowa skała rozdzielona na dwie części wąską szczeliną, przez którą biegnie droga. Legenda mówi, że skałę przepołowiło kopyto konia Bayarda - bohatera średniowiecznego poematu rycerskiego. Na szczycie znajduje się potężna cytadela. Można do niej wejść 408 zabytkowymi stopniami lub za 8 euro wjechać 50 letnią kolejką z samego centrum miasteczka. Te wszystkie atrakcje są dość blisko...tylko godzinę jazdy samochodem z Brukseli. Warto? Oczywiście, że warto ...
29 marzec 2015 r.
"WEEKEND NA WSI"CZYLI ... POLSKI TEATR W BRUKSELI...
Do Centrum Polskiego im Ignacego Paderewskiego szłam w deszczowy niedzielny wieczór "z pewną dozą nieśmiałości". Nieznana nikomu grupa teatralna THE M.A.S.K. z Bielska Podlaskiego nie obiecywała zbyt dużo... a jednak była to świetna komedia Marca Camolettiego zagrana niezwykle brawurowo. Młodzi aktorzy byli absolutnie przekonywujący w swoich rolach co miało wyraz w salwach śmiechu i brawach w trakcie spektaklu. Pozostał ogromny niedosyt i bardzo chętnie zobaczyłabym teraz największy przebój komediowy tego Autora - "Boeing Boeing". Sztuka ta w 1991 roku została wpisana do księgi Guinessa za rekordową liczbę wystawień - 17 500 w 55 krajach świata. Wystawić ją na deskach amatorskiego teatru to byłoby COŚ! O grupie teatralnej w linku poniżej...
29 marzec 2015 r.
PARYŻANIE
PARYŻANIE
Koniec marca... W sobotni poranek szłam ulicą robiąc zdjęcia... ot tak, przypadkowym ludziom. Wyszła z tego mozaika paryska, którą mam zamiar kontynuować przy najbliższych wyjazdach w tamtą stronę...:) można je zobaczyć w mojej Galerii zakładka LUDZIE/PARYŻANIE i skrót w linku do galerii Fb poniżej...
29 marzec 2015 r.
I W PARYŻU TRZEBA COŚ ZJEŚĆ...
I W PARYŻU TRZEBA COŚ ZJEŚĆ...
"Delicious little pizzeria!" - takie wpisy są w internecie we wszystkich językach... Trzykrotnie nie miałam szczęścia. Było zamknięte na głucho i nic nie wskazywało na to, ze będzie jeszcze otwarte. Pizza la Gourmandise na 28 Rue Augereau w Paryżu nie ma sobie równych. W tym maleńkim kameralnym lokaliku każdy czuje się jak długo wyczekiwany gość. Nieszablonowe startery umilają oczekiwanie a pizza jest niesamowita! Najlepsze ciasto i najlepszej jakości dodatki. Po rzymskiej (bardzo smacznej zresztą) pizzy z ziemniakami, myślałam, że już mnie nic nie zdziwi w tej materii a jednak... dziś jadłam rewelacyjną z grilowanym łososiem i dużymi kroplami kwaśnej śmietany. Smak boski... ale polecam i inne, równie dobre...poniżej link z namiarami na lokal...warto, tym bardziej, ze to dwa kroki od wieży...
19 marzec 2015 r.
TREVISO
TREVISO
To miasto znam od podszewki, tu od lat mieszkają moi znajomi i ... przy okazji niemal każdego pobytu we Włoszech zawsze znajdowałam czas, żeby spotkać się chociaż na kawę i tiramisu. A dziś rozczarowało mnie niesamowicie, bo specjalnie wybrałam późnowieczorny lot, żeby chwilę spędzić w zabytkowym centrum. Głód nie pozwala się cieszyć otoczeniem ale niestety - przed sezonem w porze popołudniowej wszystkie restauracje były zamknięte... owszem można wypić kawę i zjeść jakieś suche ciasteczko ale nie obiad. Ratunkiem stał się McDonald i jak się szybko okazało - to było najgorsze wyjście. Twarde, zimne frytki i hamburger mocno wątpliwej jakości i smaku. Pozostał niesmak ... a szkoda, bo miasto ma czym zachwycić...otoczone murami obronnymi, wijącą się rzeką otulającą kamienice często porównywane do sąsiadki-Wenecji. Niegdys bardzo bogate przez usytuowanie nieopodal fabryk Benettona i de Longini teraz podupadlo nieco przez ogólnoświatową tendencję przenoszenia fabryk do Azji, do krajów taniej siły roboczej. Jednak widać, ze się nie poddaje. Jest dalej tak eleganckie jak dawniej kusząc butikami najlepszych projektantów ... Warto tu zajrzeć w czasie letnich wyprzedaży. Ceny z dnia na dzień pikują w dół i to jest to, co każdy z nas lubi najbardziej ...
19 marzec 2015 r.
WENECKIE SMAKI ...
WENECKIE SMAKI ...
W Wenecji obowiązkowe są trzy rzeczy: zobaczyć Plac Św. Marka, napić się espresso i spróbować tutejszego tiramisu. Można to zrobić siadając w kawiarni przy Bazylice, ale tam tłumy przeszkadzają spokojnemu kontemplowaniu urody Wenecji. Lepiej usiąść w kawiarni Santo Stefano na placu o tej samej nazwie. Podają tam najlepsze Tiramisu na świecie. Biszkopty lekko zamoczone w mocnej świeżo parzonej kawie, zachowujące jednak odpowiednią sprężystość, przełożone cudownym kremem na bazie oryginalnego mascarpone znad jeziora Como w Lombardii. Kolejny raz chce się krzyczeć: Trwaj chwilo, jesteś piękna...
26 marzec 2015 r.
JERZY GONDOL ...
JERZY GONDOL ...
Piosenkę "Gondolierzy znad Wisły" w 1968r. śpiewał Seweryn Krajewski natomiast przy każdym pobycie w Wenecji przypomina mi się anegdotka a może historia prawdziwa o tym jak polscy słuchacze zmienili gondolierów na swojsko brzmiącego Jerzego Gondola znad Wisły o czym można poczytać w linku poniżej ...Faktem jest, że gondole zachwycały od zawsze i nic się w tej kwestii nie zmieniło pomimo ultra szybkich łodzi motorowych pozostaje najbardziej romantycznym środkiem transportu na świecie...link w "zobacz więcej"
19 marzec 2015 r.
BURANO ... SKOJARZENIA Z BENETTONEM...
BURANO ...  SKOJARZENIA Z BENETTONEM...
Tu niedaleko w prowincji Veneto zanim wszystkie firmy nie przeniosły swoich fabryk do krajów z azjatycką siłą roboczą, była główna siedziba rodzinnego interesu Luciano Benettona. Tu dalej w Ponzano pod Treviso przy wąskiej lokalnej drodze, jest jego przepiękna biała willa, to on zatrudnił skandalizującego fotografa Oliviero Toscaniniego znanego później ze swoich kontrowersyjnych projektów dla tej marki. Jestem pewna, że nazwę The United Colors of Benetton wielki Luciano wymyślił siedząc przy espresso właśnie na Burano. Takie hasła od razu przychodzą na myśl, gdy tramwaj wodny nr 12 dopływa do tej rybackiej wioski. Mężczyźni wypływają w morze a kobiety tworzą cudeńka koronkowe. Latem można zobaczyć panie siedzące przed swoimi cudnymi domkami i tworzące unikatowe rzeczy z białej niteczki. Tu życie płynie leniwie. Najlepiej można to zobaczyć rano, gdy wycieczki japońskich turystów jeszcze nie dotarły do kolorowych domków. I trzeba dodać, ze nie jedna czy dwie uliczki są pomalowane na bajeczne kolory a ... wszystkie! Kolor fasady zależy tylko i wyłącznie od inwencji twórczej właścicieli. I tak... ostry seledyn sąsiaduje z limonką i purpurą. Kolory się nie gryzą, pięknie kontrastują i powodują u każdego nowo przybyłego wielkie zdziwienie: "To tak można?" Jesteśmy przyzwyczajeni do szarości, beżu i innych zachowawczych kolorów a tu - najpiękniej jest w zaułkach i podwórkach, gdzie na tle tęczy suszy się pranie... To miejsce trzeba zobaczyć choć raz w życiu..:)
19 marzec 2015 r.
MURANO
MURANO
Murano należy zobaczyć zanim popłynie się na Burano. W każdym innym przypadku wypada bardzo blado, chociaż zachwyca czymś innym niż koronki i kolorowe fasady siostrzanej wyspy. Tu warto wybrać sie w tygodniu. Z prostej przyczyny - wszystkie fabryki szkła, w których można zobaczyć na własne oczy sposób tworzenia niesamowitych wyrobów szklanych są zamknięte. Jedynie w licznych sklepikach można podziwiać i kupować finalne produkty tej ciężkiej artystycznej pracy. Są wielkie rzeźby szklane i maleńkie bibeloty kupowane jako pamiątka z wyspy. Zadziwiają kolorami, kształtami. Wyobraźnia twórców nie ma granic. Szukałam długo naszyjnika, nie znalazłam gotowego, ale znalazłam niezwykle ciekawe miejsce: Atelier artysty tworzącego biżuterię. Mogłam sobie wybrać dowolne kształty, kolory i ...to było to, czego potrzebowałam...
26 marzec 2015 r.
NIEDZIELNY DESZCZ...
NIEDZIELNY DESZCZ...
Pogoda sprawdzona - wszystko zaplanowane... ma padać od czwartej, budzik na 5:00 rano i w strugach deszczu marsz przez zaułki San Polo do San Marco po to, żeby zobaczyć Wenecję nietypową - pustą...:) Opłaciło się ... pustka porażająca i zachwycająca. Takie odczucia lubię pomimo, iż ubrania schły później cały dzień. Jak wiadomo wszystkim fotografom - parasolka służyła dla ochrony aparatu, a nie mnie..:)
19 marzec 2015 r.
Z GÓRY NA LAGUNĘ
Z GÓRY NA LAGUNĘ
Latem do campanili weneckiej wije się kilkugodzinna kolejka. Posezonowe zwiedzanie zaskakuje zmiennością pogody, ale też dużo mniejszą ilością turystów, co przekłada się na czas zyskany z braku kolejek. Z wysokiej na 99 m m dzwonnicy podziwiać można całą lagunę i dachy, czerwone dachy setek kamienic i pałaców...Po ogromnym Placu Św Marka ludzie niczym maleńkie mróweczki spieszą się w różne strony i tylko gołębi jakby mniej od czasu, gdy weneckie władze wydały serię zakazów karmienia ptaków. Po prostu gołębi było już więcej niż japońskich wycieczkowiczów charakteryzujących się twarzami zasłoniętymi nieodłącznymi tabletami dla których wszystko musi być sfotografowane po wielokroć. Po powrocie do Japonii siadają przed telewizorami i oglądają - gdzie byli tym razem....:)
19 marzec 2015 r.
ITALIA ... CHYBA JUŻ PO RAZ 40-sty ...
ITALIA  ...  CHYBA JUŻ  PO RAZ 40-sty ...
Już dawno przestałam liczyć ile razy gościł mnie ten kraj. Nigdzie nie było mi tak dobrze jak tutaj i ... jest mi absolutnie obojętne, czy jest to niedający się jednoznacznie sklasyfikować Neapol, zapierające dech piękne wioski przyklejone do skał Ligurii, kosmopolistyczno-antyczny Rzym, czy snobistyczny Mediolan ze swoim najpiękniejszym zapleczem Bellagio nad Como. Czy moze maleńkie miasteczka w Dolomitach z ich niekwestionowaną królową Cortiną d'Ampezzo. Przez 20 lat nazbieralo się setki ulubionych miejsc. Dzis jestem w Wenecji. Odkrywam ją po raz kolejny. To ogromna przyjemność spacerować poza turystycznymi szlakami, jeść tam, gdzie jadają mieszkańcy a późnym wieczorem przemierzać puste niemal nagie, pozbawione tłumów turystów nabrzeża. Opiszę więcej po powrocie do mojego komputera, bo trudno w tej kwestii współpracuje mi się z komórką ..:) Dziś zachwycona smakami tortelini panna e prosciutto, obowiązkową lokalną pizzą z karczochami i cukinią ... popijając jako aperitivi - spritz /aperol, bitter, select, cynar/ w maleńkiej knajpce Al Garzoti przy S. Croce 890 - podsumowuję ten bardzo długi dzień. Był piękny - taki, którego każda sekunda jest ważna zapamiętania. Tak lubię ... /na zdjęciu wieczór na Canale Grande z ponte Scalzi by iPhone/
8 marzec 2015 r.
II TWÓRCZY DEPTAK POLONII...8 marca
II TWÓRCZY DEPTAK POLONII...8 marca
Wernisaż Pawła Porady i Patrycji Skrzyńskiej w Domu Polskim na Chaussee de Vleurgat 159 był miłym zwieńczeniem tego kobiecego dnia. Bardzo dużo osób, miła atmosfera i pyszne ciasteczka wprowadziły wszystkich w dobry nastrój. A będzie potrzebny ... Jutro poniedziałek :)
8 marzec 2015 r.
SŁOŃCE NA PODUSZCE CZYLI DZIEŃ DOBRY BARDZO...
SŁOŃCE NA PODUSZCE CZYLI DZIEŃ DOBRY BARDZO...
Zbudziło mnie Słoneczko... tutaj to towar mocno deficytowy.Zanim wstałam, zaprzyjaźniłam się z Instagramem a obok efekt tej znajomości.:)
8 marzec 2015 r.
GANDAWA... SPORY ZAWÓD...
GANDAWA... SPORY ZAWÓD...
Nie taka sławna jak Brugia i nie tak blisko jak Antwerpia. Do tej pory omijałam ją i chyba słusznie. Jest co prawda parę malowniczych domów cechowych, ale Gandawie daleko do urody Brugii. Niewielka starówka, która można zwiedzić w jeden dzień nie powala na kolana. Przereklamowany obraz a właściwie 12 tablic-obrazów pod zbiorową nazwą Adoracja Mistycznego Baranka autorstwa Jana van Eycka to chyba największy skarb tego miasta. Za to na każdym kroku widać, ze jest to największe miasto uniwersyteckie Flandrii i jest to przyjemne, bo ulice wypełnione są rozgadanymi, młodymi ludźmi. Dla kogoś, kto nie przepada za zwiedzaniem kościołów i katedr miasto oferuje wspaniałe restauracje i ulice ze sklepami wszelkich firm, tańszych i droższych...Zaskoczyło mnie podejście kleru do użytkowania obiektów sakralnych. Otóż ... boczna nawa wynajmowana jest na targ staroci i...nikomu to nie przeszkadza. Szklane drzwi odgradzają kościół od miejsca, gdzie można kupić stare obrazy, lampy, książki czy inne bibeloty. Wszyscy są zadowoleni: kościół zyskuje pieniądze na remonty a sprzedający ciekawe miejsce pod pięknym sklepieniem krzyżowo żebrowym co wyraźnie uatrakcyjnia sprzedaż-kupno... aczkolwiek faktem jest, że nie planuję tam znów pojechać..:)
5 marzec 2015 r.
WIOSNA
WIOSNA
Dziś po południu powiało cieplej. Słońce śmiało wyglądało zza chmur. Ludzie na tyle poczuli wiosnę, że wielu spotkanych było w krótkich spodenkach ... Mimo wszystko podziwiam ich. Podziwiałam dziś też krokusy obok pałacu królewskiego ... Jednak wiosna ...
5 marzec 2015 r.
LODOWATY WIATR...I SZPILKI ...
LODOWATY WIATR...I SZPILKI ...
Zima jest tu wyjątkowo łagodna. Żadnego śniegu, żadnego mrozu nie licząc kilku incydentów gdy przez chwilę było nad ranem minus dwa i "spadł" śnieg pokrywając trawniki, bo nawet nie jezdnie na półtora milimetra. Uciążliwe są silne, lodowate wiatry wiejące przez ten płaski kraj znad oceanu. Wymaga to podglądania jak sobie radzą z tym tubylcy. W pierwszych tygodniach po przyjezdzie dziwiłam się ubiorom przechodniów. Wszyscy raczej niedbale ubrani, nawet w unijnym centrum przy Schumanie wszystkie wychodzące z biur kobiety miały na nogach same płaskie, nieeleganckie buty a zamiast tradycyjnych żakietów kurtki z kapturem. Wszystko ma swoje proste uzasadnienie. Tu po prostu nie da się chodzić w szpilkach po wszechobecnym, nierównym bruku a gdy tak silnie wieje i pada kilka razy dziennie - kurtka jest nieodzowna. Trudne zadanie mają lokalni projektanci i póki co ponoszą kompletną porażkę. Po ładniejsze ciuchy trzeba jeździć do najbliższego większego miasta, do Paryża... To tylko trzy godziny drogi samochodem ...
4 marzec 2015 r.
POLITECHNICZNY MANNEKEN-PIS
POLITECHNICZNY MANNEKEN-PIS
Dziś słynny mały chłopczyk zachwycał japońskich turystów jaskrawo-czerwonym płaszczem tradycyjnego stroju politechniki w Mons. A juz niedługo, w niedzielę 8 marca założy kostium Academic Order of Saint Michel ... Hmmm ... On ma więcej strojów niż wszystkie moje koleżanki .:)
3 marzec 2015 r.
MIŁY DZIEŃ...
MIŁY DZIEŃ...
Szalenie miły dzień, chociaż zapewne wielu ludziom popsuł humor strajk taksówkarzy, którzy skutecznie unieruchomili brukselczyków w autobusach i ich wlasnych samochodach, jeżdżąc małym ringiem dookola śródmiejskiego pentagonu i... uderzając w przyjezdnych - dookoła unijnego ronda Schumana. Omijając strajkujących pojechałam metrem na babskie spotkanie, które mnie zachwyciło bo i tematy o szerokiej rozpiętości ... i interlokutorki takie, że chciało się słuchać i słuchać a wypadało już wyjść by nie nadużywać gościnności. Z tej radości zamiast patrzeć pod nogi na nierówny brukselski bruk, patrzyłam w górę i wysoko, bardzo wysoko znalazłam formy tak piękne geometrycznie, że muszę do nich wrócić z aparatem. Tymczasem maleńka zajawka tematu zrobiona komórką ...)
1 marzec 2015 r.
IN SILENCE...BOTANIQUE
IN SILENCE...BOTANIQUE
W Centrum Kultury Francuskiej było dzis spotkanie z artystą. Gilbert Fastenaekens opowiadał o swoich pracach wystawionych w Galerii. Niestety, mam bardzo mieszane odczucia...Podobała mi się część "parterowa" pokazująca miejsca tajemne, być może takie, które już zniknęły ze świata, natomiast seria "botaniczna" do mnie nie trafiła. Nie potrafiłam dojrzeć nic więcej niż słabe, płaskie kadry. Wprawdzie Autor mówił o emocjach związanych z nagłym światłem, o malowniczych zmianach... ale niestety, obawiam się, że albo sobie z tym nie poradził, albo to wydarzenie nie było aż tak emocjonujące... Najciekawsze było otoczenie wystawy: niesamowity budynek z żeliwnymi kolumnami i pięknymi schodami. Więcej o wystawie, autorze i jego pracach w linku poniżej...
1 marzec 2015 r.
WIOSNA W GŁOWIE
WIOSNA W GŁOWIE
Pomimo zimnych, północnych wiatrów młodzi czują już ciepło w sercach... coraz więcej całujących się par na ulicach... WIOSNA...:)
28 luty 2015 r.
MOGŁABYM ZAMIESZKAC W TEJ KSIĘGARNI...
MOGŁABYM ZAMIESZKAC W TEJ KSIĘGARNI...
Ogromna, z tysiącem przejść, podestów, zakamarków i zaułków. I... Mnóstwo ludzi. Jest kawiarnia, są kąciki ze śmiesznymi gadżetami ale przede wszystkim są książki. Wprawdzie znakomita większość to francuskojęzyczne ale i sporo w języku Szekspira. A co więcej - hitem jest chłodzony kącik ze sporym wyborem niezłych win. Można wędrować kilka godzin nie nudząc się ani sekundę. W ten sposób zniknęło mi z życia prawie 4 godziny, zyskałam natomiast kilka zapełnionych szufladek w mojej głowie i trochę mniej miejsca w domowej biblioteczce. O księgarnio-kawiarnio-winiarni w linku poniżej...
28 luty 2015 r.
DOMINIKAŃSKI MANNEKEN PIS
DOMINIKAŃSKI MANNEKEN PIS
W piątek 27 lutego turyści mieli dodatkową atrakcję. Manneken wystąpił w kostiumie z Dominikany ... Oczywiście te wszystkie płaszcze i pióra nie przeszkodzily mu w siusianiu ..:)
26 luty 2015 r.
TAJSKIE SMAKI ...
TAJSKIE SMAKI ...
Przemiły czas. Tym bardziej doceniam, bo po bardzo intensywnym tygodniu, chwila oderwania się od spraw bierzących była mi niezwykle potrzebna. Wspaniałe towarzystwo, smaczne jedzenie i dobre wino to przepis na udany wieczór. Kurczak z warzywami rewelacyjny i nie zazdrosciłam kaczki współbiesiadnikom po spróbowaniu niezwykle pikantnej odrobiny. / restauracja Din'o na rogu Chaussee de Boondael i Rue Elise więcej w linku poniżej...
26 luty 2015 r.
KOLEJNY PRÓG POKONANY ...
KOLEJNY PRÓG POKONANY ...
Dwadzieścia godzin tygodniowo przez pół roku, to dużo ... głowa puchnie od samego myślenia o tym. Dzis mogę krzyczeć ENGLISHISFUN... zdałam kolejny egzamin i dopiero teraz zaczynam sobie zdawać sprawę ile jeszcze mnie czeka pracy. A w kolejce stoi francuski ... Potem zapewne flamandzki... Mam co robić do końca życia i jeszcze dłużej...'
25 luty 2015 r.
WYSTAWA W BERLAYMONCIE...
WYSTAWA W BERLAYMONCIE...
Miło jest poobcowac nieco ze sztuką. W budynku Komisji jest to łatwe, tym bardziej, że tlumy unijnych urzędników spieszących na "komisyjny" lunch zagląda na piazza przy okazji, mając galerię po prostu po drodze. Niedawno były to zdjęcia z kolejnych etapów budowy Berlaymontu a dziś - wystawa malarstwa młodych twórców. Może kiedyś i moje zdjęcia tu zawisną... Wprawdzie nie zaliczam się już do przedziału "young" ale byłoby to miłe...:)
24 luty 2015 r.
PRESJA DEPRESJI
PRESJA DEPRESJI
Świetny tytuł książki, bo to właśnie Holandia I jej wieloaspektowość była tematem spotkania w salonach polskiej ambasady. Autor - dziennikarz, pisarz, komentator i publicysta Marek Orzechowski opowiadał o swojej nowej książce. A jest ona szczególna, bo zdjęcia są autorstwa Karola Strasburgera a notki o książce napisali Gunter Verhheugen i Andrzej Seweryn. Autor pomimo, iż mieszka w Brukseli nie ukrywa miłości do Holandii i w niezwykle barwny sposób o tym opowiada. Teraz czeka mnie ciekawa lektura grubej, prawie 500 stronicowej książki z szalenie miłą dedykacją. / foto by iPhone - od lewej Ambasador Polski Artur Harazim i autor Marek Orzechowski
23 luty 2015 r.
Do ...
Do ...
"Drzewo nie upiera się na siłę aby trzymać liście, które uschły... Pozwala im opaść, bo wie, że na wiosnę pojawią się nowe... Ty nie trzymaj się na siłę ludzi, emocji z przeszłości, rzeczy które Cię denerwują a które sam sobie zafundowałeś. Pozwól im odejść i zrobić miejsce na nowe..." Zmieniamy się nieustannie, inni też się zmieniają... niekoniecznie w takim kierunku jak byśmy tego chcieli. Życie to nieustanna sinusoida. Raz szczyt, raz dno. Sztuką jest patrzeć przed siebie nie słuchając podszeptów ludzi stojących z boku. Oni nie są mną, tobą ... Nikt nie jest w stanie mi doradzić jak żyć, bo to moje "buty". One pasują TYLKO na mnie. A wszyscy inni wszechwiedzący niech się zajmą swoimi "butami" i tym co ich uwiera. Będą mieć zajęcie na następny milion lat... foto by me/2012r.
23 luty 2015 r.
DZIŚ TO WCZORAJSZE JUTRO...
DZIŚ TO WCZORAJSZE JUTRO...
"Jutro jest najważniejszą rzeczą w Twoim życiu. Przychodzi do nas o północy, bardzo czyste. Jest perfekcyjne, kiedy przychodzi i umiejscawia się w naszych rękach mając nadzieję, że nauczyliśmy się czegoś od wczoraj." [ J.Wayne] ... Uczmy się, że "dziś" jest ważne bo tworzy "jutro" i nie rozpamiętujmy "wczoraj" przez cały czas, ponieważ i dziś... i jutro ... i pojutrze będzie wczorajszym dniem. Żyjmy z otwartą głową...Miłego dnia...:) foto by iPfone
18 luty 2015 r.
POZA GŁÓWNYMI SZLAKAMI
POZA GŁÓWNYMI SZLAKAMI
Prawdziwe piękno jest poza turystycznymi szlakami. Tam, gdzie są tylko mieszkańcy, lokalne jedzenie, atrakcje. Jadąc na wycieczkę z biura turystycznego nie zobaczy się tego, co najpiękniejsze ... dzikich plaż, samotnych domów nad urwiskiem. warto zadać sobie trud przygotowania wyprawy, bo tylko wtedy mamy gwarancję przeżycia czegoś oryginalnego... Foto by iPhone
18 luty 2015 r.
BACALHAN A CASA
BACALHAN A CASA
Nigdy w życiu nie jadłam tak świetnie przyrządzonych ryb. Dobre rady nie kłamią... trzeba zejść z turystycznych szlaków i usiąść tam, gdzie jadają mieszkańcy. Maleńka rodzinna restauracyjka Petiscos na rua Atalaia w Bairro Alto zauroczyła muzyką i smakiem. Bacalhan a casa czyli dorsz według przepisu rodzinnego, Bife de atum batata a murro, Dourada grelhada czy Acorda de gambas czyli krewetki z puree chlebowym. Rewelacja...do tego obowiazkowe lokalne vino verde... trwaj chwilo, jesteś piękna..:)
14 luty 2015 r.
POTĘGA OCEANU
POTĘGA OCEANU
Jak zwykle w inna stronę niż wszyscy. Pociągiem do Sintry i autobusem do Azenhas-do-Mar. I ...zupełnie inna pogoda. Szkwały niosące rozpyloną wodę z oceanu. Zimno do szpiku kości. Obiektyw suchy tylko kilka sekund. Tylko na momencik słońce wysłało kilka nieśmiałych promyczków. Tak, żeby zrobić jedną - dwie klatki filmu. A jednak jest to miejsce, gdzie mogłabym zostać na zawsze. Kocham ocean... Foto by iPhone
14 luty 2015 r.
KONIEC EUROPY
KONIEC EUROPY
Najdalsza stolica. Przez lata bardziej utożsamiała się z Brazylią czy Mozambikiem niż z Europą. Teraz jest to coraz piękniejsze miasto. Na każdym kroku widoczne są lata kolonialnej świetności i ogromnego rozwoju... A żółte, starutkie tramwaje zachwycają jak zawsze...:)
14 luty 2015 r.
NIEZAPOMNIANE FADO
NIEZAPOMNIANE FADO
Żeby poznać Portugalię, trzeba zrozumieć FADO a kluczem jest słowo "saudade"czyli tęsknota. Specyficzna modulacja głosu i atmosfera małych knajpek powoduje, że porusza każdego, nawet gdy nie rozumie się słów. Dragao de Alfama przy Rua Guilherme Braga 8 z wielu względów zapamiętam na zawsze...w linku poniżej zamieszczam przegląd pieśni wraz z tłumaczeniem...
14 luty 2015 r.
WALENTYNKOWE LISBON SORY
WALENTYNKOWE LISBON SORY
Zakochałam się w tym mieście. To najpiękniejsze miejsce na Ziemi...
10 luty 2015 r.
LIZBONA - SPEŁNIENIE MARZEŃ
LIZBONA - SPEŁNIENIE MARZEŃ
Chciałam Ją odwiedzić od zawsze. Już same nazwy dzielnic: Bairro Alto, Alfama, Baixa i Rossio rozpalają wyobraźnię. Kolejne magiczne słowa Fado, Azulejos, Empedrados, style architektury nie spotykane nigdzie indziej: manueliński i pombaliński czynią Lizbonę najciekawszą stolicą Europy. Lizbona też się przygotowała na mój przyjazd, niedawno ukończyli kolejne stacje metra. Teraz z lotniska wygodnie dostanę się prosto do hotelu, który czeka już od kilku miesięcy, przewodniki i mapy spakowane, bilety leża i się do mnie uśmiechają... lecę spełniać marzenia..:) foto by iPhone: azulejos na stacji kolejowej w Sintrze
7 luty 2015 r.
PELE MELE - KSIĄŻKOWY - SECOND HAND
PELE MELE - KSIĄŻKOWY - SECOND HAND
Wspaniałe miejsce...400m2 książek na dwóch poziomach. Dla głodnych nie tylko wiedzy - restauracja "raz płacisz-jesz tyle, ile chcesz". A ceny szalenie przystępne... Piękne albumy fotograficzne, powieści, kryminały, książki dla dzieci. Największy w Brukseli wybór książek angielskojęzycznych. Można kupić, można sprzedać...Nic tylko czytać, czytać, czytać...Ostatnia wyprawa zaowocowała wielką torbą pełną różności. Chyba potrzebuję jeszcze więcej półek..:) Ciekawostki i informacje w linku poniżej...
7 luty 2015 r.
ATOMISTYCZNIE
ATOMISTYCZNIE
Symbol Brukseli ... nie zachwyca z bliska. Wydaje się mniejszy, otoczenie zbyt przytłaczające...jednym słowem rozczarowanie. Jedynym atutem dzisiejszego spaceru była przepiękna pogoda...
7 luty 2015 r.
EVENT W AMBASADZIE
EVENT W AMBASADZIE
Pisarka młodego pokolenia Sylwia Chutnik była gościem polskiej Ambasady w Brukseli. Media przedstawiają ją jako "polską kulturoznawczynię, feministkę, działaczkę społeczną, pisarkę, laureatkę Paszportu Polityki w kategorii Literatura za rok 2008" A ja mam bardzo ambiwalentne odczucia, początkowo słuchałam jej z wielką przyjemnością, dopóki nie przeczytała fragmentu swojej nowej książki...i czar prysł. Nie zachwyca mnie, gdy osoby młode wypowiadają się aż tak autorytatywnie. Z biegiem lat życie nas uczy pokory... Więcej w linku poniżej...
7 luty 2015 r.
CZEKOLADOWA BRUKSELA
CZEKOLADOWA BRUKSELA
Belgijskie Targi Czekolady - Któż nie lubi słodyczy... Czekolada w tysiącu odsłon, makaroniki w kilkudziesięciu smakach i kolorach, ciasteczka, biżuteria z motywem słodyczy... czyli wszystko, co można sobie wymarzyć... Najprzyjemniej jest spacerować, próbować i odkrywać nowe smaki...
23 styczeń 2015 r.
KRAKOWSKIE KARMELLO
KRAKOWSKIE KARMELLO
Cudowna gęsta czekolada z wiśniami i hibiskusem. Wspaniałe, ręcznie robione pralinki i macaroniki w ulubionym jabłkowo-miętowym smaku... boskim smaku. tak kojarzy mi się Kraków i... bardzo lubię te skojarzenia.
16 styczeń 2015 r.
WARSZAWA ZIMOWA
WARSZAWA ZIMOWA
Mgła, chłód, wiatr... nie widać uśmiechów na twarzach Warszawiaków. Wpatrywałam się w niebo z nadzieją na jakiś promyczek słońca... smutno...
23 styczeń 2015 r.
KRAKÓW
KRAKÓW
Przywitał nas deszczem i chłodem. Chodzenie w mokrych ubraniach nie należy do moich ulubionych czynności. Skoro ma być mokro, to niech będzie chociaż i ciepło. Krakowski Park Wodny spełnia te założenia. Szkoda, że aparat nie lubi takiej ilości wody. Zamiast zdjęć, odpoczynek w gorącej wodzie solankowej i wspinaczka na ściance. Upadek z każdej wysokości to lekka ujma na honorze i... fontanna ochlapująca wszystkich dookoła. Po prostu czas na relaks.
16 styczeń 2015 r.
LUBLIN
LUBLIN
Kilka chwil w Lublinie dodaje energii na długo. Najpiękniejsza Starówka w Polsce... jedna z najpiękniejszych na świecie...zapraszam do mojego miasta...:)
28 styczeń 2015 r.
I AM STERDAM
I AM STERDAM
To jest miasto, z którym każdy może się w jakiś sposób identyfikować. Jest piękne i wolne. Nie stawia barier. Możesz mieszkać w apartamencie na 17 piętrze lub w barce na wodzie. Możesz jeździć Porsche 911 GTS Club Coupe albo zdezelowanym rowerem. Nikt cię nie ocenia. Nic nie "musisz"... Jesteś wolny...i tego odczucia wszystkim życzę..:)
16 styczeń 2015 r.
ROTTERDAM 007
ROTTERDAM 007
Rewelacyjna wystawa! Mnóstwo gadżetów bondowskich, urywki filmów, ubrania, jaki nosili bohaterowie no i najpiękniejsze autko BONDMOBIL ... cudny srebrny Aston Martin DB5 o pojemności prawie 4 litrów z wymiennymi rejestracjami ważnymi w GB, F i CH.. W filmie Goldfinger, Bond wykorzystuje wszystkie jego "zalety": karabiny maszynowe, radiolokator wyświetlający pozycje przeciwników, katapultę, wytwornicę dymu, przecinak do opon. Ach ile bym dała, żeby się takim cackiem przejechać... z przyspieszeniem 7,1s do setki ...hmmm....
18 styczeń 2015 r.
ROTTERDAM
ROTTERDAM
Miasto pomijane niezasłużenie ... zachwyca nowoczesną architekturą. Inspiruje...
16 styczeń 2015 r.
SZALONY TYDZIEŃ
SZALONY TYDZIEŃ
Przyszły tydzień jest zaplanowany co do minuty... już weekend zapowiada się niezwykle intensywnie. Pierwszy kierunek to Rotterdam - Museumpark - gratka dla miłośników najlepszego agenta - wystawa "Designing 007: Fifty Years of Bond Style", kolejny to - Amasterdam... niezliczone kanały, mostki, rowery i czerwone latarenki... w poniedziałek lotnisko i lot do Warszawy - na chwilkę. Na tyle, żeby zerknąć co się zmieniło i wsiąść do lubelskiego autobusu. Dwa dni w kozim grodzie potrzebne na załatwienie ważnych spraw i odebranie biletów do Krakowa. Dopiero tam będzie można chwilę odetchnąć - 3 noce i ... powrót do Warszawy. Lotnisko... kierunek Bruksela - powrót do Domu.. Mam nadzieję, że w tym pędzie zrobię kilka zdjęć chociaż komórką, bo na wyjmowanie aparatu ostatnio nie mam czasu niestety..:/
7 styczeń 2015 r.
SŁONECZNIE...
SŁONECZNIE...
Fotografowanie pod słońce czasami daje fajne rezultaty. Trzeba tylko uzbroić się w cierpliwość i robić kilka ujęć, bo w wizjerze niewiele ...a czasem nic widać.:)
1 styczeń 2015 r.
NOWY ROK 2015
NOWY ROK 2015
W tym Nowym 2015 roku życzę wszystkim świętowania radości dnia codziennego...przeżyjcie ten rok świadomie - tak, żeby pamiętać każdą minutę... wtedy życie ma tak naprawdę wartość...
1 styczeń 2015 r.
NA STRAGANIE W DZIEŃ TARGOWY...
NA STRAGANIE W DZIEŃ TARGOWY...
Persymona, liczi, mango, rambutany, zielone banany do smażenia, kremowy flaszowiec peruwiański w kształcie serca, zimowe truskawki o zniewalającym zapachu... wybieramy, płacimy... w domu będzie uczta. Na targu pomiędzy stacjami Delacroix i Clemenceau można znaleźć niemal wszystko. Sprzedawcy nawołują klientów głośno zachwalając swój towar...warto zobaczyć mieszankę kultur ... a przy okazji zachwycić się kolorami i zapachami, smakami...
27 grudzień 2014 r.
KILKA GODZIN PÓŹNIEJ...
KILKA GODZIN PÓŹNIEJ...
Wyjrzałam z okna sypialni... zielonej trawki już nie ma... przykrywa ją warstwa białego, mokrego śniegu. Mam nadzieję, ze jutro już go tu nie będzie..:(
27 grudzień 2014 r.
ZIMA...ZIELONO MI...
ZIMA...ZIELONO MI...
w całej Europie śnieg...a tu w parku całą zimę jest wiosna..:)
23 grudzień 2014 r.
WIGILIA...PIERWSZA EMIGRACYJNA CHOINKA...
WIGILIA...PIERWSZA EMIGRACYJNA CHOINKA...
Długo wybierana, ale udało się ją kupić po kilkugodzinnym poszukiwaniu w całej Brukseli. Jest piękna, wysoka i równiutka. Cudnie się prezentuje koło kominka. Oprócz tradycyjnych bombek i ozdób zawsze wieszam wcześniej zasuszone plasterki pomarańczy na złotych drucikach. Pachnie świętami w całym domu...mięso się piecze, uszka ugotowane... sąsiedzi zazdroszczą zapachów. Sianko i opłatek już czeka...Wszystkiego najlepszego... Życzę wszystkim świętowania radości dnia codziennego... i uśmiechu, nawet jeśli jest trudno. Tym bardziej, gdy jest trudno! Zmieniajmy Świat po swojemu... musimy wiedzieć czego MY chceMY i nie zastanawiać się jakiego życia chcą dla nas inni. Niech ci "inni" zajmą się sobą i swoim, zazwyczaj nieciekawym światem..:)
19 grudzień 2014 r.
SZCZYTOWANIE UNIJNE...
SZCZYTOWANIE UNIJNE...
Grudniowy Top unijny oprócz zapór z drutu kolczastego, zamkniętych śmietników, kordonów policji i nieustannych lotów helikopterów swoim protestem uatrakcyjnili rolnicy. Najpierw zablokowali skrzyżowanie pod Berlamontem, później palili ogromne ognisko zadymiając cała okolicę a w końcu przedefilowali mi pod balkonem..:)Ciekawie było...
15 grudzień 2014 r.
DZIEŃ...WSPOMNIENIE LATA...
DZIEŃ...WSPOMNIENIE LATA...
W deszczowy pochmurny, przenikliwie zimny dzień wracam do słonecznych podróży...kliknij dwukrotnie na zdjęcie..;)
14 grudzień 2014 r.
ZNOWU STRAJK...15 GRUDNIA
ZNOWU STRAJK...15 GRUDNIA
Znowu nikt nigdzie nie może dojechać...szkoły, restauracje, urzędy, poczty, sklepy mają kolejny nadprogramowy dzień wolny... ale zamiast spodziewanych korków - puste ulice, ludzie spacerujący ich środkiem ... Nie do pomyślenia.:/
14 grudzień 2014 r.
CZAS PRZEDŚWIĄTECZNY JEST PIĘKNIEJSZY NIŻ SAME ŚWIĘTA...
CZAS PRZEDŚWIĄTECZNY JEST PIĘKNIEJSZY NIŻ SAME ŚWIĘTA...
Wszędzie mnóstwo ludzi, szał zakupów, szał prezentów... szukam gwiazdki na choinkę i jest wszystko...cudne bombki, łańcuchy, ale nie ma "mojej" gwiazdki ... oni tu nic nie wieszają na czubek choinki...niestety..:/
8 grudzień 2014 r.
8XII - STRAJK... STOI METRO, TRAMWAJE I AUTOBUSY
8XII - STRAJK... STOI METRO, TRAMWAJE I AUTOBUSY
Urzędy mają wolne, dzieci nie poszły do szkoły... spokój i cisza... Bruksela jest niezwykle spokojna, nie ekscytuje się kolejnym strajkiem. Tylko ja nie mam jak dostać się na angielski na drugi koniec miasta. Parkingów dla obcych ludzi nikt tam nie przewidział, można zatrzymać się tylko z kartą stałego mieszkańca i to mieszkańca danej ulicy... w każdym innym przypadku autko dostanie pokaźny mandat, jeśli będzie miało szczęście i nie zostanie odholowane na najdroższy parking policyjny na świecie...:/ Następny strajk, tym razem GENERALNY już za tydzień - 15 XII...Taki lajf niestety...:/
7 grudzień 2014 r.
BRUSSELS CHRISTMAS MARKET ...
BRUSSELS CHRISTMAS MARKET ...
Wprawdzie nikt tu się nie spodziewa mrozu, a śnieg padał kilka dni temu przez trzy minuty, ale Święta muszą mieć wspaniałą oprawę... Od 28 listopada 2014 do 4 stycznia 2015 w sercu Brukseli odbywa się Bożonarodzeniowy Jarmark... na długości 2 km ustawione są stragany ze wszystkim czego Belgowie potrzebują: grzane wino, nalewki, drewniane ozdoby na choinkę, bibeloty na prezenty choinkowe, biżuteria, lokalne smakołyki i wiele wiele innych. Na końcu Placu Św. Katarzyny stanęło ogromne diabelskie koło...są piękne karuzele dla dzieci i mnóstwo atrakcji... 6 grudnia była wspaniała Parada Św. Mikołaja... następna już za rok..:) więcej w linkach poniżej...
8 grudzień 2014 r.
FLAGI W DÓŁ... ZMARŁA KRÓLOWA FABIOLA
FLAGI W DÓŁ... ZMARŁA KRÓLOWA FABIOLA
5 XII 2014r...
1 grudzień 2014 r.
KIJÓW
KIJÓW
Kijów można by było postrzegać jako piękne miasto, gdyby nie napięta sytuacja, która powoduje, że czuje się pod pozorem normalności nieustanne falowanie atmosfery... To miasto Michaiła Bułhakowa, Wacława Niżyńskiego i Aleksandra Forda. Wprawdzie kusi przepięknymi cerkwiami... ale wysiadając na stacji metra na Pl. Kontraktowym, można odwiedzić coś innego: Muzeum Czarnobylskie. Dla odważnych jeszcze większym wyzwaniem jest wycieczka do Prypeci czyli "Strefy Zamkniętej" gdzie pomimo wysiedlenia po wybuchu elektrowni dalej żyją ludzie. Od dawna chcę się tam wybrać... ciekawie byłoby pojechać grupą fotograficzną ... Trzy osoby są już chętne...może ktoś jeszcze ma ochotę?
1 grudzień 2014 r.
MICHAEL KENNA PO RAZ DRUGI - "RETROSPEKTIVE"
MICHAEL KENNA PO RAZ DRUGI -
Stadtische-Galerie-Iserlohn-Germany. Niedaleko Dortmundu...to tylko 300 km, tak jak do Paryża. Decyzja była szybka - warto zobaczyć Mistrza, posłuchać, porozmawiać. Przy całej swojej sławie, to niezwykle skromny i otwarty człowiek. Nie ma w Nim nic z gwiazdorstwa pomimo, iż jest rozchwytywany i jeździ niemal po całym świecie. Niedawno Francja, teraz Niemcy, za dwa dni Japonia później Portland w USA itd. Mam piękną pamiątkę - cudny album ze zdjęciami z Mont St Michel. Zachwyca mnie dbałość o szczegóły. Każda pozycja jest przepięknie wydana. Oprawiona w płótno, skórę, w twardej, niezwykle eleganckiej obwolucie. To takie małe dzieła sztuki świetnie korespondujące z zawartością...Niedawno będąc w Normandii - byłam w Mont St Michel i nawet nie przypuszczałam, ze można tak oryginalnie przedstawić to znane na całym świecie miejsce. Ukłony dla Mistrza...
1 grudzień 2014 r.
BEAUJOLAIS PRIMEUR 2014
BEAUJOLAIS PRIMEUR 2014
Proste, lekkie, nieco cierpkie... gdy zamykam oczy, smak staje się intensywniejszy. Czuję powiew ciepłego wiatru i muskanie promieniami letniego słońca. Następne beaujolais primeur już za rok..:)
1 grudzień 2014 r.
MONSCHAU - BAJECZNE MIASTECZKO
MONSCHAU - BAJECZNE MIASTECZKO
Niemieckie miasta nie powalają urodą, ale Monschau jest wyjątkiem. Położone przepięknie w dolinie rzeki Rur. Urody dodaje mu coroczny kiermasz bożonarodzeniowy. Planuję przyjechać tu późną wiosną. Wejdę wysoko na zbocze do ruin zamku i z góry popatrzę na miasteczko rozkwitające w świetle poranka, muskane ciepłymi promykami słońca..:)
1 grudzień 2014 r.
NIEMIECKI WEEKEND - KATEDRA W KOLONII...
NIEMIECKI WEEKEND -  KATEDRA W KOLONII...
Zimno, przeraźliwie zimno... trzy dni temu wróciłam z ciepłego Rzymu i moja głowa jeszcze się nie poradziła sobie z tak silnymi bodźcami..:) To Jarmark Bożonarodzeniowy spowodował, że warto było zatrzymać się chwilkę w Kolonii. Zobaczyć piękną, chociaż wypełnioną po brzegi turystami katedrę i popatrzeć na stragany z wurstami, słodyczami i drewnianymi ozdobami na choinkę... Niemieckie kolędy dodawały smaku potrawom. Pogoda na robienie zdjęć była fatalna... cóż pierwsze koty za płoty. Niemieckie miasta nie zachwycają, ale może ... kiedyś...:)
25 listopad 2014 r.
EUR - INNY RZYM
EUR - INNY RZYM
Nawet Rzymianie jeśli tam nie mieszkają, niewiele wiedzą o tej dzielnicy... a szkoda... Skrót EUR to Esposizione Universale di Roma - pod koniec lat trzydziestych ub. wieku według pomysłu Benito Mussoliniego usytuowane terenie Municipio Roma XII miały się odbyć Targi Światowe. Niestety wojna przerwała te plany ale dzielnica powstała. Najciekawszy jest położony samotnie na wzgórzu Palazzo della Civilta Italiana (Pałac Kultury Włoskiej), jest kwintesencją architektury doby Mussoliniego. Zaprojektowany przez Giovanniego Guerriniego, Ernesto Lapadulę i Mario Romano, zrealizowany w latach (1938-1943). To "Colosseo Quadrato" ma sześć kondygnacji każda z elewacji została podzielona na dziewięć osi, które tworzą półkoliście zamknięte arkady. Wzorem ideowym dla dzieła był amfiteatr Flawiuszy/Colosseum. Na niezwykle szerokich ulicach prawie nie spotyka się ludzi, jedynie grupki różnojęzycznych fotografów uwieczniają dzieło architektów z lat 30-tych. Inne wspaniałe budynki to: Palazzo dello Sport, Velodromo Olimpico, Palazzo dei Istituto Nazionale Assicurazioni i Istituto Nazionale della Previdenza Sociale i Basilica parrocchiale dei Santi Pietro e Paolo. W piękną pogodę to raj dla fotografa, więc dla odpoczynku po starożytnych budowlach w jakie obfituje Rzym, warto zobaczyć coś innego.:)
25 listopad 2014 r.
TRASTEVERE - WŁOSKIE SMAKI I ZAPACHY...
TRASTEVERE - WŁOSKIE SMAKI I ZAPACHY...
Trastevere...Zatybrze - otulone bluszczem wąskie antyczne uliczki. Niewymuszony luz, spokój, muzyka i smaki. Każdy szef kuchni chce być lepszy od sąsiedniego. Tradycyjne receptury niezmieniane od lat powodują, ze danie dnia serwowane przez Vittorio jest niezapomnianym przeżyciem. Dziś polecał rigatoni z dziczyzną...smak rewelacyjnie przygotowanego mięsa będzie mi się śnił. Podane w tradycyjny sposób - z kostkami. Ale przecież jedzenie we Włoszech to celebracja... wybieranie antipasti - Bruschetta z truflami, karczochami to raj dla podniebienia. Dobre wino powoduje, ze apetyt wzrasta... trzeba tam zajrzeć i spróbować..:)poniżej link do Da Vittorio a Trastevere
25 listopad 2014 r.
RZYMIANIE...W CIEPŁYM SŁOŃCU...
RZYMIANIE...W CIEPŁYM SŁOŃCU...
Lądując na na rzymskim Marco Polo dostałam wiadomość, ze w Polsce spadł śnieg. Z Brx wylatywałam w rześki poranek w ciepłej kurtce...a w Rzymie cieplutko ponad 20 stopni. Ludzie poubierani różnie, albo z krótkim rękawkiem - i widać, że to turyści z chłodniejszych krajów, albo w kozaki i kurtki z futerkiem przy kapturach - to mieszkańcy. Dla nich to ZIMA! A ja rozkoszuję się ciepłem i światłem. Najchętniej przesiedziałabym cały dzień w kawiarence czując słońce na twarzy...
25 listopad 2014 r.
OSTIA ... A NAD MORZEM CIEPŁO...
OSTIA ... A NAD MORZEM CIEPŁO...
To nie postrzępiona spódniczka, ale ośmiornice upolowane i przyczepione do pasa. Morze pod koniec listopada cieplejsze niż w Polsce w środku sezonu, można sobie złowić i obiad ... i kolację...Smacznego.:)
25 listopad 2014 r.
HENRI CARTIER-BRESSON - PRZEMYŚLENIA POWYSTAWOWE
HENRI CARTIER-BRESSON - PRZEMYŚLENIA POWYSTAWOWE
Nie wiem czy chciałabym, żeby ktoś po mojej śmierci wyciągał wszystkie, nawet te bardzo słabe zdjęcia i pokazywał ludziom...To takie odarcie z mistyzmu. Mnie to na szczęście nie grozi... ale Mistrzowi HC-B własnie tak. Bo przychodzą tłumy, i nie każdy jest znawcą analitycznie nastawionym. Ludzie skuszeni wielkim nazwiskiem patrzą i oceniają po tym co oglądają...i widać niedowierzanie na twarzach - czy to naprawdę Jego zdjęcia?. Byś może w czyimś zamyśle tworzą kontekst do tego, co później się działo ale czy wszystkich to aż tak interesuje? Wędrując przez kolejne, kolejne i kolejne sale miałam wrażenie, ze ten labirynt się nigdy nie skończy... Reasumując: stanowczo za dużo pokazanych zdjęć i stanowczo zbyt dużo miernych zdjęć. Po obejrzeniu wystawy wolę jednak pielęgnować obrazy, które znam z albumów...ale to tylko moje bardzo prywatne zdanie..:)
26 listopad 2014 r.
LOT NAD ALPAMI... w poszukiwaniu ciepła późną jesienią...
LOT NAD ALPAMI... w poszukiwaniu ciepła późną jesienią...
Zazwyczaj niewiele widać... ale lot nad Alpami w tak piękną pogodę to wrażenia bezcenne. Aparat pokazuje niestety tylko spłaszczoną namiastkę...widoki zapisują się w pamięci, malutka Wenecja na horyzoncie, brązowy po ulewach wysoko w górach Pad szukający ujścia do Adriatyku, zielone Apeniny, ogromne jezioro Bracciano tuż pod Rzymem i już lotnisko Marco Polo niemal z widokiem na Morze Śródziemne... Piękna podróż..:)
18 listopad 2014 r.
HENRI CARTIER-BRESSON WYSTAWA W RZYMIE... MUSEO DELL'ARA PACIS
HENRI CARTIER-BRESSON WYSTAWA W RZYMIE... MUSEO DELL'ARA PACIS
Miłość do Niego dostałam w prezencie urodzinowym. Przyjechał do mnie z Londynu w postaci 63 zdjęć i już nigdy nie było tak jak wcześniej... Jego obrazy powodują, że człowiek zamiera w zachwycie. Za chwilę jadę zobaczyć Jego zdjęcia na wystawie w Rzymie...i czuję tyle emocji, jakbym jechała na randkę..:) więcej w linkach poniżej...
18 listopad 2014 r.
LEICA GALLERY - NOBUYOSHI ARAKI
LEICA GALLERY - NOBUYOSHI ARAKI
ARAKIMANIA...Autor powiedział: "I had sex with all my models. Sex is like foreplay. Photography comes afterwards. Or vice versa..." Wpadłam do Warszawy na dwie doby. Dużo spraw do załatwienia, ale świetnie się złożyło, bo akurat w Galerii Leica jest wystawa najbardziej kontrowersyjnego japońskiego towaru eksportowego, bo tak się mówi się o tym słynnym i bardzo obrazoburczym fotografie. Stawiany jest w jednym szeregu z Warholem, Newtonem i innymi wielkimi fotografami. Warto zobaczyć tę kontrowersyjną wystawę choćby po to, żeby poznać i zastanowić się nad diametralnie innym podejściem Japończyków do seksu i nagości. Wystawa jest od 7 XI do 14 XII 2014r. w warszawskiej Leica Gallery na Mysiej 3. O wystawie więcej w linku poniżej...
16 listopad 2014 r.
J'ai deux mains...dziś w metrze...
J'ai deux mains...dziś w metrze...
"Kosi kosi łapki pojedziem do babki a od babki do dziad-ka po koszyczek na jabł-ka..." A jednak na całym świecie dzieci grają w te same zabawy... ale tylko wtedy, gdy mądrzy rodzice nie zamykają młodziutkiej wyobraźni komputerami, tabletami i komórkami. Tutaj często widzę dzieci bawiące się razem. Używają swojej wyobraźni tak, jak to robiliśmy i my w erze bezkomórkowej, bezinternetowej. Może dlatego, że w Belgii telewizja nie jest bóstwem czczonym tak jak w Polsce, a może dlatego, że jest tu wszechobecny kult KSIĄŻKI. We wszystkich księgarniach jest mnóstwo ludzi, w parkach, autobusach, w metrze, na przystankach szalenie dużo ludzi czyta. Czytają starsi i co ciekawsze młodzi i bardzo młodzi. Bo jak stare przysłowie mówi: "Przykład idzie z góry". Jeśli matka nie wyobraża sobie wieczoru bez książki - to czytają również i dzieci. Może odstawmy internet, komórki, wyłączmy w końcu telewizor. Inwestujmy w siebie. Rozwijajmy własne zainteresowania i pasje. Wyruszmy w podróż... uczmy się w każdym wieku... bo "Kto nie idzie do przodu ten się cofa" a człowiek bez pasji jest pusty...:/
16 listopad 2014 r.
APPLE - SYMBOL POLSKI
APPLE - SYMBOL POLSKI
Na imprezie w Parlamencie Europejskim królowały jabłka. Putin nam zrobił tak świetną reklamę, że moi tutejsi znajomi pytali - czy jabłko to godło Polski.:) Staram się łamać stereotypy o Polakach, być w każdym momencie ambasadorem kraju i cieszę się, że nas po tym wszystkim wyodrębniają od masy wschodnich państw. Codziennie spotykam się z efektami tej pracy. Ktoś miał jechać na Węgry, ale poleciał na tydzień do Polski i szalenie mu się podobało, słucham opowiadań o polskich miastach, które oglądali w internecie, pytają się o reżyserów polskich, o Kieślowskiego, Polańskiego. Pytają o muzykę polską, edukację. Dziwią się, że Polacy są tak świetnie wykształceni. Wcześniej nie mieli pojęcia o niczym, co się z Polską wiąże. Wiem, że jeszcze dużo pracy przed nami, bo do tej pory mnóstwo ludzi uważa, że w Polsce pije się tylko wódkę i mówi po ... ROSYJSKU! Ale... małymi krokami zmieniamy to! A z jabłek zrobiłam pyszną szarlotkę...przepis poniżej w linku..:)
7 listopad 2014 r.
DOMOWE SELFIE...
DOMOWE SELFIE...
Jest strajk transportu, mam wolny dzień... aparat na chwilkę wrócił do łask..:)
6 listopad 2014 r.
STRAJK...
STRAJK...
Nic nie jeździ... za to w centrum ponad 100tys ludzi protestuje. Oglądam TV... płoną samochody, które miały to nieszczęście - parkować na trasie przemarszu "Pokojowej Manifestacji" Teraz to tylko preludium... strajk generalny zapowiedziany jest na 15 grudnia ... więcej w linkach poniżej...
5 listopad 2014 r.
WIELKA FETA W PARLAMENCIE...Polska-Move Your Imagination
WIELKA FETA W PARLAMENCIE...Polska-Move Your Imagination
Wielka feta w Parlamencie ...10 lecie wejścia do Unii... koncert, szampan i tort...żałuję, ze nie wzięłam aparatu większego niż moja komórka...można było porozmawiać z Wielkimi tego świata face to face...Pięknymi ambasadorkami Polski były siostry -skrzypaczki: Julita&Paula, które dały rewelacyjny koncert...więcej w linku poniżej...
2 listopad 2014 r.
LISTOPADOWE SMUTKI...
LISTOPADOWE SMUTKI...
W tym roku nie mogłam pójść na grób Ojca. Pojechałam do francuskiej Dunkierki/Dunkerque na cmentarz żołnierzy z I i II Wojny Światowej. Leżą tu Polacy ale i Brytyjczycy, Czesi, Australijczycy, Słowacy, Nowozelandczycy, Hindusi, Żydzi... wszyscy równi po śmierci. Przez chwilę byłam małą dziewczynką, która przyszła na cmentarz ze swoim Tatą zapalić znicze na grobie Nieznanego Żołnierza. Tak było przez wiele lat... dziś też było to dla mnie ważne...
31 październik 2014 r.
MICHAEL KENNA - PARYSKIE SPOTKANIE Z MISTRZEM - WYSTAWA "FRANCJA" w MUSEE CARNAVALET
MICHAEL KENNA - PARYSKIE SPOTKANIE Z MISTRZEM - WYSTAWA
Nie jestem specjalistką od pejzaży, ale zdjęcia jakie robi Michael Kenna zachwycały mnie od dawna. Nie mogłam nie pojechać do Paryża, żeby Go zobaczyć. Okazał się niezwykle sympatycznym i życzliwym człowiekiem. Teraz przepięknie wydany, ogromny album "Francja" leży na półce wraz z osobistą dedykacją. A ja... jestem pod jeszcze większym wrażeniem tego Człowieka... więcej w linkach poniżej..:)
31 październik 2014 r.
PARYŻ JESIENNY
PARYŻ JESIENNY
Ostatnie dni października przywitały mnie w Paryżu ciepłem i słońcem. Długie cienie i ostre kontrasty inspirowały ... można mieć nadzieję, że choć jedna klatka z filmu okaże się ciekawa..;)
29 październik 2014 r.
Maelbeek/Maalbeek i Benoît van Innis
Maelbeek/Maalbeek i Benoît van Innis
Mieszkam pomiędzy dwoma stacjami. Do każdej mam 200 m. Ale to właśnie Maelbeek wybieram najczęściej. Nie dlatego, ze mam z górki przez ładny skwerek a na słynnej stacji Schuman jest remont, tylko dla grafik Benoît van Innis. Uwielbiam jego kreskę... prosta, wyrażająca wszystko, ale dająca pole wyobraźni widza...Inspirująca... Wiem, ze projektuje, tworzy przy muzyce Erica Satie, którego bardzo lubię. Dziś wrócę do tej muzyki, może spłynie na mnie choć cień geniuszu..:) Poniżej w linkach więcej o artyście i jego pracach...
29 październik 2014 r.
STARA MIŁOŚĆ NIE RDZEWIEJE...
STARA MIŁOŚĆ NIE RDZEWIEJE...
Pod moim oknem zaparkowało Cudeńko... wypolerowane, zadbane, wychuchane. Poleciałam tracąc oddech na górę po aparat... ale już za momencik Go nie było..:/ Całe życie jeżdżę dużymi samochodami a kocham się od zawsze w takich Malutkich Fiacikach. Ot, taka niespełniona miłość...Foto by BlackBerry
28 październik 2014 r.
MUZEUM FOTOGRAFII W ANTWERPII - WIELKIE ROZCZAROWANIE
MUZEUM FOTOGRAFII W ANTWERPII - WIELKIE ROZCZAROWANIE
Tyle słyszałam, czytałam ... moja wyobraźnia podsuwała mi przeróżne rozwiązania - czego się mogę spodziewać i... nic! Nie wymyśliłabym tego, że w Muzeum Fotografii będzie tylko kilka starych przyrządów do oglądania trójwymiarowego, niewiele zdjęć, głównie z okresu wojennego a jedna z wystaw prezentuje powiększone i powieszone na ścianach zdjęcia z książki wyłożonej przy wejściu na tę wystawę. Generalnie całe "muzeum" robi wrażenie lekko opuszczonego loftu istniejącego tylko po to, żeby istniał kiosk z gadżetami na dole... rozczarowanie moje jest tak wielkie, ze do tej pory nie chce mi przejść... Mam tylko cichą nadzieję, że konkurencyjne Muzeum w Charleroi prezentuje się lepiej..:/ Foto by BlackBerry
28 październik 2014 r.
ANTWERPIA... ZUPEŁNIE INNY KLIMAT
ANTWERPIA... ZUPEŁNIE INNY KLIMAT
60 km robi wielka różnicę. To jest miasto o zupełnie innym klimacie niż Brx. I... o ile jako nacja biała w Brx czuję sie w mniejszości to Antwerpia jest raczej jednorodna. Pierwsze kroki skierowałam oczywiście na dworzec kolejowy. Ze względu na swoją specyficzną architekturę bywa nazywany Kolejową Katedrą /Spoorwegkathedraal/. Wspaniale pokazany jest na filmiku poniżej...
28 październik 2014 r.
MOŻE TO NIE BOSTON ANI NOWY JORK...
MOŻE TO NIE BOSTON ANI NOWY JORK...
Bruksela ma swój maraton, nie jest on tak znany na świecie jak bostoński czy amsterdamski, w czasie którego drobna część trasy prowadzi przez Rijksmuseum obok dzieł Rembrandta i Vermeera ale w Brx biegacze pokonują dystans szerokimi alejami od Parku Cinquanteinaire, obok jezior, Pałacu Królewskiego ... przez tunele pod centrum miasta do Grote Market na przepięknej starówce. W tym roku biegli przy chłodnej aurze, co im chyba tak bardzo nie przeszkadzało... więcej w relacji z jednego z uczestników poprzedniej edycji w linku poniżej...
28 październik 2014 r.
PRZYSMAKI..."U LEONA"
PRZYSMAKI...
Najlepsze mule na świecie jadłam "U Leona" na paryskich Polach Elizejskich. Idealny smak, prowansalskie zioła, delikatny posmak czosnku i widok na najbardziej znaną ulicę na świecie...Szukałam tego raju podniebienia w Brx, Antwerpii i w wielu innych miastach. Owszem są filie, ale inne kombinacje smakowe powodują niezłe, ale nie te same odczucia, a co za tym idzie... chęć ponownego zawitania we Francji... wprawdzie nie na mule, bo jak gminna wieść niesie należy je spożywać w pełnym rozkwicie czyli w miesiące pozbawione literki "r",lecz bardziej prozaicznie na wystawę fotografii z okazji "Paryskiego Miesiąca Fotografii".:)
27 październik 2014 r.
PRZESTAŁO PADAĆ...IDĘ Z KSIAZKĄ DO PARKU..:)
PRZESTAŁO PADAĆ...IDĘ Z KSIAZKĄ DO PARKU..:)
Jesień w Belgii objawia się wiatrem. Więcej jest dni deszczowych niż suchych. Aparat spoczywa sobie w plecaku, a ja robię zdjęcia komórką. Bardzo mi się podoba tutaj to, że wszyscy czytają książki... w metrze, na przystanku, w parkach na wszystkich ławkach mnóstwo ludzi przysiada chociaż na chwilę... w przerwie na lunch...Nieustannie czytając, czytając..:)
27 październik 2014 r.
SALONY AMBASADY POLSKIEJ...SPOTKANIE Z GURU MUZYCZNYM...
SALONY AMBASADY POLSKIEJ...SPOTKANIE Z GURU MUZYCZNYM...
Musiałam zamieszkać w Brx, żeby spotkać Marka Niedźwieckiego. Ileż to nocy zarwanych w młodości przy słuchaniu Listy Przebojów Programu 3-go. Przez czas spotkania wszyscy mieliśmy po 20 lat... Gość okazał się szalenie sympatycznym człowiekiem, bardzo ciekawie opowiadał o swoich początkach pracy w radiu i tworzeniu Listy... a wszystko przy wspaniałym winie i zabójczo smacznym poczęstunku.
28 październik 2014 r.
LILLE TO NIE TYLKO OUTLETY...
LILLE TO NIE TYLKO OUTLETY...
Problem z zaparkowaniem samochodu jest ogromny, przypadkiem udało się wjechać na parking jakiegoś centrum handlowego. Co po przesycie zakupowym w outlecie Rouboix miało tę zaletę, że na widok kolejnych sklepów wszyscy przyspieszali krok. Lille niesłusznie pozostaje na uboczu głównych szlaków turystycznych, bo dysponuje wspaniałą starówką na której nieustannie się coś dzieje, Katedrą Notre-Dame i Pałacem Sztuk Pięknych gdzie mieści się drugie co do wielkości po Paryżu muzeum sztuki we Francji. Ważna jest też atmosfera miasta - wśród pięknych, eleganckich kamienic każdy czuje się wyjątkowo..:)
27 październik 2014 r.
BRUKSELSKI KLUB POLEK...
BRUKSELSKI KLUB POLEK...
Postanowiłam się zintegrować z tutejszą Polonią. W kawiarni "Lunch and More" w brukselskim Sint-Joost-ten-Node było pierwsze powakacyjne spotkanie z Ciekawą Kobietą. Tytuł może nie bardzo zachęcający, kojarzący się z nudnymi najczęściej spotkaniami z kombatantami w szkole podstawowej...ale nie zawiodłam się. Gościem była deputowana do Parlamentu Europejskiego Agnieszka Kozłowska-Rajewicz. Temat był bliski... Sprawy kobiet... moje, twoje, nasze. Wiele już zrobiono, ale szalenie dużo zostało do zmiany. Przede wszystkim stereotypy i męska mentalność..:)Rozmowa nie toczyła się tylko w damskim gronie a obecna na spotkaniu Frakcja Męska silnie zaznaczała swoją obecność..:)
27 październik 2014 r.
CZARNY PAŁAC...na BOULEVARD DE WATERLOO
CZARNY PAŁAC...na BOULEVARD DE WATERLOO
Wbrew pozorom to nie mroczna siedziba wampirów ani wejście do kasyna... ale ulubiony sklep z damską i męską odzieżą Abercrombie & Fitch. Świetny, szalenie elegancki wystrój, czarne ściany i niesamowita gra świateł wśród wszechobecnych luster powoduje, że nie traktujemy go jak zwykłego sklepu a raczej jak specyficzny labirynt w którym czujemy się wyjątkowo... warto zajrzeć na Boulevard de Waterloo niejeden raz. Zaręczam, ze miejsce może stać się nieustającą inspiracją.:)
8 wrzesień 2014 r.
POWROTY...
POWROTY...
Podróże są piękne, będąc w domu nieustannie planuję kolejne wyjazdy dalekie i bliskie... ale najmilej z nich wracać do Domu... wyjść z sypialni na taras i zobaczyć niezmienny obraz. Paradoksalnie - takie kontrasty szalenie uspokajają... Dzień dobry Brukselo..:)
8 wrzesień 2014 r.
LOTY...
LOTY...
Lotniska to bardzo inspirujące miejsca, niestety używanie aparatu jest delikatnie mówiąc niemile widziane... pozostaje zwykle komórka... albo stary, poczciwy analog niezwracający na siebie uwagi..:)
4 wrzesień 2014 r.
LUBLIN... PORANEK DZIEŃ OSTATNI...
LUBLIN... PORANEK DZIEŃ OSTATNI...
Kilka dni i bardzo dużo spraw. Aparat nie zmieścił się w bagażu, próbuję więc rejestrować kolory komórką. Lublin o poranku jest piękny.Słońce wydobywa z kolorowych kamieniczek to, co najlepsze. Te szare obok, czekają na swoją kolej remontu. Miasto pięknieje, zmienia się... Lubię odnajdować w nim coś nowego..:)
28 sierpień 2014 r.
PARYŻ PO RAZ KOLEJNY...
PARYŻ PO RAZ KOLEJNY...
To miasto to mekka fotografów... wydaje się, że będąc tutaj - należy robić same dobre zdjęcia. A mnie jest coraz trudniej. Być może zbyt często tu jestem, może nie potrafię spojrzeć z dystansem. A może warto przyjechać poza sezonem, żeby pospacerować z aparatem poza obowiązkowymi szlakami...
22 sierpień 2014 r.
DZIEŃ DOBRY BARDZO..:)
DZIEŃ DOBRY BARDZO..:)
Kiedyś maskę wkładało się doraźnie, od święta, dziś wrosła w naszą twarz jak gombrowiczowska gęba. Wkładając maskę traci się osobowość...albo wprost przeciwnie...zyskuje się ją. Pod maską może być wszystko i sami decydujemy przed kim ją zdejmiemy lub tylko uchylimy...przed niektórymi ludźmi nie warto, bo poznając naszą ufność potraktują to jako słabość i ...wykorzystają do znanych tylko sobie celów...:/
22 sierpień 2014 r.
BRX - DZIEŃ JAK CODZIEŃ ...
BRX - DZIEŃ JAK CODZIEŃ ...
Tu nieustannie coś się dzieje. Ulice pełne są zadowolonych ludzi. Nie ma tej naszej polskiej złośliwości ani bezinteresownej zawiści. Na każdym kroku spotyka się kolorowe pary, częstym widokiem są pary mężczyzn spacerujących za rękę. W parku, czy na ulicy, ktoś puszcza muzykę, zaczyna tańczyć i... inni się dołączają. Możesz być czarny, żółty, zielony...białe kobiety z gromadką kolorowych dzieci...dziwaczne ubrania, wszechobecne tatuaże... możesz wszystko, nikogo to nie obchodzi. Nikt się nikomu nie wtrąca do życia prywatnego ani nie zagląda do łóżka. Uczmy się...szacunku dla inności i potrzeb drugiego człowieka. Wtedy i nam samym będzie lepiej bez zazdrości i złości.
19 sierpień 2014 r.
KLIMATYCZNE HONFLEUR...
KLIMATYCZNE  HONFLEUR...
Byłam tu kilka lat temu - już wtedy zachwycił mnie malowniczy port, urokliwe kamieniczki mnóstwo knajpek i smakowite mule w każdej knajpce... ale dziś, po całym dniu fotografowania szukamy wielkiego soczystego burgera z belgijskimi frytkami...:) Po takie specjały trzeba zapuścić się głębiej w zaułki i placyki. Jest tak dużo ludzi, ze trudno przejechać ciasnymi uliczkami... żeby robić zdjęcia trzeba tu wrócić wczesna wiosną...:)
19 sierpień 2014 r.
PONT DE NORMANDIE...
PONT DE NORMANDIE...
Dodatkiem do atrakcyjnego miasteczka Honfleur jest usytuowany tuż obok potężny most nad Sekwaną. Ogromne pylony mają po 215m wysokości. Można go obejrzeć z pokładu stateczku wycieczkowego, albo tak jak ja - stojąc 40 min w korku do punktu opłat..:)
19 sierpień 2014 r.
ETRETAT PO RAZ KOLEJNY ...
ETRETAT PO RAZ KOLEJNY ...
Trąba Słonia i Iglica... to najczęściej odwiedzane i fotografowane miejsca na Wybrzeżu Alabastrowym. Na krawędzi klifu po wschodniej stronie miasteczka stoi kaplica Notre Dame de la Garde i pomnik dwóch lotników, którzy w 1927 r. chcieli przelecieć Atlantyk i tu byli widziani po raz ostatni. w Etretat jest muzeum sympatycznego włamywacza z książek Maurice Leblanca - Arsene Lupin, znanego u nas z dawnego serialu..:)Jest co oglądać i fotografować, choć nie zawsze trafiają się rewelacyjne warunki pogodowe...:)
19 sierpień 2014 r.
CYDR... MOJA MIŁOŚĆ
CYDR... MOJA MIŁOŚĆ
Najlepszy na świecie jest "Cydr Lubelski" ale będąc w stolicy cydru nie mogłam przejść obojętnie obok. Na ryneczku Honfleur można podegustować i kupić od lokalnych producentów przeróżne... wybór jest ogromny ... tylko wybierać i pić..:)
19 sierpień 2014 r.
OPACTWO NA WYSPIE...MONT ST. MICHEL
OPACTWO NA WYSPIE...MONT ST. MICHEL
Wracałam dwukilometrową groblą z wyspy na ląd prawie o północy, a jeszcze wielu ludzi podążało na nocne spektakle do tego jedynego w swoim rodzaju miejsca. Perełka Normandii oferuje wiele: spektakle świateł, koncerty fortepianowe, skrzypcowe i inne. Pokonując wiele schodów przechodzi się przez prezbiterium, krużganki otoczone dwoma rzędami granitowych kolumienek, puste pomieszczenia o sklepieniach wspartych na potężnych kolumnach i filarach, mija się refektarz i wielką salę rycerską... wszystko podświetlone nocą na bajeczne kolory. Warto zobaczyć ten niecodzienny widok, uwiecznić choć maleńką część na zdjęciach, żeby w zimowe wieczory do nich zajrzeć i się uśmiechnąć..:)
18 sierpień 2014 r.
NORMANDIA - KLIFY O PORANKU...
NORMANDIA - KLIFY O PORANKU...
Widok ze wschodniej strony Fecamp jest piękny... już sama nazwa: "Alabastrowe Wybrzeże" obiecuje wiele. Wróciłam tu po trzech latach dalej pełna zachwytu zwiedzając urokliwe miasteczka, urwiska ... raj dla fotografa...
14 sierpień 2014 r.
BRX ... TAPIS DE FLEURS
BRX ... TAPIS DE FLEURS
Czasami nawet milion begonii potrzebują twórcy zakwitających co dwa lata dywanów na Grand Place. Dziś jeszcze układają... ale już od jutrzejszego poranka będzie cieszył oczy w całej swojej krasie..:) Więcej info w linku poniżej...
10 sierpień 2014 r.
KOMIKS TO DUMA BELGII... REWELACYJNE MUZEUM...
KOMIKS TO DUMA BELGII... REWELACYJNE MUZEUM...
Tuż po wojnie narodził się Tintin, a po nim kolejni komiksowi bohaterzy. Bruksela szybko stałą się stolicą komiksu i nosi takie miano do dziś, a fani rysunkowych opowieści mogą poznawać miasto wypatrując kolejne murale na brukselskim komiksowym szlaku. Wyszukiwanie muralowych postaci z komiksów to kolejne zadanie, które zamierzam realizować...Jest ich około 50 ... ciekawe ile z nich uda mi się sfotografować..:)
5 sierpień 2014 r.
BRX - PL DE LA MONNAIE...
BRX - PL DE LA MONNAIE...
Mam tu swoje ulubione miejsca. Jednym z nich jest Plac de la Monnaie nieopodal stacji De Brouckere w centrum Brx. Setki ludzi przechodzi do najtłoczniejszej handlowej ulicy Neuwstraat, spieszą się, ale czasem przysiadają na licznych ławeczkach. A tu zawsze się coś dzieje: albo pokazy sztukmistrzów, albo koncerty zespołów rockowych albo...po prostu dzieci bawiące sie w fontannach dają pokaz radości życia...Uśmiechajmy się... pomimo wszystkiego, co nas w życiu spotyka... Uśmiechajmy się...:)
4 sierpień 2014 r.
BRUGIA - KRÓLOWA FLANDRII
BRUGIA - KRÓLOWA FLANDRII
Zakochałam się w tym mieście. Jest dostojne i piękne... eleganckie i finezyjne. Jedyne co mi się nie podobało, to nazywanie Brugii szumnie drugą Wenecją... Owszem, jest tu szereg czynnych kanałów, co nadaje swoistego charakteru, ale uważam, ze tak pięknemu miastu, wszelkie porównania są niepotrzebne. Warto zagubić się bez mapy wśród kolorowych uliczek a później przysiąść na rynku na wspaniałą kawę, porozmawiać ze świetnie mówiącym po angielsku kelnerem i delektować się atmosferą... a przy okazji nie zapomnieć robić zdjęć... Inspiracji jest mnóstwo. Muszę tam wrócić jesienią, kiedy na czas chłodów turyści zapomną o Brugii i innych obleganych miejscach...
4 sierpień 2014 r.
OSTENDA - KRÓLEWSKI KURORT...
OSTENDA - KRÓLEWSKI KURORT...
Król Leopold I wybrał ją na swoją nadmorską rezydencję, spodziewałam się więc eleganckiego, kosmopolitycznego kąpieliska... a zobaczyłam brudne, podupadłe miasteczko. Nasz Sopot czy Świnoujście to przy nim perełki. Pobliski Eurotunel wyraźnie nie posłużył Ostendzie chociaż plaże są piękne i niezwykle szerokie...
4 sierpień 2014 r.
VILLERS-la-VILLE ... opactwo Cystersów
VILLERS-la-VILLE ... opactwo Cystersów
Prawdziwa perełka i wyzwanie dla fotografów, bo możliwości jest wiele, trzeba tylko mieć pomysł...za dwa dni wybieram sie na spektakl "Pinocchio" wg Carlo Collodiego - który grany jest wśród tych ruin w letnie wieczory. Mam nadzieję na ucztę duchową i ... przypływ pomysłów..:)Więcej w linkach poniżej...
28 lipiec 2014 r.
NOSTALGICZNIE...
NOSTALGICZNIE...
Zwiedzam różne miasta, małe zapomniane przez turystów osady i wielkie zatłoczone stolice ... ale serce tęskni za Warszawą. Mam tam wiele ulubionych miejsc, między innymi widok z wiaduktu przy Dworcu Centralnym ... To zdjęcie nie jest mojego autorstwa, jest zrobione pięknym starutkim Flexaretem. Mam jednak do niego troszkę praw, ponieważ powstało na moją prośbę w zimny noworoczny poranek. Niniejszym chylę czoła przed Autorem, ze zechciał wstać o tak nieprzyzwoitej porze po sylwestrowej nocy..;)Ale tylko wtedy jest tam tak pusto a niecodziennej urody dodała zmrożona mgła. Zachęcam do zabawy starymi aparatami ... one mają dużo ciekawszą duszę. A ja mogę się teraz nieustannie zachwycać i ... uśmiechać do tych miejsc bez obawy, ze piksele czy dysk komputerowy odmówią mi nagle współpracy:)
30 lipiec 2014 r.
DOTYK ŚWIATŁA wystawa w Radomiu
DOTYK ŚWIATŁA wystawa w Radomiu
W imieniu swoim oraz koleżanek i kolegów ze Stowarzyszenia Twórców FOTOKLUB Rzeczypospolitej Polskiej Region Radomski zapraszam na Wystawę "DOTYK ŚWIATŁA" w Galerii Kina HELIOS w Radomiu. Więcej w linku poniżej...
27 lipiec 2014 r.
MIGAWKA ZE STOLICY EUROPY...
MIGAWKA ZE STOLICY EUROPY...
w stolicy Europy... jesteśmy w mniejszości...:/
22 lipiec 2014 r.
BRUKSELSKIE WYSTAWY...
BRUKSELSKIE WYSTAWY...
Setki metrów kwadratowych ścian zapełnione zdjęciami w różnym formacie...i nie potrafię się zachwycić...może dlatego, ze w Polsce widziałam wiele dużo lepszych prac w małych prowincjonalnych Galeriach. Nie powinniśmy mieć kompleksów... ruszajmy na podbój Europy..:)
21 lipiec 2014 r.
CZARNE CHMURY NAD PARYŻEM...
CZARNE CHMURY NAD PARYŻEM...
Czarne chmury nad miastem spowodowały, ze tym piękniej jasne elewacje kamienic odcinały się wyraźnie od nieba. Wspaniały pobyt, nie tylko fotograficzne uniesienia ale i mnóstwo zachwytu nad francuskimi smakami...Byłam tu wiele razy ale pierwszy raz mi się naprawdę podobało na tyle, ze z przyjemnością tu wrócę... Tym bardziej, ze teraz mam blisko..:)
16 lipiec 2014 r.
BRUKSELA - GRAND PLACE I NOWE INSPIRACJE...
BRUKSELA - GRAND PLACE  I NOWE INSPIRACJE...
Nowe miejsca, nowe obrazy to dla fotografa bodziec do nowych pomysłów ... mam nadzieje dobrze wykorzystać ten czas ..:) Co dwa lata na najpiękniejszym placu Brx pojawia się różnokolorowy dywan z begonii. Do jego wykonania potrzeba około 500 tys kwiatów. Już 15 sierpnia dowiem się jaki wzór jest planowany na ten rok. Przez cztery dni nikt nie podziwia koronkowych zdobień Ratusza ani sąsiednich złoconych kamienic, wszystkie oczy i obiektywy aparatów skierowane są na feerię barw na bruku. Zobaczymy ... sfotografujemy ...:)
14 lipiec 2014 r.
CZUJEMY SIĘ ... EUROPEJSKO
CZUJEMY SIĘ ... EUROPEJSKO
Przechodzimy obok ludzi... nie rozpoznajemy ich, nie znamy...wszyscy są w ruchu... więc się zatrzymajmy, spójrzmy na siebie, na innego człowieka... Trzeba widzieć a nie tylko patrzeć, wtedy jest szansa, że ten drugi człowiek i nas zauważy...
5 sierpień 2014 r.
SUBIEKTYWNY PRZEWODNIK PO BELGII I UE...
SUBIEKTYWNY PRZEWODNIK PO BELGII I UE...
Zamieszkałam w parlamentarnym centrum UE..:)Wokoło prawie same biura. Do najbardziej znanego budynku brukselskiego BERLAYMONT zwanego przez niektórych "Berlaymonster" - mam 100 m ... pomyślałam sobie, ze opiszę w krótkich odcinkach to, co uda mi się zobaczyć i sfotografować - choćby komórką... co jest warte polecenia, a co sobie darować pomimo zaleceń w przewodnikach..:)Jedno już wiem na pewno: Lunch w budynku Komisji Europejskiej jest bardzo smaczny, urozmaicony i co najważniejsze - tani... polecam.:)
14 lipiec 2014 r.
INTERNETOWA GALERIA ZAPROSZONYCH
INTERNETOWA GALERIA ZAPROSZONYCH
Po raz drugi zagościłam w Internetowej Galerii Zaproszonych...miło, ze ktoś zauważa to, co robię...Dziękuję..:)Więcej w linku poniżej...
17 kwiecień 2014 r.
VII DNI FOTOGRAFII W LUBLINIE
VII DNI FOTOGRAFII W LUBLINIE
25-27 KWIETNIA...ZAPRASZAMY SERDECZNIE ... Zapraszam też osobiście na PRZEGLĄD PORTFOLIO - w sobotę 26 kwietnia o 12.00 do Chatki Żaka, gdzie będę wraz z Mariuszem Mazurem i Krzysztofem Kuzko analizować Wasze zdjęcia...:)więcej informacji w linkach poniżej...
7 kwiecień 2014 r.
PARIS PARIS
PARIS PARIS
Wiosenny wypad fotograficzny udał się połowicznie... niestety pełne słońce zaszczyciło nas tylko przez 2 godziny ale miało to także swoje dobre strony, bo zamiast biegać z aparatem, można było usiąść w knajpce przy aromatycznej kawie i skupić się na socjologicznych obserwacjach. Wnioski z kolejnego pobytu w Paryżu są bardzo pozytywne: Polki są najpiękniejsze, Warszawa jest ładnym miastem a gustem w ubiorze codziennym przewyższamy Francuzów o głowę...:)
31 marzec 2014 r.
XVII Targi Sprzętu Fotograficznego ŁÓDŹ
XVII Targi Sprzętu Fotograficznego ŁÓDŹ
Akredytacja z Interii i ... robimy fotoreportaż z Targów... wspaniałe doświadczenie...i odrobina niepokoju: "jak się spodoba"...o fotorelacji więcej w linkach poniżej...
31 marzec 2014 r.
WYSTAWA FOTOKLUBU RP "OBECNOŚĆ"
WYSTAWA FOTOKLUBU RP
Moje zdjęcie zostało wybrane na plakat firmujący bardzo ciekawą wystawę członków Fotoklubu Rzeczypospolitej Polskiej w Galerii Kina Helios w Radomiu. Czuję się wyróżniona tym bardziej, ze uczestniczyło wielu świetnych autorów, którzy pokazali swoje najlepsze zdjęcia na temat "Obecność" Zdjęcia w linkach poniżej...
13 marzec 2014 r.
MGŁY... nadwiślańskie
MGŁY... nadwiślańskie
"Zanim pojawi się na niebie wóz słońca, znad brzegów Oceanu wyjeżdża na lekkim rydwanie Eos, różanopalca bogini jutrzenki. Piękne oblicze młodej bogini jaśnieje rumieńcem zorzy porannej, a wśród szarych świtów zakwita jej szata barwy szafranu" Jan Parandowski ... W niedzielny poranek ciężko było jechać wzdłuż Wisły, mgła jak mleko...ale gdy wyszło Słoneczko - zrobiło sie najpiękniej na świecie... To co piękne jest ulotne, trwało krótko, o 10 byłam znów w łóżku i odsypiałam śródnocne eskapady..:) Więcej w Galerii KRAJOBRAZY / MGŁY
9 kwiecień 2014 r.
GDAŃSK - walentynkowe fotografowanie
GDAŃSK - walentynkowe fotografowanie
Każdy pretekst do wyjazdu z aparatem jest dobry. Miasto przywitało nas w minorowym nastroju, niebo smutne, zachmurzone, niefotogeniczne. Ale morze, ze swoją potęgą było piękne jak zawsze. Rewelacyjna plaża w Babich Dołach ze słynną torpedownią nieopodal brzegu, zaspokoiła nasze apetyty na fotografowanie. W drodze powrotnej pięknym słońcem przywitał nas Tczew ze swoim rewelacyjnym mostem. To są miejsca, do których się wraca i tęskni...
6 luty 2014 r.
Art Photo Poland zamieściło serię moich zdjęć..:)
Art Photo Poland zamieściło serię moich zdjęć..:)
"Międzynarodowa strona dla miłośników fotografii artystycznej. Prezentujemy starannie wyselekcjonowane prace polskich fotografów. Niezbędnym i podstawowym kryterium wyboru zdjęć jest ich wysoka wartość artystyczna. Strona codziennie aktualizowana. Zapraszamy!" ... Tak opisują swoją stronę pomysłodawcy: "Administrator: Jacek Wykowski (www.fb.com/jacek.wykowski),Bogdan Frymorgen (www.fb.com/bogdan.frymorgen) Więcej poniżej w linkach...
31 styczeń 2014 r.
WHO IS WHO z serii wydawniczej Hübners
WHO IS WHO z serii wydawniczej Hübners
W takiej pięknej encyklopedii znajdzie się notka biograficzna o mnie i moich dokonaniach.Encyklopedie biograficzne "Who is Who" mają w Europie ponad 150-letnią tradycję więc tym bardziej jestem dumna, ze znajdzie się tam moje nazwisko..:)
30 styczeń 2014 r.
MYŚLI W PRZESTRZENI - nowa wystawa
MYŚLI W PRZESTRZENI - nowa wystawa
Już od poniedziałku 3 lutego 2014r.w Lublinie na ul. Grażyny 13 zobaczyć można moją nową wystawę z człowiekiem w przestrzeni w roli głównej...zapraszam..:) więcej w linku.
31 styczeń 2014 r.
DOROCZNA WYSTAWA LTF
DOROCZNA WYSTAWA LTF
W nowej Galerii w Pałacu Parysów odwiedziło nas bardzo dużo osób. wystawa Doroczna to prezentacja zwycięskich zdjęć w wielu konkursach, wiec tym bardziej warto zobaczyć...zapraszamy... więcej zdjęć w linku:
31 styczeń 2014 r.
ZWYCIĘZCA JEST TYLKO JEDEN...
ZWYCIĘZCA JEST TYLKO JEDEN...
Jak co roku wielkie emocje towarzyszą konkursowi na Zdjęcie Roku...miałam przyjemność dwukrotnie doświadczyć smaku zwycięstwa. W tym roku zwyciężyła fotografia kol. Jacka Kmiecia...Gratuluję...więcej w linku - zdjęcia Piotra Jarugi
7 styczeń 2014 r.
ZDJĘCIE - WARTE ALBUMU
ZDJĘCIE - WARTE ALBUMU
Zdjęcie zrobione na lodowisku warszawskiej Starówki spodobało się w mini-konkursie Fototomiastikonu...bardzo mnie ucieszyła nagroda, nie wiem skąd jurorzy wiedzieli ... ale od dawna planowałam zakup tego albumu..:)
23 grudzień 2013 r.
WEEKEND W WARSZAWIE ZAOWOCOWAŁ WYGRANĄ..:)
WEEKEND W WARSZAWIE ZAOWOCOWAŁ WYGRANĄ..:)
FOTOMIASTIKON to nowatorski projekt społecznościowy w ramach którego powstaje zbiór warszawskich fotografii. Jego centralnymi elementami są fotoblog www.fotomiastikon.pl oraz galeria fotografii - "GALERIA JABŁKOWSKICH". Dziś dostałam wiadomość, ze moje zdjęcie wygrało konkurs na przedstawienie "ŚWIĄTECZNEJ WARSZAWY"
15 grudzień 2013 r.
POWYSTAWOWO W RADOMIU
POWYSTAWOWO W RADOMIU
Na wystawę Doroczną Fotoklubu RP w Radomiu przyszło bardzo dużo ludzi. Tym bardziej jest mi miło, ze moja praca zawisła w pięknej Galerii Łaźnia. fot: SiwyDym
12 grudzień 2013 r.
IV DOROCZNA wystawa fotografii członków Stowarzyszenia Twórców Fotoklub Rzeczypospolitej Polskiej
IV DOROCZNA wystawa fotografii członków Stowarzyszenia Twórców Fotoklub Rzeczypospolitej Polskiej
Więzienne zdjęcie reprezentuje mnie na Wystawie Dorocznej. Cieszę się, ze pod koniec roku doświadczam fotograficznej kumulacji..:) Podwójne Zdjęcie Dnia i Polecany Autor w największym w Polsce portalu fotograficznym plfoto.pl. Niedawno zostałam też członkiem Fotoklubu Rzeczypospolitej Polskiej, w listopadzie miała miejsce wystawa indywidualna w przestrzeni miejskiej w ramach Festiwalu Fotografii w Puławach a moje zdjęcie konkursowe wisi obecnie w Warszawie, w Galerii Jabłkowskich i na koniec dwie kolejne wystawy zbiorowe w Radomiu w ramach Fotoklubu... finisz roku bardzo mi sie podoba..:)
12 grudzień 2013 r.
WYSTAWA "CZŁOWIEK" pod egidą FOTOKLUBU RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ
WYSTAWA
W Mikołajki już jako pełnoprawny członek uczestniczyłam w wystawie pt. "Człowiek" w pięknych wnętrzach Wyższej Szkoły Handlowej w Radomiu. Nie ukrywam, ze to bardzo bliski mi temat.:) fot.SiwyDym
10 grudzień 2013 r.
ZNOWU ZDJĘCIE DNIA NA PLFOTO.:)
ZNOWU ZDJĘCIE DNIA NA PLFOTO.:)
Wyjazd do Berlina okazał się niezwykle udany fotograficznie. Dziękuję - za wskazanie palcem 125m nad ziemią: "zrób te cienie koło wieży" - tak powstało "UNIWERSUM PARALELNE" wybrane dziś na Zdjęcie Dnia ... inspiracje są niezmiernie ważne..:)
10 grudzień 2013 r.
Mam już legitymację FOTOKLUBU RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ
Mam już legitymację FOTOKLUBU RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ
Mam już legitymację...podoba mi się zdanie tam zamieszczone: "Wszystkie władze, instytucje i osoby prywatne są proszone o ułatwienie okazicielowi legitymacji dokonywania zdjęć fotograficznych do jego działalności artystycznej" .. ciekawe czy to działa..:) fot. Siwy Dym
20 listopad 2013 r.
ZDJĘCIE DNIA na PLFOTO
ZDJĘCIE DNIA na PLFOTO
Tysiąc kilometrów via Rumunię...przewędrowała wiadomość, która mnie dziś bardzo ucieszyła..."NIEWIDZIALNY ŚWIT" został doceniony przez plfoto.pl ... zdjęcie inspirowane słowami W.Wysockiego: "byle we mgle wiary nie stracić"...dziękuję bardzo .:)
13 listopad 2013 r.
DZIŚ MÓJ WAŻNY DZIEŃ - dziś zostałam Artystą..:)
DZIŚ MÓJ WAŻNY DZIEŃ - dziś zostałam Artystą..:)
Dzisiaj 13 listopada dostałam miłą wiadomość - FOTOKLUB RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ STOWARZYSZENIE TWÓRCÓW - zrzeszający artystów fotografików przyjął moją skromną osobę w poczet swoich członków. Teraz czeka mnie tym bardziej wytężona praca, żeby nie zawieść pokładanych we mnie nadziei...:)
8 listopad 2013 r.
Listopadowa wystawa w GALERII JABŁKOWSKICH w Warszawie
Listopadowa wystawa w GALERII JABŁKOWSKICH  w Warszawie
W połowie listopada moje zdjęcie zawiśnie na ścianach Galerii Jabłkowskich na ul. Chmielnej w Warszawie. Wystawa będzie składała się z 16 fotografii wyróżnionych podczas akcji "masz zadanie" Ostatecznego wyboru zdjęć dokonała Pani Jagna Olejnikowska z Warszawskiego Okręgu ZPAF.
8 kwiecień 2014 r.
BERLIN BERLIN
BERLIN BERLIN
Jesień jest w Berlinie piękna, nawet deszcz był elementem wspomagającym robienie zdjęć...Wybierając październikowy termin trafiliśmy na Festiwal Światła - pięknie było..:)
8 listopad 2013 r.
WIELKIE RADZYŃSKIE FOTOGRAFOWANIE
WIELKIE RADZYŃSKIE FOTOGRAFOWANIE
Jak co roku Radzyński Klub Fotograficzny Klatka organizuje wspaniałą zabawę fotograficzną...w tym roku udało mi sie migawką złapać wiatr ...warto było jechać..:)
8 listopad 2013 r.
Puławski Festiwal Fotografii
Puławski Festiwal Fotografii
Trzydniowe PUŁAWSKIE KRÓLESTWO FOTOGRAFÓW poprzedzone było konkursem w którym cykl moich prac z "Człowiekiem w Przestrzeni" został zakwalifikowany na wystawę, towarzyszącą Festiwalowi..:)
8 kwiecień 2014 r.
CZESKIE IMPRESJE...sierpniowa Praga
CZESKIE IMPRESJE...sierpniowa Praga
Fotografom wystarczy impuls, by naładować baterie, wykupić Autocasco zagraniczne i jechać...spróbować czeskiego piwa i knedlików na praskiej starówce...natknęliśmy sie przypadkiem na rewelacyjną wystawę setek zdjęć słynnego fotografa Jaroslava Kučery na Hradczanach. Polecam..:)więcej w linku poniżej
21 maj 2013 r.
WARSAW BY NIGHT w Galerii Jabłkowskich
WARSAW BY NIGHT w Galerii Jabłkowskich
Jest mi szalenie miło, ze moje zdjęcie nocnej Warszawy zakwalifikowało się do wystawy na Noc Muzeów i dostało nagrodę specjalną Good-Photo..:)
9 kwiecień 2014 r.
RZYM po raz kolejny...
RZYM po raz kolejny...
Wracając z Neapolu nie byłabym sobą, gdybym choć na chwilę nie zawitała do ulubionego Rzymu. Pierwsze kroki skierowałam na malownicze Zatybrze. Kocham tam każdą uliczkę, zaułki, atmosferę spokoju, niemal rozleniwienia. Nawet Vespy jeżdżą tam nieco dostojniej i wolniej niż gdzie indziej. Uwielbiam usiąść przy stoliku, zamówić karafkę wina i obserwować życie uliczki...Ostre słońce, długie wieczorne cienie stwarzają tu raj dla fotografa...
8 kwiecień 2014 r.
URODZINY W NEAPOLU...Z APARATEM
URODZINY W NEAPOLU...Z APARATEM
To były moje najpiękniejsze urodziny...Neapol to cudowne miejsce dla fotografa. Ma wszystko co uwielbiamy ... morze, słońce, dobre jedzenie i... mnóstwo wąziutkich uliczek. Przywiozłam dużo zdjęć i jeszcze więcej obrazów w głowie. Włoskie smaki i zapachy...to coś co uwielbiam...wrócę tam...:)
8 kwiecień 2014 r.
Rzym ... marcowy
Rzym ... marcowy
Miesiąc bez mojego ukochanego miasta to długo...przypadkowy termin wylotu zbiegł się z wyborem nowego Papieża. Ogromny zbieg okoliczności - wchodząc na Plac Sw. Piotra zobaczyłam biały dym nad Kaplicą Sekstyńską. Czyżby na mnie czekali z wyborem?..:))))
8 kwiecień 2014 r.
Rzym... walentynkowy
Rzym... walentynkowy
Po wyjeździe sylwestrowym do Wiecznego Miasta miałam ogromny niedosyt... szybka decyzja i Walentynki spędzam w Rzymie patrząc na dachy miasta z Zamku Anioła...
21 maj 2013 r.
PODSUMOWANIE ROKU W LTF
PODSUMOWANIE ROKU W LTF
Wystawa Doroczna LTF WOK Lublin. Moja praca została uhonorowana tytułem Zdjęcia Roku 2012... to mój drugi taki zaszczyt. Pierwszy raz był na samym początku przygody z aparatem - zdjęcie pt. "Starość" - otrzymało tytuł Zdjęcia Roku 2009..:)
25 luty 2013 r.
POWYSTAWOWO...
POWYSTAWOWO...
Ogromne emocje, byłam bardzo wzruszona ogromem ciepła, z jakim zostałam przyjęta...Tylu miłych słów już dawno nie usłyszałam. Mam cichą nadzieję, ze zdjęcia będą się podobać i innym oglądającym.
19 luty 2013 r.
Kolejna wystawa..."Dokąd zmierzasz Człowieku?"
Kolejna wystawa...
Radom jest bardzo gościnny... tak jak gościnni i niezwykli są Ludzie z tego miasta. Dzięki Nim zapraszam 22 lutego o godz.18.00 na wystawę moich prac do pięknej Galerii kina Helios ul.Poniatowskiego 5...
11 styczeń 2013 r.
RZYM sylwestrowy ...wszystkiego najlepszego w 2013r. :)
RZYM  sylwestrowy ...wszystkiego najlepszego w 2013r. :)
Sylwester w Wiecznym Mieście... chociaż był to bardzo krótki pobyt, to okazja do fotografowania tego co lubię była świetna, mam nadzieję, ze niedługo znów tam wrócę..:)
9 grudzień 2012 r.
WYSTAWA ... jak było...
WYSTAWA ... jak było...
Było szalenie miło... pomimo niezwykle niesprzyjającej aury która sypnęła obfitym śniegiem moi Goście nie zawiedli. Jestem im za to niezmiernie wdzieczna... Wystawa to praca zbiorowa... bardzo dziękuję pani Ewie Domaszewicz i pani Aleksandrze Antonowicz-Sprawce za to, ze moje zdjęcia mogły zaistniec, Jackowi Zaimowi za jego niezwykle celne uwagi i namówienie mnie na przygotowanie zdjeć, panu Stańko z fotolab Kodak z Lidzbarka Warmińskiego za pieczołowite zajęcie się moim zamówieniem i terminową dostawę, Marcinowi Michałowskiemu za wymyślenie tytułu, mojemu mężowi i córce za pomoc w przygotowaniu folderu i prezentacji...oraz mojemu Canonkowi za zrobienie zdjęć..:) Teraz muszę odpocząć od tej tremy, jaka mnie zjadała przed wystąpieniem ... w nagrodę dostałam wycieczkę sylwestrową do Rzymu... będą więc nowe zdjęcia..:) ... artykuł o wystawie:
27 listopad 2012 r.
ZAPRASZAM NA MOJĄ WYSTAWĘ
ZAPRASZAM NA MOJĄ WYSTAWĘ
WYSTAWA "STOPNIOWANIE" 7 grudnia o 17:00 w Domu Kultury na Węglinie Lublin ul. Judyma 2A .... Gwarantuję ciepłą atmosferę i zimną cocacolę..:)
27 listopad 2012 r.
ZNÓW O MNIE NAPISALI...
ZNÓW O MNIE NAPISALI...
Portal FotoKOLASEUM zamieścił na swojej stronie wywiad ze mną... jest mi szalenie miło, ze spodobały się moje prace na tyle, ze chcieli o nich napisać...
27 listopad 2012 r.
KONKURS "ODKRYJ WAKACYJNĄ ŁEBĘ"
KONKURS
W konkursie Fundacji Kolpinga "ODKRYJ WAKACYJNĄ ŁEBĘ" moje zdjęcie wędrówki gwiazd po nocnym niebie zajęło II miejce ...
22 maj 2013 r.
Debiutant ... nie-Debiutant...
Debiutant  ... nie-Debiutant...
Takich ludzi bardzo rzadko mozna spotkać ...fotograficznie ukształtowanych, tworzących świetne obrazy...ale do szuflady. Aż niemozliwe, ze Marcin jest Debiutantem, ze nigdy nie miał powaznej wystawy swoich prac. Po długich rozmowach namówiłam Go, zeby pokazał swoją wizję świata... organizowanie wystawy TAKICH zdjęć to przyjemność..:)
27 listopad 2012 r.
PROJEKT 52 MGNIENIA
PROJEKT 52 MGNIENIA
Autorski projekt Roberta Pranagala z LTF polegał na tym, ze wybierane było najlepsze zdjęcie z fotografii zrobionych w danym tygodniu... 52 tygodnie - 52 mgnienia...
27 listopad 2012 r.
DOROCZNA WYSTAWA LTF...
DOROCZNA WYSTAWA LTF...
25 stycznia w Galerii Wojewódzkiego Wojewódzkim Ośrodku Kultury przy ul. Dolna Panny Marii 3...
27 listopad 2012 r.
MIGAWKI Z ŻYCIA
MIGAWKI Z ŻYCIA
Autorski projekt Michała Woźniaka i mój...współtwórców i współkomisarzy wystawy...
27 listopad 2012 r.
JUBILEUSZ 75 LECIA LTF
JUBILEUSZ 75 LECIA LTF
Już 75 lat istnieje nasze Towarzystwo ... Wspaniała wystawa 75 prac 75 autorów na 75 lecie - To niesamowite doznanie gdy własna praca wisi obok takich sław jak Edward Hartwig, Stanisław Magierski, Stefan Kiełsznia czy Feliks Kaczanowski. Pięknie się w tym towarzystwie prezentowała moja "Błękitna Rapsodia" - warszawska niebieska klatka...
27 listopad 2012 r.
LUBLIN, LUBLINIANIE, LUBELSZCZYZNA
LUBLIN, LUBLINIANIE, LUBELSZCZYZNA
Ogólnopolski konkurs fotograficzny promujący piękno Lublina i Lubelszczyzny
27 listopad 2012 r.
VIII BITWA ULICZNA W GLIWICACH
VIII BITWA ULICZNA W GLIWICACH
Temat Bitwy: "DROGA NA SZCZYT"
27 listopad 2012 r.
ANGLIA PODBITA..:)
ANGLIA PODBITA..:)
Na ART-FESTIVAL w HALIFAX w Wielkiej Brytanii 15-17 lipca 2011r. zaprezentowane zostały trzy moje prace...
27 listopad 2012 r.
GALERIA BEZDOMNA w Lublinie
9-12 lipca w budynkach należących do przyszłej Galerii Alchemia gościła GALERIA BEZDOMNA
27 listopad 2012 r.
LUBELSKA NOC KULTURY
LUBELSKA NOC KULTURY
Lubelska Noc kultury to ogromne wydarzenie, LTF również wpisał się w program obchodów...WHO IS WHO - 3 czerwca 2011r. - wystawa członków Towarzystwa - zaprezentowałam dwie prace z serii "szchowej" powstałej w toskańskim Livorno...
27 listopad 2012 r.
DEBIUTY W LTF...maj 2011r.
DEBIUTY W LTF...maj 2011r.
BARWY PRZESTRZENI - Taki tytuł miała wystawa mojego podopiecznego - Witolda Nowakowskiego...27 kwietnia 2011r w Galerii LTF odbył się wernisaż wystawy debiutanckiej swietniego pejzarzysty. Już dawno zetknęłam się z jego pracami, ale dopiero niedawno udało mi się namówić Go do wstąpienia do naszego Towarzystwa i wystawienia swoich prac z czego się ogromnie cieszę. A czas jaki poświęciliśmy na wybranie i ułożenie prac zaprocentował ogromnym zainteresowaniem oglądających...
27 listopad 2012 r.
ZOSTAŁAM JURORKĄ
To niezwykłe wyróżnienie móc oceniać prace innych... 18 kwietnia w Centrum Arteterapii w Lublinie zaproszono mnie do jury oceniającego prace fotografów, których tematem był TEATR...wraz ze mną członkiem jury był p. Leszek Mądzik polski scenograf i reżyser teatralny. profesor sztuk plastycznych - twórca Sceny Plastycznej KUL...
27 listopad 2012 r.
NAPISALI O MNIE...
NAPISALI O MNIE...
Obraz i Dźwięk FOTO Portfolio miesiąca: Barbara Wilczyńska ... Netkultura.pl - PORTAL LITERACKI - KULTURA W SIECI - opublikował wywiad ze mna autorstwa p. Anny Kolasińskiej... całość w linku poniżej...
27 listopad 2012 r.
Wystawa Doroczna Lubelskiego Towarzystwa Fotograficznego
Wystawa Doroczna Lubelskiego Towarzystwa Fotograficznego
19 lutego w pięknym Hotelu LUBLINIANKA odbył się wernisaż zdjęć z całorocznego konkursu LTF. Wśród laureatów znalazły się trzy moje zdjęcia na tematy: Ruch, Wnętrza i Barwy kampanii...więcej poniżej w linku...
27 listopad 2012 r.
SAMOTNOŚĆ...
SAMOTNOŚĆ...
GALERIA POD 8-MKĄ w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą 4 II 2011r....W niezwykle klimatycznym miejscu, w sercu pięknego Kazimierza nad Wisłą zaprezentowałam trzy moje prace na wystawie zbiorowej pod ogólnym tytułem "Samotność"
27 listopad 2012 r.
KAZIMIERZ PO SEZONIE...
KAZIMIERZ PO SEZONIE...
Wystawa "Kazimierz po Sezonie". Wraz z Michałem Woźniakiem byłam komisarzem wystawy poplenerowej. Organizacja wystawy to niezwykle ciekawy proces...dobór prac autorów, oprawienie, rozpropagowanie... i ... czekanie na efekt... podoba mi się ..:)
27 listopad 2012 r.
Miesięcznik FOTO
Miesięcznik FOTO
Najstarszy miesięcznik o fotografii zamieścił artykuł o Lubelskim Towarzystwie Fotograficznym...wśród kilku zdjęć promujących Towarzystwo - znalazło się i moje "W Starej Winiarni" które zrobiłam w Raciborzu przy okazji warsztatów portretu grupy fotograficznej "SnapShots" ...pozdrawiam chłopaków i dziękuję...link do okładki FOTO poniżej..
27 listopad 2012 r.
REKORD AUKCJI
REKORD AUKCJI
MOŻNA POMÓC CHOCIAŻ W TEN SPOSÓB..."POPATRZ, POCZUJ POMYŚL" W pięknym Janowcu nad Wisłą przy okazji wystawy trojga fotografów odbyła się aukcja zdjęć ofiarowanych przez fotografów z lubelszczyzny: Pawła Bajewa, Maksa Skrzeczkowskiego i innych? Moja praca ?Kobieta z różową parasolką? ustanowiła rekord aukcji? Bardzo się cieszę, ze mogłam pomóc choć w taki sposób?
27 listopad 2012 r.
Dużo się dzieje...
Dużo się dzieje...
wszystko się rozkręca... VII Uliczna Bitwa fotograficzna w Gliwicach 21 sierpnia 2010r. ? Znany fotograf Tomasz Tomaszewski zakwalifikował moje zdjęcie do konkursu. W tym roku temat RELACJE? 2. MŁODZI ARTYŚCI 23 czerwca 2010r. Kolega Robert Pranagal z LTF zaprosił młodych Sztukmistrzów na plener staromiejski. Kolejnym etapem była wystawa prac połączona z aukcją na rzecz powodzian z zalanej gminy Wilków. Moja praca znalazła się na plakacie firmującym całą akcję. 4. 10.10.10 o 10:10 musiało być zrobione zdjęcie aby mogło zakwalifikować się do konkursu ogłoszonego przez gazetę ?NOWINY? z Raciborza. Moja praca zajęła III miejsce?dziękuję? 5."54" to wystawa portretów Krzysztofa anina Kuzko ? znanego fotografika i animatora życia kulturalnego na Lubelszczyźnie, wyróżnionego przez lubelskie media tytułem Bene Meritus Terrae Lublinensi. Moje dwie prace zawisły na ścianach galerii?
26 listopad 2012 r.
Maj - Miesiąc Debiutów
Maj - Miesiąc Debiutów
Moja pierwsza wystawa...19 maja 2010 r. "Wokół Starych Kamienic" ... Wprawdzie pojedyncze zdjecia juz zadebiutowały w styczniu na Dorocznej Wystawie Lubelskiego Towarzystwa Fotograficznego ale indywidualna wystawa to ogromne przeżycie i obawa, czy ktokolwiek będzie chciał przyjść, zeby zobaczyc moje stare mury. Goście dopisali - bardzo im za to dziękuję.
26 listopad 2012 r.
Jak to się zaczęło...
Jak to się zaczęło...
Wiele osób zwraca mi uwagę, że nie aktualizuję bloga...czas więc uzupełnić co nieco: Mój romans z fotografią rozpoczął sie od... długotrwałego bólu głowy... lekarz zasugerował mi, ze dobrze by było skierować mysli w inną stronę i znaleźć sobie hobby... no i znalazłam. Stałam się posiadaczką Canonka 450d. Nosiłam go wszędzie ze sobą. Nawet kupując torebkę mierzyłam go, czy się w niej zmieści.Biegając po Starym Mieście w Lublinie fotografowałam wszystko dookoła. Jedną z fotografii wysłałąm do Lubelskiego Towarzystwa Fotograficznego na konkurs pt. Starość. Wygrało, później zostało wybrane na Zdjęcie Roku 2009, a ja dostałam nagrodę za Debiut Roku i propozycję debiutanckiej wystawy...
9 grudzień 2011 r.
GENESIS ...dzień pierwszy
GENESIS ...dzień pierwszy
Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię. Ziemia była bezładem i pustkowiem: ciemność była nad powierzchnią bezmiaru wód. Wtedy Bóg rzekł: ,,Niechaj się stanie światłość,, ... a potem Canon rejestrował każdą zmianę w kadrze...aż do końca świata i o jeden dzień dłużej...:)

© 2017 - Barbara Wilczynska Blog  |  Mapa strony  |  Poleć stronę Portfolio Albumio.pl   |   Realizacja: Marcom Interactive