Z bloga fotografa

HOME SWEET HOME

Dodano: 20 maj 2017 r.
HOME SWEET HOME
Od początku maja zrobiłam 4 tysiące kilometrów samochodem i 5 tysięcy samolotem. Ile kroków i ile pięter przeszłam, to wie tylko aplikacja zliczająca te dane w moim iphone. Czuję się szczęśliwa, ale potwornie zmęczona. Podróż francuska była absolutnie cudowna. Trasa z Brukseli do Bordeaux z przystankiem w Chartres, żeby zobaczyć katedrę w różowym świetle wschodzącego słońca była długa ale magiczna. Okoliczności przyrody zafundowały nam spektakl tak cudowny i niepowtarzalny, że nawet nie śmiałabym sobie takiego wymarzyć. Świtem otoczyły nas mgły tak gęste, że poza przebijającym się momentami słońcem nie było nic widać, prześwitujące delikatne zarysy drzew w złotej poświacie powodowały totalny zachwyt. Trzymałam mocno kierownicę i pędząc boczną drogą w stronę Orleanu krzyczałam ze szczęścia za Faustem: Trwaj chwilo, jesteś piękna... i chwila trwała wiele kilometrów, aż zniknęła rozgrzana promieniami słońca. Dalej było już tylko piękniej: wydma Piłata nad brzegiem oceanu, Cap Ferret pomiędzy niebem a wodą, hiszpańskie San Sebastian, królewskie Biarritz, akwitańskie Bordoaux, winnice w okolicach St.Emillion, kamienny most Cahors, degustacje Cheval Blanc, cichutko dzwoniące buteleczki w bagażniku, fantastyczne obrazy rzędów winorośli z kamery drona, krajobrazy, armaniak i foie gras w Gaskonii, święta woda z Lourdes, różowo-fiołkowo-studencka Tuluza, Albi Touluse-Lautreca, potężna katarska twierdza Carcassone i wreszcie morze śródziemne, pusta, otoczona skałami plaża przy hotelu w Sete, Montpellier, wiadukt Millau w nocy i w dzień, czerwony wiadukt kolejowy Eiffla, wulkany i sery Owerni, jedyne w swoim rodzaju jak perła w koronie Le Puy-En-Velay z niezwykłymi, powulkanicznymi turniami, sterczącymi w samym centrum miasta na których rozgościły się wygodnie i bezpiecznie ważne francuskie sanktuaria ...i jako ukoronowanie, możliwość jedyna w swoim rodzaju: obserwowanie drugiej tury wyborów prezydenckich z wygraną Emmanuela. Powrót do domu był dużo dłuższy niż odpoczynek. Następnego dnia juz o 5.00 rano wyjazd na lotnisko w Zaventem i poranny lot do Lizbony na spotkanie z córką, która leciała w tym samym kierunku z Warszawy. Damska wyprawa do serca Alfamy ze słynnym tramwajem 28 pod oknem. I tym razem pogoda była zmienna jak kobieta pozwalając nam się cieszyć Lizboną o różnych obliczach, opaloną słońcem i odświeżoną strugami deszczu. Finał podróży był zaskakująco nerwowy z racji potężnej awarii na lotnisku lizbońskim. Nasze samoloty miały być odwołane, poźniej już tylko opóźnione. Miałyśmy dużo szczęścia, poprzedniego dnia 50 tys ludzi z 200 samolotów przerwało swoją podróż. Home sweet home... jak dobrze we własnym łóżku. Dzień dobry Brukselo :)




Prosimy wypełnić wszystkie pola formularza

CAPTCHA Image





Dodane komentarze
  Dodano: 0 komentarzy

© 2017 - Barbara Wilczynska Blog  |  Mapa strony  |  Poleć stronę Portfolio Albumio.pl   |   Realizacja: Marcom Interactive